Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpis

niedziela, 08 grudnia 2013

Menu wigilijne w XIX-wiecznej Warszawie

Wydawałoby się, że barszcz z uszkami to zawsze było i jest obowiązkowe polskie danie na Wigilię.

Okazuje się, że jednak nie, nie zawsze tak było!

Popatrzmy: mamy koniec XIX wieku. Piękne, wielopokojowe mieszkanie w kamienicy w centrum Warszawy, przy ulicy Trębackiej. Rodzina adwokata, którego prawdziwą pasją jest poezja, jego piękna żona, dwie córeczki: Anulka i Jadwinia, matka pana domu - mądra, dystyngowana babcia Pelagia i służba: kucharka Domicela, lokaj Jan, niania i zarazem pokojówka Wikcia.

Jadwiga Kopeć, w książce „Dziecko dawnej Warszawy”, przenosi nas w dawny świat, w jego codzienność i chwile świąteczne (ilustracje Uniechowskiego). Właśnie nadeszła Wigilia:

dziecko dawnej Warszawy

„Choinka ma być przystrojona szklanymi, kolorowymi kulami i żelatynową gwiazdą na szczycie. Zdawało się, że tyle jest zeszłorocznych ozdób, a jak przyszło co do czego, okazało się za mało i można było ubrać tylko jeden bok choinki. Stryj Tadeusz bowiem, który ma szeroki gest, kupił takie ogromne drzewko, że nie mieści się w mieszkaniu i trzeba je upiłować. Sprowadził także na święta cały antałek piwa.

W drewnianym szafliku pływają przeznaczone na wigilię ryby. Karpie z czerwonozłotą łuską rzucają się w wodzie, jakby chciały z niej wyskoczyć. Czarne, lśniące, jakby lakierowane liny sterują ogonami na małej przestrzeni.

Przed świętami najciekawsza jest kuchnia. Mama zakłada duży fartuch na całą suknię. Przemykam się za nią.

- Mówiłam, trzeć mak w jedną stronę, a wy zawsze swoje - odzywa się do Domiceli. – Przecież nie ukręci się nigdy!

Nie mogę zrozumieć dlaczego. Ale gdybym tak chciała wszystko zrozumieć… Uważnym okiem śledzę zębate kółko, które jeździ po cieście i wykrawa łamańce. Mam łuskać migdały. Przyciskam brunatną skórkę. Migdał wyślizguje mi się z ręki, wystrzela w górę i wpada za pakę od węgla.

- Jak masz tak robić, to lepiej wcale.

W dużej niecce wyrabia się ciasto na strucle. Dwie mocne ręce Domiceli tłuką je pięściami, biją i gładzą na przemian. Ciasto piszczy jakby żywe. Ukazują się różowe dłonie.

- Od ręki odchodzi – mówi mamusia, poprawiając kucharce opuszczone przy łokciu rękawy.

W kuchni robi się coraz goręcej. Wracam do pokoju, gdzie panuje przyjemny chłód.

Nadchodzi wigilia. Potraw na wigilię musi być nieparzyście, lecz uczestników wilii do pary, bo inaczej ktoś z obecnych umrze w tym roku.

Aby zapobiec nieszczęściu, zaprasza się córeczkę dozorcy. Dziewczynka przychodzi wcześniej, jest blada, jakby wcale krwi nie miała. Z jej wejściem rozchodzi się zapach świeżych, włoskich orzechów. Mama mówi, że tak pachnie wilgoć.

Pod serwetą, jak śnieg białą i mocno nakrochmaloną, kładą siano. Kieliszki i szklanki przewracają się ciągle. Pośrodku stołu opłatki w złotej opasce. Na obrazku opłatka leżącego na wierzchu – Dzieciątko w stajence.

Zabłysła pierwsza gwiazda i według zwyczaju można już zasiąść do stołu.

- Jaką dzieci chcą zupę, migdałową czy rybną? – pyta mama.

Któż by się zastanawiał, przecież zupa migdałowa jest pyszna, słodka.

Podają paszteciki ryby w muszelkach. Córeczka dozorcy spogląda na mnie pytająco. Nie wie, czy ma jeść paszteciki wraz z muszelką.

Po wieczerzy otwierają się drzwi do salonu i strojnie ubrana choinka przykuwa oczy. Wchodzi święty Mikołaj, rozdaje upominki. Ma fioletowe rumieńce i białą, miękką brodę. Można by w niego uwierzyć, gdyby nie lakierowane pantofle na wysokich obcasach. To przecież pantofle mamy!

Zapalono na choince świeczki. Po chwili poprzekrzywiały się i kapią roztopionym woskiem. Pachnie świerkową żywicą. Od jarzących świateł rozchodzą się srebrne promienie i powietrze wkoło staje się ruchome.

(…) – Co wy tam politykujecie, przecież to wilia, zagrajcie trochę kolęd – mówi mama.

Zaczynają wszyscy śpiewać po kilka strofek, całej kolędy nikt nie umie. Siadają przy stole, chrupią orzechy.

Słychać łomotanie do drzwi. To przyszli chłopcy z szopką. Ustawili na poczekaniu małą scenkę, przed nią rzędami krzesła. Zapaliła się kolorowa lampka i zaczęły wyskakiwać marionetki, przedstawiające Matkę Boską, Heroda, świętego Józefa, diabła, śmierć z kosą, która ścina głowę okrutnemu Herodowi i śpiewa:

                A za wszystkie twoje zbytki

                Pójdź do piekła, boś ty brzydki.

Przed nocą stawiam przy swoim posłaniu wszystkie otrzymane prezenty i z myślą o nich zasypiam.”





Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
negresca
Czas publikacji:
niedziela, 08 grudnia 2013 21:05

Polecane wpisy

  • Święta Bożego Narodzenia

    Szybciutko przyszły te święta; czekają tradycyjne potrawy wigilijne, czeka choinka na blask światełek, czekają opłatki na sianku, na zapóźnionego wędrowca czeka

  • Adwentowe lektury w kuchni - wigilia pp. Iwaszkiewiczów

    Dużo w tym roku u mnie o pisaniu listów. Pewnie dlatego, że odchodzi ta tradycja w cień, w zapomnienie, a szkoda. A przecież dzięki listom mamy, ot choćby opis

  • Adwentowe lektury w kuchni

    Ludzie listy piszą... Zwłaszcza przed świętami. Kolorowe kartki z życzeniami, kawałek opłatka, czasami jeszcze mała karteczka z garścią wiadomości. Lubimy je zn

Komentarze

Dodaj komentarz

  • zibi_scj55 napisał(a) komentarz datowany na 2013/12/09 15:26:42:

    Czytając... byłem w tym domu, uczestniczyłem w pracach kuchennych, no, może ten strudel znany tylko z literatury ale i smaku, niestety... poza tym dniem! Do roku 2005 realizowałem dokładnie scenariusz z tego opisu jak by ściągnięty. I było pięknie, aczkolwiek... męcząco, jako że nikt w te przygotowania nie wchodził. A do stołu siadało nawet dwadzieścia osób! Problemem stało się ubranie choinki. Zamiast kolęd - telewizja! Zrezygnowałem pewnego dnia! Coś mi zamigotalo o perłach i wieprzach! A przecież mi żal...

  • negresca napisał(a) komentarz datowany na 2013/12/10 14:48:02:

    Ach, Zibi, ileż masz racji, niestety.
    Ale też: jeszcze Polska nie zginęła ( i jej tradycje) póki my żyjemy!
    Pięknie witam u mnie na blogu:)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl