Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać
| < Styczeń 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Blog o moim mieście
Durszlak.pl
piątek, 20 stycznia 2017

Moje? czyli jakie? inne niż tradycyjne?

No, troszkę inne.

Inne - bo bez mleka.

Na ogół nigdy nie mam mleka w domu, bo go po prostu nie lubię.

Dlatego racuszki czy naleśniki robię na bazie wody mineralnej, nie mleka.

Też są pyszne

moje_racuszki_z_jabkami

Przepis - na oko

Na 1 jabłko potrzeba ok. 20 dag mąki, 2 jajka, szklankę (albo trochę więcej) wody mineralnej, szczyptę soli, 3 łyżeczki cukru.

Roztrzepujemy trzepaczką w głębokiej misce jajka, mąkę i wodę, dodajemy sól i cukier.  Ma to mieć konsystencję śmietany, w razie potrzeby dodajemy więcej mąki lub więcej wody.

Dokładamy obrane i pokrojone na małe kawałki jabłko.

Smażymy placuszki na rozgrzanym oleju na patelni, po obu stronach, wlewając porcje małą chochelką.

Przekładamy na talerz, oprószamy cukrem pudrem.

czwartek, 19 stycznia 2017

W zimie nie brakuje nigdy w mojej zamrażarce mrożonek, zwłaszcza warzywnych.

Warzywa nie tracą swoich właściwości, a przygotowanie zupy czy sosu trwa błyskawicznie.

Zwłaszcza mrożonkowe zupy cieszą sie u mnie powodzeniem.

Wrzucam zwykle do wody pokrojone 2-3 ziemniaki, posiekaną w piórka cebulę i kiedy woda już wrze dodaję mrożonkę. Czasem uzupełniam jeszcze jakąś wędliną, doprawiam zwykle na końcu śmietaną, posypuję zieleniną.

mroonkowa_zupa

Dziś miałam mrożonkę, w której składzie były brokuły, marchewka, pietruszka, por, ziarenka kaszy. Dodałam do tego jeszcze garść mrożonych kurek. Doprawiłam solą, pieprzem, czosnkiem niedźwiedzim, łyżką masła (które bardzo uszlachetnia i podnosi smak zupy) i śmietaną.

Zupa wyszła przepyszna! Zapraszam!

środa, 18 stycznia 2017

To rodzaj eintopfu (sycącego jednogarnkowca) tak lubianego w zimowe, mroźne dni.

jarzynowa_z_klopsikami

20 dag mięsa mielonego (najlepiej mieszanego)

1 jajko

warzywa: marchewka, pietruszka, kawałek selera, cebula, 3-4 ziemniaki

sól, pieprz, szczypta papryki, czosnek niedźwiedzi

2-3 łyżki śmietany

 

Pietruszkę, marchewkę, seler ścieramy na grubej tarce.

Cebulę kroimy w piórka, ziemniaki w kostkę.

Wszystkie warzywa wrzucamy do wody, lekko solimy, gotujemy do miękkości.

Mięso doprawiamy, dodajemy jajko, wyrabiamy.

Formujemy małe klopsiki zwilżonymi dłońmi, wrzucamy je do zupy, gdy warzywa będą już prawie miękkie. Gotujemy całość jeszcze przez ok. pół godziny.

Doprawiamy przyprawami i śmietaną.

Smacznego!

wtorek, 17 stycznia 2017

Tak naprawdę, to i babcia i mama (pochodzące ze Świętokrzyskiego) mówiły na nie kluski leniwe.

Ale kiedy zaczęłam bardziej interesować się kuchnią, również od strony teorii, okazało się, że pod pojęciem "leniwe" - ludzie mają raczej na myśli kluski z dodatkiem sera. A te nasze miały w składzie tylko ziemniaki, mąkę i jajko. I są moją ulubioną potrawą od zawsze.

kopytka_witokrzyskie

Robię je, podobnie jak mama i babcia, na oko.

Naprawdę trudno podać proporcje. Wszystko zależy od tego, ile ma się ziemniaków, jaka jest mąka. Kiedy zaczniecie wyrabiać ciasto, sami zobaczycie, kiedy będzie gotowe. Podsypujemy mąki tyle, by ciasto było raczej twarde, nie klejące się.

Ugotowane ziemniaki ugniatamy lub mielimy w maszynce. Najlepiej, żeby były z poprzedniego dnia. U nas te kluski robiło się zwykle wtedy, gdy zostały ziemniaki z obiadu z poprzedniego dnia.

Do ziemniaków wbija się jedno jajko, szczyptę soli i dosypuje partiami mąkę i  zagniata ciasto; tyle mąki aby ciasto było zwarte.

Potem robi się z ciasta wałek, zaznacza nożem miejsce cięcia i kroi kluseczki.

Wrzucamy je na gotującą, osoloną wodę i gotujemy ok. 5 minut od kiedy kluski wypłyną na powierzchnię wody. Odcedzamy.

Można podać z masłem i bułką tartą, z sosem, ale najlepsze są przysmażane na patelni.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Dlaczego bostońskie?

Wynikło to z filmu, który tydzień temu oglądaliśmy: „Cuda z nieba” w reżyserii Patricii Riggen (USA 2016; film można obejrzeć w najbliższą środę, 18 I 2017 w HBO o 14.45). Twórcy filmu oparli fabułę na autentycznej historii - cierpiąca na rzadką chorobę zaburzenia trawienia dziesięcioletnia dziewczynka ulega groźnemu wypadkowi. Niespodziewanie po tym dochodzi do przedziwnego zdarzenia….  

Właściwie, to najważniejsze wydarzenia w życiu małej Annabell dokonują się w jej rodzinnej miejscowości w Teksasie, ale większość filmu dzieje się na północy, w Bostonie, gdzie dziewczynka jest leczona, dlatego też wybrałam na przyjęcie kuchnię bostońską.

menu bostońskie



Większość potraw, które podałam, już w ostatnich dniach prezentowałam: zupę bostońską z małżami (nawet ci, którzy zarzekali się, że małży nie cierpią, jedli ze smakiem), fasolkę po bostońsku i do kawy ciasteczka L.M. Montgomery, autorki „Ani z Zielonego Wzgórza” (pamiętacie, że w historii o rudowłosej Ani, Boston był miejscem marzeń o wielkim świecie).

Dziś ostatnia z podanych potraw: przystawka – pasztecik mięsny z sosem żurawinowym.

pasztecik z żurawiną



Pasztet zrobiłam z mieszanych mięs (wśród których było również mięso z jelenia). Upiekłam go w małych foremkach z kominkiem, a środek wypełniłam sosem żurawinowym.

100 g suszonej żurawiny

200 ml soku z czarnej porzeczki

50 g skórki pomarańczowej kandyzowanej

Szczypta cynamonu i chili

Łyżka masła

Żurawinę wkładamy do rondelka i zalewamy sokiem porzeczkowym. Gotujemy na małym ogniu, aż żurawina rozmięknie, dodajemy skórkę pomarańczową, chili i cynamon, jeszcze całość przez parę minut dusimy, doprawiamy łyżką masła. Studzimy.

 

Przy okazji studiowania kuchni bostońskiej, dowiedziałam się, jak niezwykłe są żurawinowe „żniwa”. Otóż we wrześniu, rozciągające się kilometrami czerwone krzewy zalewane są wodą, pod wpływem której owoce wypływają na powierzchnię i dzięki temu mogą być zebrane w stanie nienaruszonym. Niespotykany widok unoszących się na wodzie owoców żurawiny tworzy malowniczy krajobraz purpurowych jezior. Po zbiorach suszy się je na słońcu.



piątek, 13 stycznia 2017

Świetna, rozgrzewająca zupa na zimowe chłody, o smaku morskiej bryzy

W przeciwieństwie do chowderu nowojorskiego, bostoński nie zawiera pomidorów

chowder_bostoski

opakowanie mrożonych małży

1 duża cebula

4 ziemniaki

10 dag wędzonego boczku

olej i masło

szklanka mleka

łyżka mąki

2-3 łyżki śmietany

przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, papryka wędzona (lub chili), sos ostrygowy, pokrojona natka pietruszki

 

Zamrożone małże wraz ze skorupkami wrzucamy na wrzącą, lekko osoloną wodę, gotujemy kilka minut od ponownego zagotowania. Odcedzamy do osobnego garnka wywar z małży. Małże odrywamy od skorupek, kroimy na kawałki.

 

Cebulę i boczek kroimy w kostkę, wrzucamy do rondla na rozgrzany olej i masło, przesmażamy aż cebula się zeszkli. Wsypujemy mąkę, mieszamy, po czym wlewamy mleko, wodę i wywar z małży. Dodajemy ziemniaki, lekko przyprawiamy i gotujemy aż ziemniaki zmiękną.

Dodajemy małże.

Dodajemy śmietanę.

Chwilę jeszcze gotujemy aż zupa zgęstnieje.

Doprawiamy, posypujemy natką pietruszki.

I smacznego!

środa, 11 stycznia 2017

Oficjalna potrawa stanu Massachusetts i jego stolicy, Bostonu.

Ma swoje źródła w kulturze Indian, którzy mieszali fasolę z dziczyzną i syropem klonowym i piekli w dołach wypełnionych gorącymi kamieniami.

Poczytałam, porównałam wiele przepisów (odmian jest tyle, ile u nas na fasolkę po bretońsku) i wyszedł mi własny przepis, naprawdę smakowity. Zapraszam!

b_fasolka_po_bostosku

1 kg fasoli typu Jasiek

puszka fasolki czerwonej

20 dag dziczyzny (u mnie mięso jelenia)

5 dag wędzonego boczku

1 duża cebula

syrop klonowy

przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, majeranek, papryka

 

Fasolę Jasiek namoczyć na noc, następnie odlać wodę, zalać świeżą, lekko przyprawić i gotować do miękkości.

Dziczyznę pokroić na kawałki, przesmażyć na rozgrzanym oleju, dodać pokrojoną cebulę, podlać niewielką ilością wody, lekko doprawić i dusić do miękkości. Kiedy mięso będzie już miękkie, dodać pokrojony, przesmażony osobno boczek i jeszcze chwilę poddusić. Dodać 2-3 łyżki syropu klonowego.

W dużym rondlu połączyć: ugotowaną fasolę, fasolkę odcedzoną z puszki, podduszone mięso z boczkiem. Wymieszać, doprawić do smaku i wstawić do nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Zapiekać ok. 20 minut.

Podawać z listkami sałaty.

poniedziałek, 09 stycznia 2017

Szukałam przepisów kuchni bostońskiej (z uwagi na przygotowywaną imprezę, o której wkrótce) i tak, po nitce do kłębka, w moje ręce wpadł przepis z książki, która od dawna stoi na mojej półce: "Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy L.M. Montgomery" autorstwa: Elaine i Kelly Crawford.

ciasteczka_bostoskie

Przepis pyszny, prościutki i tak reklamowany przez autorki:

"Jedna z gospodyń Maud zauważyła, że często się ją prosi o upieczenie ciasteczek bostońskich. Słój z ciastkami w domu Macdonaldów był bezustannie opróżniany!"

 

Moi goście byli zachwyceni.

To co, startujemy!

 

kostka masła

1 i 1/2 szklanki brązowego cukru

3 jajka

1 łyżeczka sody rozpuszczona w 1 i 1/2 łyżki gorącej wody

3 i 1/2 szklanki mąki

pół łyżeczki soli

łyżeczka cynamonu

1 szklanka posiekanych orzechów włoskich

1 szklanka rodzynek

 

Masło ucieramy dodając stopniowo cukier i jajka.

Dodajemy rozpuszczoną w gorącej wodzie sodę oraz partiami - mąkę (z solą i cynamonem), następnie rodzynki i orzechy.

Całość mieszamy, chwilę schładzamy w lodówce, ot, tyle by piekarnik zdążył się nagrzać do 180 st. C.

Niewielkie porcje ciasta (wielkości łyżeczki lub ciut większe, zależy czy lubicie ciasteczka małe czy trochę większe) kładziemy w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Każdą partię pieczemy ok. 15 minut.

Studzimy, po czym przekładamy ciasteczka do słoja lub puszki - to ważne, bo wtedy będą cudownie miękkie).

I smacznego!

poniedziałek, 02 stycznia 2017

Dziś, 2 stycznia, na kanale „Kuchnia +” o godz. 22 wyemitowany zostanie ciekawie się zapowiadający film: „Szef kuchni kontra naukowiec”.

 Opis mnie zaintrygował, pora – jak dla mnie – idealna, włączę telewizor:

 „Jak dobrze gotować? Czy potrzebny jest talent doświadczenie? Czy może wystarczy naukowa wiedza i nieograniczony dostęp do najnowszych technologii? "Szef kuchni kontra naukowiec", czyli ekscytujący kulinarny pojedynek naukowca - profesora z University College w Londynie, Marka Miodownika z posiadaczem dwóch gwiazdek Michellin - szefem kuchni Marcusem Wareingiem. W czasie 90 minut będą musieli przyrządzić tradycyjne dania kuchni angielskiej: zupę pomidorową, średnio krwisty stek z ziemniaczanym puree oraz kremówki. Co wygra, intuicja czy nauka?”

niedziela, 01 stycznia 2017

Muzyka na koniec i początek Nowego Roku.

Za chwilę tradycyjny noworoczny koncert z Wiednia - tradycyjnie oglądam go co roku.

A w Sylwestra nie mogło zabraknąć u mnie opery: tym razem był to "Flis" Stanisława Moniuszki. Wprawdzie nie może równać się ze "Strasznym Dworem"- który jest dla mnie magiczny - ale była to przepiękna muzyka, lekkie, zajmujące libretto, piękne wykonanie.

Wszystkim: Do Siego Roku!

W przerwie proponuję lekką sałatkę

b_saatka_noworoczna

puszka ananasów

puszka kukurydzy

cebula pokrojona w kostkę i sparzona

kilka grubych plastrów szynki pokrojonych w kostkę

4 jajka na twardo

sól, pieprz, szczypta papryki, szczypta cukru

2 łyżki majonezu

2 łyżki śmietany

 

Wymieszać wszystko i lekko schłodzić w lodówce.

 

 

czwartek, 29 grudnia 2016

Dokładne proporcje w przypadku bigosu nie zdają egzaminu.

Tu wiele chwytów jest dozwolonych, różnorodność dodatków jest wręcz oszałamiająca, a końcowy wynik zależy od gotującego, którego głównym zadaniem jest próbować, próbować i jeszcze raz próbować. I nie śpieszyć się.

Bigos wymaga czasu: duszenia i gotowania osobno swoich składników (kapusta zwykła, kapusta kiszona, mięsa), łączenia, podgrzewania, studzenia (przemrożenie jest też świetne), cierpliwego doprawiania.

W tym roku postawiłam na bigos myśliwski:

Taka nazwa, bo wśród składników znalazła się dziczyzna (mięso jelenia) i ptactwo (kaczka, indyk). Zamarynowane wcześniej (przyprawy, olej i wino) nadały bigosowi wyjątkowy smak.

Dodałam też trochę wołowiny i wieprzowiny (mięso od szynki) i trochę boczku.

Kapusta – pół na pół – kiszona i zwykła biała. Kapustę kiszoną kupuję z beczki, w jednym z jarzyniaków.

Nie dodaję do bigosu resztek mięs gotowanych czy pieczonych, ani też kiełbasy i kurczaka – bo nie lubię ich smaku w bigosie. I nie dodaję mięs tłustych – też nie lubię.

Dodaję grzyby suszone (wraz z niewielką ilością wywaru z ich gotowania), śliwki suszone, cebulę, koncentrat pomidorowy, czerwone wino. Jak akurat mam – sypnę garstkę żurawiny.

Z przypraw: sól, gruby, młotowany pieprz, paprykę, majeranek, rozgnieciony jałowiec, szczyptę cukru, ziele angielskie, liść laurowy.

Na końcu zawsze robię zasmażkę z masła i mąki. Uważam, że to taka kropka nad „i”.

Zapraszam do kuchni:)

sobota, 24 grudnia 2016

Już za parę godzin zaczniemy kolędować Małemu Jezusowi, który znów - mamy nadzieję - narodzi się w naszych sercach.

Tak, jak dzielimy się opłatkiem, podzielmy się - jak mówił poeta - kolędą

2264_gwiazdka

Myśląc o słowach życzeń, przypomniałam sobie Bułata Okudżawę i jego Modlitwę:

"Dopóki nam ziemia kręci się,

Dopóki jest tak, czy siak,

Panie, ofiaruj każdemu z nas

Czego mu w życiu brak...."

Tak, myślę, że to dobre życzenia dla każdego i każdemu, który tu zagląda, tego właśnie z całego serca życzę:)

piątek, 23 grudnia 2016

Już ładnych parę lat jest Bajeczka w naszym domu i do tej pory choinka średnio ją interesowała.

A tu wczoraj, kiedy wróciłam do domu, choinka leżała na podłodze, zrzucona przez kota z komody!

No, po prostu myślałam, że się rozpłaczę:(

Trzepnęłam kota po tyłku, nakrzyczałam, że jest niedobry kot (tak mu mówię, kiedy coś zbroi), ale specjalnie się tym nie przejął.

Myślę, że pewnie zawadził pazurem o worek jutowy, w którym stała choinka, nie mógł go wyplątać i spanikowany zeskoczył z komody, pociągając choinkę za sobą.

Muszę ją na nowo ubrać, dobrze, że niewiele się potłukło.

Póki co popatrzcie na choinkę w drugim pokoju:

Jest w ludowym stylu zalipiańskim (z naszych, tarnowskich okolic), z ozdobami bibułkowymi i łańcuchem ze słomy.

czwartek, 22 grudnia 2016

Poprzedni wigilijny tydzień poświęciłam planowaniu i zakupom, głównie spożywczym.

A ten tydzień to już spędzam głównie w kuchni, przygotowując wieczerzę wigilijną i dania na święta.

Dużo czasu poświęciłam na logistykę: co, kiedy i w jakiej kolejności. I przyznam, że zawsze mam ten sam dylemat: co można zrobić wcześniej, a co dopiero w ostatniej chwili.

Kiedy człowiek jest kobietą pracującą i na prace domowe zostają tylko wieczory (a czasem i noce) – to temat jest doprawdy istotny.

Precyzyjny plan w końcu został jednak zrobiony i jak na razie z realizacją jest o.k.

 

Zrobiłam już menu dla każdego nakrycia na wigilijny stół:

Ograniczyłam znacznie liczbę potraw, bo nikt nie był w stanie zjeść wszystkiego, co przygotowywałam w poprzednich latach. Żeby liczba się zgadzała (tradycyjna dwunastka), porozdzielałam dania, np. uszka i barszcz – osobno. I ciasta – osobno.

piątek, 09 grudnia 2016

Najwyższy czas nastawić bożonarodzeniową nalewkę bakaliową; w sam raz do świąt owoce i bakalie nabiorą pysznej alkoholowej mocy i będą miłym dodatkiem do filmu lub lektury. Na prezent też się nadadzą.

nalewka bakaliowa

10 dkg fig suszonych
10 dkg suszonych śliwek
10 dkg suszonych moreli
5 dkg rodzynek
10 dkg orzechów włoskich
1 pomarańcza
kawałek kory cynamonu, kilka goździków
ok. 25 dkg cukru
szklanka rumu (lub brandy)

Pomarańczę wyszorować i pokroić w plastry. Na dno słoika włożyć cynamon i goździki. Układać plastry pomarańczy i bakalie warstwami w słoiku przesypując cukrem. Zalać alkoholem. Odstawić w ciepłe miejsce. Na święta będzie gotowe i pyszne:)

 





 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91