Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • piątek, 13 czerwca 2008
    • Czeskie menu

      Moje czeskie menu na najbliższą sobotnią imprezę już gotowe (znaczy w sensie projektu, choć co nieco już zrobiłam, np. gulasz piwny i knedliki). Tylko jeszcze pomysł na graficzne, kartonikowe menu nie do końca sprecyzowany. Chciałabym wykorzystać zdjęcie zamieszczone na stronie Macieja Kuronia w artykule prezentującym czeską kuchnię. Zobaczyłam je kiedyś i nie mogę o nim zapomnieć.

      To zdjęcie Piotra Stachurskiego, zatytułowane: Widok na Hradczany

      Każdy, kto był w Pradze, wie, jak cudownie z tarasu widokowego starówka wygląda, z czerwonymi dachami domów, białymi fasadami, otulona zielenią drzew. Ale zrobić jej odbicie w kieliszku wina, to po pierwsze genialny pomysł, a po drugie genialna technika i umiejętność robienia zdjęć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Czeskie menu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 13 czerwca 2008 00:34
  • czwartek, 12 czerwca 2008
    • Dachy mojego miasta

      Ciągle jestem w klimacie tarnowskich artystów. Niedawno zobaczyłam w galerii ten obraz Jana Matrasa i zakochałam się w nim!

      Może dlatego, że właśnie dachy domów widzę z mojego mieszkania na czwartym piętrze? i zawsze wydaje mi się to takie romantyczne... Albo z uwagi na katedrę, która od średniowiecza góruje nad naszym miastem?

      Pewnie jedno i drugie.

      Kupiłabym ten obraz (nawet by mnie było stać, he, he) ale te jego rozmiary! nie zmieściłby się w moim małym mieszkanku, nie mam wolnej ściany na panoramę. Ale namówiłam kolegę, który właśnie urządzał na nowo mieszkanie. Kupił tę akwarelę. Razem z obrazem dostał katalog, w którym była jego miniaturowa reprodukcja. Podarował mi ją. Pobiegłam czym prędzej oprawić ją do tego pana, co zawsze:) długo zeszło nam wybieranie ram i passe-partout, potem trochę musiałam poczekać, ale już mam!  już wisi w moim pokoju, tak, żebym ją widziała z mojego ulubionego fotela.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dachy mojego miasta”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 czerwca 2008 00:06
  • środa, 11 czerwca 2008
    • Brandstaetter w moim mieście

      Kiedyś to właśnie tu się urodził, chodził tymi samymi ulicami. Później los rzucił go wiele mil stąd, ale po latach odwiedził raz swoje rodzinne miasto. Teraz znów pojawił się tutaj, na jego ulicach.

      Zamyślony, z nieodłączną fajką w dłoni, przystanął u zbiegu ulic Wałowej i Rybnej. Na połach jego surdutu widnieją słowa jego wiersza:

       

      Nic się nie dzieje przedwcześnie

      Nic się nie dzieje za późno

      Wszystko się dzieje w swym czasie

      Wszystko...

      Wszystkie uczucia

      spotkania

      odejścia

      powroty

      czyny

      zamiary...

      Zawsze właściwą godzinę

      biją zegary

       

      Podoba mi się maniera twórcy pomnika – Jacka Kucaby – umieszczania słów poetów na ich pomnikach (na płaszczu, na kapeluszu, na surducie). W ten sposób nie tylko przypominają się nam swoim charakterystycznym wyglądem, ale dalej nam coś mówią...

      Dlaczego takie właśnie słowa? No cóż, to prowokuje choćby do przejrzenia ich pism... a i o rzeźbiarzu mówi wiele, na którym właśnie te słowa zrobiły szczególne wrażenie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Brandstaetter w moim mieście”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 11 czerwca 2008 05:55
  • wtorek, 10 czerwca 2008
  • piątek, 06 czerwca 2008
    • Gotowanie z rodziną Soprano

      Sporo nowych książek kulinarnych ostatnio pojawiło się na moim biurku i czekają cierpliwie, bądź mniej cierpliwie w kolejce. A niektóre wręcz bez kolejki wpychają się do czytania. Ale Książka kucharska rodziny Soprano przykładnie czekała na swoją kolejkę. I doczekała się.

      książka

      Generalnie myślę, że jest to dobra książka o kuchni włoskiej, aczkolwiek nie elementarna. No i jest to książka pisana przez Włochów w Ameryce; to jest istotna informacja, bo oni często idą na skróty w recepturach. Trafił się w tej książce i taki kwiatek: kup puszkę zupy... i dodaj do niej…. Takie numery to już lekkie przegięcie w szczycącej się naturalnością produktów i wykonania kuchni włoskiej.

      Gawędy, towarzyszące poszczególnym propozycjom menu, też oceniłabym surowo; wypowiedzi są dość ogólnikowe, choć czuje się, że gotowanie jest dla tych ludzi pasją. Ale spójrzmy na przykład na rozdział poświęcony przyjęciom rodzinnym, takim na 50 osób. Co nam doradzono? Jeśli nie masz dużo pieniędzy, poszalej z antipasti (przystawkami), a ogranicz do minimum lub zrezygnuj z dania głównego. Bardzo szczegółowe porady, co nie? Ale przepisy na takie przyjęcie zostały podane, i w dodatku składniki potraw zostały przeliczone na te 50 osób (!)

      Zszokował mnie akapit dotyczący użycia czosnku w potrawach. Otóż autorzy wzywają, aby zapomnieć o przyrządach do miażdżenia ząbków; jak się wyrażono: to trąci amatorszczyzną. Należy: a) wrzucać czosnek w całości, lekko przyciśnięty nożem  – będzie łagodny jego smak; b) pokroić czosnek w plasterki – nieco bardziej intensywnie będzie wyczuwalny; c) posiekać go drobniutko – otrzymamy smak bardzo intensywny. A tymczasem z moich doświadczeń wynika, że to właśnie zgnieciony czosnek daje najbardziej intensywny smak i aromat. Jak dla mnie - trochę mało wiarygodna staje się książka.

      Ale przejdźmy do samych przepisów. Zawsze staram się z nowej książki, choćby jakiś jeden czy dwa przepisy wypróbować, i robię je dokładnie według wskazówek, bez modyfikacji (do których czasem mam wieeelkąąą ochotę). Ale trzeba dać szansę autorom; często w ten sposób odkrywam nowe, wspaniałe smaki i sposoby gotowania. Tym razem wypróbowałam zupę minestrę – z endywii, z klopsikami. Przepis jest w porządku, wyszło smaczne danie, gęste, sycące, bardziej typu eintopf, raczej na zimowe wieczory, niż na lato. Zastosowanie endywii dało miłą, lekką nutę goryczki, ale marchewka skutecznie łagodzi te odczucia.

      Oto moja minestra

      Zrobiłam z połowy porcji.

      Jedną główkę małej endywii (albo pół dużej) trzeba pokroić w paski, zalać 3 litrami bulionu z kurczaka, zagotować, wrzucić 2 marchewki pokrojone w kostkę, gotować ok. 30 minut bez pokrywki (żeby straty koloru endywii były jak najmniejsze). W tym czasie przygotowuje się pulpety: 25 dag mielonej wołowiny miesza się z 1 jajkiem, 1 cebulą posiekaną drobniutko, bułką tartą i startym serem parmigiano-reggiano, doprawia solą i pieprzem. Formuje się małe kulki i wrzuca do gotującej się zupy. Dodaje się również garść makaronu typu wąskie rurki. Gotuje się całość około 30 minut. Na talerzach posypuje się startym serem.

      Ja - juz na samym końcu - doprawiłam jeszcze zupę ostrą papryką w proszku.

      Czytałam na jednym z forów, że bardzo smaczny jest również kurczak z natką pietruszki według przepisu z tej książki. Myślę, że go wypróbuję.

      I jeszcze chciałabym zrobić danie, na które zwrócił mi uwagę Zet: uova in purgatorio – jajka w czyśćcu – bardzo mu się tytuł i opis spodobał. A są to jajka sadzone w gęstym pomidorowym sosie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Gotowanie z rodziną Soprano”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 06 czerwca 2008 14:43
  • środa, 04 czerwca 2008
    • Mąka – jak to z nią jest?

      Mam w planie uczestniczyć we wspólnym forumowym robieniu makaronu (rurki z dziurką w środku), w związku z czym wypłynął temat mąki. Dawno miałam zająć się tym tematem, ale jakoś tak schodziło na niczym Teraz jest okazja.

      mąka

      Zajęłam się tylko mąką pszenną (choć są i żytnie, jęczmienne, kukurydziane, ryżowe, ziemniaczane, itp.).

      Ale kiedy zaczęłam studiować temat, okazało się że nic nie jest oczywiste, a informacje zamieszczane tu i ówdzie są fragmentaryczne i czasem sprzeczne ze sobą, a większość piszących „ślizga się” po temacie. Najczęściej pisze się o typie mąki, mówiąc, że to on decyduje o przydatności danej mąki do takich, czy innych potraw. To jednak nie do końca jest prawda.

      Typ mąki pozwala w przybliżeniu określić ilość składników pochodzących z przemiału innych części ziarna niż bielmo np. otręb lub różnych zanieczyszczeń. Określa się go na podstawie zawartości popiołu w mące po całkowitym spopieleniu składników organicznych w próbce produktu. Wyraża się w gramach na 100 kg mąki, tzn. jeśli mąka ma typ 450 oznacza, że w 100 kg znajduje się około 450 g popiołu. Im niższy numer, tym niższa zawartość minerałów; wskaźnik ten mówi o stopniu oczyszczenia maki. Zgodnie z polską normą rozróżniamy następujące typy mąki pszennej: · 450 tortowa, · 500 krupczatka, · 550 luksusowa, · 650 bułkowa, · 750 i 850 chlebowa, · 1400 sitkowa, · 1850 graham, · 2000 razowa.

      A producenci rozróżniają jeszcze wśród typu 500 – oprócz krupczatki (do ciast kruchych, półkruchych i makaronów) mąkę: poznańską - na pierogi, pizzę, do zasmażek i sosów oraz wrocławską - do ciast drożdżowych, francuskich, półfrancuskich, naleśników, sosów, zup. Tak o zastosowaniu danego typu mąki napisano w miesięczniku Kuchnia.

      Podobnie pisze Hanna Szymanderska:

      Wśród odmian białej mąki pszennej znajdziemy m.in.:

      - mąkę tortową, która dzięki swoim właściwościom nadaje się do produkcji biszkoptów, ciast ucieranych i drożdżowych oraz keksów

      - krupczatkę, która jest grubiej zmielona, dzięki czemu wypieki zachowują „przestrzenną strukturę”. Idealna do wypieku lekkich i kruchych ciast

      - mąkę poznańską, która nadaje się do ciast kluskowych, pierogowych, na pizzę, a także do zasmażek i sosów

      - mąkę luksusową polecaną do ciast drożdżowych i smażonych

      - mąkę wrocławską stosuje się do ciast drożdżowych, francuskich, półfrancuskich, naleśników oraz zup i sosów

      Ale nie każdy tak myśli; jeden z producentów pisze na swojej stronie internetowej:

      Mąka Wrocławska typ-500 - mąka przeznaczona do wypieku pierników, kruchych ciast, naleśników, omletów

      Mąka Poznańska typ-500 - mąka przeznaczona do wyrobu domowych makaronów, lanych klusek

      Mąka Krupczatka typ-500 - szerokie zastosowanie w kuchni domowej do wypieku babek, ciast z owocami, wyrobu makaronów, ciasta do pierogów

      A na opakowaniu toreb z mąką, które mam w domu napisano:

      Poznańska – do wypieków, makaronów, pierogów, pieczywa

      Krupczatka – do makaronów, biszkoptów, babek, ciast kruchych.

       

      Cóż – przedzieram się dalej przez wiedzę o mące, wertując wszelkie posiadane w domu książki; typ mąki to zdecydowanie nie wszystko. Ważna jest bardzo zawartość białka.

      Herve This w Odkryciach kulinarnych tak o tym pisze:

      „Mąka składa się ze skrobi i protein (białka). Proteiny w zetknięciu z wodą tworzą elestyczną sieć zwaną glutenem. (...) Aby przyrządzić chleb czy odpowiednio zwarty makaron, używajcie raczej mąki, która zawiera znaczną ilość białek. Natomiast, aby przygotować ciasto drożdżowe czy biszkopt, należy raczej stosować tę mąkę, której proteiny nie przeszkodzą w urośnięciu ciasta.”

      A Russ Parsons w książce Frytka doskonała pisze:

      „Różne rodzaje mąki zawierają zróżnicowane ilości białek, w zależności od odmiany pszenicy, klimatu, w jakim rośnie, i tego, jak jest mielona. Twarde zimowe pszenice z północnych równin amerykańskich zawierają największą ilość białek (około 12,5 %) i dają największą ilość glutenu. W sklepach mąka ta jest sprzedawana jako mąka chlebowa, choć duża jej część kończy jako suszony włoski makaron. Semolina, której nazwę znamy z opakowań makaronów, jest otrzymywana z pszenicy durum – jednej z najbogatszych w białko – ma go powyżej 13 %. Mąkę uniwersalną, służącą do wszystkiego,  robi się albo w całości z twardej pszenicy lub mieszanki twardej i miękkiej, która daje zawartość białka około 10,5%. To najczęściej używana mąka. Mąka do wyrobów cukierniczych, tortowa, pochodzi z miękkiej pszenicy i jest drobno mielona. Ma zawartość białka około 7,5%.”

       

      Ha! a jak się to wszystko ma do tego, co mamy w sklepie?

      Proszę bardzo: poznańska – 10,5 % białka, tortowa – 9,95%, krupczatka – 9,85%. Praktycznie – żadnej różnicy. Czyli to, co mamy w sklepach, to mąka uniwersalna, i właściwie to nie ma znaczenia, jaką kupimy.

      Z obserwacji „gołym okiem” widać, że tortowa jest najdrobniej zmielona i najbielsza, a po przeciwnej stronie plasuje się krupczatka, która ma wyraźne, choć drobne grudki, a kolorystycznie – odcień beżowy.

      Mam sentyment do krupczatki, bo moja mama właśnie ją preferuje, dlatego też była i nadal będzie w mojej kuchni, właśnie do ciast kruchych, makaronów, zasmażek, zup, sosów. Jako uzupełniającą – dotąd najczęściej kupowałam poznańską, ale teraz myślę, że przestawię się na tortową – do biszkoptów, tortów, naleśników.

      A na deser – proponuję obraz Van Gogha Pole pszenicy z krukami

      pszenica VG

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Mąka – jak to z nią jest?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 04 czerwca 2008 23:51
  • niedziela, 01 czerwca 2008
    • Czas na różę do pączków

      Krzew róży cukrowej (czyli botanicznie: róży pomarszczonej - Rosa rugosa Thunb.) rośnie przy wielu polnych drogach, a w moim mieście również przy ulicach, w ogrodach.

      Róże mają piękny amarantowy kolor (taki biskupi, ciemno różowy) i słodki intensywny zapach. Można też te płatki kupić na targu, sprzedają to na kupki, za parę złotych. U nas, w Małopolsce, płatki tych róż bardzo są lubiane przez dziewczynki do sypania kwiatków na procesji w święto Bożego Ciała.

      Na stronie botanicznej napisano:

                  Można ją jeść... oczywiście nie w całości, ale za to na pewno przyniesie to korzyść zdrowiu. Ludzkość już dawno opracowała metody produkcji konfitur, marmolad, win i nalewek z różanych płatków i owoców, które są niezwykle bogatym źródłem witaminy C. Jest tu także witamina B1, B2, B6, K, E i A oraz składniki mineralne: potas, fosfor, magnez, siarka, sód, żelazo, wapń i chlor. Do tego jeszcze dorzucić trzeba bioflawonoidy, które uelastyczniają naczynia krwionośne w mózgu. Czegóż chcieć więcej? Do dzieła!

      Ja proponuję konfiturę do pączków i ciasteczek, którą od lat robię co roku w czerwcu.

      25 dag płatków róży cukrowej

      50 dag cukru

      łyżeczka kwasku cytrynowego

      (jakby się miało mniej róży, to proporcje są takie: cukru 2 razy tyle ile ważą róże)

      Zalać płatki wrzącą wodą, odcedzić po chwili, odcisnąć. Ucierać w makutrze (to stary przepis, teraz ucieram płatki w mikserze) z cukrem aż otrzymamy konsystencję dżemu. Jak jest dużo płatków, to ucieramy partiami, nie na raz.

      Potem całość wymieszać z kwaskiem i nakładać do wygotowanych lub wyparzonych w piekarniku suchych słoiczków twist, ugnieść dobrze masę, położyć bibułkę posmarowaną spirytusem lub wódką i zamknąć zakrętkami też wyparzonymi.

      Przechowywać w ciemnym miejscu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Czas na różę do pączków”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 czerwca 2008 21:08
  • sobota, 31 maja 2008
    • Na straganie

      Biegnę codziennie w drodze do pracy obok targu. Niektórzy omijają go szerokim łukiem, bo tam ciasno i tłok. Ja nie mogę oprzeć się zapachom i kolorom warzyw i owoców; wbiegam pomiędzy stoły i stragany i zwykle coś mnie tam skusi do kupna, zwłaszcza teraz, kiedy pojawiły się nowalijki

      I ciągle brzmią mi w uszach słowa wierszyka z dużej książki z bajkami Brzechwa dzieciom:

      Na straganie w dzień targowy

      Takie słyszy się rozmowy:

      "Może pan się o mnie oprze,

      Pan tak więdnie, panie koprze."

      "Cóż się dziwić, mój szczypiorku,

      Leżę tutaj już od wtorku!"

      Rzecze na to kalarepka:

      "Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"

      Groch po brzuszku rzepę klepie:

      "Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"

      "Dzięki, dzięki, panie grochu,

      Jakoś żyje się po trochu.

      Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:

      Blada, chuda, spać nie może."

      "A to feler" -

      Westchnął seler.

      Burak stroni od cebuli,

      A cebula doń się czuli:

      "Mój Buraku, mój czerwony,

      Czybyś nie chciał takiej żony?"

      Burak tylko nos zatyka:

      "Niech no pani prędzej zmyka,

      Ja chcę żonę mieć buraczą,

      Bo przy pani wszyscy płaczą."

      "A to feler" -

      Westchnął seler.

      Naraz słychać głos fasoli:

      "Gdzie się pani tu gramoli?!"

      "Nie bądź dla mnie taka wielka" -

      Odpowiada jej brukselka.

      "Widzieliście, jaka krewka!" -

      Zaperzyła się marchewka.

      "Niech rozsądzi nas kapusta!"

      "Co, kapusta?! Głowa pusta?!"

      A kapusta rzecze smutnie:

      "Moi drodzy, po co kłótnie,

      Po co wasze swary głupie,

      Wnet i tak zginiemy w zupie!"

      "A to feler" -

      Westchnął seler.

      A autor wierszyka – Jan Brzechwa – ma w moim mieście swoją ławeczkę.

      Na jego kolanie usadowił się żółw, po jego dłoni spaceruje biedronka, a zza ramienia wysuwa ostrożnie głowę kaczka. I jeszcze żabka szykuje się do skoku na jego kolana. A na kubraczku poety – fragment wiersza o kaczce-dziwaczce.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 31 maja 2008 06:04
  • piątek, 30 maja 2008
    • Endywia - kuzynka sałaty

      Czytam Książkę kucharską  rodziny Soprano i wpadł mi w oko przepis na minestrę – zupę z endywii z klopsikami.

      Nie byłam pewna tego, co wiem o endywii, więc choć kupiłam w Lidlu coś, co wydawało mi się być endywią, postanowiłam przestudiować problem.

      I tak: w uprawie występują dwie odmiany botaniczne endywii (Cichorium endivia), różniące się budową liści: endywia kędzierzawa o postrzępionych i kędzierzawych blaszkach liściowych oraz  eskariola o liściach szerokich i falistych.

      Kędzierzawa:

      endywia

      Kędzierzawa, zwana także szczerbakiem, jest dwubarwna - ciemnozielona z zewnątrz, jasnożółta w środku. Ma wąskie, mocno postrzępione, wiotkie liście i wyraźną goryczkę, zwłaszcza w partii zielonej.

      I ją właśnie kupiłam; jest olbrzymia!

      Eskariola:

      eskariola

      Ma lekko gorzkawy i orzechowy smak.

      Jest jeszcze endywia belgijska – to po prostu cykoria; rośnie w ścisłych, wydłużonych główkach. Jej liście mają kolor od białego do jasnozielonego.

      cykoria

      A przy okazji przestudiowałam sobie rodzaje sałat:

      Najpopularniejsza u nas sałata masłowa należy do odmian głowiastych. Ma delikatne, wiotkie liście i łagodny smak.

      masłowa

      Sałata rzymska - znana też jako endywia letnia. Rośnie w postaci wydłużonych główek, z luźno ułożonymi szerokimi, kruchymi liśćmi o ciemnozielonym zabarwieniu i delikatnym smaku

      rzymska

      Sałata dębolistna występuje u nas w dwóch odmianach - zielonej i czerwonej. Ma wiotkie, łagodnie powycinane i karbowane liście oraz lekko orzechowy smak.

      dębowa

      Sałata Lollo ma bardzo dekoracyjne, kędzierzawe liście i subtelny smak. Uprawiana jest w dwóch odmianach - czerwonej (Lollo rosso) i zielonej (Lollo biondo).

      rosso

      biondo

      Sałata lodowa tworzy zwarte, ciężkie, podobne do kapuścianych główki. Jej kruche, sztywne i soczyste liście są wyjątkowo smaczne, chrupiące i trwałe.

      lodowa

      Roszponkę nazywa się także sałatą zimową, ponieważ jest odporna na niskie temperatury. Jej drobne, zaokrąglone listki mają ciemnozielony kolor, są kruche, delikatne, ale wyraziste w smaku.

      roszponka

      Rukola spokrewniona z rzeżuchą i rzodkiewką odznacza się wyrazistym smakiem i zapachem charakterystycznym dla tej rodziny warzyw. Ma ciemnozielone, wąskie, długie, dość jędrne liście.

      rukola

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Endywia - kuzynka sałaty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 30 maja 2008 01:11
  • środa, 28 maja 2008
    • Nowalijkowej botwinki czar

      Moja zupa z botwinki nie jest tak bardzo różowa, jak często się widzi na zdjęciach, a to pewnie dlatego, że ja dodaję do tej zupy nie tylko młode buraczki, ale i całe ich liście. Najbardziej lubię ją zupełnie jarską, gotowaną na jedynie na wodzie (nie na wywarach czy bulionach), bo wtedy wydobywa się cały smak młodych jarzyn. Zapraszam do degustacji:

      pęczek botwinki z malutkimi buraczkami

      2 ziemniaki

      2 jajka ugotowane na twardo (jedno na osobę)

      2-3 łyżki gęstej kwaśnej śmietany 18%

      łyżka masła

      2 łyżki oleju

      sól, pieprz

      szczypta cukru

      sok z połowy cytryny

      koperek

      Botwinkę umyć, malutkie buraczki przy liściach botwinki oskrobać z łupinek, pokroić liście, łodyżki i buraczki na kawałki.

      Rozgrzać olej i masło w rondlu, wrzucić pokrojoną botwinkę, smażyć na małym ogniu, mieszając, ok. 5 minut. Skropić sokiem z cytryny.

      Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, dorzucić do botwinki.

      Całość zalać gorącą wodą, lekko posolić, gotować bez pokrywki ok. 30 minut, aż ziemniaki będą miękkie. W miarę potrzeby uzupełniać wywar gorącą wodą.

      Śmietanę wymieszać z 2 łyżkami gorącej zupy, wlać do zupy, dobrze roztrzepać, zagotować. Doprawić solą i pieprzem, wrzucić szczyptę cukru. Odstawić z ognia, wrzucić zieleninę.

      Jajka dodaje się, pokrojone w drobną kostkę, dopiero po rozlaniu zupy, na poszczególne talerze (licząc po 1 jajku na talerz).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nowalijkowej botwinki czar”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 28 maja 2008 21:34
  • wtorek, 27 maja 2008
    • Krakowski festiwal zupy

      Odbył się w sobotę, a tu jest relacja.

      http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,88209,5243766.html

      Aczkolwiek nieco jestem ostatnio zniechęcona do imprez plenerowych, to jednak śledzę w mediach co roku przebieg tego festiwalu, bo uwielbiam zupy! ! i zwykle jakąś zupę zaproponowaną na krakowskim Kazimierzu wypróbowuję sobie w domu.

      Tym razem postanowiłam zrobić krem z porów – propozycja restauracji Cosa Nostra z ulicy Dajwór, zdobyła III miejsce i Brązową Łyżkę w konkursie. Tak mi to wyszło

      zupa dwukolorowa z porów

      Ponieważ zupa jest w menu tej restauracji, więc mam w planie spróbować ją w jej wykonaniu przy najbliższej wizycie w Krakowie.

      Tak wyglądał opublikowany przez Gazetę przepis na tę zupę:

      Pięć sztuk pora dzielimy na dwie części zgodnie z barwą - zieloną i białą. Obie części siekamy (jak najdrobniej) i dokładnie płuczemy. W dwóch garnkach przygotowujemy po 5 l rosołu drobiowego, następnie dodajemy rozdzielony i pokrojony por: do jednego garnka zieloną część, do drugiego białą. Gotujemy do momentu, kiedy por będzie miękki. Następnie do części zielonej dodajemy trzy ząbki czosnku, a do części białej 100 ml śmietany 30-proc. Do obu części dodajemy po łyżce stołowej masła, doprawiamy pieprzem i solą według smaku. Miksujemy.

      Miałam pewne wątpliwości: czy mieszamy te obie części na końcu? czy to mają być dwie zupy? a może jedną wlewa się na drugą i na talerzu one się same mieszają?

      Po konsultacji na forum www.mniammniam.pl  najpierw poddusiłam pory i zielone i białe na dwóch patelniach na maśle i dopiero potem zalałam je rosołem i gotowałam. Zrobiłam całość z połowy porcji.

      Jak sądził Grzegorz:  intencją autora było uzyskać dwa kolory na jednym talerzu, więc zup nie należy mieszać w garnkach, a wlewać oddzielnie do talerzy.

      I tak też zrobiłam, za pomocą metalowej obręczy.

      Fajne jest to połączenie różnych smaków: zielona jest raczej pikantna, nieco ostra, bardzo wyrazista - to zasługa wciśniętego czosnku; a biała - raczej łagodna dzięki dodatkowi śmietany.
      W sumie fajny pomysł!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Krakowski festiwal zupy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 maja 2008 00:22
  • poniedziałek, 26 maja 2008
    • Puszka na ciasteczka

      Krakowski Kredens ma w swojej ofercie ciasteczka, pakowane w dużą, okrągłą puszkę. Kupiłam je właśnie dla tej puszki, bo uważam, że jest prześliczna.

      Klasyczna, spokojna elegancja. Biała – ale w odcieniu gołąbkowym, bez nadmiaru ozdóbek, jedynie krajobraz krakowskiego rynku na wieczku, a na bokach panorama miasta w kolorze niebieskim, z logo firmy.

      Widać rękę plastyka.

      Jest tak różna od propozycji puszkowych, które ostatnio zalewają rynek: krzykliwych, niedobranych do siebie kolorów, nadmiaru motywów, zapełniających każdy kawałeczek puszki, niedobrych proporcji.

      Krakowski Kredens bardzo przyłożył się do swoich produktów, również od strony opakowań. Już puszeczki na cukierki krówki były przesympatyczne, a teraz te ciasteczka w puszkach – ciasteczka zresztą bardzo smaczne, aczkolwiek jest ich w puszce mało.

      Minusem tej oferty są ceny – ale myślę, że sam rynek wyprostuje ich nieco; już to widać, firma często musi stosować przeceny; powoli dojdzie do rozsądnych propozycji cenowych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Puszka na ciasteczka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 maja 2008 06:12
  • niedziela, 25 maja 2008
    • Kuchnia w Chenonceau, Pan Samochodzik i ja...

      Przypadkowo się dowiedziałam, że akcja książki Pan Samochodzik i Fantomas dzieje się we francuskim zamku Chenonceau nad Loarą (a dokładniej nad rzeką Cher). Że też ja tego nie wiedziałam parę lat temu, kiedy zwiedzałam ten zamek i tak bardzo się nim zachwycałam!

      zamek

      Zaczytywałam się swego czasu książkami Z. Nienackiego, znałam oczywiście jego Fantomasa, ale nie sądziłam, że opisuje on w tej książce konkretne miejsce.

      Zakochana jestem w zamku Chenonceau! W porównaniu z Wersalem, Chambord, czy choćby z pobliskim Amboise, Chenonceau jest raczej zameczkiem, ale jakże uroczym, no i znanym dzięki swym właścicielkom. Nazywany jest Zamkiem Sześciu Dam, z których najbardziej znaną jest Diana de Poitiers, faworyta króla Henryka II, no i jego żona, Katarzyna Medycejska.

      ja w Chenonceau

      Zakochałam się w tamtejszej pałacowej kuchni!

      Cztery połączone ze sobą pomieszczenia, położone na poziomie niskiego parteru, do którego schodzi się po krętych, kamiennych stopniach; panuje lekki półmrok, rozświetlony snopami światła z małych okienek z gomółkowymi szybkami w murze o grubości z pół metra. Ściany i sufit to lita, nierówna skała, posadzka z ciemnych gładkich płyt, no i to wyposażenie! Stare paleniska, ruszty, rożna, komplet miedzianych rondli, imbryków, moździerzy, komplet kuchennych noży, desek do krojenia, porcelanowych mis, stare zegary, puszki na kawę... Wydaje się, że za chwilę zacznie się tu krzątanina, bo przy palenisku leży stos bierwion, wiadro napełnione jest wodą, zawieszony u sufitu żelazny kosz pełny jest cebuli, obok moździerza leży pęk suszonych ziół, przygotowany do utłuczenia. I jak w każdym pomieszczeniu tego zamku – oryginalna dekoracja: w pokojach i komnatach są to kompozycje żywych kwiatów, ziół, traw, tu – w kuchni – stworzono ją z kłosów zbóż.

      w kuchni

      Dotykając sprzętów, widzę siebie, jak wbiegam tu co rano, skoro świt, trochę zaspana i wpadam w wir poleceń madame! Nic to, że pewnie rozpalałabym ogień, nosiła wodę, skrobała ziemniaki, obierała cebulę.... Może kiedyś, mieszając jakiś sos, doprawiłabym go tak, że zainteresowałaby się nim sama comtesse?! Może ułożyłabym taką kompozycję różnokolorowych ziół, że młoda princessa, która zawsze to robiła, wzięłaby mnie na asystentkę?! Kto wie?

       

      Pobiegłam do księgarni kupić tę książkę Nienackiego, aby na nowo wrócić do Chenonceau i w innym świetle zobaczyć przygody Pana Samochodzika we Francji.

      galeria

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchnia w Chenonceau, Pan Samochodzik i ja...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 maja 2008 00:04
  • piątek, 23 maja 2008
  • czwartek, 22 maja 2008
    • Węgierska zupa gulaszowa

      Jednak mój gen eksperymentatora zrobił swoje, i nowy przepis pt. gulasz – został wypróbowany:)

      Zrobiłam zupę gulaszową na bazie pőrkőltu

      20 dag drobnej białej fasolki namoczyłam na noc.

      Na następny dzień zmieniłam fasolce wodę, osoliłam i wsypałam pół łyżki cukru, po czym gotowałam do miękkkości.

      W czasie, kiedy fasolka się gotowała, zrobiłam pőrkőlt.

      20 dag boczku wędzonego pokroiłam na małą kostkę, podsmażyłam w rondlu z 1 łyżką smalcu, aż wytopił się tłuszcz, dodałam 1 dużą cebulę pokrojoną w kostkę i 2 posiekane ząbki czosnku, posypałam to wszystko - szczodrze dość - ostrą papryką (wędzoną) i smażyłam, aż zeszkliła się cebula. Dodałam 30 dag łopatki wieprzowej pokrojonej w kostkę, krótko obsmażyłam mięso ze wszystkich stron, dodałam 2 łyżki przecieru pomidorowego (1 malutka puszeczka), podlałam nieco gorącą wodą, wsypałam szczyptę ziaren kminku, trochę soli, pieprzu i dusiłam ok. godziny na malutkim ogniu.

      Kiedy już fasolka była miękka, przełożyłam ją do garnka z mięsem z częścią wody, w której się gotowała. Dodałam starte na grubej tarce marchew i małą pietruszkę, pokrojoną na paski czerwoną paprykę i dużego pomidora pokrojonego na cząstki (nie ściągałam mu skóry) oraz 1 sporego ziemniaka pokrojonego w kostkę.

      Gotowałam to wszystko jeszcze z pół godziny, aż wszystko zmiękło i połączyło się ładnie. Doprawiłam jeszcze solą, pieprzem, papryką i chili, oraz szczyptą cukru i zostawiłam na noc, żeby gulasz dojrzał. I gotowe.

      Pyszne wyszło!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Węgierska zupa gulaszowa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 maja 2008 07:22

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl