Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • sobota, 19 listopada 2016
    • Beaujolais Nouveau 2016

      Do mnie przybyło dopiero dziś, w sobotę, choć jego premiera była, jak tradycyjnie, w trzeci czwartek miesiąca.

      boole_2016

      Kiedy go już spróbowałam, kiedy zaszumiało mi w głowie i na policzkach pojawiły się kolory, prawie jak jego kolor, zaraz przyszły mi do głowy strofy:

       

      Chcemy sobie być radzi?

      Rozkaż, panie, czeladzi,

      Niechaj na stół dobrego wina przynaszają,

      A przy tym w złote gęśli albo w lutnią grają.

      J. Kochanowski Pieśń IX

       

      To chyba dobre słowa na powitanie tegorocznego Beaujolais Nouveau.

      W towarzystwie pieczywa z oliwkami, szynki szwarcwaldzkiej, marynowanych rydzów - smakowało wyśmienicie.

      A jaki jest tegoroczny smak?

      Pije się lekko jak sok, pierwszy wyczuwalny smak - to chyba porzeczka, gdzieś w głębi na pewno maliny, może jeżyna...

      To dobry smak na ploteczki, na lekki film, o! na przykład na zaległy odcinek "Rancza" - jak u mnie...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 19 listopada 2016 16:40
  • piątek, 04 listopada 2016
  • środa, 02 listopada 2016
    • Potrawka z dyni i cukinii

      Jesienna propozycja do makaronu lub jako jarzynka do mięsa

      Kawałek żółtej dyni

      1 mała cukinia

      1 cebula

      Sól, pieprz, papryka

      Olej, masło

       

      Miąższ dyni pokroić w paski.

      Cebulę i cukinię (jeśli jest młoda nie trzeba jej obierać) pokroić w półplastry.

      Rozgrzać w rondlu łyżkę oleju i łyżkę masła, dodać warzywa, lekko osolić, przesmażyć aż cebula się zeszkli, podlać niewielką ilością wody i dusić do miękkości warzyw i odparowania większości płynu.

      Na końcu dodać jeszcze łyżkę zimnego masła, doprawić. Wrzucić ugotowane spaghetti i wymieszać.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 02 listopada 2016 08:37
  • piątek, 28 października 2016
    • Pasztet z mięsa rosołowego

      Jest to propozycja wykorzystania antrykotu wołowego, na którym gotował się rosół. Ponieważ zależało mi na tym, żeby rosół był bardzo esencjonalny, wzięłam sporą porcję mięsa, i później, po zrobieniu z niego pierogów, sporo jeszcze zostało. W sam raz na mały pasztet.

      Ugotowane mięso wołowe (antrykot) – ok. pół kilograma

      Cebula

      2 garście kiszonej kapusty ugotowanej

      4 jajka

      Sól, pieprz

       

      Mięso z rosołu zmielić w maszynce

      Kapustę odcisnąć i drobniutko posiekać

      Cebulę drobno posiekać i przesmażyć na maśle

       

      Wymieszać mielone mięso, kapustę i cebulę, dodać jajka, doprawić solą i pieprzem, dokładnie wyrobić.

      Przełożyć całość do foremki, włożyć do nagrzanego do 200 st. C piekarnika.

      Piec ok. godziny, sprawdzić patyczkiem – powinien być suchy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 28 października 2016 10:15
  • wtorek, 25 października 2016
    • Rydze i oscypek

      Takie małe co nieco, mała przystawka, może drugie śniadanie?

      Robiłam marynowane rydze; do słoików wzięłam tylko te najmniejsze i obcinałam ogonki, trzeba było z tych pozostałości coś zrobić. Najpierw myślałam o sosie, ale wyszła taka potrawka. Do tego grillowany na patelni oscypek.

      Na 2 osoby:

      2 garście rydzów (u mnie: głównie ogonki i większe kapelusze, za duże do marynowania)

      1 cebula

      Łyżka oleju, łyżka masła

      Sól, pieprz

       

      Rydze dość grubo posiekać.

      Cebulę pokroić w półplasterki.

      Rozgrzać w rondelku olej i masło, wrzucić rydze, smażyć aż rydze puszczą sok i on odparuje.

      Wtedy podlać niewielką ilością wody, dodać cebulę, doprawić solą i pieprzem. Dusić aż większość płynów odparuje.

      Plastry i warkocze oscypkowe zgrilować na gorącej patelni.

      Ułożyć na talerzu.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 października 2016 09:06
  • czwartek, 20 października 2016
    • Grzyby leśne ciągle jeszcze są

      Dziś proponuję zupę z prawdziwków: świeżych i suszonych. Jest fantastycznie aromatyczna, smaczna i sycąca.

      4-5 szt średniej wielkości prawdziwków

      Kilka sztuk suszonych prawdziwków

      Cebula

      2 ziemniaki

      Garść makaronu rurki

      Mała marchewka

      Mała pietruszka

      Kawałek pora

      Duża łyżka gęstej kwaśnej śmietany

      Olej i masło

      sól, pieprz

       

      Świeże prawdziwki oczyścić, pokroić , wrzucić do rondla na rozgrzaną niewielką ilość oleju z dodatkiem masła. Przesmażyć.

      Zalać wodą, dodać pokrojone ziemniaki, cebulę, por, marchewkę, pietruszkę; dodać suszone prawdziwki i makaron; lekko osolić i gotować do miękkości.

      Na końcu gotowania dodać śmietanę i doprawić do smaku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 października 2016 08:52
  • piątek, 14 października 2016
    • Maślaczki do obiadu

      Maślaczki często są niedoceniane; mało kto się nimi interesuje na targu, w restauracjach też raczej nie ma ich w menu. A smak mają rewelacyjny, zupełnie odmienny od prawdziwków czy kozaczków. Maja też ten charakterystyczny śluz, który powoduje że do sosów są idealne. I w dodatku są tanie:)

      Dziś proponuję maślaczki jako dodatek drugiego dania, np. do ziemniaków. Do mięs też są świetne.

      2 spore garście maślaków

      1 duża cebula

      sól, pieprz

      masło i 2 łyżki gęstej śmietany.

       

      Maślaki, po opłukaniu, zblanszować krótko we wrzątku, jeszcze raz przepłukać (u nas w domu nigdy nie obierało się maślaków).

      Pokroić na kawałki.

      Rozgrzać w rondlu 2 łyżki masła, wrzucić maślaki, dusić ok. pół godziny, podlewając niewielką ilością wrzątku w miarę potrzeby. Dodać cebulę pokrojoną w cienkie półplasterki, dusić mieszając aż cebula się zeszkli.

      Doprawić solą, pieprzem i śmietaną. Dusić jeszcze chwilę, aż całość będzie gęsta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 14 października 2016 10:46
  • wtorek, 11 października 2016
    • Lubicie warsztaty kulinarne?

      Ja uczestniczyłam już w różnych warsztatach:  takich, w profesjonalnych kuchniach i takich, organizowanych w przypadkowych salach; w takich, gdzie uczestnicy byli tylko widzami, i takich, gdzie każdy miał swoje stanowisko, swój fartuszek i musiał sam nieco się natrudzić.

      Każdy rodzaj warsztatów ma swoje plusy i minusy.

      Ostatnio byłam widzem, słuchaczem i degustatorem warsztatów (pierwszej części), które nazywają się „Austriackie kuchenne historie Tarnowa”.

      Autorzy tak promowali swój pomysł na zajęcia: „Jest to projekt, w którym odwołujemy się do tego, co po dziś dzień zostało wpisane przez zabór Austriaków w nasze kulinarne nawyki. Odwołujemy się do dań, które królują obecnie na talerzach, a także do tych o których już dawno zapomniano, a którymi delektowała się śmietanka towarzyska dawnej Galicji.”

      Zabrzmiało ciekawie, prawda?

      I tak też było.

      Pierwszą część stanowił pełen pasji wykład historyka, który o dziejach Tarnowa wie chyba wszystko. Opowiadał nam o tym, co działo się w Tarnowie za czasów zaboru austriackiego.

      A potem, mistrz kuchni przyrządzał na naszych oczach dania, które zostawili nam w spadku zaborcy, i które pokochaliśmy: kawę po wiedeńsku (z czekoladą i bitą śmietaną), strudel jabłkowy, deser Sissi – Kaiserschmarren, Tafelspitz – wołowinę w sosie chrzanowym, sznycel wiedeński.

      W kuchni było trochę chaosu, zwłaszcza z próbowaniem, przerzucaliśmy się między smakami, tak jak to wymuszał cykl i czas gotowania i pieczenia.

      Dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, bo kuchnię wiedeńską trochę znam ze swoich austriackich wojaży, wypróbowałam wiele z tych przepisów, i na przykład omlet Sissi robię nieco inaczej, a  sznycla wiedeńskiego nie roztrzepuję aż tak cienko. Ale może nie mam racji?

      Panowie prowadzący zwrócili uwagę, że niektóre z tych potraw można nadal, mimo upływu lat, zjeść w naszych kawiarniach i restauracjach, jak choćby „Tatrzańskiej” czy „Wiedeńskiej”. I to jest fajny trop do sprawdzenia:)

      Ciąg dalszy z relacji – również fotograficzny - nastąpi:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Lubicie warsztaty kulinarne?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 października 2016 11:09
  • poniedziałek, 10 października 2016
    • Każdy ma swoją ulubioną szarlotkę

      Moja ulubiona jest z kruchego ciasta, z cukrową posypką, a jabłka kładę na ciasto tylko utarte, bez ich podsmażania czy duszenia.

      Jest idealna.

      30 dag mąki

      15 dag cukru

      10 dag masła

      1 jajko

      2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      Szczypta soli

       

      I na nadzienie:

      3 duże jabłka odmiany szara reneta

      4 łyżki cukru

      Łyżeczka cynamonu

       

      Składniki ciasta umieszczamy na stolnicy i wyrabiamy ciasto, siekając nożem, a kiedy składniki będą już dobrze rozdrobnione i połączone ze sobą, zagniatamy szybko ciasto. Wkładamy do lodówki, aby oziębiło się.

      Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

      Blachę do wypieku wykładamy pergaminem.

      Jabłka obieramy, trzemy na tarce o grubych oczkach. Mieszamy z cukrem i cynamonem.

      Ciasto wyjmujemy z lodówki i dzielimy na pół.

      Każdą połówkę wałkujemy na prostokąt o wymiarach blachy.

      Jedną rozwałkowana połówkę dajemy na dno foremki, rozkładamy na cieście jabłka, przykrywamy drugim rozwałkowanym ciastem.

      Posypujemy z wierzchu grubym cukrem kryształem, który dociskamy lekko dłonią do ciasta.

      Nakłuwamy ciasto zaostrzonym patyczkiem.

      Pieczemy ok. 40-50 minut.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Każdy ma swoją ulubioną szarlotkę”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 października 2016 08:32
  • piątek, 07 października 2016
  • czwartek, 06 października 2016
    • Ta modna pulled pork

      Tyle ostatnio pojawiało się na blogach tej szarpanej wieprzowiny (pulled pork), że i ja się skusiłam.

      Kupiłam wieprzową łopatkę (1 kg), zamarynowałam ją w przyprawach (sól, pieprz, papryka) i w dressingu z oliwy, musztardy, brązowego cukru i przeciśniętego czosnku – całą noc w lodówce.

      Potem przełożyłam razem z dressingiem do żeliwnego rondla, podlewając jeszcze nieco oleju i piekłam pomalutku w 160 st. C przez 4 godziny. Początkowo pod przykryciem, a jakąś godzinę przed końcem pieczenia zdjęłam pokrywkę.

      Mięso wyszło miękkie i smaczne, i faktycznie można go rozdzielić widelcem na „włosy”.

      Myślę, że powinnam mu dać jeszcze jakąś godzinę czy półtorej pieczenia. Pięć – sześć godzin, a byłoby rozpływające się w ustach. Następnym razem zarezerwuję sobie więcej czasu na pieczenie (tym razem zastała mnie północ i już nie chciało mi się dłużej siedzieć i pilnować).

      Oprócz typowego zastosowania obiadowego i kanapkowego, proponuję wyszarpane włosy wrzucić na rozgrzaną patelnię z niewielką ilością tłuszczu; zrobią się pysznie chrupiące i w towarzystwie przysmażanych kostek oscypka będą znakomitą przekąską.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 października 2016 11:34
  • środa, 05 października 2016
    • Mam świetną jesienną zupę

      Jest gęsta, sycąca i rozgrzewająca. W sam raz na chłodne, wietrzne, jesienne dni.

      25 dag kapusty kiszonej

      1 cebula

      1 duży ziemniak

      5 dag ugotowanej kaszy bulgur

      Kawałek wiejskiej podsuszanej kiełbasy

      2 plastry wędzonego boczku

      Łyżka gęstej śmietany

      Gałązka tymianku

      Sól, pieprz, papryka mielona, majeranek, liść laurowy, ziele angielskie, kminek

       

      Cebulę, kiełbasę i boczek kroimy w kostkę, podsmażamy w rondlu, zalewamy zimną wodą, gotujemy. Dodajemy pokrojonego ziemniaka i gotujemy do miękkości. Dodajemy gałązkę tymianku oraz ugotowaną kaszę bulgur (można ją wrzucić surową i gotować razem z ziemniakiem, ale ja po prostu miałam ugotowaną, została mi z poprzedniego dnia).

      Osobno gotujemy pokrojoną kapustę kiszoną, z dodatkiem listka laurowego i kilku ziarenek ziela angielskiego i kminku. Kiedy kapusta jest już miękka, dodajemy ją do zupy.

      Do całości dodajemy śmietanę oraz doprawiamy solą, pieprzem, papryką, majerankiem.

      Jest przepyszna. Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 05 października 2016 08:37
  • wtorek, 04 października 2016
    • Nowa książka okołokulinarna

      Skusiłam się na „Foodie w wielkim mieście” (autor: Jessica Tom), bo na okładce był widelec, smakosz w tytule i ciekawy opis fabuły, która rozgrywa się w nowojorskich restauracjach pierwszogwiazdkowych:

      Mamy znanego krytyka, który jest wyrocznią oceniającą kuchnię w NY, mamy studentkę, która zaczyna razem z nim odwiedzać restauracje i przekazywać mu swoje opinie o potrawach, bo krytyk stracił smak, mamy nadmiar intryg i zawirowań uczuciowych, mamy trochę fajnych opisów podawanych potraw, mamy trochę luksusowych ciuszków dla biednego Kopciuszka.

      Oczywiście tytuł nasuwał skojarzenia z filmem „Seks w wielkim mieście”, ale to mogło być ciekawe, pomyślałam. Trochę tego wielkiego świata, tym razem kulinarnego, czemu nie?

      W miarę czytania, skojarzeń było coraz więcej, i coraz bardziej przestały mi się podobać. Fabuła została wymyślona według schematu książki „Diabeł ubiera się u Prady”, ale tam bohaterka budziła sympatię i nie kłamała na każdym kroku, nie prowadziła niezbyt czystych gierek. Tu bohaterka nie przejmuje się grą fair play. Dlatego jej nie polubiłam. I nic nie pomogło, że na końcu odkręca wszystko, co zamotała.

      Sam tytuł książki też pozostawia wiele do życzenia, bo nie jest tłumaczeniem dosłownym i zupełnie nie wiadomo dlaczego część tytułu pojawia się po polsku, część po angielsku, skoro żadne z użytych słów nie znajduje się w tytule angielskim. Angielski tytuł jest raczej wulgarny („Food Whore” ), więc pewnie dlatego wymyślono inny, ze słowem „foodie”, które oznacza smakosza, ale tłumacz podaje nam jeszcze inne jego znaczenie: człowiek, który dla jedzenia zrobiłby wszystko.

      Jeśli chodzi o moją opinię o tej książce, to jestem na: NIE.

      Książka została wydana w USA w 2015 roku, od razu z prawem do nakręcenia filmu, które zostało zakupione przez Harper Collins; pewnie niedługo się pojawi na ekranach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 października 2016 10:57
  • poniedziałek, 03 października 2016
  • poniedziałek, 26 września 2016
    • Rozbrykana owca z food trucka

      Organizowany od wielu lat przez Marszałka Województwa Małopolskiego Festiwal Smaku zmienił w tym roku oblicze.

      Postawiono na tak modne ostatnio food trucki.

      Festiwal ma swoje przystanki w kilkunastu miastach Małopolski w ciągu lata. Do Tarnowa dotarł już jesienią, 25 września. Tak prawdę powiedziawszy, to przyjechało do nas tych food trucków niezbyt dużo, właściwie tylko pięć: z hamburgerami, z pizzą, z pulled pork, z jagnięciną i frytkami belgijskimi. Do każdego ustawiły się długie kolejki. Postawiłam na tę najdłuższą, w myśl zasady, że tłum bezbłędnie wie, co najlepsze. I było to stoisko „Rozbrykanej owcy”.

      Nazwa wszystkich elektryzowała i bawiła – i to zadziałało, przełożyło się na popularność.

      Można było mieć „owcę w biegu” – kotleciki jagnięce, soczewicę w sosie, kawałki chrupiącej pity i sałatkę, bądź „owcę na wypasie” – do owcy w biegu dodano kotleciki falafelowe.

      Była jeszcze „owca vege”, która owcą jednak nie była, bo z zasady nie mogła:) ta propozycja to były falafele, soczewica, sałatka i pita.

      Miłe były te kotleciki.

       

      Skusiłam się jeszcze na frytki – dobrze upieczone, ale za słone.

      Miałam ochotę na pulled pork – ale nie na tyle, żeby stać w kolejnej kolejce:)

      Pan Wicermarszałek rozdawał porcje karpia po zatorsku – ale karp to już nie moja bajka, odpuściłam.

      Na zakończenie jeszcze scenka ze stoiska z oscypkami: wybrałam owczy ser i mówię:

      - To jeszcze poproszę do tego redykołkę.

      A sprzedawczyni, ubrana stosownie na ludowo:

      - Proszę? Co mam podać?

      Cóż, wyjaśniłam jej, co sprzedaje; redykołka to niewielki serek owczy w kształcie zwierzątka, ptaka, serduszka lub wrzeciona. Tutaj pani miała jelonki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rozbrykana owca z food trucka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 września 2016 09:32

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl