Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • czwartek, 30 sierpnia 2007
    • Nie ma już dzikiego wina

      Był w Tarnowie piękny budynek obrośnięty dziką winoroślą; szary mur okrywała gęsta ściana liści w kolorze ciemnej, soczystej zieleni latem, zmieniająca się w burgundową czerwień w miarę zbliżania się ku jesieni.

      Piszę: był, bo ten budynek, który znamy, odszedł już w przeszłość L((( 

      Przechodziłam koło niego często, podziwiając mariaż murów i liści, z grubymi, zdrewniałymi pniami winorośli u podstawy, obiecując sobie, że koniecznie muszę zrobić zdjęcie. Ale najlepsze oświetlenie światła słonecznego miał budynek rano, a ja wtedy leciałam do pracy, więc obiecywałam sobie tylko: może jutro wstanę wcześniej…. budynek przecież stoi, jeszcze zdążę.

      Lecz parę dni temu przeżyłam szok: po dłuższej  przerwie znalazłam się na ulicy Nowy Świat (przy której mieści się budynek), i cóż…. budynek stoi nadal, ale już bez liści, ogołocony z dzikiego wina, zrąbano wszystko! z powodu remontu.

      Nie zdążyłam zrobić zdjęcia L((( cały wieczór szukałam wczoraj w sieci, czy gdzieś, ktoś, nie sfotografował piękna tej pokrytej liśćmi posesji… niestety.

      Obecnie jest to budynek Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli.  Wybudowany został w 1903 r. i jak czytamy na namiastce strony internetowej ODN, od początku istnienia związany był z oświatą. Najpierw działała tu Wyższa Szkoła Realna potem kolejno: III Państwowe Liceum Ogólnokształcące, Liceum Pedagogiczne, Studium Nauczycielskie, Centrum Doskonalenia Nauczycieli, Wojewódzki Ośrodek Metodyczny.

      Zamieszczono zdjęcie, ale szaro-bure, chyba z okresu jesienno-zimowej szarugi, bez imponujących liści.

       

      Smutne, prawda?

      Może jeszcze gdzieś znajdę zdjęcie z czasów świetności budynku….

      Żal mi tych liści…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nie ma już dzikiego wina”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 sierpnia 2007 11:56
  • środa, 29 sierpnia 2007
    • Krakowski kredens

      Odkryłam w Almie nową linię produktów regionalnych, opracowywanych według starych tradycyjnych receptur, o nazwie „Krakowski kredens”.

      Utworzono w Almie osobne, ładnie wyeksponowane stoisko

       

       

      No i skusiłam się, jak na razie na wędliny: kiełbasę typu wiejskiego i pasztety. Wrażenia pozytywne, choć kiełbasa Kredensu nie przebiła naszej lokalnej specjalności: wiejskiej kiełbasy z Dulczy.

      Ale pasztet bardzo smaczny, pytałam ekspedientki o skład, mówi, że jest wieprzowy. W środku ma żurawiny, mniam! Postanowiłam zrobić coś podobnego w domu.

      I jestem trochę sfrustrowana, bo pasztet trochę za suchy mi wyszedł. Smakowo jest o.k., ale chyba za długo go trzymałam w piekarniku, no i raczej zbyt chude mięso wzięłam. I trzeba było obłożyć go do pieczenia plastrami słoniny. Na pewno jeszcze powtórzę eksperyment, bo pasztet jest dobry i inny smakowo od tego, który tradycyjnie w domu robimy. Suszone żurawiny jak najbardziej się sprawdziły.

       

      Z Kredensu Krakowskiego próbowałam jeszcze pasztet starosty z suszonymi śliwkami - mniej mi przypadł go gustu, z żurawinami jest ciekawsza smakowo kompozycja. I jeszcze pasztet leśniczego czy gajowego, zapomniałam dokładnej nazwy Ten jest ciekawy, choć sztuczne dodatki czuć na kilometr, na pewno dodali tam bulion grzybowy z kostki, albo coś w tym rodzaju. Grzyby, jeśli w nim są, to w postaci zmielonej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 29 sierpnia 2007 00:19
  • wtorek, 28 sierpnia 2007
    • Problemy z oliwą

      Próbując różne kupione przypadkowo w sklepie oliwy, zaczynałam już poważnie myśleć, że mnie jednak nie smakuje oliwa. Bo żadna kupiona mi nie smakowała. To gorzka, to jakaś zwietrzała…

      Gdyby nie to, że ciągle mam w ustach pyszny smak oryginalnej włoskiej oliwy próbowanej dwa miesiące temu we Włoszech, to bym w to uwierzyła.

      Markos z Mniama polecił mi sycylijską oliwę PrimOli ze sklepiku.

      Zdesperowana, postanowiłam spróbować. Czekałam niecierpliwie na paczkę. Wreszcie jest! Szybko zrywam opakowania, wlewam krople oliwy na talerzyk, i…. oblizując palec, mruczę: mmmm, tak… tak… pyszna! naprawdę znakomita! Trudno opisać jej smak, ale jest łagodna, przyjemna w smaku, producent pisze, że owocowa – no, coś w tym stylu, choć nie umiałabym doszukać się smaku jakiegoś konkretnego owocu. Ma leciutki, ten charakterystyczny posmak oliwek, rzecz jasna, ładnie się komponujący. Świetna na zimno, ale i do lekko podgrzewanych czy duszonych dań jest super.

      Ale stałe kupowanie oliwy w sprzedaży wysyłkowej jest uciążliwe, zwłaszcza, że w porach wizyty listonosza nie ma mnie w domu i na drugi dzień czeka mnie bieg na pocztę z awizem  w zębach:)))

      Zaczęłam studiować temat, znalazłam w sieci artykuły, testy porównawcze i z wydrukami w ręku i okularami na nosie penetrowałam sklepowe półki. Zgromadziłam spory zapasik żółto-zielonych butelek, z tego z czystym sumieniem mogę polecić firmy: PrimOli, toskańską Agnesi (tak, to ta firma od włoskiego makaronu), umbryjską Monini – ale nie Classic, lecz Delicato, liguryjską Frantoio di Sant`Agata.

      To zestaw, który mi smakuje:

       

       

       

      Bałam się nieco tej liguryjskiej, zwłaszcza, że pojawiła się w wersji niefiltrowanej. Wyobrażałam ją sobie na podstawie opisów jako gęste, nieapetyczne mętne błotko, choć ponoć smaczne. Kupiłam niefiltrowane Buon Frutto; jak dla mnie niewiele się różni widokowo od filtrowanej, a smakowo rzeczywiście jest przepyszna.

      Zdecydowanie nie polecam hiszpańskiej Ybarra – nie! i jeszcze raz nie! nie wiem, czy dystrybutor coś poszachrował, czy ona faktycznie jest taka ostra i niemiła w smaku – w każdym razie ja jej nie chcę. Nie smakuje mi też włoska jakaś Lucese.

      Przyznam się po cichutku, że mam jeszcze dwie butelki nie otwarte, czekające na spróbowanie; no nie mogę wszystkich na raz otworzyć:)))) aż taką fanką ekspresowego spożywania oliwy nie jestem. A czekają: toskańska Carapelli i grecka Sparta Gold.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Problemy z oliwą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2007 21:09
    • Filmy z serii Święta polskie

      Dopiero w tym roku odkryłam serię realizowanych od kilku lat filmów telewizyjnych Święta polskie. Wspaniała seria! Uchwycona prawdziwa polska rzeczywistość, oczywiście, w krzywym nieco zwierciadle.

      Niebanalne ujęcie tematyki, sensowne dialogi, gwiazdorska obsada: Gajos, Polony, Segda, Karewicz, Niemczyk, Feldman….

      W niedzielę obejrzałam Noc świętego Mikołaja. Nie spodziewałam się, że wyzwoli ten film tyle emocji; nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałam na filmie… ale ten moment, kiedy mały z domu dziecka wręcza młodemu z Gubałówki zrobioną własnoręcznie ze sreberka ciupażkę… no tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć..

      Dialogi są momentami cudowne:

      Młody "z Gubałówki 5, kod pocztowy 34-500" (!!!!) mówi do księdza:

      - Pochodzę z porządnej, katolickiej rodziny! Już od trzech tysięcy lat jesteśmy chrześcijanami!

      - Od trzech tysięcy? – pyta ironicznie ksiądz – jeszcze przed Chrystusem?

      - A tak! – dumnie deklaruje młody.

      Myślałam, ze padnęJ))))

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2007 11:06
    • Skąd się biorą patronusy?

      Kocham, normalnie kocham tę miniaturkę zamieszczoną na forum Mirriel!

      Zapomnijmy, co Jołaśka Rowling zrobiła Snape`owi, zanurzmy się w jego ironiczny, mroczny, kanoniczny świat:

      Od strony drzwi dobiegł hałas, przypominający serię detonacji. Ktoś uderzał w mahoniowe deski tak mocno, że z futryny posypał się kurz.
      Snape uniósł lekko brew. Posłał wprawdzie po Hagrida, lecz nie spodziewał się, że gajowy przybędzie tak szybko. Uzbieranie sześciuset siedmiu włosów z nogi akromantuli powinno zająć mu o wiele więcej czasu.
      - Alohomora! – Mistrz Eliksirów skinął różdżką i Hagrid, który właśnie brał zamach do kolejnego uderzenia w drzwi, niemal przewrócił się na progu.
      - Profesorze Snape… - wysapał wielkolud i wsparł się o drzwi. Snape cofnął się nieco, czując na twarzy jego przesycony tytoniem oddech.
      - Cholibka, nie wiem, jak to powiedzieć, ale… - Hagrid najwyraźniej nie mógł się wysłowić.
      - O co chodzi, Hagridzie, czyżbyś się minął z moim Patronusem? – zapytał oschle Snape, lecz gajowy potrząsnął głową.
      - Właśnie z tym jest pewien problem, profesorze. Najlepiej, jak sam pan zobaczy, przyszła bidulka za mną…
      Snape zbladł i w ułamku sekundy wypadł na korytarz. Jedno spojrzenie wystarczyło by poczuł, jak w jego żyły, wraz z porcją adrenaliny, napływa czysta żądza mordu.
      W korytarzu, oświetlony blaskiem pochodni, stał jego Patronus – srebrzysta łania. Do jej boku przyciskał się mały, wyglądający jak utkany ze srebrnego dymu jelonek…
      Hogwartem wstrząsnął krzyk.
      - Pooooootteeeeeer!!!

      Dodam, że do pełnego zrozumienia wszystkich niuansów miniaturki, trzeba znać wszystkie tomy Harrego Pottera :))))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Skąd się biorą patronusy?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2007 09:18
  • poniedziałek, 27 sierpnia 2007
    • Roux Junior w Kuchni TV

      Oglądałam dzisiaj w TV Kuchnia francuski program o europejskich mistrzach kuchni. Dziś był to szef francuskiej restauracji Gawroche w Londynie, Michel Roux Jr. To najlepszy odcinek z tej serii, który dotychczas oglądałam.

      Ależ ten Junior jest urokliwy! łobuzerski nieco uśmiech, ciemna głębia oczu, a ta jego gestykulacja to istny poemat!:))))

      Pokazał jak zrobić suflet, podwójnie pieczony, taka piankowa poezja! Chyba jednak jeszcze nie dojrzałam do próby odtworzenia go, wciąż mam w pamięci mój pierwszy suflet, który najpierw pięknie w piekarniku rósł, po czym widowiskowo zaczął w tymże piekarniku opadać:(((( Do dziś nie mogę temu sufletowi tego numeru wybaczyć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 sierpnia 2007 23:28

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl