Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • piątek, 21 września 2007
    • Bajkowa parada

       

      Wracałam dziś z pracy, śpiesząc się oczywiście, jak zwykle, ale zatrzymała mnie na ulicy  barwna i głośna grupa dzieci; trwała prezentacja zespołu ludowego, a obok, dla chętnych, dobierano bajkowe stroje i malowano na twarzach gwiazdki, koła i inne bajkowe emblematy.

      - Dorosłych też malujemy :))) - uśmiecha się jedna z animatorek, widząc moje zaciekawione spojrzenie – zaraz będzie bajkowa parada! Będą postacie z bajek, bicykliści, szczudlarze i dinozaury. Zapraszamy!

      Okazuje się, że właśnie trwa Festiwal Twórczości Artystycznej Uczniów Szkół Podstawowych i Gimnazjalnych "POD SZCZĘŚLIWĄ GWIAZDĄ" i animatorzy z Centrum Inicjatyw Społecznych „Horyzonty” prowadzą gry i zabawy dla przechodniów. Bicykle już czekają:

       

      Pokusa, aby wrócić w świat dzieciństwa, jest prawie nie do odparcia:))))  Resztką zdrowego rozsądku uprzytamniam sobie, ile jeszcze spraw dziś na mnie czeka, i .... odchodzę.:((((

      Chyba już niemożliwe są takie powroty w bajek świat....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 21 września 2007 01:34
  • wtorek, 18 września 2007
    • Zupa pomidorowa

      Klasyka domowej kuchni

       

       

      Zawsze myślałam, że nie ma nic prostszego od zupy pomidorowej. Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy mama zaczęła pracować zawodowo i musiałyśmy z siostrą włączyć się w prowadzenie domu, to już w czwartej klasie podstawówki umiałam robić zupę pomidorową. I bardzo byłam z tego dumnaJ)))

      Tak się niedawno zdarzyło, że nie zdążyłabym zjeść obiadu w domu i musiałam coś przegryźć na mieście. W zestawie lunchowym była pomidorowa, pomyślałam: świetnie, na pewno będzie pyszna. Ależ się myliłam! zupa była naprawdę niesmaczna. Okazuje się, że można zepsuć nawet pomidorówkę!

       

      To może ja podam nasz domowy przepis, jak zrobić, żeby była dobra:

      5 pomidorów

      1 cebula

      2 marchewki

      1 pietruszka

      kawałek selera bulwiastego

      sól, pieprz, szczypta ostrej papryki, szczypta cukru, zioła prowansalskie

      200 ml gęstej kwaśnej śmietany (18 lub 22%)

      2 łyżki mąki

      natka pietruszki

      łyżka oliwy, łyżka masła

      Cebulę, marchewki, pietruszkę i seler zalać wodą, lekko osolić, gotować do miękkości.

      Z pomidorów odciąć końcówki (tam gdzie ogonek), pokroić je na kawałki. W szerokim rondlu rozgrzać olej i masło, wrzucić pomidory, podlać niewielką ilością gorącej wody, dusić pod przykryciem, aż rozpadną się na miazgę.

      Warzywa odcedzić. Do wywaru warzywnego przetrzeć łyżką przez durszlak (lub sito) uduszone pomidory, chwilę razem pogotować, doprawiając solą, pieprzem, papryką, ziołami prowansalskimi, szczyptą cukru. Utrzeć na grubej tarce jedną z ugotowanych marchewek, dodać do zupy.

      Mąkę rozetrzeć ze śmietaną, zahartować kilkoma łyżkami zupy, wlać całość do garnka z zupą, chwilę pogotować.

      Podawać z ugotowanym osobno ryżem (lub makaronem), posypać natką pietruszki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 września 2007 00:28
  • poniedziałek, 17 września 2007
    • Kuchnia polska według amerykańskiej TV:))

       

      Czekałam z niecierpliwością na emisję programu amerykańskiej TV: Dania w pół godziny, prowadzonego przez Rachael Ray, który miał być poświęcony kuchni polskiej. Ciekawe, co Rachael zaproponuje, jako typowe polskie danie?

      Więc najpierw były pierogi. Ooo, tak. Ale po pierwsze: kupione w supermarkecie? mrożone? Koleżanko, pierogi lepi się u nas samemu; i dodam, że trwają zupełnie poważne dyskusje nad rodzajem ciasta na pierogi (dodawać wodę letnią? czy też wrzątek? masło? czy olej? a może żadnego tłuszczu nie trzeba? całe jajko? czy tylko żółtko?). Ale gdyby nawet przyjąć pierogi kupne, to na pewno nie tak się je gotuje, jak Rachael przedstawiła i na pewno nie podaje się ich z sosem. To chiński sposób na pierożki, a to jednak spory kawałek dalej na wschódJ)))

      Podany sposób gotowania (czy też smażenia) pierożków jest bardzo fajny: na głęboką patelnię daje się trochę tłuszczu, układa pierogi (tylko jedna warstwa), podlewa gorąca wodą i dusi do miękkości. Tylko u nas w Polsce nikt tak pierogów nie robi! u nas wrzuca się je po prostu na wrzątek i gotuje ok. 5 minut od wypłynięcia.

      I drugie zaproponowane danie: kiełbasa z kiszoną kapustą. O! myślę sobie: fajnie, coś w rodzaju bigosu? Otóż nie, straszny jakiś dziwoląg kulinarny nam pokazano. Kiełbasę Rachael pokroiła w plastry i podsmażyła. Potem na drugą patelnię wrzuciła posiekaną czerwoną cebulę (u nas to raczej rzadkość, powszechnie używa się białej cebuli) i zapowiedziała: a teraz dodamy posiekany jarmuż! Zet, który oglądał ze mną program (nota bene rdzenny Polak z dziada pradziada), pyta:

      - A co to jest jarmuż?

      Otóż to! kto w Polsce zna i je jarmuż? Z czasów PRL-owskich się go głównie pamięta; był typową zieloną ozdobą półmisków z wędlinamiJ))) nikt go oczywiście nie jadłJ)))

      Ale wracajmy do przepisu: mamy na patelni cebulę, jarmuż, do tego Rachael dorzuca trochę kiszonej kapusty, miesza z kiełbasą. I typowa polska potrawa gotowaJ))))

      Lubię program Rachael Ray. Ale tym razem, to niezbyt się przyłożyła do tematu.

       

      Swoją drogą to zastanawiam się, co bym wymieniła, zapytana o typową polską potrawę. Te pierogi, tylko po polsku? Może bigos?

      A typowy polski niedzielny obiad to chyba ciągle nadal: rosół z makaronem i schabowy z ziemniakami i duszoną kapustą. Z rosołem mogłaby chyba konkurować zupa pomidorowa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 września 2007 13:31
  • piątek, 14 września 2007
    • Zmienny kolor hortensji

      Lubię bardzo te staroświeckie nieco kwiaty i od wielu lat są nieodłącznym elementem moich bukietów suszonych na zimę.

      Dziś zadziwiły mnie te kwiaty -  mijane niemal co dzień w przyulicznym ogródku – wiosną były niebieskie, po jakichś dwóch miesiącach zmieniły barwę na seledynowo-zielone, a dziś widzę, że niektóre płateczki zaczynają przybierać barwę bordową.

      hortensje

      (zdjęcie z sieci)

      Czytałam, że o kolorze tych kwiatów decyduje kwasowość ziemi, w której rosną. Na glebach bardziej zasadowych, kwiaty będą różowe bądź czerwone. Aby uzyskać niebieską barwę kwiatów, glebę należy zakwasić, nawożąc ją siarczanem amonu lub siarczanem potasu.

      Tak, czy inaczej, kwiaty zmieniły barwę. Przypomniało mi to, że najwyższy czas przystąpić do robienia suszekJ))) Niebieskich nie suszyłam, bo nie wychodzą ładnie; pomarszczyły się.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 14 września 2007 14:10
  • czwartek, 13 września 2007
    • Sos pomidorowy lekko rozbielony

      Teraz najlepszy czas na pomidory; ładnie wyrosły, są dojrzałe, jędrne, słodkie. Czas więc na przykład na sos pomidorowy. Trochę czasu zajmie jego przygotowanie, ale jaki on ma cudowny smak! Naturalną słodycz pomidorów podkreśla dodana marchewka, pikanterii dodają przyprawy, a śmietana sprawia, że otrzymujemy piękny kolor: nie czerwony, nie orange, będzie to lekko rozbielony łosoś. Bardzo lubię dodatek  śmietany do potraw z pomidorów, to znakomity mariaż!

       

       

      Bierzemy więc:

      5 pomidorów

      1 dużą cebulę

      1 marchewkę

      2 ząbki czosnku

      2-3 łyżki oliwy

      1 łyżkę masła

      2 łyżki kwaśnej gęstej śmietany (22 lub 18 %)

      sól, czarny pieprz, łyżeczkę suszonego oregano, szczyptę mielonej ostrej papryki, sporą szczyptę cukru

       

      Pomidory trzeba naciąć na krzyż i zanurzyć na jakieś 2 minuty we wrzątku, po czym obrać ze skórki (po takiej kąpieli skórka łatwo zejdzie). Kroimy je na kawałki.

      Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, podobnie kroimy obrane ząbki czosnku.

      Marchewkę obieramy i ścieramy na grubej tarce.

      W rondlu rozgrzewamy oliwę, dodajemy masło i kiedy się roztopi wrzucamy cebulę, czosnek i po chwili marchewkę. Podgrzewamy kilka minut, mieszając, i podlewamy niewielką ilością gorącej wody. Kiedy zagotuje się całość, wrzucamy pomidory i lekko przyprawiamy (trzeba dodawać przyprawy po troszku, aż uzyskamy smak, który nam odpowiada). I teraz na malutkim ogieńku gotujemy sos, bez przykrycia, od czasu do czasu mieszając, jakąś godzinę co najmniej, a w miarę, jak będzie gęstniał, zwiększamy intensywność mieszania; raczej trzeba będzie stać przy garnku, bo taki sos lubi się przypalać. Kiedy już wszystko będzie rozgotowane, miksujemy całość na jednolitą masę. Na końcu dodajemy śmietanę i ewentualnie jeszcze doprawiamy do smaku.

      Pyszny do makaronów i jarzyn (np. do kalafiora).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 września 2007 00:08
  • środa, 12 września 2007
    • Logistyka mojego sobotniego przyjęcia

      Słówko, które zrobiło karieręJ)))

      kiedyś te moje bazgroły na karteczkach, co i kiedy zrobić, żeby zdążyć na czas i o niczym nie zapomnieć, nawet nie miały nazwy, ot, zwykłe karteczki noszone w kieszeni żakietu. A teraz, proszę! nazywam to logistyką. Cóż, bycie ekonomistą zobowiązujeJ)))

      Dla porządku zajrzałam sobie do wikipedii co do definicji: „Logistyka jest terminem opisującym proces planowania, realizowania i kontrolowania sprawnego i efektywnego ekonomicznie przepływu surowców, materiałów, wyrobów gotowych oraz odpowiedniej informacji z punktu pochodzenia do punktu konsumpcji w celu zaspokojenia wymagań klienta. Uproszczoną definicję przedstawia reguła "7R" (ang.) - right product, right quantity, right value, right place, right time, right customer, right price (pol. zapewnienie dostępności właściwego produktu we właściwej ilości, we właściwym czasie, właściwej jakości, właściwym miejscu, właściwemu klientowi we właściwej cenie).”

      Pięknie. Zaplanować, zrealizować, sprawdzić.

      Planowanie zawsze było moją specjalnością; umiem pięknie rozpisać, kiedy i co powinno być zrobione. A moim słabym punktem zawsze była realizacja; ciągła pokusa: a, co tam! zrobię to jutro, dziś jestem zmęczona/nie chce mi się/itp. I cała konstrukcja misternego planu waliła się, i potem trzeba było odrabiać stracony czas, i zawsze tego jednego dnia brakowało… No, ale nie zawsze jestem taka niezdyscyplinowanaJ))

      Zajrzyjmy do karteczek przed sobotnim party, co tam jeszcze zostało do zrobienia. Jak na razie opóźnień nie ma, z jednym wyjątkiem – nie kupiłam jeszcze ziemniaków, bo mi się nie chciało podejść w drodze do domu 50 m dalej, uuuuu! miałam je kupić w poniedziałek; dzisiaj muszę nadrobić. Co więc mamy?

      Środa: wieczór - kupić ziemniaki, zrobić marynatę do cielęciny, przygotować projekt ozdobnego menu na stół

      Czwartek: rano - kupić pomidory, sałatę, gruszki, cytrynę; wieczór - ugotować cukiniową zupę-krem, ugotować cielęcinę

      Piątek: rano – lecieć do Alberta po bagietkę wiejską! jak nie będzie, kupić jakąkolwiek; wieczór - upiec placek mokka z gruszkami, zrobić sos tuńczykowy, ugotować makaron

      Sobota: przed południem: nakrycie i dekoracja stołu oraz stolika do kawy, przygotować sałatkę caprese, otworzyć o 14 wino

      Potem to już żywioł: podgrzewanie, podawanie, bawienie gościJ)))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 12 września 2007 10:27
  • poniedziałek, 10 września 2007
    • Sos Worcester

      Powinnam sobie powtarzać jak mantrę slogan znanej reklamy: prawie robi wielką różnicę!

      A chodzi o sos Worcester, ten bardzo sławny angielski sos. Przyjrzyjmy się: który jest prawdziwy? znaczy się oryginalny? Nazwa taka sama, wzornictwo liter podobne…

       

       

      Używałam tego sosu już jakiś czas, i bardzo mi smakowo odpowiadał. Aż tu nagle na portalu MniamMniam przeczytałam o nim artykuł. Sięgnęłam do lodówki, i o zgrozo! widzę że używam jakiejś podróbki! Na mojej butelce figuruje nie firma Lea & Perrins, lecz jakaś firma Sharwoods. Kupiłam ten sos kierując się nazwą, i nie zwracałam uwagi na producenta, bo nie znałam historii sosu, ani jego autorów. Nie myślałam, że ktoś inny może używać oficjalnie na rynku cudzej nazwy :(((  

      Trzeba poznać prawdziwy smak tego sosu; wyruszyłam więc w moją prowincjonalną wioskę na polowanieJ))

      I teraz już wiem. Prawdziwy Worcester firmy Lea&Perrins ma smak bardzo złożony: pierwsze wrażenie to smak słodkiej śliwki, złamanej cebulą, otulonej jakby delikatnym sosem sojowym, gdzieś tam na końcu czuje się ostrość chyba papryki i octu… Niełatwo odkryć wszystkie składniki.

      A co proponuje firma Sharwoods? Smak sosu sojowego, papryka, ostrość. Żadnych niuansów, kolejnych nut smakowych. Prawie robi wielką różnicę!

      Zła jestem, że tak mnie wmanewrowano! Myślałam, że smakuję Worcester, rozmawiałam o nim, a w gruncie rzeczy nie miałam pojęcia o czym mówię. I jeszcze zarobili na mojej ignorancji, bo podróbka wcale nie była tańsza!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 września 2007 15:17
  • niedziela, 09 września 2007
    • Święto fasoli "Piękny Jaś"

      No i nadal pogoda taka, że psa by nie wygnał:((( A zastanawiałam się nad wyjazdem do pobliskiego Zakliczyna, na obchodzone tam doroczne święto fasoli. Ale deszcz i wiatr skutecznie mnie zniechęciły.

      (zdjęcie z sieci)

      Miała tam być robiona potrawa regionalna: Gulasz fasolowy z Zakliczyna. Opublikowano nawet potrzebne składniki, w ilości, rzecz jasna, imprezy plenerowej:

      - 200 kg fasoli

      - około 100 kg wędzonki

      - ponad 120 kg mięsa

      - 30 główek czosnku

      - 40 kg cebuli

      - 100 kg papryki

      - 20 kg mąki

      - 30 kg marchwi

      - 30 kg pietruszki

      - 40 jajek

      Mogłabym się pokusić o opracowanie receptury bardziej detalicznej, i mniej więcej wiadomo, co trzeba by zrobić: fasolę po namoczeniu gotowałabym do miękkości osobno, mięso i wędzonkę podsmażyłabym i dusiła, podlewając wywarem z fasoli, dodając pod koniec poszatkowane w kostkę jarzyny, łącząc na samym końcu wszystko. Dodałabym jeszcze przyprawy: sól, pieprz, paprykę, majeranek. Wątpliwości budzą dwa składniki: mąka i jajka. No, mąka, to pewnie do zagęszczenia gulaszu ma służyć, ale jajka??? co z tymi jajkami mają zamiar zrobić? Nie mam pomysłu:)))

      Cóż, poczekajmy na jakąś relację z imprezy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 września 2007 21:58
  • piątek, 07 września 2007
    • Tylko mnie kochaj

      Końca nie ma tym deszczomL((( Siedziałam wieczór zmarznięta, kocyk i herbatka niewiele pomogły, cóż, myślę sobie: a może by tak film jakiś? Czekała w kolejce płytka Tylko mnie kochaj. To niech leci.

      No, owszem, miła, aczkolwiek naiwna dość i naciągana w fabule bajka dla dorosłych. No, ale na deszczowy wieczór w sam raz. Kreacje i wystroje wnętrz można było pooglądaćJ))

      Co innego mnie zachwyciło: rola małej Michaliny. Dziewczynka jest sympatycznie naturalna i pełna uroku:

       mała Michalina

      To chyba nowy trend w polskich filmach: świetne, znaczące, dziecięce role. Takie, które się pamięta. Dzieci inteligentne, operujące biegle niuansami języka dorosłych, urocze w tym i wzruszające. Wystarczy przypomnieć tu choćby Gieniusię z Jasminum. O! to jest dobry film na kolejny, smutny, deszczowy wieczór!  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 07 września 2007 11:08
  • środa, 05 września 2007
    • Na deszczowe dni: zupa-krem z cukini

      Ciągle pada! i zrobiło się tak zimno, że chyba czas na rozgrzewającą zupę. Na pożegnanie lata proponuję krem z cukini, o  wyraźnym smaku ziołowo-czosnkowym

       

       

      składniki na 2 porcje:

      Pół młodej, cienkiej cukini

      2 ziemniaki

      1 słodka cebula

      4 duże ząbki czosnku

      pół litra bulionu warzywnego z kostki

      po 1 łyżce masła i oliwy

      zioła prowansalskie

      sól, pieprz

       

      sposób przygotowania

      Cebulę, czosnek i ziemniaki obrać, pokroić w kostkę. Cukinię umyć (nie obierać), pokroić w półplasterki.

      Rozgrzać w szerokim rondlu oliwę i masło, wrzucić cebulę i czosnek, zeszklić je (nie rumienić), popieprzyć, dodać troszkę ziół prowansalskich, dorzucić ziemniaki, chwilę przesmażyć, dorzucić cukinię, smażyć aż stanie się ona szklista.

      Przygotować bulion warzywny z kostki, wlać go do rondla z warzywami, gotować ok. 30-40 minut, aż warzywa będą miękkie. W razie potrzeby, uzupełniać zupę gorącą wodą.

      Wyjąć kilka półplasterków cukini.

      Pozostałość zmiksować na krem. Sprawdzić, czy nie trzeba doprawić solą lub pieprzem.

      Do każdej bulionówki wlewać zupę i dorzucić kilka półplasterków cukini (tych odłożonych).

      Smacznego!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Na deszczowe dni: zupa-krem z cukini”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 05 września 2007 22:43
    • Kocham smak cuminu

      Robiłam dziś surówkę z kalafiora na drugie śniadanie, i kiedy się zastanawiałam jakiej by tu przyprawy dodać, wpadł mi w rękę słoiczek z kminem rzymskim, czyli cuminem. To wcale nie jest przypadek, że mi ten cumin wpadł w ręce, on mi zresztą wcale nie wpadłJ))) on po prostu stoi pod ręką przy moim kuchennym blacie roboczym. Bo kocham tę przyprawę! Dodaję ją do zup, do sosów, do past, surówek, sypię na kanapki…

       

       

      tak wygląda cumin a to już gotowa przyprawa

      (zdjęcia z sieci)

       

      Ale cały czas nie mogę dojść, skąd znam ten smak i zapach!

      Kilka lat temu dostałam ją z USA (teraz można już cumin kupić w każdym większym sklepie). Pierwsze wrażenie było takie, że jest jakaś dusząca… jakby coś przypalonego… zakurzonego…. Ma ostry smak, bardzo wyraźny, z lekką goryczką. Uzależnia! Najpierw się myśli, że to taki dziwny smak, i chyba nie, nie dla nas…. a potem się tęskni za tym smakiem i ciągle eksperymentuje, do czego by tu jeszcze cuminu sypnąćJ)))

      Ale to nie było moje pierwsze spotkanie z cuminem. Na pewno już wcześniej zetknęłam się z tym smakiem i zapachem, znam go, ale jakoś nie umiem sobie skojarzyć gdzie i kiedy. Jedno ze skojarzeń, jakie sobie przypomniałam:

      Jest późne popołudnie w Jerozolimie, pełne słońca. Wracamy do domu ciasnymi uliczkami i zaułkami dzielnicy arabskiej wokół Bramy Damasceńskiej. Przy ulicznej smażalni spora gromada owiniętych w turbany mężczyzn. Otacza nas zapach przypalonej oliwy i czegoś gorzkiego nieco… tak, to jest ten zapach, to cumin. Przyprawa Bliskiego Wschodu.

      Ale pewna jestem, że to nie tylko to wspomnienie… coś jeszcze było kiedyś… Może sobie przypomnę….

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 05 września 2007 09:37
  • poniedziałek, 03 września 2007
    • Lady Grey

      Zadzwoniła siostra, że jest w Billi herbata Twinings, której od dawna na próżno szukałam:

      - Kupić ci?

      - No, pewnie, tę w puszce, Lady Grey.

      I właśnie jest wieczór, w miłym świetle lampy przedzieram się przez Akunina i smakuję tę wspaniałą mieszankę wschodnich herbat z dodatkiem kawałków pomarańczy i skórki cytryny, lekko aromatyzowaną bergamotką.

       

       

      Przy okazji wyszperałam sobie notkę o producencie:

      Twinings (pełna nazwa brzmi: R. Twining and Company Ltd), jest to jedna z najstarszych firm herbacianych w Londynie, usytuowana przy ulicy 216 Strand, istnieje od 1706 roku a jej produkty cieszą się wciąż rosnącą popularnością w ponad 100 krajach świata. Znajduje się w rejestrze Associated British Food od roku 1964. W 2006 roku firma świętowała trzysetną rocznicę założenia, wydała specjalną mieszankę herbacianą z dołączonymi herbacianymi koszyczkami. Jej znakiem firmowym jest złoty lew. Oferta herbat Twinings obejmuje zarówno klasyczne czarne i zielone herbaty gatunkowe, jak i herbaty aromatyzowane i mieszanki owocowe i ziołowe. Specjalizuje się w wyszukanych aromatach takich jak Lapsang Souchong, English Breakfast, Lady Grey or Darjeeling. Wszechobecne jest przekonanie, że właśnie Twinings jako pierwszy stworzył herbatę Earl Grey w Wielkiej Brytanii podczas rządów Karola, drugiego Earl Greya stworzyli, choć sami uważają, że jako pierwsi, dystrybutorzy herbaty Jacksons z Piccadilly. W roku 2005 Twinings przedstawił swoją pierwszą, niewyspecjalizowana mieszankę pod nazwą "Everyday Tea". Producent jest znany ze swoich obostrzeń etnicznych i regulacji uczciwego handlu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 września 2007 23:16
    • Kurczak zawijany w liść kapusty

      Moja propozycja na przegryzkę w czasie weekendowego oglądania filmów; zrobiłam tym razem wersję bez sosu, podaną na zimno, z bagietką i winem. Paluszki lizać! Zet też uważa, że pyszne, dopytywał się nawet o skład roladek :))))

       

       

       

       

       

      A oto przepis:

      2 podwójne piersi kurczaka

      4 duże plastry szynki gotowanej

      4 duże liście kapusty włoskiej

      150 g sera feta

      3 łyżki kwaśnej gęstej śmietany (18%)

      2 łyżki posiekanego szczypiorku

      1 łyżka przyprawy bałkańskiej

      sól, pieprz

      1 łyżka masła, 1 łyżka oliwy

      ½ l bulionu warzywnego (może być z kostki)

      składniki sosu:

      3-4 łyżki kwaśnej gęstej śmietany (18%)

      1 łyżka mąki

      1 łyżka musztardy

      sposób przygotowania

      Każdą z piersi przekroić wzdłuż grzbietu na pół.

      Każdy z 4 kawałków kolejno kłaść w torebkę foliową i rozbić na cieniutki plaster (zastosowanie folii zapobiegnie rozerwaniu mięsa). Lekko posolić.

      Nacinając kapustę wokół głąbu, odłączyć 4 liście (nie ma potrzeby wkładać całej główki do wrzątku, gdyż kapusta włoska, nawet starsza, nie ma ściśle związanych liści; nacięcie przy głąbie pozwala bez problemu odłączyć pojedyncze liście).

      Zagotować wodę w dużym rondlu i blanszować poszczególne odłączone liście przez ok. 5 minut. Następnie ściąć gruby nerw w każdym liściu.

      Ser feta rozgnieść widelcem, wymieszać ze śmietaną, pieprzem i szczypiorkiem.

      Na liściu kapusty rozłożyć płat kurczaka, posypać przyprawą bałkańską, posmarować przygotowaną fetą, położyć plaster szynki, założyć boki kapusty i zwijać roladki. Można związać nitką, ale jeśli liście kapusty były dostatecznie duże, to roladki nie mają prawa się rozwinąć.

      W rondlu roztopić oliwę i masło, dodać trochę bulionu, ułożyć roladki i dusić na małym ogniu pod przykryciem ok. pół godziny, podlewając bulionem. Po pierwszych 10 minutach roladki obrócić (tu trzeba uważać, żeby się nie rozwinęły).

      Po pół godzinie przełożyć rolady na półmisek, przykryć żeby nie wystygły.

      Śmietanę roztrzepać z mąką, dodać parę łyżek powstałego w czasie duszenia sosu, dodać musztardę, wymieszać. Wlać do rondla z sosem, chwilę pogotować do zgęstnienia sosu.

      Rolady pokroić na plastry, podawać polane sosem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 września 2007 06:01
  • niedziela, 02 września 2007
    • Wystawa bursztynu na Wawelu

      Są takie wystawy, że usłyszawszy od nich, podrywam się, wsiadam w pociąg i jadę, bo muszę je zobaczyć. Nie mogło być inaczej, gdy usłyszałam o bursztynie. Biżuteria z bursztynu, oprawna w srebro, należy do moich ulubionych. Patrząc na nią, ma się wrażenie, że to zastygłe krople słońca.

      No, a skoro już pojechałam oglądać bursztyn, to nie skończyło się tylko na oglądaniu. Kupiłam sobie coś nowego :))))

       Zaprosiłam Martę; lubię z nią jeździć. Przy zwiedzaniu mamy już swój rytuał, dialog, który nas bawi:

       - To co bierzemy tym razem?

      - No nie wiem.... trzeba się rozejrzeć... zobaczyć.

      Zwiedzamy, zwiedzamy, zwiedzamy... Musimy znaleźć coś, co nam obu się spodoba, tak bardzo, że chciałybyśmy to mieć.

      - Może tę lampę?

      - Eeee... nieeeee.

      - Naszyjnik?

      - Banalne, koleżanko.

      Wreszcie odwołuje mnie od kontemplowania kleszcza zaklętego w przejrzysto-złotej pułapce:

      - A to?

      - Ten parawan?

      - Noooo.

      - Ouuuu. Yes. YES!!!! Bierzemy! :)))))

       Dodam, że parawan był przepiękny, z dużymi kawałami bursztynu, oprawnymi w metal, pięknie musiał wyglądać podświetlony.

      Nie wolno było robić zdjęć:(((  Nie wiem, dlaczego. W końcu bursztynowi nic by one nie zaszkodziły.

      Wystawa, poświęcona twórczości L. Myrty z Sopotu, eksponowana była dość tradycyjnie, głównie w gablotach. No, cóż, pewnie tak być musi.

      Było sporo sztuki użytkowej: szkatuły, lustra, zegary, lampy, świeczniki, wazony, rzeźby, obrazy i ozdoby stołu. Już sobie wyobrażam, jak pięknie można by urządzić jakąś komnatę w zamku czy pałacyku. Mogłabym mieszkać w takiej komnatce:))))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 września 2007 06:21
  • piątek, 31 sierpnia 2007
    • Kalafiorowa zupa-krem z kurkami

      A to mój obiad na dziś: kalafiorowy krem z kurkami. Delikatna słodycz kalafiora smacznie komponuje się z wytrawnym smakiem kurek

       

       

       

       

       

       

       

       

      Co trzeba by mieć dla 4 osób?

      1 mały (naprawdę mały kalafior)

      2 małe ziemniaki

      1 mała cebulka

      plaster (ok. 3cm grubości) selera bulwiastego

      pół litra bulionu warzywnego z kostki

      2-3 łyżki kwaśnej śmietany 18%

      łyżka mąki

      gałka muszkatołowa

      przyprawa paprykowa cajun

      sól, pieprz

      garść kurek

      olej, masło

      natka pietruszki

       

       To zaczynamy:

      Przygotować bulion warzywny z kostki. Trzeba mieć również gorącą przegotowaną wodę pod ręką.

      Ziemniaki, cebulę i seler obrać, pokroić w kosteczkę.

      Rozgrzać w szerokim rondlu po łyżce oleju i masła, wrzucić pokrojone jarzyny. Chwilę przesmażyć, oprószyć mąką, po czym wlać bulion warzywny.

      Kalafiora podzielić na małe różyczki, dorzucić do rondla z jarzynami, uzupełnić gorącą wodą, żeby wszystkie jarzyny swobodnie sobie pływały, lekko osolić, gotować na małym ogniu. Po ok. 10 minutach wyjąć część różyczek kalafiora, przełożyć do małego rondelka, przykryć pokrywką i odstawić. Różyczki te dorzuci się po kilka do każdego talerza zupy.

      Pozostałe warzywa gotować dalej na małym ogniu, aż wszystkie składniki będą zupełnie miękkie, jakieś pół godziny, może troszkę więcej.

      W tym czasie przygotować kurki: rozgrzać na patelni troszkę oleju i masła, wrzucić opłukane, pokrojone na mniejsze kawałki kurki, smażyć aż całkowicie wyparuje sok i tłuszcz. Lekko posolić i popieprzyć. Przełożyć na bibułkowy ręcznik, żeby odsączyć je z tłuszczu.

      Rondel z zupą odstawić z ognia, zmiksować. Ta zupa-krem jest dość gęsta; gdyby wyszła zbyt gęsta trzeba dodać troszkę gorącej wody. Następnie trzeba dodać śmietanę, przyprawić szczyptą gałki muszkatołowej i szczyptą przyprawy cajun; nie za dużo, żeby przyprawy nie zdominowały łagodnej słodyczy kalafiora. Ewentualnie doprawić jeszcze solą.

      Wlać zupę do miseczek, dorzucić na każdy talerz różyczki kalafiora, kilka kurek, ozdobić natką pietruszki.

      Smacznego!!!!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 31 sierpnia 2007 09:37

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl