Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpis

czwartek, 03 lipca 2014

Jak tworzyć menu na domowe przyjęcie? dylematy!

Zwykle moje cykliczne domowe przyjęcia towarzyszą filmowi, wspólnie oglądanemu.

Staram się dobrać menu nawiązujące do tego filmu. Czasem zdarza się, że znam film, który mamy oglądać, i jeśli jest tam jakaś potrawa, zwykle pojawia się ona również u nas. Często nawiązuję do kuchni narodowej akcji filmu, wybierając najbardziej znane i charakterystyczne potrawy danego kraju.

przykładowe menu

(przykładowe moje menu)

I tu już zaczynają się schody, bo nie zawsze obowiązuje schemat znany z naszej kuchni: przystawka-zupa-danie główne-deser (jest to zresztą schemat europejski, przejęty jako wzorzec z kuchni francuskiej). Różnie to jest w różnych kuchniach. W kuchni chińskiej na przykład stawia się w centralnym punkcie stołu misę z ryżem, a wokół niej miseczki z przeróżnymi dodatkami, i wszystko to od razu. Gdzie indziej obowiązują zasady, że  pewnych składników nie łączy się z innymi, jak u nas. Miałam raz taką ewidentną wpadkę z kuchnią włoską, kiedy jako dodatek do mięsa w daniu głównym podałam makaron. Oj, wytknięto mi to bezlitośnie – w sumie słusznie (nie zrobili tego goście!) Od tamtego czasu studiuję dokładnie zwyczaje kulinarne danego kraju, który chcę zaprezentować.

Czasem kieruję się narodowością reżysera. Raczej jest to jednak bezpośredni związek menu z filmem.

Ale ostatnio namącił mi nieco w głowie przeczytany wywiad z p. W.M. Amaro, który został poproszony o stworzenie menu do festiwalu filmów kulinarnych.

Powiedział: „Za wszelką cenę starałem się uniknąć oczywistości wynikających z filmu. Nie sugeruję się tytułem, krajem, w którym wyprodukowano film, wątkiem przewodnim. Staram się znaleźć coś ciekawego, detal, który mógłbym wyeksponować. W przypadku filmu „The Recipe” – „Przepis” tym punktem zahaczenia była sól, która w filmie zmienia smak gulaszu, a także – zmienia oblicze głównego bohatera, reportera poszukującego receptury perfekcyjnej potrawki (…) pobawiliśmy się różnymi solami. Co prawda nie udało nam się zamrozić łez ciekłym azotem, by udekorować takimi słonymi kryształkami talerze, jednak to chyba byłaby już ta oczywistość, której starałem się unikać. (...) Sól to wiele różnych odmian, kolorów, smaków. W menu pojawiła się m.in. sól waniliowa, sól wędzona czy sól limonkowo-kokosowa, którą wykończyliśmy deser z czekolady i mrożonego ciekłym azotem jogurtowego musu"

No tak…. Ale on jest artystą…

I dla niego dania flagowe danego kraju – to przedszkole.

A ja – idąc dalej tym tokiem obrazowania – ciągle nadal jestem w przedszkolu, ot, co. I pewnie jeszcze długo będę.

 Dodam, że właśnie studiuję kuchnię nowojorską – bo we wrześniu mamy w planie obejrzeć film „Sunset Limited”, który dzieje się właśnie w N.Y.

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
negresca
Czas publikacji:
czwartek, 03 lipca 2014 10:30

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • atojaxxl napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/03 14:19:42:

    Oj, to wykorzystaj Negresco fakt, że w Lidlu trwa tydzień amerykański:) Na pewno trafisz na coś nowojorskiego :)

  • negresca napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/04 10:33:51:

    Tak wiem o tygodniu amerykańskim:) póki co kupiłam pekany, za którymi przepadam i żelki-fasolki wszystkich smaków - jak z H. Pottera:)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Kwiecień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl