Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Zakładki:
Blog o moim mieście
Durszlak.pl
sobota, 25 lutego 2017

Pierwsze, samodzielnie robione, dobre.

Dobry był przepis: Agaty z programu "Bake of ale ciacho". Agata zachwalała, że kiedy ona robi te pączki, to ustawia się kolejka, żeby się na nie załapać.

paczki

Ale uważam, że jednak gra nie jest warta świeczki. Bo w pierwszym dniu po usmażeniu pączki są świetne. Na drugi dzień - już średnie. I każda następna godzina im szkodzi.

A u mnie w domu i otoczeniu osób do jedzenia pączków nie ma dużo.

Te tutaj robiłam z połowy składników, a i tak wyszło mi ich 15.

Kiedy przychodzi Tłusty Czwartek, po prostu ustawiam się w kolejce do cukierni i niech tak zostanie.

Ponadto okazało się, że jednak nie mam termometru do płynów (a myślałam że mam) i temperatura smalcu była za wysoka, bo za szybko łapały mi kolor. I jeszcze nie mam wprawy w zwijaniu i zamykaniu pączka po napełnieniu różą.

A przepis jest taki:

0,5 kg mąki

7 żółtek

50 g cukru

50 g masła

0,25 l mleka

50 g drożdży

1 kg smalcu

słoiczek konfitury z róży

 

Ucieramy drożdże z łyżeczką cukru, łyżką mąki i 100 ml ciepłego mleka, zostawiamy aż zaczyn wyrośnie.

Resztę mleka podgrzewamy i rozpuszczamy w nim masło.

Ucieramy żółtka z cukrem, wlewamy mleko z masłem cieniutką strużką nadal ucierając.

Dodajemy mąkę i zaczyn i wyrabiamy aż ciasto będzie gładkie i nie lepiące się (robiłam to robotem, tym hakiem do ciast).

Wstawiamy smalec żeby się topił i rozgrzewał.

A w tym czasie bierzemy kolejno porcje ciasta (ok. 50-60 g), rozpłaszczamy je, nakładamy konfiturę z róży, zwijamy i odkładamy na posypany mąką blat. Przykrywamy ściereczką - będą szybko rosły.

Smażymy je w rozgrzanym do 175 st. C smalcu; kiedy będą rumiane, przewracamy je na drugą stronę. Wykładamy na talerz wyłożonym ręcznikiem papierowym.

Po wystygnięciu obsypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.

 

Tagi: pączki
13:47, negresca , przepisy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 lutego 2017

Jest to przepis kapitana żeglugi wielkiej p. Karola Olgierda Borchardta (autora książki "Znaczy Kapitan"), podany przez jego asystentkę p. Ewę Ostrowską w książce wspomnieniowej "Pod białą różą". Kapitan nazwał ten bigos: kaczka na jabłoni.

Zawsze, kiedy czytam takie przepisy (lub choćby tylko zarysy przepisów, jak w tym wypadku), mam ochotę lecieć do kuchni i przyrządzić potrawę.

Jak mi wyszło tym razem?

Zapraszam!

bigos_kapitana_w

30 dag kapusty kiszonej

30 dag kapusty białej (mniej więcej 1/4 małej główki)

1 duże jabłko winne (wagi ok. 30 dag)

upieczona pierś kaczki

przyprawy: sól, pieprz, majeranek, kminek, ziele angielskie, listek laurowy, szczypta cynamonu, szczypta papryki, łyżeczka cukru

olej, masło

100 ml calvadosu lub cydru jabłkowego

 

Kapustę kiszoną lekko odciskamy, szatkujemy by włosy nie były zbyt długie. Wkładamy do rondla z rozgrzanym olejem i łyżką masła, smażymy chwilę, po czym podlewamy niewielką ilością wody i dusimy do miękkości, dodając 2-3 ziarnka ziela angielskiego, listek laurowy i nieco pieprzu.

Kapustę białą dość drobno szatkujemy, lekko solimy, ugniatając, po czym wkładamy do drugiego rondla i podlewamy niewielką ilością wody, a kiedy już zabulgocze dodajemy sporą łyżkę masła, kminek, pieprz, nieco soli. Gotujemy do miękkości.

W trzecim rondlu topimy nieco oleju i łyżkę masła, dodajemy obrane i starte na grubej tarce jabłko, doprawiamy cukrem, cynamonem, papryką i dusimy do miękkości, uważając by jabłko się nie rozpadło.

Kiedy już wszystko będzie miękkie, łączymy w jednym garnku: kapustę kiszoną, kapustę białą, duszone jabłko i kaczkę pokrojoną na małe kawałki.

Mieszamy wszystko i dusimy jeszcze jakieś 20 minut. Doprawiamy solą, majerankiem, podlewamy calvadosem lub cydrem.

Gasimy ogień, przykrywamy pokrywką i zostawiamy na kilka godzin w spokoju. Dopiero po tym czasie podgrzewamy, próbujemy i doprawiamy do smaku według uznania.

Smacznego!

niedziela, 19 lutego 2017

Każdy zna ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie.

Każdy zna historię żółtej ciżemki, którą znaleziono za tym ołtarzem w czasie remontu. Według powieści Antoniny Domańskiej zgubił ją Wawrzuś, uczeń mistrza Stwosza, kiedy tuż przed odsłonięciem ołtarza wbiegł po drabinie, by wsunąć w dłoń biskupa Stanisława pastorał, który przez niedopatrzenie leżał na posadzce.

Ale dom, w którym kiedyś, przed laty mieszkał Wit Stwosz, długo był nieznany i popadał w ruinę.

Jednak kamienica przy zbiegu ulic Grodzkiej i Poselskiej zdobyła nową szatę i nowe życie.

Po gruntowym remoncie powstała tu Restauracja Enoteka Pergamin.

b_wit_stwosz

dom_w_stwosza

Gospodarze restauracji tak piszą o swoim lokalu:

"W tym pradawnym domu twórcy ołtarza Mariackiego łączymy kilka pasji – do wina, jedzenia, alkoholi z całego świata, ale przede wszystkim zrozumienia i szacunku do regionalnych polskich produktów.

Chcemy by to wyjątkowe miejsce kojarzyło się Państwu z regionalnymi dobrodziejstwami, które można znaleźć w naszej autorskiej kuchni. Mowa tu o lokalnych produktach: mięsiwach i serach, które produkowane są z należytą starannością od pokoleń, przez co mają swój niezwykły, wysublimowany smak."

 

A ja zapraszam na kilka migawek z menu degustacyjnego, które wczoraj tam jadłam:

 Znów oddajmy głos gospodarzom:

"Nasze autorskie menu degustacyjne to okazja do spróbowania wielu różnych potraw i spędzenia czasu w ciekawy i zaskakujący sposób. Potrawy opisane są w karcie jedynie trzema wyrazami np.: dorsz/rydz/dynia. Składniki to podpowiedzi, a forma, w której dostaniecie Państwo potrawę owiana jest tajemnicą."

Ale opiekujący sie nami kelner cierpliwie i serdecznie wyjaśniał wszelkie szczegóły

GĘŚ / JABŁKO / CZOSNEK NIEDŹWIEDZI / CEBULA / WIŚNIA

To była roladka z gęsi  podana na musie jabłkowo-cebulowym

b_menu_rulonik_gsi

KUKURYDZA / SORGO  lub  JAGNIĘCINA / GRASICA CIELĘCA  - po prostu świetne aromatyczne zupy; miałyśmy jedną i drugą, bo każda z nas wzięła inną zupę

b_zupy_w_enotece

POMARAŃCZ / TABASCO lub TONIC / MIĘTA - to była kulka sorbetu (podobnie jak zupy, każda wzięła inny sorbet). Tyle tylko, że tego "pomarańcza" nie mogę im darować! To nie jest ten pomarańcz, tylko TA pomarańcza.

b_sorbety_w_enotece

ŻABNICA / ŻUREK / ŚLIWKA

Kawałek ryby na musie żurkowym - fajne i pomysłowe!

b_abnica_w_enotece

SERY / WĘDLINY

To największe rozczarowanie tego menu; dobre, ale takie zwyczajne, bez żadnej niespodzianki smakowej czy wizualnej

b_deska_serw_w_enotece

MAK / MARAKUJA / SER DOJRZEWAJĄCY - czyli deser: sakiewki z ciasta filo.

b_deser_w_enotece

WINO DEDYKOWANE - do każdej potrawy było specjalnie dobrane wino - znakomite.

Uwielbiam menu degustacyjne! To świetny sposób na niekonwencjonalny obiad i pogaduchy. I to jeszcze w piwnicach przeszło 500-letniego domu, marzenie!

czwartek, 16 lutego 2017

Kiedyś nieodłączny element każdego domowego obiadu. Musiał być. Zmieniały sie tylko smaki, w zależności od sezonowych owoców, które właśnie dojrzewały.

Przypomniałam sobie o kompocie, czytając książkę "Kuchnia na plebanii"; księżowskie gospodynie nadal go nie pomijają.

Ja, niestety nieco o nim zapomniałam, zabiegana, zalatana, jadająca obiady na "jednej nodze".

A przecież u nas w domu, kiedy żyły babcia i mama, też zawsze był.

Teraz mam wreszcie trochę więcej czasu; czas wrócić do kompotów. Porcelanowy dzbanek z lat pięćdziesiątych jakoś przetrwał i czeka cierpliwie:)

domowy_kompot

Dziś kompot z mrożonych wiśni i jagód.

Gotowanie obiadu zaczynało się od kompotu. Bo musiał wystygnąć.

Zagotowałam w rondlu wodę, wrzuciłam mrożonki, kiedy ponownie zawrzało, gotowałam kilka minut. I przypominałam sobie sztukę jego doprawiania, ile dać cukru, może trochę cytryny...

Wyszedł idealny:)

wtorek, 14 lutego 2017

Drodzy kulinarni pasjonaci!

Dziś dzień prezentów dla osób miłych naszemu sercu, dlatego dla wszystkich miłych czytelników mam kulinarną walentynkę, nową książkę: "Kuchnia na plebanii" Łukasza Modelskiego

kuchnia_na_plebanii

Książkę wydało Wydawnictwo Literackie, a jej podtytuł brzmi: 200 tradycyjnych przepisów księżowskich gospodyń. Autor rozmawia z gospodyniami i spisuje przepisy z Kujaw, Małopolski, Śląska, Kaszub, Podlasia, Pomorza i Mazowsza. Czyli jest to również skarbnica przepisów polskiej kuchni regionalnej.

A ten cały tajemniczy nieco, nieznany świat kuchni plebańskiej? Jak pisze autor:

"Przekonanie, że polska, osobliwie prowincjonalna, plebania zachowała tradycyjną kuchnię w jej najbardziej konserwatywnym, pierwotnym kształcie, towarzyszyło mi od dawna. (..) Jeśli miałbym opisać ich kuchnię w dwóch słowach, powiedziałbym: obfitość i prostota. Pamiętam bardzo uczciwe, czterodaniowe obiady, solidne treściwe zupy, ciężkawe, ale starannie przyrządzone mięsa, domowy drób, domowe masło, wszechobecną śmietanę i smak kompotu. Żadnych udziwnień. Kilka lat nosiłem się z zamiarem zanotowania tych plebanijnych przepisów, wiedząc, że to ostatni moment, że dawne domowe gotowanie księżowskich gospodyń wkrótce odejdzie wraz z nimi."

 

Dla mnie szczególnie cenna jest opowieść z Małopolski, w końcu stąd jestem. W świat kuchni sądeckiej zabiera nas pani Maria Bocheńska, z plebanii w Piątkowej, leżącej nieopodal Nowego Sącza.

 

Zapraszam do świetnej lektury!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Ja odkryłam ten francuski telewizyjny serial z 2013 roku niedawno, kiedy już sporo odcinków było wyemitowanych; myślę, że kiedyś go jakaś stacja powtórzy. Póki co można go oglądać w "Kuchni+", w poniedziałki o 21.

Twórcy postanowili zaprezentować słynne obrazy, których tematem jest jedzenie: martwe natury, ale nie tylko. Opowiadają o tym, jak i gdzie powstawał obraz, pokazują co i jak jedli ludzie w czasach, kiedy on powstał i próbują odtworzyć dania, które widzimy na obrazie. "Martwa natura ożywa" - głosi reklama serialu.

Pierwszym odcinkiem, który obejrzałam, była opowieść o mleczarce Vermeera

sztuka_nie_tylko_kulinarna

Wciągnęło mnie to i czekam teraz na kolejne poniedziałki, aczkolwiek nie znalazłam nigdzie informacji, co będzie prezentowane w kolejnych odcinkach.

Trafiają się klasyczne dzieła, ale i na przykład japoński komiks.

Taki ekscytujący element niespodzianki.

 

Dzisiaj jest poniedziałek.

piątek, 10 lutego 2017

Przepis Magdaleny Nowaczewskiej - finalistki 5. sezonu MasterChef. Magda jest moją krajanką, Małopolanką, kibicowałam jej w czasie konkursu.

sandacz_Dominiki_z_sosem_malanym

2 świeże filety z sandacza ze skórą (moje były dość cienkie)

łyżka mąki

łyżka masła klarowanego

gałązka tymianku (miałam suszone gałązki)

sól, pieprz

 

 Na sos:

1 szalotka

100 ml białego wina

2-3 łyżki śmietanki kremowej

4 łyżki masła

nieco otartej skórki z cytryny

sól, pieprz

 

Najpierw zaczynamy od sosu: szalotkę drobno siekamy, wsypujemy do rondelka i zalewamy winem. Gotujemy na małym ogniu aż płyn znacznie się zredukuje.

Kiedy to sie gotuje, zajmujemy się rybą: filety myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Doprawiamy z obu stron sola i pieprzem. Posypujemy każdy filet odrobiną mąki.

Rozgrzewamy na patelni klarowane masło,  wrzucamy gałązkę tymianku, smażymy rybę z obu stron, najpierw od strony skóry.

Teraz kończymy sos: dodajemy po kawałku masło, cały czas mieszając, nie pozwalając zagotować się. Następnie dodajemy śmietankę, mieszamy i odstawiamy z ognia, doprawiamy solą, pieprzem i skórką z cytryny.

Podajemy rybę z sosem.

Tagi: ryby
15:31, negresca , przepisy
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017

Keks bakaliowy, który robi się błyskawicznie, zawsze się udaje i jest pyszny. I nic nie trzeba ważyć.

Przepis mam od lat, od koleżanki Wandzi

bakaliowiec_Wandzi

4 jajka

4 łyżki stopionego masła

4 łyżki oleju

8 łyżek cukru

8 łyżek mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

sok z połowy cytryny

bakalie (rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa kandyzowana itp)

szczypta soli

 

Żółtka, 7 łyżek cukru i tłuszcze rozetrzeć mikserem, ucierając dalej dodawać mąkę, proszek do pieczenia, sok z cytryny.

Dodać bakalie wymieszać.

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, na końcu ubijania dodać łyżke cukru.

Do ciasta dodać pianę, wymieszać.

Przełożyć do keksówki wyłożonej pergaminem.

Piec w temperaturze 180 st. C ok. 50 minut.

wtorek, 07 lutego 2017

Tradycyjny farsz do ruskich (ziemniaki, ser i cebulka) wzbogaciłam posiekanymi i podsmażonymi pieczarkami. Jest to pyszne połączenie!

pierogi_ruskopieczarkowe

3-4 ugotowane ziemniaki

20 dag twarogu

1 cebula

15 dag pieczarek

masło

przyprawy: sól, pieprz, majeranek, czosnek niedźwiedzi

 

Cebulę i pieczarki drobno siekam i podsmażam na maśle, tyle tylko żeby się zeszkliły.

Ostudzone ziemniaki i ser ugniatam tłuczkiem do ziemniaków, dodaję cebulę i pieczarki, doprawiam przyprawami, mieszam na jednolitą masę.

Ciasto:

Do ok 30 dag mąki wsypuję szczyptę soli, zalewam szklanką wrzącej wody.

Kiedy nieco przestygnie dodaję 1 jajko i 3-4 łyżki oleju.

Wyrabiam elastyczne ciasto (w razie potrzeby dodaję albo nieco więcej mąki, albo nieco więcej wody).

Robię wałeczek, kroję go na kawałki i każdy kawałek rozwałkowuję.

Nakładam farsz, zlepiam pierogi.

Wrzucam na wrzącą, osoloną wodę, gotuje 2-3 minuty od wypłynięcia.

Odcedzam.

Najlepsze są odgrzewane na patelni.

piątek, 03 lutego 2017

Zimowa - bo zrobiona z grzybów dostępnych zimą: suszonych prawdziwków, mrożonych kurek i świeżych pieczarek. Takie grzybowe trio.

Moim gościom bardzo smakowała.

zupa_grzybowa_zimowa

3-4 suszone łebki prawdziwków

garść mrożonych kurek

6-7 świeżych pieczarek

1 cebula

1 łyżka oleju, 1 łyżka masła

2 łyżki mrożonych warzyw pociętych w słupki: marchewka, pietruszka, seler

2 łyżki zacierki makaronowej

2 łyżki śmietany

sól, grubo mielony pieprz, szczypta czosnku niedźwiedziego

 

Suszone prawdziwki moczymy w wodzie, jakieś pół godziny, po czym odsączamy.

Pieczarki i cebulę kroimy drobniutko, po czym wrzucamy do rondla, w którym rozgrzaliśmy olej i rozpuściliśmy masło. Przesmażamy aż cebula się zeszkli.

Wtedy zalewamy pieczarki i cebulę zimną wodą (tyle ile ma być zupy) i kiedy zagotują się dodajemy mrożonki, namoczone prawdziwki i zacierkę makaronową. Lekko solimy i gotujemy do miękkości składników.

Hartujemy śmietanę łyżka gorącej zupy, wlewamy całość do rondla, doprawiamy pieprzem, czosnkiem niedźwiedzim i ewentualnie solą.

I smacznego!

czwartek, 02 lutego 2017

Autorką przepisu jest Agusia z blogu "Moja kuchnia nad Atlantykiem", ale tak bardzo przypadły mi te ciasteczka do gustu, że od wielu już lat włączyłam ten przepis do moich ulubionych rodzinnych przepisów. Oczywiście, są zapisane pod jej imieniem: Sezamowe ciasteczka szczęścia Agusi H.

Dlaczego nazwa: szczęścia? Ponoć na Bliskim Wschodzie mnogość sezamu jest oznaką szczęścia.

Zapraszam!

sezamowe_ciasteczka

2/3 szklanki sezamu podprażonego na suchej rozgrzanej patelni

100 g masła

1/2 szklanki białego cukru

1/2 szklanki brązowego cukru

1 jajko

1 i 1/4 szklanki mąki

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki soli

1/4 łyżeczki cynamonu

cukier waniliowy

 

Masło utrzeć z cukrami; ucierając dodać jajko.

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, solą i cynamonem, stopniowo dodawać do ciasta, stale ucierając.

Dodać połowę sezamu, wymieszać.

Odstawić ciasto na godzinę do lodówki.

Rozgrzać piekarnik do 180 st. C.

Po wyjęciu ciasta formować kulki wielkości orzecha, obtaczać je w pozostałym sezamie, kłaść na blasze wyłożonej pergaminem, lekko spłaszczać. Zachować spore odstępy.

Piec ok. 10-12 minut aż będą złote.

Uważać, żeby nie zbrązowiały - wtedy staną się twardawe (choć dalej pyszne).

 

niedziela, 29 stycznia 2017

Monachijczyk - Tom Hillenbrand - dziennikarz, kucharz-hobbysta i smakosz - jest autorem czterech książek, określanych nazwą "kryminał kulinarny"; dwie z nich: "Zakazany owoc" i "Czerwone złoto" już ukazały sie w polskim tłumaczeniu.

Łączy je bohater: Xavier, kucharz z Luksemburga, pasjonat regionalnej, tradycyjnej kuchni, nie ulegający nowoczesnym technikom kulinarnym i nowinkom.

Wskutek różnych zbiegów okoliczności, Xavier niespodziewanie wpada w epicentrum około kulinarnych zdarzeń, które niosą duże pieniądze, ale i duże niebezpieczeństwo, łącznie ze śmiercią.

Owoc, podnoszący smak każdej potrawy na niewyobrażalne wyżyny, czy czerwone bezcenne mięso tuńczyka do kupienia za grosze - wszystko to jest wystarczającym powodem dla niektórych, by nie cofnęli się nawet przed zabójstwem.

Czy Xavier ocali swą głowę?

Czy wystarczy mu pomoc wiernego przyjaciela?

Czy dzisiejszy sojusznik nie okaże się jutrzejszym wrogiem? Czy zaangażowanie samego prezydenta Paryża może odwrócić zły układ zdarzeń?

 

Poczytajcie.

W mroźne, zimowe, długie wieczory dobrze się to będzie czytało.

A ja dorzucę jeszcze kilka zdań autora, Toma Hillenbranda (które znalazłam w wywiadzie z nim M. Stuch na portalu Nasze miasto):

 

"Myślę, że kucharz-detektyw to faktycznie nowe połączenie. A przy tym powiedziałbym, że sztuka kulinarna od zawsze towarzyszyła zbrodni. Wystarczy wspomnieć Brunettiego, Maigreta, Poirota – wszyscy ci detektywi lubili dobrze zjeść. Nową rzeczą w mojej serii jest to, że nie chodzi w niej tylko o dobre jedzenie, ale także o złe jedzenie oraz o sztuczki i intrygi, jakie możemy napotkać w branży kulinarnej.

 

(...) Wybrałem ten temat raczej dlatego, że doszedłem do wniosku, że gotowanie stało się nieco zbyt popularne. Chciałam obalić ten kult kuchni, pokazać ludziom, co dzieje się na zapleczu, jakie sztuczki są stosowane i jak często się nas, konsumentów, oszukuje. Wydaje mi się bardzo dziwne, że w miarę, jak żywność staje się coraz gorsza, mnożą się programy telewizyjne o jedzeniu. Widzę tu powiązanie."

 

Miłej lektury!

wtorek, 24 stycznia 2017

Garmażeryjny przebój barów, jadłodajni i stołówek w czasach PRL-u.

Tani, właściwie to smaczny, pożywny.

Flaczki do dziś mają swoich miłośników.

Muszę przyznać, że ja długo, bardzo długo myślałam, że ich wprost nie cierpię. Mówiłam to, nie znając ich smaku. Sama nazwa: flaki – była odstraszająca.

A przecież flaki to pokrojony w poprzek żołądek wołowy.

A przecież inne podroby jadłam i mi smakowały.

W końcu mama mojej koleżanki, znakomicie zresztą gotująca, powiedziała:

- Tak dalej być nie może. Siadaj i jedz.

I postawiła przede mną talerz z parującą, pachnącą przyprawami, kolorową zawartością.

Był mroźny, zimowy dzień, wróciłyśmy zmarznięte i głodne ze szkoły.

I stało się. Spróbowałam. I już na zawsze polubiłam flaczki.

A wiecie, że były one ulubioną potrawą króla Władysława Jagiełły?

 

Kiedyś przygotowanie w domu flaczków było skomplikowane. Kupowało się je surowe, trzeba było włożyć wiele trudu w ich oczyszczenie i wstępne gotowanie w kilku zmienianych wodach. Dopiero potem następowało właściwe ich gotowanie z jarzynami jako gęstej zupy.

Dziś kupuje się flaczki już oczyszczone, wstępnie obgotowane.

Zapraszam na moją wersję:

 

0,5 kg flaczków

1 duża cebula

Kawałek pora, kawałek selera

1 mała marchewka (nie należy dawać jej dużo, bo może zdominować słodyczą potrawę, która powinna być ostra)

1 pietruszka

2 suszone grzybki

Kostka bulionowa wołowa

Przyprawy: sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, szczypta papryki

Łyżka masła, łyżka mąki, łyżka oleju

 

Flaczki zalewamy wodą i gotujemy aż woda zawrze, zbieramy szumowiny. Wrzucamy kostkę bulionową, ziele angielskie, liść laurowy, grzybki, lekko solimy. Gotujemy do miękkości.

 Na dużej patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy posiekaną cebulę i seler oraz starte na grubej tarce seler, marchewkę i pietruszkę. Przesmażamy całość, po czym dodajemy do gotujących się flaków.

Doprawiamy przyprawami do smaku, po czym dodajemy zasmażkę z masła i mąki.

I gotowe.

niedziela, 22 stycznia 2017

Domowy chrust - leciutki, chrupiący, pełen baniek powietrznych, fantazyjnie powykręcany, oprószony białym pudrem.

Jak smakuje do porannej kawy!

Albo do popołudniowej mocnej herbaty, lub do lampki koniaku czy likieru.

Zapraszam!

Ciasto na chrust robi się w 10 minut, a potem, po godzinie schłodzenia w lodówce, wystarczy jedna godzina i ma się 2 duże misy wypełnione faworkami.

Ich smak rekompensuje zapach smażenia w domu.

 

 ok. 3 szklanek mąki

4 żółtka

0,5 szklanki jasnego piwa

1 łyżeczka masła

szczypta soli

 1 kg smalcu do smażenia

cukier puder do posypania

  Mąkę, żółtka, piwo, sól i masło wrzucić do miksera, wyrabiać ciasto aż się przestanie kleić, dosypując w miarę potrzeby mąkę. Po zagnieceniu ciasto włożyć na godzinę do lodówki. Potem podzielić na kawałki i wałkować cienkie placki, podsypując ciasto mąką (im cieńsze placki, tym lepiej). Wykrawać paski, na środku zrobić nacięcie i przepleść żeby wyszedł kształt faworka.

 Rozgrzać dobrze smalec, sprawdzić temperaturę wrzucając mały kawałek ciasta - powinien NATYCHMIAST wypłynąć na powierzchnię. Jeśli temperatura jest o.k., wrzucać partiami faworki, smażyć z dwóch stron na złoty kolor, osączyć z tłuszczu, posypać cukrem pudrem.

piątek, 20 stycznia 2017

Moje? czyli jakie? inne niż tradycyjne?

No, troszkę inne.

Inne - bo bez mleka.

Na ogół nigdy nie mam mleka w domu, bo go po prostu nie lubię.

Dlatego racuszki czy naleśniki robię na bazie wody mineralnej, nie mleka.

Też są pyszne

moje_racuszki_z_jabkami

Przepis - na oko

Na 1 jabłko potrzeba ok. 20 dag mąki, 2 jajka, szklankę (albo trochę więcej) wody mineralnej, szczyptę soli, 3 łyżeczki cukru.

Roztrzepujemy trzepaczką w głębokiej misce jajka, mąkę i wodę, dodajemy sól i cukier.  Ma to mieć konsystencję śmietany, w razie potrzeby dodajemy więcej mąki lub więcej wody.

Dokładamy obrane i pokrojone na małe kawałki jabłko.

Smażymy placuszki na rozgrzanym oleju na patelni, po obu stronach, wlewając porcje małą chochelką.

Przekładamy na talerz, oprószamy cukrem pudrem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 92