Czytam książkę wspomnieniową Kiry Gałczyńskiej "Mój anioł ma skrzydło zielone".Czytam z dość mieszanymi uczuciami, bo często nie identyfikuję się z poglądami autorki, rażą mnie jej uwagi. Juz parę razy miałam ochotę odłożyć książkę i nigdy do niej nie wrócić, ale zawsze trafiam na jakieś zdanie, które uderza trafnością, jakąś piękną myśl, jakieś ciekawe zdarzenie, zwłaszcza dotyczące jej ojca, Konstantego Ildefonsa - i to powoduje, że czytam dalej...
Trafiłam m.in. na opis "Balu Królewskiego Miasta Krakowa" w 2001 roku, którego patronem był K.I. Gałczyński. Włączyła się w tę imprezę fascynująca, klimatyczna krakowska kawiarnia "Pożegnanie z Afryką", przycupnięta skromnie przy ulicy św. Tomasza, tuż przy skrzyżowaniu z Floriańską.

Menu na ten bal przygotował m.in. Hotel Cracovia (kremówka Siódme niebo, tort Srebrna Natalia, tort Zielony Konstanty, Tort Kantata Jana Sebastina Bacha) a "Pożegnanie z Afryką" zaproponowało "kawy muśnięte wspomnieniem Gałczyńskiego":
Marsz wielkich uczonych - czyli mieszanka pięciu smaków
"Bo w pięciu gondolach pięciu balonów odlatywali wielcy uczeni, aby tam, wysoko nad ziemią dokonać trudnych i pożytecznych rzeczy"
Morze Ciemności - czyli kawa z kardamonem
"Całe szczęście, że morza księżycowe nosiły przynajmniej cudowne łacińskie imiona. Jedno z mórz miało na imię Mare Tenebrarum, co znaczy Morze Ciemności"
Śmierć Inteligenta - czyli etiopska mokka z kroplą alkoholu
"Popija kawę. Cierpi na czkawkę. Siedzi zasnuty dymem"
Ciekawe, czy była to tylko jednorazowa oferta tematyczna? czy też może na stałe weszła do menu kawiarni?
Jeszcze parę słów o kawiarence.
Mała witryna, skromne, wąskie drzwi wejściowe - nie zapowiadają zupełnie piękna kawiarnianych sal wewnątrz, ani też rozmachu prowadzonego sklepu z kawą i gadżetami do parzenia i podawania kawy. Zresztą, kiedyś ta kawiarenka to była jedna, mała ciasna salka (choć już wtedy zachwycała oryginalnością). Dziś lokal bardzo się rozbudował:


