Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • poniedziałek, 19 lutego 2018
    • Kulinaria w polskim Vogue

      Pojawił się pierwszy numer polskiej edycji miesięcznika mody "Vogue".

      vogue

      

      Oczywiście wzbudził wielkie emocje, zwłaszcza okładka z Pałacem Kultury i czarną "Wołgą" w tle - przypominająca PRL-owskie zdjęcie sprzed lat! (dużo szumu o tym w necie).

      Ale nie o modzie chciałam tu napisać (za mało się na tym znam i tylko staram się przedrzeć przez blisko 360 stron miesięcznika i stwierdzić, czy mi się spodoba na tyle by go od czasu do czasu kupować, czy nie).

      Najpierw przedarłam się przez kilkanaście stron reklam do spisu treści (czy nie powinien być jednak ten spis treści na początku? przeglądanie kolejnych kartek w poszukiwaniu tego spisu budzi tylko irytację a nie zainteresowanie reklamą).

      Kiedy wreszcie pojawiła się zawartość numeru, poszukałam artykułu o kulinariach - z reguły w każdym większym objętościowo piśmie coś takiego jest. Vogue nie stanowi wyjątku. Na stronie 344 mamy artykuł "Podróż do Szamapanii - wino z Bożym błogosławieństwem".

      Czemu w polskiej edycji pisma zaczynamy kulinaria od Francji?

      Tego nam nie wyjaśniono.

      Artykuł jest ciekawy, zdjęcia trochę mnie rozczarowały.

      Ciekawostką jest podanie menu kolacji, w której uczestniczyła autorka artykułu, a której głównym bohaterem był szampan.

      Proszę bardzo:

      Przystawka: Dom Perignon Rose 2005 i tarta z krewetkami, krążkami cebuli i szafranem

      Danie główne: Dom Perignon P2 2000 i kuskus w śródziemnomorskim stylu, przepiórka i gęsia wątróbka

      Sery: Dom Perignon P2 2000 i regionalny ser Chaource

      Deser: Dom Pergnon Rose 2005 i lody waniliowe oprószone pieprzem w kompocie z miechunki

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 lutego 2018 09:57
  • sobota, 17 lutego 2018
  • piątek, 16 lutego 2018
  • czwartek, 15 lutego 2018
  • środa, 14 lutego 2018
  • wtorek, 13 lutego 2018
    • Zimowa kalafiorowa wg Macieja Kuronia

      To moja ulubiona wersja zupy kalafiorowej, z dodatkiem świeżego ogórka. P. Maciej Kuroń często wprowadzał takie nietypowe składniki do typowych dań i zawsze okazywały się hitem. W tym przepisie, jak to w przepisach z zupami, dozwolone są, a nawet wskazane własne modyfikacje; nie trzymam się nigdy kurczowo zapisów, bo często nie mam akurat pod ręką potrzebnego zioła, czy jarzyny. Ważny jest trzon przepisu: kalafior, ogórek, cebula. Dziś kuroniowa kalafiorowa wyglądała tak:

      zimowa_kalafiorowa

      pół małego kalafiora (ok. 30 dag)

      1 cebula

      2-3 ziemniaki

      pół marchewki

      pół małego ogórka świeżego

      2-3 łyżki gęstej kwaśnej śmietany 18%

      sól, pieprz, majeranek, szczypta gałki muszkatołowej

      łyżeczka cukru

      łyżka masła

      łyżka oleju

       

       Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, włożyć do rondla, zalać zimną wodą.

      Marchewkę zetrzeć na grubej tarce, dodać do rondla. Po zagotowaniu lekko osolić, zmniejszyć ogień.

      Kalafior umyć i podzielić na małe różyczki. Wrzucić do gotującej się zupy i gotować na małym ogniu do miękkości wszystkich warzyw, ok. 30 minut, w miarę potrzeby dolewając gorącej wody.

      W czasie kiedy kalafior się gotuje, pokroić cebulę w piórka. Rozgrzać na patelni olej i masło, wrzucić cebulę, smażyć aż się zeszkli. Wtedy oprószyć ją cukrem, chwilę podsmażyć, aż cukier się rozpuści i troszkę skarmelizuje.

      Ogórek obrać ze skórki, zetrzeć na grubej tarce.

      Dodać do zupy cebulę z patelni i ogórek, dodać śmietanę, wymieszać.

      Doprawić solą, sporą ilością pieprzu, majerankiem i startą gałką muszkatołową. Chwilę jeszcze pogotować na małym ogniu.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 lutego 2018 10:51
  • wtorek, 06 lutego 2018
  • wtorek, 16 stycznia 2018
    • Japońska rolada omletowa

      Bardzo dekoracyjna przystawka; nosi nazwę tamagoyaki i jest duża dowolność w dodatkach: groszek z puszki, por, zielona cebulka, liście bazylii, zblanszowane warzywa juliene. Co kto lubi, albo co aktualnie ma się w lodówce

      6 jajek

      sól, pieprz

      łyżeczka sosu sojowego

      garść zielonego groszku

      1-2 łyżki oleju do smażenia

       

      Jajka wbić do miseczki, dokładnie roztrzepać i ubić trzepaczką, dodać sos sojowy, lekko posolić, popieprzyć.
      Rozgrzać olej na patelni teflonowej (bardzo ważne, żeby patelnia miała powłokę, która zapobiega przywieraniu potraw), wlać część masy jajecznej, tyle tylko, żeby przykryła patelnię cieniutką warstwą. Gdy omlet zacznie się ścinać, posypać kilkoma ziarnami groszku i zwijać go w rulonik, pomagając sobie łopatką i palcami, zaczynając od swojej strony do przeciwległego brzegu patelni. Po zwinięciu przesunąć rulon na patelni z powrotem do siebie. Wlać następną porcję masy jajecznej, tak, żeby stykała się z rulonikiem i pokryła resztę patelni cieniutką warstwą, posypać groszkiem. To ważne, żeby masa stykała się z rulonikiem, bo w ten sposób ścinając się, połączy się ona w całość z rulonem. Gdy masa zaczyna się ścinać, znów dalej zwijać w coraz grubszy rulonik, gdy dotrzemy do końca patelni, przesunąć znów do siebie. Powtarzać to zwijanie do wyczerpania się masy jajecznej.
      Przełożyć gotową roladę na deskę, zawinąć ciasno w folię aluminiową i ostudzić. Potem zdjąć folię i kroić rulon na grube plastry, ułożyć dekoracyjnie na talerzach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Japońska rolada omletowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 stycznia 2018 10:19
  • poniedziałek, 15 stycznia 2018
    • Filmowo z kuchnią japońską

       

      menu japońskie

      W czasie pierwszego w tym nowym roku filmowego party oglądaliśmy film Martina Scorsese "Milczenie". To historia dwóch jezuitów, wyruszających w XVII wieku do Japonii, na poszukiwania swojego współbrata i mistrza, o którym dochodziły słuchy, że wyrzekł się wiary. Film świetnie zrealizowany, ale bardzo przejmujący, budzący wiele pytań w widzu, na które, trzeba to uczciwie powiedzieć, nie znamy własnych odpowiedzi.

      film milczenie

      

      Rzecz jasna - przygotowałam kolację japońską.

      Niewiele wiedziałam o tej kuchni; sushi, ramen... Tak, ale nikt tu u nas nie chciał sushi; musiałam poszukać głębiej, czy jest jeszcze coś innego charakterystycznego w tej kuchni, co przypadłoby moim biesiadnikom do gustu.

      Wielką pomocą okazała się książka o kuchni japońskiej, napisana przez Polkę wraz z jej mężem, Japończykiem (jak to dobrze, że kupowałam tę wspaniałą serię kulinarną wydawnictwa Watra, o kuchniach świata!)

      ksiązka o kuchni japonskiej

      I tak powstało japońskie menu.

      Przeczytałam, że zasadą w przyjmowaniu gości jest po pierwsze to, że każdy dostaje własną tacę, i sposób ułożenia dań i naczyń jest ściśle ustalony, a po drugie, że wszystkie dania są podane jednocześnie, ustawione na tej właśnie tacy, i każdy je, na co tam ma ochotę, choć kolejność jedzenia też ponoć nie jest taka dowolna:)

      Udało mi się kupić drewniane tacki, ale nie na tyle duże, żeby wszystkie potrawy na nich się zmieściły. Podawałam więc po europejsku, po jednym daniu.

      Jako przystawka - omlet, ale w postaci rolady, bardzo dekoracyjna rzecz, i bardzo prosta, wbrew pozorom, w przygotowaniu

      omlet japoński

       Potem zupa - ramen (o którym pisałam w poprzednim poście). 

      ramen

      Danie główne to kotlet tonkatsu (schabowy, doprawiony japońskimi przyprawami i pocięty w paski), do tego ryż z imbirem, julien z warzyw i groszek cukrowy oraz miseczka z sosem słodko-kwaśnym

      tonkatsu

       Deser - to serniczek japoński z konfiturą morelową. 

      serniczek japoński

      Wyszło dość egzotycznie, ale bardzo smacznie.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowo z kuchnią japońską”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 stycznia 2018 11:03
  • czwartek, 11 stycznia 2018
    • Mój pierwszy ramen

      Dawno już przymierzałam się do tego azjatyckiego rosołu. Wreszcie trafiła się okazja - przygotowywałam menu na party filmowe - kuchnia japońska do filmu M. Scorsese "Milczenie".

      Poczytałam, poszukałam i oto efekt (w wersji japońskiej):

      b_ramen

      4 udka kurczaka (bez kości)

      2 polędwiczki z piersi kurczaka

      2 marchewki

      1 por

      kawałek świeżego imbiru (ok. 2-3 cm)

      grzyby shitake pokrojone w paseczki

      szczypior z cebulką

      1-2 łyżeczki soli

      1-2 łyżeczki oleju sezamowego

      azjatycka marynata do mięs (można kupić gotową)

       

      przyprawa miso (ja miałam w proszku)

      makaron mie - ok. 100 g

      100 g kapusty pekińskiej (miała być bok choy, ale akurat nigdzie nie było)

      po 1 jajku na twardo na każdą porcję

      sos sojowy

       

      Mięso otaczamy marynatą, układamy w rondlu, zostawiamy na ok. pół godziny w lodówce.

      Potem dodajemy marchew i por pokrojone w kawałki (ok. 2 cm), pocięty na plasterki imbir oraz szczypior. Posypujemy solą i skrapiamy olejem sezamowym. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C, pieczemy ok. 40 minut.

      Następnie zalewamy zimną wodą, stawiamy na dużym gazie. Kiedy zagotuje się, zmniejszamy ogień, dodajemy grzyby i gotujemy ok. 1 godziny. Dodajemy przyprawę miso i doprawiamy sosem sojowym.

      Makaron mie gotujemy osobno według przepisu na opakowaniu.

      Kapustę pekińską kroimy na cienkie paseczki i blanszujemy chwilę we wrzątku.

      Do każdej miseczki wkładamy kawałki kurczaka, marchewki i pora, porcję makaronu, zblanszowaną kapustę, szczypior, paski grzybów, połówki jajka i zalewamy wywarem.

      Pyszne!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 stycznia 2018 10:36
  • środa, 27 grudnia 2017
  • niedziela, 24 grudnia 2017
    • Czekając pierwszej gwiazdki

      gwiazda w Betlejem

      Całe rzesze poetów, w ciągu tych dwóch tysięcy lat, jakie dzieli nas od narodzin Dzieciątka, próbowało oddać swój zachwyt i cześć Jezusowi. Ot, choćby Kazimiera Iłłakowiczówna w wierszu pt. "Z pastorałki" napisała:

      Pan Jezus drży w kolebce, śród zimy urodzony;
      czuwa trwożnie nad dzieciątkiem tłum aniołów schylony;
      Maryja
      jak lilija
      giezłem dziecko owija.
      Jeden anioł liczy minuty,
      drugi anioł do niego przykuty,
      trzeci hymn wesoły poczyna,
      że to pierwsza wieków godzina
      ludziom w darze
      na zegarze
      od Bożego Syna.

      Świętując tę godzinę, daną nam przez Syna Bożego w Betlejem, zaczynamy zaraz, za chwilę, naszą wigilię.

      Niech Dzieciątko Jezus przyniesie światu pokój, a nas, czekających pierwszej gwiazdki, natchnie nadzieją i obdarzy radością!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 grudnia 2017 14:08
  • środa, 20 grudnia 2017
    • Wigilijny bigos literacki M. Musierowicz

      Jak ja lubię wigilijne kapusty!

      Odmian tych kapust są dziesiątki! Co dom - to przepis.

      Kapusta z grochem, kapusta z grzybami, farsz z kapusty i grzybów do uszek i pierogów, kapusta kiszona, kapusta biała, czy wreszcie - już nie wigilijny, a świąteczny - bigos.

      Ja zapraszam dziś na wigilijny bigos literacki.

      Kiedy wstawiłam gar kapusty kiszonej, przypomniała mi się scena z książki M. Musierowicz "McDusia", kiedy Józinek, zupełnie już duży syn Idy, pałaszuje wigilijny bigos babci, Mili Borejko; posłuchajcie:

       

      "Wtedy to właśnie mama wbiła w Józefa zielone spojrzenie znaczące i naglące, co niestety przypadło na moment, gdy jeszcze miał pełen talerz tego rewelacyjnego, ciemnego bigosu ze śliwkami, rodzynkami i borowikami (o, jak on lubił babciny wigilijny bigos!) - właśnie nałożył sobie szczodrą ręką dokładkę."

       

      Ech, nie oparłam się pokusie zrobienia czegoś podobnego u siebie:)

      wigilijny bigos

      

      Proporcje właściwie dowolne. Korzystałam z tego, co miałam już przygotowane na inne wigilijne potrawy.

      A więc przede wszystkim kapusta kiszona, obowiązkowo z wióreczkami marchwi w środku, ugotowana z dodatkiem kminku, ziela angielskiego i liścia laurowego.

      Do tego: kapusta biała cieniutko poszatkowana, lekko osolona, podduszona na oleju z dodatkiem wody, koniecznie z cieniutkimi półkrążkami cebuli.

      Koniecznie grzyby: garść suszonych zalewam wodą, lekko solę i gotuję do miękkości. Odstawiam, kiedy przestygną, wyławiam grzyby, kroję je na paseczki.

      Teraz pieczarki i boczniaki: drobno je siekam, podsmażam na maśle, dodaję posiekaną cebulkę.

      Kiedy kapusty są już miękkie, łączymy je razem i dodajemy grzyby suszone, grzyby podsmażone, wlewamy wodę z gotowania grzybów suszonych.

      Dodajemy drobno posiekane śliwki suszone, garstkę rodzynek i garstkę suszonej żurawiny.

      Mieszamy wszystko, doprawiamy solą i pieprzem.

      Ostawiamy na noc.

      Niech się smaki przegryzają.

      Potem już smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wigilijny bigos literacki M. Musierowicz”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 20 grudnia 2017 10:23
  • czwartek, 14 grudnia 2017
  • środa, 13 grudnia 2017
    • Wigilijna kapusta z grochem

      To teraz już zapomniane danie, przepis odkurzany właściwie tylko na Wigilię. Ale jest bardzo proste i niesamowicie smaczne. Ponieważ jest też bardzo sycące, w perspektywie obowiązkowych dwunastu dań wigilijnych, podawałam go jak w menu degustacyjnym, jako małą porcyjkę, na ozdobnej łyżce.   Zapraszam! 

      wigilijna kapusta z grochem

      pół kg kapusty kiszonej
      25 dag grochu żółtego suchego
      2 łyżki tłuszczu: smalcu lub masła
      łyżka mąki
      sól, pieprz, majeranek

       

      Groch namoczyć w rondlu na całą noc.

      W następnym dniu odlać wodę, w której groch się moczył, zalać go nową wodą, posolić i gotować do miękkości (jeśli jest to proch tzw. obtłukiwany, wystarczy jakieś pół godziny). Ja lubię, żeby groch pozostał cały, nie rozgotowany, więc trzeba uważać przy gotowaniu.

      Kapustę kiszoną przesiekać, jeśli jest zbyt kwaśna przepłukać ją na sicie wodą. Przełożyć do rondla, wlać niewielką ilość wody i gotować do miękkości, ok. pół godziny, odparowując niemal w całości wodę.

      Odcedzić groch, przełożyć go do kapusty, wymieszać, przyprawić solą, pieprzem i majerankiem.

      Rozpuścić na patelni tłuszcz, dodać mąkę, smażyć na rumiano, po czym tę zasmażkę dodać do kapusty z grochem, wymieszać.

       

      Danie to często gościło w domu babci również jako codzienna potrawa jednogarnkowa, przy czym w wersji nie-wigilijnej dodawane były skwarki z boczku lub kiełbasy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 13 grudnia 2017 09:01

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl