Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • środa, 08 listopada 2017
  • czwartek, 02 listopada 2017
    • Piernik Magdy Gessler

      Jak do tej pory, wszystkie przepisy p. Magdy Gessler, które wypróbowałam, są naprawdę świetne. Dlatego, kiedy szukałam przepisu na tradycyjny piernik, sięgnęłam do jej książek.

      I oto zapraszam na jej piernik świąteczny.

      Jest miękki (od razu, bez czekania aż skruszeje), bardzo aromatyczny, pachnący miodem i przyprawami. Zawinięty w folię, długo zachowuje świeżość i miękkość.

      Nie mam jeszcze recenzji osoby, która jest bardzo wybredna, jeśli chodzi o pierniki, i jej oczekiwania w tym temacie są bardzo duże, ale mam nadzieję, że i jej smakowało. Wpisuję to ciasto do rodzinnych przepisów (z zaznaczeniem oczywiście autorstwa)

      piernik_m_gessler

      1 szklanka cukru

      1 szklanka miodu

      pół kostki margaryny

      6 jaj

      2 szklanki mąki

      1 łyżeczka sody

      1 łyżeczka cynamonu

      opakowanie przyprawy do piernika

      1 szklanka śmietany

      oraz (to już moja propozycja): garść suszonej żurawiny i garść posiekanych orzechów oraz lukier (1 białko, tyle cukru pudru ile białko zabierze)

       

      Roztopić margarynę z cukrem, miodem i przyprawą do piernika. Następnie wlać do masy śmietanę i zagotować. Gdy ostygnie, dodać żółtka, mąkę, sodę, cynamon i pianę z białek.

      Dodać żurawinę i orzechy.

      Piec w temp. 180 st. C ok. 45 minut.

      Polukrować.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 listopada 2017 12:15
  • piątek, 27 października 2017
    • Zupa fasolowa z grzybami

      Przyszedł czas na syte, rozgrzewające zupy, póki co trzeba zapomnieć o ciepłej słonecznej jesieni.

      Proponuję zupę fasolową, z dodatkiem grzybów; dziś wersja piątkowa, postna. Ale sporo jej ugotowałam i jutro dodam do niej kosteczki podsmażonej kiełbasy - będzie jeszcze pyszniejsza.

      zupa_fasolowa_z_grzybami

      półlitrowy garnek fasoli "Piękny Jaś"

      cebula

      pół marchewki

      pół pietruszki

      kawałek selera

      duży ziemniak

      garść pieczarek

      kilka grzybów suszonych

      przyprawy: sól, pieprz, majeranek, gałązka suszonego tymianku

       

      Fasolę trzeba namoczyć na noc. Potem zagotować w tej wodzie, w której się moczyła, odlać ją, zalać świeżą wodą, lekko osolić, wrzucić gałązkę tymianku, gotować do miękkości, uzupełniając wodę.

      W osobnym garnku podsmażyć na oleju i maśle pokrojone pieczarki, cebulę, starte na tarce marchewkę, pietruszkę i seler. Zalać je zimną wodą i gotować do miękkości, dodając pokrojonego ziemniaka i suszone grzyby.

      Kiedy jarzyny już będą miękkie połączyć je z fasolą (wraz z wywarem), podprawić przyprawami i łyżką masła.

      Zagotować i odstawić na pół godziny.

      Podawać - można z łyżką śmietany dodaną do każdego talerza.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 27 października 2017 13:37
  • poniedziałek, 23 października 2017
    • Regionalne gołąbki z kaszą i grzybami

      Ciągle jeszcze mamy sezon na leśne grzyby. Tym razem miałam kilka podgrzybków, kilka maślaczków, garść kurek. Dołożyłam kilka pieczarek. Było w sam raz na świętokrzyskie gołąbki z kaszą pęczak i grzybami. Zapraszam!

      gobki_z_kasz

      Grzyby leśne: podgrzybki, maślaczki, kurki

      Grzyby suszone - kilka prawdziwków

      Pieczarki - kilka sztuk

      cebula

      szklanka kaszy pęczak

      1 jajko

      kapusta na gołąbki (najlepiej odmiana coolwrap, taka o luźno zwiniętych liściach, które łatwo oddzielić bez parzenia całej główki)

      olej, masło

      sól, pieprz, papryka

       

      Liście kapusty zblanszować, odciąć sztywny rdzeń z każdego liścia

      Szklankę kaszy wypłukać, zalać 2 szklankami wody, posolić, gotować aż cała woda wyparuje. Garnek przykryć, zawinąć w gazetę lub ręcznik - w ten sposób kasza dojdzie, będzie miękka i ziarna nie pozlepiają się.

      Teraz grzyby: suszone namoczyć w niewielkiej ilości wody, a pozostałe oczyścić i drobno posiekać. Wrzucić na olej i masło, lekko posolić, smażyć aż cała woda z nich wyparuje. Dodać pokrojone grzyby suszone i wodę w której się moczyły. Dodać pokrojoną drobno cebulę. Smażyć wszystko jeszcze kilka minut. Odstawić do ostygnięcia.

      Przełożyć grzyby do salaterki, dodać kaszę, doprawić przyprawami, dodać jajko, wymieszać.

      Nadziewać kaszą z grzybami zblanszowane liście kapusty, zwijać gołąbki, ułożyć w rondlu wyłożonym liściem kapusty, podlać wrzątkiem, dodać łyżkę-dwie masła, dusić na małym ogniu do miękkości.

      Podawać z sosem, np. pomidorowym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 października 2017 10:32
  • piątek, 20 października 2017
  • piątek, 13 października 2017
  • środa, 11 października 2017
    • Lunch w tarnowskiej "Sofie"

      Miły lokal w centrum miasta. Można tu wpaść od rana: na śniadanie od 8.00 (kanapki, koszyki śniadaniowe słone lub słodkie, jajecznicę, omlety, bajgle), na lunch od 12.30 (zupy, pasty, zapiekanki); zawsze na kawę, herbatę lub napoje czy soki, aż do godz. 20.00.

      W wystroju dużo drewna, wygodne sofy, fotele i krzesła. Trochę się czeka na potrawy (np. na zapiekankę jakieś 20 minut), ale napoje przychodzą szybko. Dużo ludzi wpada tu pogadać.

      lunch_w_sofie

      Byłam tu zaproszona na lunch.

      menu_sofy

      Potrawy są bardzo ładnie podawane.

      Moja zapiekanka z kurczaka i ziemniaków (trochę mało przyprawiona) była w kwadratowej grantowej kamionce na dopasowanej rozmiarami małej drewnianej tacy

       zapiekanka_w_sofie2

      Zupa pomidorowa - dobra! - w pięknej misce

      pomidorowa_w_sofie

      A wrap - nadzienie smacznie skomponowane - na niebanalnym rowkowanym talerzu

      wrap_w_sofie

      Może smak potraw nie jest rzucający na kolana, czasami brak pazura w doborze przypraw, ale jest smacznie, miło, ceny przystępne dość.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 11 października 2017 11:09
  • wtorek, 10 października 2017
  • wtorek, 03 października 2017
    • Kuchnia galicyjska w tarnowskiej "Starej łaźni"

      stara łaźnia

      Oprócz kuchni żydowskiej restauracja "Stara łaźnia" proponuje jeszcze dania kuchni galicyjskiej:

      Zupy: Barszcz czerwony z uszkami z grzybami leśnymi, Krem z świeżych pomidorów, Węgierska pikantna zupa gulaszowa
      Dania główne: Konfitowane gęsie udo serwowane z ptysiami z batatów i gruszką sous-vide, Pierogi z gęsiną, Gęsie “pipki” z kluseczkami i puree z marchwi, świeża ryba, Wiener Schnitzel, Kotleciki jagnięce z zielonym groszkiem, Kofta cielęca na lasce cynamonowej z ryżem curry i musem jabłkowym, Grasica cielęca na bajglu

      Jak te dania smakują?
      Oddaję głos mojej siostrzenicy, która je próbowała:

       

      Przystawka zapowiadała naprawdę przyjemny posiłek. 

      b_figi

      Figi z kozim serem były smaczne, dobrze zbilansowane smakowo, nie narzucały nachalności smaku koziego sera.

      Ale jak mawiają, nie chwal dnia przed zachodem słońca.

       Zupa – krem ze świeżych pomidorów już tak nie zachwycał.

      b_zupa_pomidorowa_MG

      Owszem zupa była zrobiona poprawnie, ale niestety była za ostra. Prawdą jest to, że moja tolerancja na ostre przyprawy jest dość niska, ale dla statystycznej poprawności i takiego gościa należałoby wziąć pod uwagę.  Myślę, że w zamian za ciastko/pogryzadło z kruchego ciasta lepszy byłby kleks z kwaśnej śmietany. 

      Główne danie, czyli kotleciki jagnięce z zielonym groszkiem, niestety okazało się niesamowitym rozczarowaniem.

      b_jagnicina_MG

      Mięso było twardawe i w ogóle nie przyprawione, za to ziemniak dodany do dania był bardzo przesolony, myślę, że  dostała mu się porcja soli przeznaczona dla mięsa. Warzywa grillowane, które były dodatkiem do dania były naprawdę dobre. Dobrze przyprawione, nie przegotowane, naprawdę smaczne.  Dlatego trochę dziwi mnie, że dodatek przygotowany był z taką starannością, której  chyba zabrakło przy przygotowaniu mięsa. Co do puree z zielonego groszku to nie było ani złe ani dobre. Po prostu było.

      Pascha czyli żydowski sernik był dobry, ale to nie jest smak dla wszystkich, więc raczej radziłabym się zastanowić na jego zamówieniem.

      b_pascha_MG

      Próbowaliśmy jeszcze:

      Tarninówki - bardzo słodki napój

      b_napj_urawinowy

      Pasztetu z kaczki serwowanym na chałce z żurawiną - dobre

      pasztet z kaczki

      Wiener schnitzel - duże rozczarowanie, mięso totalnie nieprzyprawione!

      wiener schnitzel

       Szarlotki - olbrzymi, dobry kawał ciasta 

      szarlotka

      Siostrzenica skomentowała całość następująco: POTENCJAŁ JEST, ALE TRZEBA JESZCZE POPRACOWAĆ

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 października 2017 12:43
  • poniedziałek, 02 października 2017
    • Menu Magdy Gessler w Tarnowie

      Tarnowska restauracja "Stara Łaźnia" po programie naprawczym "Kuchennych rewolucji" ma fajną propozycję: "Kolacja Magdy Gessler".

      b_menu_M_Gessler

      Wiadomo, że każdy, kto tam przyjdzie po obejrzeniu programu telewizyjnego, będzie pytał, co zaproponowała i co poleca p. Gessler.

      To zobaczmy:

      Dwie przystawki: tatar ze śledzia po żydowsku z figami nadziewanymi kozim serem i gefilte fish

      b_tatar_sledziowy_MG1

      b_gefilte_fisch_MG

      Tatar jest pyszny, podany na ciasteczku w kształcie serca, a figi świetnie uzupełniają ten smak; jest - jak to w kuchni żydowskiej - słodko-ostro.

      Gefilte fish to galaretka z ryby (karpia) podana z chrzanem i koglem moglem - bardzo oryginalna i super!

      Tylko aż dwie przystawki to jak dla mnie za dużo.

       

      Zupa to chłodnik z awokado i ogórka ze szparagami

      zupa M Gesler

       

      Pierwsza łyżka jest zaskoczeniem - nietypowy smak z nutą lekkiej goryczki, ale szybko przyzwyczajamy się do niego i je się z przyjemnością. Jest to jednak dobra propozycja tylko na lato; myślę, że na chłodne jesienno-zimowe miesiące powinna być jakaś inna zupa; rozgrzewająca.

       

      Danie główne to czulent z baraniną, gęsiną i kotlecikami jagnięcymi

      czulent

       

      Bardzo lubię czulent, ale ten tutaj był dla mnie dużym rozczarowaniem.

      Po pierwsze - sposób podania: stłoczono wszystkie elementy składowe, których jest w tej potrawie niemało (bo i kasza, mięso, fasola, jajka, morele) w niezbyt dużej kamionkowej misce. Człowiek musi gmerać i wygrzebywać składniki, zanim zorientuje się co tam jeszcze jest. Kiedy tę potrawę w restauracji robiła p. Gessler, podano ją na szerokim głębokim talerzu. Szkoda, że właściciele wprowadzili tę kamionkową miseczkę, która na pewno jest bardzo dekoracyjna, ale nie jest odpowiednia do tej potrawy.

      Po drugie - kotlety jagnięce były twarde. Nie było nawet mowy, aby odchodziły od kości i rozpływały się w ustach. Zupełnie nie ta klasa.

      Po trzecie - danie nie było gorące; było ledwie ciepłe.

      Miało to być danie flagowe tej restauracji - może takie jest, a tylko ja źle trafiłam?

      Mam w planie za jakiś czas to sprawdzić.

       

      I deser - semifreddo chałwowe

      semifreddo

      

      Było pyszne!

       

      Cała kolacja to koszt 75 zł. P. Magda w czasie programu tv podkreślała, że ceny w restauracji są bardzo dużym jej plusem. To fakt, że po zjedzeniu takiej kolacji (czy obiadu) nikt nie będzie głodny; raczej powiedziałabym, że będzie przejedzony, ale jak na obiad rodzinny - taka cena od osoby jest chyba duża (rzeczywistość tarnowska inna jest niż warszawska).

       

      Kiedy oglądałam ten program w telewizji, zwróciło moją uwagę przede wszystkim to, że w tej restauracji nie było jakichś wielkich problemów, konfliktów międzyludzkich. Ot, po prostu właściciele nie wzięli pod uwagę usytuowania lokalu. Po drugiej stronie ulicy, widoczny z okien jest pomnik upamiętniający pierwszy transport więźniów do Oświęcimia, a restauracja proponowała dancingi i tańce na rurze.

      A poprzednie menu nie miało jakieś motywu przewodniego i nie było smaczne - jak się okazało z powodu oszczędności na surowcach.

      Czystość patelni pozostawiała wiele do życzenia (choć głównie od spodu). Zawsze mnie to dziwi, że kiedy właściciele decydują się na pomoc p. Gessler, nie wyszorują garnków; a wiadomo, że ona przede wszystkim to sprawdzi!

       

      Jeszcze przed edycją telewizyjną zaprosiłam tam na obiad rodzinę. Zamawiane były również potrawy z pozostałego, proponowanego przez restaurację menu. Relacja - w najbliższym wpisie. Zapraszam!

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Menu Magdy Gessler w Tarnowie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 października 2017 10:51
  • poniedziałek, 25 września 2017
  • środa, 20 września 2017
    • Paluchy drożdżowe - przepis Amerykanki

      Mam ten przepis już od wielu, wielu lat. Uważam go już za przepis rodzinny. Podała go na forum kulinarnym Anerite z USA. Anerite była dość kontrowersyjną osobowością, często wdawała się w ostre polemiki. Każdy, kto się z nią zetknął, na pewno ją zapamiętał:) Ale przepisy miała dobre.

      Ten przepis, na paluchy do barszczu, jest super! Bardzo polecam!

      powidoki_paluchy_Anerite

      50 dag mąki

      20 dag masła (Anerite twierdziła, że tylko z margaryną wyjdą, ale to nieprawda; robię z masłem i są świetne)

      szklanka śmietany

      4 dag drożdży

      1 łyżka cukru

      1 łyżeczka soli

      jajko po smarowania

      kminek do posypania paluchów (może być sezam, czy czarnuszka, gruba ziarnista sól - co kto lubi)

       

      Mąkę posiekać nożem z masłem, potem rozetrzeć dłońmi na piasek (uwielbiam ten etap rozcierania, jest taki relaksujący!).

      Drożdże rozetrzeć z cukrem, wlać śmietanę. Kiedy drożdże zaczną pracę, przełożyć je do mąki, wsypać sól, szybko zagnieść.

      Z ciasta formować wałeczki, smarować roztrzepanym jajkiem, posypać każdy kminkiem, dociskając go widelcem

      Układać na blasze wyłożonej pergaminem.

      Piec w nagrzanym do 200 st. C piekarniku, ok. 15-20 minut, aż będą złote. Uważać, żeby paluchów nie przesuszyć.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 20 września 2017 09:55
  • wtorek, 19 września 2017
  • piątek, 15 września 2017
    • Bankiet z chorzelowskiego obrazu

      Widziałam już kiedyś ten obraz i od razu mnie zafascynowało niespotykane połączenie tematyki religijnej z kulinarną. Ale wtedy nie miałam możliwości rozszyfrowania co to za obraz, czyjego autorstwa i gdzie się znajduje (to, co widziałam, to była oczywiście kopia). 

      bankiet z chorzelowskiego obrazu

      Maryja trzyma na prawym ramieniu Jezusa, a Dzieciątko podaje Matce dwie róże – białą i czerwoną. W lewej ręce trzyma wiśnie. Święta Rodzina spogląda na stół, na którym zostały przedstawione kiście winogron, kłos zboża oraz jabłka i ptaki.

      Okazało się, że jest to obraz z sanktuarium Bożej Rodziny w Chorzelowie koło Mielca, a w zeszłą niedzielę miała miejsce uroczystość koronacji obrazu przez abp. Wiktora Skworca, byłego ordynariusza diecezji tarnowskiej.

      W jego homilii mamy piękny opis obrazu:

       

      "Ta świątynia to brama, a w niej jak w drzwiach stoją Maryja z Jezusem na rękach i Święty Józef. Święta Rodzina nie tylko wita, ale zaprasza także na bankiet, o czym głosi napis na obrazie, który brzmi:

      "Dzikim ptakom i zwierzętom Bóg pokarmy daje. Dla dzikich się grzeszników Sam pokarmem staje. Tak Świętego Bankietu w Dzikowskim Obrazie Józef pilnuje z Panną niepodległą skazie".

      A zatem chorzelowski wizerunek jest zaproszeniem na ucztę. Umieszczony tuż nad tabernakulum i ołtarzem wskazuje na Eucharystię, w której Jezus daje się grzesznikom, staje się dla nich pokarmem na życie wieczne.

      (...) Patrząc na obraz, dostrzegamy serdeczną więź, jaka łączy Jezusa z Maryją. Podkreślają to dwie róże i dwie wisienki, trzymane w rączkach przez Jezusa. Takiej serdecznej więzi i bliskości Jezus pragnie w każdym z nas. Dlatego Bóg stał się człowiekiem, aby go odkupić, wyzwolić ze stanu "dzikiego" życia w grzechu, odziać w nową szatę łaski i zaprosić do udziału w niebiańskiej uczcie.

      Przywołują ją jeszcze inne elementy obrazu. Otóż Święta Rodzina stoi przed stołem, na którym znajdują się winne grona i kłos pszenicy, a nawet ptak karmiący ziarnem swoje pisklę. To symbole o wymowie eucharystycznej, wskazujące, że na obrazie tajemnica wcielenia przechodzi w misterium odkupienia. Jezus jest tym, który przez Kościół karmi wierzących w sakramentach świętych.

      (..) Zauważmy, że Święta Rodzina ma za sobą kamienne okno, a przez nie widać drzewo, zarysy warownych budowli i dwie wieże kościoła. Bynajmniej nie jest to pejzaż nazaretański, izraelski. Ale nasz, polski, europejski. Święta Rodzina żyje pośród nas! Jej dom znajduje się tutaj!"

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 15 września 2017 11:06
  • sobota, 09 września 2017
    • Krakowski pischinger

      Pischinger to wafel (andrut) przełożony gęstym czekoladowym kremem.

      Stworzył go w XIX wieku wiedeński cukiernik Oskar Pischinger. Z Wiednia trafił szybko do Krakowa i Galicji, które w czasie zaborów były częścią cesarstwa austriackiego i błyskawicznie podbił serca Polaków. Zwłaszcza, że robi się go szybko i prawie "z niczego".

      W PRL-u był prawie że obowiązkowym deserem na niedzielę (choć czekoladę, która była rarytasem nie do zdobycia, zastępowano kakaem).

      b_krakowski_pischinger

      1 kostka masła

      1 tabliczka gorzkiej czekolady (70% kakao)

      4 żółtka

      3/4 szklanki cukru pudru

      garść orzechów (włoskich i laskowych)

      1 łyżka brandy

      1 opakowanie wafli tortowych (andrutów)

       

      Najpierw przygotować czekoladę: połamać tabliczkę na kawałki. Miseczkę do topienia czekolady umieścić w większym garnku wypełnionym gorącą wodą, rozpuścić w miseczce łyżkę masła, dodać połamaną czekoladę i podgrzewając rozpuścić ją na płynną masę. Odstawić do ostudzenia.

      Orzechy utłuc na bardzo drobno.

      Żółtka zmiksować z cukrem na puszysty kogel mogel. Miksując dodawać partiami miękkie masło, brandy i ostudzoną czekoladę. Dodać orzechy, wymieszać.

      Smarować wafle, po czym obciążyć je czymś ciężkim (duża książka kucharska będzie w sam raz). Odłożyć na noc do lodówki.

      Kroić na romby bardzo ostrym nożem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 09 września 2017 09:22

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl