Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Blog o moim mieście
Durszlak.pl
środa, 22 marca 2017

Poszukiwania hiszpańskich deserów i słodkości (w związku z planowanym przyjęciem) doprowadziły mnie do meringues - migdałowych bezików z nutą kawową. Podobne do makaroników, bardzo łatwe w przygotowaniu.

Jako mała przegryzka do kawy są świetne:)

meringues

3 białka

130 g cukru

50 g zmielonych migdałów

mała łyżeczka świeżo zmielonej kawy

 

Białka ubijamy na sztywną pianę. Dalej miksując dosypujemy partiami cukier.

Dodajemy kawę i migdały, delikatnie mieszamy łyżką.

Rozgrzewamy piekarnik do 120 st. C.

Na blachę wyłożoną pergaminem nakładamy łyżką bezy.

Pieczemy bezy ok. 1 godziny i 15 minut (sprawdzamy czy już są wysuszone). Wyłączamy piekarnik, a bezy wyjmujemy po ok. 30 minutach.

Smacznego!

Myślę, że następnym razem dodam do bezików kawę rozpuszczalną, a nie mieloną; trochę mi te wyczuwalne ziarenka nie leżą.

 

czwartek, 09 marca 2017

Niedawno "Teleexpres" wyśmiewał się z tego, że w sklepie przy kawałku mięsa umieszczono napis: "skrzydło wołowe". Skrzydło? Ho, ho, czy woły mają skrzydła? Ha, ha!

 No cóż, już na drugi dzień z kwaśną miną prostowali swoją niewiedzę i ignorancję.

Bo w podziale tuszy wołowej mianem skrzydła nazywa się część udźca wołowego

skrzydo_woowe

 

 

(grafika ze strony internetowej)

Skrzydło przeznacza się na dania pieczone, duszone a także smażone; nadaje się na steki, zrazy, kotlety panierowane, pulpety, klopsy, gołąbki i hamburgery.

 

niedziela, 05 marca 2017

Kolejne, filmowe spotkanie i kolejny już raz kuchnia włoska (film, który oglądamy to włoska komedia "Jak Bóg da" w reżyserii Edoardo Maria Falcone)

Nie bardzo miałam pomysł, co podać, bo kuchnia włoska była już u mnie tyle razy...

Przypomniałam sobie o kupionej niedawno książce aktorki Sophii Loren "W kuchni z miłością" i stamtąd wzięłam przepisy.

v_film_jak_Bg_dav_menu_spotkania

Jako przekąskę podałam deskę serów i wędlin z dodatkiem pieczywa

v_deska_serw_i_wdlin

Zupa neapolitańska, porowo-serowa

zupa_neapolitaska1

Główne danie to rolada z piersi indyka nadziewana cielęciną z dodatkiem duszonej marchwi i brokuła

v_rolada_z_indyka_z_cielcin_i_jarzynami1

Na deser podałam lody z sałatką z kiwi i łyk benedyktynki

 v_deser_lody_i_kiwi

v_benedyktynka

A przy oglądaniu filmu, do kawy były pączki - jako że właśnie były ostatki

 v_pczki_do_kawy

Jeszcze krótko o filmie (z portalu filmweb): "Tommaso to ceniony rzymski kardiochirurg. I ateista. Wraz z żoną Carlą i dwójką dorosłych już dzieci tworzą modelową, nowoczesną, mieszczańską rodzinę. Przynajmniej tak im się wydaje. Gdy ich syn zapowiada, że ma rodzinie coś ważnego do powiedzenia, ojciec jest przekonany, iż jego latorośl ma zamiar wyznać im, że jest gejem. Programowo brzydzący się dyskryminacją Tommaso jest dumny, że nadarza się okazja, by udowodnić sobie i całemu światu, jak otwartym i tolerancyjnym jest człowiekiem. W końcu przychodzi dzień "coming outu" i Andrea wyznaje: "Postanowiłem zostać... księdzem". I się zaczyna!!! .....

 

piątek, 03 marca 2017

Chiński makaron chow mein i duszone jabłko to propozycja piątkowego obiadu gotowa w 20-30 minut. Nie jest to typowy makaron na słodko, dodatek pieprzu i papryki sprawia, że potrawa ma świetny, pikantny smaczek.

chow_main_z_duszonym_jabkiem

100 g makaronu chow mein

2 jabłka (np. ligol)

2 łyżeczki cukru

2 łyżki masła

sól, szczypta cynamonu, szczypta papryki, odrobina grubo mielonego pieprzu

 

Zagotowujemy wodę na makaron , lekko solimy, gdy już zawrze wsypujemy do rondla makaron, gasimy gaz i przykrywamy pokrywką. Zostawiamy na 4 minuty.

Jabłka obieramy ze skórki, trzemy na tarce o dużych otworach.

W rondelku rozpuszczamy masło, dodajemy utarte jabłka, przesypujemy je cukrem, przesmażamy, po czym dolewamy niewielką ilość gorącej wody. Dusimy aż jabłka zmiękną. Doprawiamy cynamonem, papryką i pieprzem.

Odcedzamy makaron, na każdą porcję nakładamy jabłka.

I smacznego!

środa, 01 marca 2017

Przepis pochodzi z bardzo przeze mnie cenionej książki p. Maćka Kuronia "Kuchnia Rzeczpospolitej wielu narodów". Dzieło to zawiera chyba najbardziej kompletny zbiór polskich przepisów, większy niż nawet sławna "Kuchnia polska" z łowiczanką na okładce; w "Łowiczance" przepisów na kotlety z jajek nie ma!

A robiłam kotlety komuś bardzo drogiemu na urodziny; u nas ciągle jeszcze jest tradycja, że solenizantowi czy jubilatowi przygotowuje się w jego dniu ulubione przez niego menu obiadowe.

kotleciki_jajeczne

6 jajek ugotowanych na twardo

1 jajko surowe

4 ziemniaki ugotowane w mundurkach

3 łyżki gęstej śmietany

ulubione przyprawy: sól, pieprz, szczypta papryki, czosnek niedźwiedzi, można dodać świeżych ziół: szczypiorku, koperku

bułka tarta

olej i masło do smażenia

 

Ziemniaki obieramy ze skórki, dokładnie rozgniatamy, dodajemy do nich starte na tarce jajka na twardo oraz surowe jajko, zioła i śmietanę. Dokładnie mieszamy.

Formujemy kotleciki, obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju z dodatkiem masła.

I gotowe.

 

sobota, 25 lutego 2017

Pierwsze, samodzielnie robione, dobre.

Dobry był przepis: Agaty z programu "Bake of ale ciacho". Agata zachwalała, że kiedy ona robi te pączki, to ustawia się kolejka, żeby się na nie załapać.

paczki

Ale uważam, że jednak gra nie jest warta świeczki. Bo w pierwszym dniu po usmażeniu pączki są świetne. Na drugi dzień - już średnie. I każda następna godzina im szkodzi.

A u mnie w domu i otoczeniu osób do jedzenia pączków nie ma dużo.

Te tutaj robiłam z połowy składników, a i tak wyszło mi ich 15.

Kiedy przychodzi Tłusty Czwartek, po prostu ustawiam się w kolejce do cukierni i niech tak zostanie.

Ponadto okazało się, że jednak nie mam termometru do płynów (a myślałam że mam) i temperatura smalcu była za wysoka, bo za szybko łapały mi kolor. I jeszcze nie mam wprawy w zwijaniu i zamykaniu pączka po napełnieniu różą.

A przepis jest taki:

0,5 kg mąki

7 żółtek

50 g cukru

50 g masła

0,25 l mleka

50 g drożdży

1 kg smalcu

słoiczek konfitury z róży

 

Ucieramy drożdże z łyżeczką cukru, łyżką mąki i 100 ml ciepłego mleka, zostawiamy aż zaczyn wyrośnie.

Resztę mleka podgrzewamy i rozpuszczamy w nim masło.

Ucieramy żółtka z cukrem, wlewamy mleko z masłem cieniutką strużką nadal ucierając.

Dodajemy mąkę i zaczyn i wyrabiamy aż ciasto będzie gładkie i nie lepiące się (robiłam to robotem, tym hakiem do ciast).

Wstawiamy smalec żeby się topił i rozgrzewał.

A w tym czasie bierzemy kolejno porcje ciasta (ok. 50-60 g), rozpłaszczamy je, nakładamy konfiturę z róży, zwijamy i odkładamy na posypany mąką blat. Przykrywamy ściereczką - będą szybko rosły.

Smażymy je w rozgrzanym do 175 st. C smalcu; kiedy będą rumiane, przewracamy je na drugą stronę. Wykładamy na talerz wyłożonym ręcznikiem papierowym.

Po wystygnięciu obsypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.

 

Tagi: pączki
13:47, negresca , przepisy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 lutego 2017

Jest to przepis kapitana żeglugi wielkiej p. Karola Olgierda Borchardta (autora książki "Znaczy Kapitan"), podany przez jego asystentkę p. Ewę Ostrowską w książce wspomnieniowej "Pod białą różą". Kapitan nazwał ten bigos: kaczka na jabłoni.

Zawsze, kiedy czytam takie przepisy (lub choćby tylko zarysy przepisów, jak w tym wypadku), mam ochotę lecieć do kuchni i przyrządzić potrawę.

Jak mi wyszło tym razem?

Zapraszam!

bigos_kapitana_w

30 dag kapusty kiszonej

30 dag kapusty białej (mniej więcej 1/4 małej główki)

1 duże jabłko winne (wagi ok. 30 dag)

upieczona pierś kaczki

przyprawy: sól, pieprz, majeranek, kminek, ziele angielskie, listek laurowy, szczypta cynamonu, szczypta papryki, łyżeczka cukru

olej, masło

100 ml calvadosu lub cydru jabłkowego

 

Kapustę kiszoną lekko odciskamy, szatkujemy by włosy nie były zbyt długie. Wkładamy do rondla z rozgrzanym olejem i łyżką masła, smażymy chwilę, po czym podlewamy niewielką ilością wody i dusimy do miękkości, dodając 2-3 ziarnka ziela angielskiego, listek laurowy i nieco pieprzu.

Kapustę białą dość drobno szatkujemy, lekko solimy, ugniatając, po czym wkładamy do drugiego rondla i podlewamy niewielką ilością wody, a kiedy już zabulgocze dodajemy sporą łyżkę masła, kminek, pieprz, nieco soli. Gotujemy do miękkości.

W trzecim rondlu topimy nieco oleju i łyżkę masła, dodajemy obrane i starte na grubej tarce jabłko, doprawiamy cukrem, cynamonem, papryką i dusimy do miękkości, uważając by jabłko się nie rozpadło.

Kiedy już wszystko będzie miękkie, łączymy w jednym garnku: kapustę kiszoną, kapustę białą, duszone jabłko i kaczkę pokrojoną na małe kawałki.

Mieszamy wszystko i dusimy jeszcze jakieś 20 minut. Doprawiamy solą, majerankiem, podlewamy calvadosem lub cydrem.

Gasimy ogień, przykrywamy pokrywką i zostawiamy na kilka godzin w spokoju. Dopiero po tym czasie podgrzewamy, próbujemy i doprawiamy do smaku według uznania.

Smacznego!

niedziela, 19 lutego 2017

Każdy zna ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie.

Każdy zna historię żółtej ciżemki, którą znaleziono za tym ołtarzem w czasie remontu. Według powieści Antoniny Domańskiej zgubił ją Wawrzuś, uczeń mistrza Stwosza, kiedy tuż przed odsłonięciem ołtarza wbiegł po drabinie, by wsunąć w dłoń biskupa Stanisława pastorał, który przez niedopatrzenie leżał na posadzce.

Ale dom, w którym kiedyś, przed laty mieszkał Wit Stwosz, długo był nieznany i popadał w ruinę.

Jednak kamienica przy zbiegu ulic Grodzkiej i Poselskiej zdobyła nową szatę i nowe życie.

Po gruntowym remoncie powstała tu Restauracja Enoteka Pergamin.

b_wit_stwosz

dom_w_stwosza

Gospodarze restauracji tak piszą o swoim lokalu:

"W tym pradawnym domu twórcy ołtarza Mariackiego łączymy kilka pasji – do wina, jedzenia, alkoholi z całego świata, ale przede wszystkim zrozumienia i szacunku do regionalnych polskich produktów.

Chcemy by to wyjątkowe miejsce kojarzyło się Państwu z regionalnymi dobrodziejstwami, które można znaleźć w naszej autorskiej kuchni. Mowa tu o lokalnych produktach: mięsiwach i serach, które produkowane są z należytą starannością od pokoleń, przez co mają swój niezwykły, wysublimowany smak."

 

A ja zapraszam na kilka migawek z menu degustacyjnego, które wczoraj tam jadłam:

 Znów oddajmy głos gospodarzom:

"Nasze autorskie menu degustacyjne to okazja do spróbowania wielu różnych potraw i spędzenia czasu w ciekawy i zaskakujący sposób. Potrawy opisane są w karcie jedynie trzema wyrazami np.: dorsz/rydz/dynia. Składniki to podpowiedzi, a forma, w której dostaniecie Państwo potrawę owiana jest tajemnicą."

Ale opiekujący sie nami kelner cierpliwie i serdecznie wyjaśniał wszelkie szczegóły

GĘŚ / JABŁKO / CZOSNEK NIEDŹWIEDZI / CEBULA / WIŚNIA

To była roladka z gęsi  podana na musie jabłkowo-cebulowym

b_menu_rulonik_gsi

KUKURYDZA / SORGO  lub  JAGNIĘCINA / GRASICA CIELĘCA  - po prostu świetne aromatyczne zupy; miałyśmy jedną i drugą, bo każda z nas wzięła inną zupę

b_zupy_w_enotece

POMARAŃCZ / TABASCO lub TONIC / MIĘTA - to była kulka sorbetu (podobnie jak zupy, każda wzięła inny sorbet). Tyle tylko, że tego "pomarańcza" nie mogę im darować! To nie jest ten pomarańcz, tylko TA pomarańcza.

b_sorbety_w_enotece

ŻABNICA / ŻUREK / ŚLIWKA

Kawałek ryby na musie żurkowym - fajne i pomysłowe!

b_abnica_w_enotece

SERY / WĘDLINY

To największe rozczarowanie tego menu; dobre, ale takie zwyczajne, bez żadnej niespodzianki smakowej czy wizualnej

b_deska_serw_w_enotece

MAK / MARAKUJA / SER DOJRZEWAJĄCY - czyli deser: sakiewki z ciasta filo.

b_deser_w_enotece

WINO DEDYKOWANE - do każdej potrawy było specjalnie dobrane wino - znakomite.

Uwielbiam menu degustacyjne! To świetny sposób na niekonwencjonalny obiad i pogaduchy. I to jeszcze w piwnicach przeszło 500-letniego domu, marzenie!

czwartek, 16 lutego 2017

Kiedyś nieodłączny element każdego domowego obiadu. Musiał być. Zmieniały sie tylko smaki, w zależności od sezonowych owoców, które właśnie dojrzewały.

Przypomniałam sobie o kompocie, czytając książkę "Kuchnia na plebanii"; księżowskie gospodynie nadal go nie pomijają.

Ja, niestety nieco o nim zapomniałam, zabiegana, zalatana, jadająca obiady na "jednej nodze".

A przecież u nas w domu, kiedy żyły babcia i mama, też zawsze był.

Teraz mam wreszcie trochę więcej czasu; czas wrócić do kompotów. Porcelanowy dzbanek z lat pięćdziesiątych jakoś przetrwał i czeka cierpliwie:)

domowy_kompot

Dziś kompot z mrożonych wiśni i jagód.

Gotowanie obiadu zaczynało się od kompotu. Bo musiał wystygnąć.

Zagotowałam w rondlu wodę, wrzuciłam mrożonki, kiedy ponownie zawrzało, gotowałam kilka minut. I przypominałam sobie sztukę jego doprawiania, ile dać cukru, może trochę cytryny...

Wyszedł idealny:)

wtorek, 14 lutego 2017

Drodzy kulinarni pasjonaci!

Dziś dzień prezentów dla osób miłych naszemu sercu, dlatego dla wszystkich miłych czytelników mam kulinarną walentynkę, nową książkę: "Kuchnia na plebanii" Łukasza Modelskiego

kuchnia_na_plebanii

Książkę wydało Wydawnictwo Literackie, a jej podtytuł brzmi: 200 tradycyjnych przepisów księżowskich gospodyń. Autor rozmawia z gospodyniami i spisuje przepisy z Kujaw, Małopolski, Śląska, Kaszub, Podlasia, Pomorza i Mazowsza. Czyli jest to również skarbnica przepisów polskiej kuchni regionalnej.

A ten cały tajemniczy nieco, nieznany świat kuchni plebańskiej? Jak pisze autor:

"Przekonanie, że polska, osobliwie prowincjonalna, plebania zachowała tradycyjną kuchnię w jej najbardziej konserwatywnym, pierwotnym kształcie, towarzyszyło mi od dawna. (..) Jeśli miałbym opisać ich kuchnię w dwóch słowach, powiedziałbym: obfitość i prostota. Pamiętam bardzo uczciwe, czterodaniowe obiady, solidne treściwe zupy, ciężkawe, ale starannie przyrządzone mięsa, domowy drób, domowe masło, wszechobecną śmietanę i smak kompotu. Żadnych udziwnień. Kilka lat nosiłem się z zamiarem zanotowania tych plebanijnych przepisów, wiedząc, że to ostatni moment, że dawne domowe gotowanie księżowskich gospodyń wkrótce odejdzie wraz z nimi."

 

Dla mnie szczególnie cenna jest opowieść z Małopolski, w końcu stąd jestem. W świat kuchni sądeckiej zabiera nas pani Maria Bocheńska, z plebanii w Piątkowej, leżącej nieopodal Nowego Sącza.

 

Zapraszam do świetnej lektury!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Ja odkryłam ten francuski telewizyjny serial z 2013 roku niedawno, kiedy już sporo odcinków było wyemitowanych; myślę, że kiedyś go jakaś stacja powtórzy. Póki co można go oglądać w "Kuchni+", w poniedziałki o 21.

Twórcy postanowili zaprezentować słynne obrazy, których tematem jest jedzenie: martwe natury, ale nie tylko. Opowiadają o tym, jak i gdzie powstawał obraz, pokazują co i jak jedli ludzie w czasach, kiedy on powstał i próbują odtworzyć dania, które widzimy na obrazie. "Martwa natura ożywa" - głosi reklama serialu.

Pierwszym odcinkiem, który obejrzałam, była opowieść o mleczarce Vermeera

sztuka_nie_tylko_kulinarna

Wciągnęło mnie to i czekam teraz na kolejne poniedziałki, aczkolwiek nie znalazłam nigdzie informacji, co będzie prezentowane w kolejnych odcinkach.

Trafiają się klasyczne dzieła, ale i na przykład japoński komiks.

Taki ekscytujący element niespodzianki.

 

Dzisiaj jest poniedziałek.

piątek, 10 lutego 2017

Przepis Magdaleny Nowaczewskiej - finalistki 5. sezonu MasterChef. Magda jest moją krajanką, Małopolanką, kibicowałam jej w czasie konkursu.

sandacz_Dominiki_z_sosem_malanym

2 świeże filety z sandacza ze skórą (moje były dość cienkie)

łyżka mąki

łyżka masła klarowanego

gałązka tymianku (miałam suszone gałązki)

sól, pieprz

 

 Na sos:

1 szalotka

100 ml białego wina

2-3 łyżki śmietanki kremowej

4 łyżki masła

nieco otartej skórki z cytryny

sól, pieprz

 

Najpierw zaczynamy od sosu: szalotkę drobno siekamy, wsypujemy do rondelka i zalewamy winem. Gotujemy na małym ogniu aż płyn znacznie się zredukuje.

Kiedy to sie gotuje, zajmujemy się rybą: filety myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Doprawiamy z obu stron sola i pieprzem. Posypujemy każdy filet odrobiną mąki.

Rozgrzewamy na patelni klarowane masło,  wrzucamy gałązkę tymianku, smażymy rybę z obu stron, najpierw od strony skóry.

Teraz kończymy sos: dodajemy po kawałku masło, cały czas mieszając, nie pozwalając zagotować się. Następnie dodajemy śmietankę, mieszamy i odstawiamy z ognia, doprawiamy solą, pieprzem i skórką z cytryny.

Podajemy rybę z sosem.

Tagi: ryby
15:31, negresca , przepisy
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017

Keks bakaliowy, który robi się błyskawicznie, zawsze się udaje i jest pyszny. I nic nie trzeba ważyć.

Przepis mam od lat, od koleżanki Wandzi

bakaliowiec_Wandzi

4 jajka

4 łyżki stopionego masła

4 łyżki oleju

8 łyżek cukru

8 łyżek mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

sok z połowy cytryny

bakalie (rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa kandyzowana itp)

szczypta soli

 

Żółtka, 7 łyżek cukru i tłuszcze rozetrzeć mikserem, ucierając dalej dodawać mąkę, proszek do pieczenia, sok z cytryny.

Dodać bakalie wymieszać.

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, na końcu ubijania dodać łyżke cukru.

Do ciasta dodać pianę, wymieszać.

Przełożyć do keksówki wyłożonej pergaminem.

Piec w temperaturze 180 st. C ok. 50 minut.

wtorek, 07 lutego 2017

Tradycyjny farsz do ruskich (ziemniaki, ser i cebulka) wzbogaciłam posiekanymi i podsmażonymi pieczarkami. Jest to pyszne połączenie!

pierogi_ruskopieczarkowe

3-4 ugotowane ziemniaki

20 dag twarogu

1 cebula

15 dag pieczarek

masło

przyprawy: sól, pieprz, majeranek, czosnek niedźwiedzi

 

Cebulę i pieczarki drobno siekam i podsmażam na maśle, tyle tylko żeby się zeszkliły.

Ostudzone ziemniaki i ser ugniatam tłuczkiem do ziemniaków, dodaję cebulę i pieczarki, doprawiam przyprawami, mieszam na jednolitą masę.

Ciasto:

Do ok 30 dag mąki wsypuję szczyptę soli, zalewam szklanką wrzącej wody.

Kiedy nieco przestygnie dodaję 1 jajko i 3-4 łyżki oleju.

Wyrabiam elastyczne ciasto (w razie potrzeby dodaję albo nieco więcej mąki, albo nieco więcej wody).

Robię wałeczek, kroję go na kawałki i każdy kawałek rozwałkowuję.

Nakładam farsz, zlepiam pierogi.

Wrzucam na wrzącą, osoloną wodę, gotuje 2-3 minuty od wypłynięcia.

Odcedzam.

Najlepsze są odgrzewane na patelni.

piątek, 03 lutego 2017

Zimowa - bo zrobiona z grzybów dostępnych zimą: suszonych prawdziwków, mrożonych kurek i świeżych pieczarek. Takie grzybowe trio.

Moim gościom bardzo smakowała.

zupa_grzybowa_zimowa

3-4 suszone łebki prawdziwków

garść mrożonych kurek

6-7 świeżych pieczarek

1 cebula

1 łyżka oleju, 1 łyżka masła

2 łyżki mrożonych warzyw pociętych w słupki: marchewka, pietruszka, seler

2 łyżki zacierki makaronowej

2 łyżki śmietany

sól, grubo mielony pieprz, szczypta czosnku niedźwiedziego

 

Suszone prawdziwki moczymy w wodzie, jakieś pół godziny, po czym odsączamy.

Pieczarki i cebulę kroimy drobniutko, po czym wrzucamy do rondla, w którym rozgrzaliśmy olej i rozpuściliśmy masło. Przesmażamy aż cebula się zeszkli.

Wtedy zalewamy pieczarki i cebulę zimną wodą (tyle ile ma być zupy) i kiedy zagotują się dodajemy mrożonki, namoczone prawdziwki i zacierkę makaronową. Lekko solimy i gotujemy do miękkości składników.

Hartujemy śmietanę łyżka gorącej zupy, wlewamy całość do rondla, doprawiamy pieprzem, czosnkiem niedźwiedzim i ewentualnie solą.

I smacznego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 93