Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpis

piątek, 07 lutego 2014

Czy przeminął czas kawiarni? Na marginesie książki „Antoni Uniechowski”

Tyle się człowiek naczytał o tych wspaniałych kawiarenkach, o niepowtarzalnej, niezapomnianej atmosferze, o prowadzonych dyskusjach, o oryginalnych zachowaniach stałych bywalców – i to wszystko przy jednej filiżance kawy!

Ot, właśnie skończyłam czytać książkę „Antoni Uniechowski czyli magiczne widzenie świata” Krystyny Uniechowskiej-Dembińskiej.

Uniechowski

I jest tam rozdział, w którym córka opowiada o swoim pobycie z ojcem, zaraz po wojnie, w Krakowie. I o przesiadywaniu w krakowskich kawiarniach.

Posłuchajcie (a raczej poczytajcie) jako to było:



"Pokój na Szymanowskiego, na trzecim piętrze był duży, pusty, słoneczny, z balkonem, a przed domem rozciągał się park Krakowski już cudownie zielony. Przechodziło się ścieżkami na ukos, szło Garncarską i już była Krupnicza i Dom Związku Literatów — ówczesna oaza życia twórców. Dalej dochodziło się do Plant, skręcało w lewo i już po drugiej stronie Karmelickiej kusiła Gospoda Aktorów. A jeśli szło się prosto ulicą Szewską, to wchodziło się na Rynek, w dzielnicę kawiarni i kawiarenek.

Antoni Uniechowski zadomowił się w krakowskich kawiarniach. Najdłużej był wierny Noworolskiemu w Sukiennicach. Tutaj rysował. Były tam duże okna, więc było jasno, i wygodne kanapki. Starym zwyczajem rozkładał na stoliku rysowanie. Warsztat: ebonitowe pudełeczko z piórkami i pędzelkami, buteleczka tuszu, nieodstępna szmatka do wycierania piórek. Na kolanach kładł tekturową teczkę, na niej arkusz papieru. Rysunki lawował kawą. Odlewał trochę czarnej na spodek i tak spędzał długie godziny. Kelnerzy znali go, a ponieważ w Krakowie od stu lat pełno było artystów, takie rysowanie czy pisanie w kawiarni nikogo nie dziwiło.

Inaczej było niż dziś w kawiarniach krakowskich, a zwłaszcza u Noworola. Nie roiły się tam jak teraz wycieczki, bo instytucja wycieczek jeszcze nie istniała. Nie było na Rynku tłumu umęczonych turystów, nie było ostentacyjnie młodzieżowej młodzieży. Ta młodzieżowość to też był późniejszy wynalazek. Moi rówieśnicy byli zdominowani przez ważny świat dorosłych, przez ich problemy i sposób bycia. Właściwie nikt nas, młodzieży, wówczas nie zauważał, a w każdym razie nie traktowano nas jako problemu. Musieliśmy dorosnąć i koniec. Słowem, młodzież nie wtargnęła jeszcze do kawiarni. Byłam wyjątkiem i strzegłam się, żeby nie nadużyć tego przywileju. Przy stoliku Ojca i jego znajomych siedziałam cicho jak mysz."

Noworolski w Krakowie

 (zdjęcie ze strony www.kawiarni)



Lata mijają i co rusz, któraś z kawiarni, mimo, że nadal istnieje, traci tę swoistą, niezapomnianą atmosferę i przestaje być Mekką elity (takiej czy innej) i tylko turyści i tropiciele (tacy jak ja na przykład) usiłują odnaleźć dawnego ich ducha.

Z „Noworolem” chyba też tak się stało.

Przyznam się, że właściwie nigdy tam nie byłam.

Owszem, w czasie studiów uwielbiałam kawiarnie, ale Noworolski zawsze mnie onieśmielał, taki był ekskluzywnie elegancki, nie z mojej bajki, i zawsze myślałam, że nie stać mnie po prostu na bywanie u nich.

A teraz, mimo że bywam stosunkowo często w Krakowie, i na kawę pewnie byłoby mnie stać, jakoś nadal czuję, że nie jest to miejsce dla mnie.

Ale przechodząc obok (a trudno nie przechodzić, jako że Noworolski jest na środku Rynku, w Sukiennicach) widzi się, że ciągle jest tam ruch i mnóstwo ludzi.

Ponoć kremówki są tam idealne…

Kiedy wybieram się do Krakowa, zawsze jest to dla mnie czas wyjątkowy. Tak bardzo lubię tam być i zawsze starannie wybieram miejsce na obiad i na kawę.

Może jednak zajrzę do Noworola niebawem? …..



Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
negresca
Czas publikacji:
piątek, 07 lutego 2014 09:01

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • atojaxxl napisał(a) komentarz datowany na 2014/02/07 13:52:15:

    W Noworolu dwa lata zostaliśmy z synem potraktowani jak intruzi, kelnerzy obskakiwali grupy Japończyków i Niemców. Więc powędrowaliśmy do Jamy Michalikowej, gdzie czuliśmy się jak najważniejsi goście:)

  • erkatka napisał(a) komentarz datowany na 2014/02/07 16:31:40:

    A myślałam, że jestem jedyną osobą, która czyta książki Krystyny Uniechowskiej-Dembińskiej...

  • negresca napisał(a) komentarz datowany na 2014/02/10 11:17:17:

    Mam jeszcze na oku dwie książki Uniechowskiej do przeczytania: Złota 9 i Apokryf wenecki (chyba taki był tytuł).
    A w Noworolu - zobaczymy - może poprawiło się?

Dodaj komentarz

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl