Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

kuchnia filmowa

  • czwartek, 30 listopada 2017
    • Kulinarne tropy w filmowej "Chacie"

      Najpierw była książka: "Chata" W.P. Younga. Potem pojawił się film.

      chata_ksika_i_film

      Na ogół zarówno ci, co czytali, jak i ci, co oglądali, przeżywali szok.

      Ojciec zamordowanej małej Missy, który nie umie poradzić sobie z przeogromnym smutkiem i wyrzutami sumienia, zostaje zaproszony do starej chaty. O.k. adres chaty zna. Ale kto jest nadawcą? Okazuje się, że Bóg, który używa imienia Tata. Szok!

      Kolejny szok przeżywa na miejscu. Tata czeka na niego w kuchni. I jest nim pulchna, ciepła Murzynka. Ho, ho!

      Będzie się działo!

      Ale tu skupimy się na kuchni i potrawach podawanych w "Chacie". Były niezwykle smaczne.

      Przygotowując menu kolacji, która towarzyszyła oglądaniu filmu, spróbowałam podążyć tropami opisanymi w książce.

      Zaczynamy jak zwykle od filmu, do którego nieodmiennie podawana jest kawa. Do tego koniecznie coś słodkiego.

      "Kiedy Mack zbliżył się do chaty, poczuł zapach babeczek, rogalików albo jakiegoś innego smakołyku. (...) na małym stoliku stała taca pełna kalorycznych wypieków, świeżego masła, dżemów i galaretek.

      - O rany, ale pachnie! - wykrzyknął Mack.                            

      - Bierz się do jedzenia. Ten przepis pożyczyłam od twojej prapraprababci.

      (...) Mack wziął jeszcze ciepłe ciastko i zatopił w nim zęby; rozpływało sie w ustach."

       

      Amerykańskie ciasteczka praprababci? Postanowiłam zrobić najbardziej amerykańskie chyba ciasteczka: chocolat chips cookies, z niebieskimi (koloru nieba) chipsami:

      ciasteczka

      Dania główne były na ciepło, więc żeby biesiadnikom sie nie nudziło czekając, podałam czekadełko: pieczywo z masłem i awanturką z białego sera i sardynek:

      awanturka

      A co podano w chacie na kolację? Poczytajmy:

      "Kolacja, choć prosta, okazała się prawdziwą ucztą. Pieczony drób w pomarańczowo-mangowym sosie. Świeże warzywa przyprawione Bóg wie czym, pieprzne, wonne, pikantne, soczyste. Ryż, jakiego Mack nigdy wcześniej nie próbował, mógłby sam wystarczyć za cały posiłek.

      - Hm, mógłbym dostać trochę tego ryżu?

      - Jasne. Miał być do niego niesamowity japoński sos, ale pewien niezgrabiasz - Tata wskazał skinieniem głowy na Jezusa - uparł się, że go wymiesza.

      - Daj spokój, miałem śliskie ręce. - Jezus udawał, że sie broni. - Cóż więcej mogę powiedzieć?

      - Tata mrugnęła do Macka, podając mu ryż.

      - Trudno tutaj o dobrą pomoc domową.

      Wszyscy się roześmieli."

       

      U mnie podanie kurczaka odpadało, bo wyjątkowo spotkaliśmy się w piątek, więc menu było postne.

      Ale ryż? warzywa? O, jak najbardziej!

      Zrobiłam ryż jaśminowy z sezamem białym i czarnym, do tego glazurowane marchewki baby (dwa rodzaje: jedne pikantne, drugie słodkie) i surówkę z fenkułu z pomarańczą

      ry_i_marchewka

      Kurczaka zastąpiła ryba (filet dorsza atlantyckiego) i mix owoców morza podane na sałacie rzymskiej w towarzystwie szpinaku, z sosem kardynalskim

      ryba_i_owoce_morza

      Teraz trochę się pochwalę:) Dania znikały z talerzy błyskawicznie; padł nawet wniosek formalny, że moglibyśmy już zawsze spotykać sie w piątki, skoro potrawy jarskie są tak pyszne:)

       Na zakończenie podałam misę owoców i serów - klasyk, który nie może się nie udać

      owce_i_ser

      Ponieważ tydzień temu pojawiło się młode wino z tegorocznych zbiorów - bożole nowo - zdecydowałam, że właśnie ono będzie towarzyszyć kolacji. Zwykle kupuję to wino tego samego producenta, takie z kogutem na etykiecie, mogę więc porównać kolejne roczniki. Wydaje mi się, że w tym roku wino było dość ostre, trudno było doszukać się w nim konkretnej owocowej nuty.

      bozole

      Wystrój stołu był niebieski - no wiecie, taki "niebiański" w zamyśle: ciemnoniebieski obrus, serwetki w niebieskie kwiaty, aniołki... Manu wypisałam na kartoniku wyciętym w kształt chaty

      st_do_chatymenu_do_chaty

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 listopada 2017 07:42
  • piątek, 24 listopada 2017
    • Marchewkowa klęska w Masterchefie

      Ta edycja Masterchef obfituje w nieoczekiwane zmiany. Ledwo przełknęliśmy odejście Grażyny Kuroń (wiele osób - także i ja - uważa, że to jednak jej przeciwnik, Matteo, powinien odejść), a tu wycofał sie Lorek, wróciła Grażyna, ona i Matteo znów stanęli na przeciw siebie i znów Grażyna musiała odejść. Czy słusznie?

      Zmierzyli się w konkurencji asiet - czyli trzy dania z jednego głównego składnika. Grażyna wylosowała marchew, Matteo - gruszkę. Gość programu, Matt Preston, skrytykował propozycję Matteo, mówiąc, że nie przedstawił żadnego konkretnego dania. Grażyna zaprezentowała trzy dania o ciekawej, różnorodnej strukturze i fakturze, ładnie podane. Ale to jednak ona musiała odejść.

      asiet_w_masterchef

      Dlaczego? może zadecydował smak, którego widzowie ocenić nie są w stanie?

      Zaraz po programie sprawdziłam w książce, którą niedawno kupiłam - Leksykon smaków Niki Segnit - połączenia smakowe dla marchwi. To świetna książka, która nie tylko podaje proste wyliczanki, co z czym łączyć, ale też krótkie historyjki, przygody autorki z konkretnymi składnikami, krótkie przepisy. W temacie marchwi przeczytamy na przykład:

      Guy Savoy proponuje zupę marchewkową z anyżem gwiazdkowym w formie amuse-bouche. Jest to kombinacja doskonała - anyż gwiazdkowy schlebia świeżemu smakowi marchwi o lekkiej nucie drewnianej, a ta pod jego wpływem rozkwita.

      Szef kuchni John Tovey przyrządza dodatek do dań głównych z 450 g ugotowanej marchwi, utłuczonej z 20 g masła i 1 łyżką pernodu.

      Wydaje się, że przynajmniej 2 dania Grażyny spełniają klasyczne zasady łączenia:

      Tatar z marchewki

      Marchewkę pokrojoną w kostkę, dusimy na patelni z masłem, sokiem z pomarańczy, whisky z imbirem, cukrem, solą papryką. Dusimy do miękkości. Dodajemy ocet balsamiczny. Zdobimy chipsami z marchewek baby, suszonych w piekarniku przez 20 minut w 180 stopniach.

      Surówka z marchewki i jabłka w galaretce

      Sok z marchwi wyciskamy razem z jabłkiem. Zagotowujemy, dodajemy elastan i chłodzimy w płaskim naczyniu. Ringiem wycinamy koła i na to ścieramy białą marchew. Zdobimy natką pietruszki.

       Pewne wątpliwości budzi trzecia propozycja, jako że wykorzystano ser kozi, który, bardzo przecież ostry, mógł zdominować marchew:

      Grillowana gruszka i marchew z palonym kozim serem

      Plastry marchewki i plastry gruszki grillujemy. Z soku z pomarańczy, wina, octu, oliwy sporządzamy sos, blendujemy. Smarujemy owoce i warzywa. Na to kładziemy plaster koziego sera przypalonego palnikiem. Zdobimy natką pietruszki.

      Przyznam się, że kiedy padło hasło: marchew - ja pomyślałam od razu o cieście marchewkowym, surówce z marchwi i jabłka oraz o glazurowanych marchewkach Vichy - pewnie banalne, ale to jednak klasyka:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 24 listopada 2017 08:14
  • wtorek, 19 września 2017
  • czwartek, 13 lipca 2017
    • Kanapka z Amsterdamu

      Telewizyjna "kuchnia plus" zaczęła w tym tygodniu emisję kanadyjskiego serialu dokumentalnego z 2015 roku: "Foodie w wielkim mieście" (oryginalny tytuł to: the foodie list).  Opis brzmi zachęcająco:

       "(serial) prezentuje międzynarodową listę posiłków, których każdy smakosz powinien kiedyś skosztować. Widzowie poznają największe na świecie miasta od zupełnie innej strony - odkryją przepisy i dobrze skrywane tajemnice mieszkańców prezentowanych miejsc. Wspólnie z prowadzącymi wyruszą w kulinarną podróż dookoła świata."

      Pierwszy odcinek poświęcony był smakołykom Amsterdamu; pierwsze, co sobie musiałam natychmiast zrobić po obejrzeniu, to kanapka z jajecznicą. Niby nic takiego, ale jakie to pyszne!

      b_jajecznica_na_kanapce

      Lubię bardzo jajecznicę (który Polak nie lubi!), ale nie jadłam jej nigdy na kanapce. A warto!

      Warto też nagrywać program i potem spokojnie przyjrzeć się poszczególnym daniom i ewentualnie zanotować przepis (bardzo dokładnie pokazane jest przyrządzenie potrawy przez mistrzów) i gdzie go podano. I masz już kulinarny przewodnik po mieście.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kanapka z Amsterdamu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 lipca 2017 11:46
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Filmowe kanapki

      Znacie może polską kryminalną komedię "Skradziona kolekcja"? Akurat parę dni temu była powtórka w telewizji.

      Jest świetny!

      Osadzony w realiach PRL-u, pełen absurdalnych sytuacji, które w pełni zrozumie chyba tylko ten, który żył w tamtych czasach.

      Znakomita obsada aktorska.

      Nakręcony na motywach powieści Joanny Chmielewskiej "Upiorny legat", choć prawdę powiedziawszy z książką Chmielewskiej film ma chyba tylko jeden punkt wspólny: znaczki.

      W filmie jest taka scena, kiedy Joanna i Janka podają w czasie brydża kolację, i są to kanapki. Wielkie tace kanapek, na które mężczyźni rzucają się jak wygłodzone wilki. Kto pierwszy, ten lepszy.

      Tak, przyjęcia PRL-owe to był czas kanapek!

      Sentymentalny powrót: kromki weki (dziś bagietki), posmarowane masłem, obłożone szynką, plasterkami wiejskiej kiełbasy, plastrem ogórka, pomidora, jajka na twardo, pasty twarogowo-bryndzowej z dodatkiem keczupu, posypane tartym żółtym serem. Ozdobione zieloną sałatą.

      Ależ to smakuje!

      Zapraszam!

      kanapki_na_tacy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowe kanapki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 09:19
  • wtorek, 06 czerwca 2017
  • środa, 31 maja 2017
    • Party filmowe - "Jabłka Adama"

      Zapraszam na kilka migawek z przyjęcia, które towarzyszyło filmowi "Jabłka Adama". Jest to film z 2005 roku, duńsko-niemiecki, w reżyserii Andersa Thomasa Jensena. Film kandydował do Oskara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego; w Polsce został laureatem publiczności warszawskiego międzynarodowego festiwalu filmowego w 2005 roku.

      Neofaszysta Adam po wyjściu z więzienia zostaje w ramach programu resocjalizacyjnego wysłany na małą, wiejską plebanię. Na miejscu wita go nieco dziwaczny pastor Ivan. Metody resocjalizacji są tu bardzo niekonwencjonalne: przybywający sam ma wyznaczyć cel swojego pobytu, coś, do czego mógłby dążyć. Adam, który wcale nie chce tu być, rzuca przypadkową myśl, że mógłby upiec ciasto z jabłek rosnących na przykościelnej jabłonce.

      Ot, niby nic takiego, głupi cel. Ale, jak się pewnie domyślacie, nic nie będzie tu proste....

      b_st_menu_jabka_adama

      b_menu_jabka_adama

      Do kawy nie mogło zabraknąć szarlotki, takiej jak w filmie, a więc upieczonej w kształcie tartaletki.

      b_szarlotki_tartaletki

      Zdecydowałam się na menu kuchni niemieckiej.

      Jako przystawkę podałam galaretkę alpejską, z siekanej gotowanej wołowiny

      b_galaretki_alpejskie

      Zupa to bawarski rosół z kluską z kaszy manny

      b_ros_z_klusk_grussnockerl

      Jako danie główne była pieczona karkówka (z przepisu mistrzów zakonu krzyżackiego), z kluseczkami spaetzle i zasmażaną kiszoną kapustą.

      Do tego cydr jabłkowy.

      b_piecze_krzyacka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Party filmowe - "Jabłka Adama"”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 31 maja 2017 09:33
  • wtorek, 25 kwietnia 2017
    • Hiszpański film - hiszpańskie menu

      Kwietniowa, kapryśna pogoda nie zachęcała do spacerów. Był to za to dobry czas na film w domowym zaciszu. A w dodatku dopisały bazie i pyszniły się te urocze białe kotki na stole.

                      Zaproponowany film, który oglądaliśmy, był produkcji hiszpańskiej, dlatego też menu było hiszpańskie.

      menu na party

      Najpierw tapas: podałam pinchos morunos - szaszłyki z polędwiczek wieprzowych, tortille z warzywami i kanapki z jamon serrano

      tapas

      Później sztandarową klasyczną fasolową fabadę asturiana

      fabada

      A jako danie główne - escudellę - kataloński zestaw mięs w rosole

      escudella

       Wino - to oczywiście rioja - moje ulubione hiszpańskie wino - niezawodne w smaku! 

      rioja

       Do kawy były meringues - bezy z dodatkiem ziarenek kawy 

      bezy meringues

       A film, który oglądaliśmy to "Ostatni szczyt" w reżyserii Juana Cotelo. 

      film ostatni szczyt

       Impulsem do nakręcenia filmu dla reżysera było spotkanie z pewnym sympatycznym, pełnym zapału, dowcipnym młodym księdzem. „Na pewno jeszcze się spotkamy” – pomyślał reżyser po krótkiej rozmowie z nim. Niestety, 12 dni później kapłan już nie żył...

      „Jeśli dziś publicznie ukrzyżuję księdza, czekają mnie sukcesy i nagrody. Jeśli księdza pochwalę, to mnie ukrzyżują!” – tymi słowami Cotelo rozpoczyna Ostatni szczyt, jedną z najlepszych filmowych opowieści o kapłaństwie, jaką widziało kino.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 kwietnia 2017 11:35
  • niedziela, 05 marca 2017
    • Włoska kuchnia Sophii Loren

      Kolejne, filmowe spotkanie i kolejny już raz kuchnia włoska (film, który oglądamy to włoska komedia "Jak Bóg da" w reżyserii Edoardo Maria Falcone)

      Nie bardzo miałam pomysł, co podać, bo kuchnia włoska była już u mnie tyle razy...

      Przypomniałam sobie o kupionej niedawno książce aktorki Sophii Loren "W kuchni z miłością" i stamtąd wzięłam przepisy.

      v_film_jak_Bg_dav_menu_spotkania

      Jako przekąskę podałam deskę serów i wędlin z dodatkiem pieczywa

      v_deska_serw_i_wdlin

      Zupa neapolitańska, porowo-serowa

      zupa_neapolitaska1

      Główne danie to rolada z piersi indyka nadziewana cielęciną z dodatkiem duszonej marchwi i brokuła

      v_rolada_z_indyka_z_cielcin_i_jarzynami1

      Na deser podałam lody z sałatką z kiwi i łyk benedyktynki

       v_deser_lody_i_kiwi

      v_benedyktynka

      A przy oglądaniu filmu, do kawy były pączki - jako że właśnie były ostatki

       v_pczki_do_kawy

      Jeszcze krótko o filmie (z portalu filmweb): "Tommaso to ceniony rzymski kardiochirurg. I ateista. Wraz z żoną Carlą i dwójką dorosłych już dzieci tworzą modelową, nowoczesną, mieszczańską rodzinę. Przynajmniej tak im się wydaje. Gdy ich syn zapowiada, że ma rodzinie coś ważnego do powiedzenia, ojciec jest przekonany, iż jego latorośl ma zamiar wyznać im, że jest gejem. Programowo brzydzący się dyskryminacją Tommaso jest dumny, że nadarza się okazja, by udowodnić sobie i całemu światu, jak otwartym i tolerancyjnym jest człowiekiem. W końcu przychodzi dzień "coming outu" i Andrea wyznaje: "Postanowiłem zostać... księdzem". I się zaczyna!!! .....

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Włoska kuchnia Sophii Loren”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 marca 2017 10:48
  • poniedziałek, 13 lutego 2017
  • poniedziałek, 16 stycznia 2017
    • Menu bostońskie

      Dlaczego bostońskie?

      Wynikło to z filmu, który tydzień temu oglądaliśmy: „Cuda z nieba” w reżyserii Patricii Riggen (USA 2016; film można obejrzeć w najbliższą środę, 18 I 2017 w HBO o 14.45). Twórcy filmu oparli fabułę na autentycznej historii - cierpiąca na rzadką chorobę zaburzenia trawienia dziesięcioletnia dziewczynka ulega groźnemu wypadkowi. Niespodziewanie po tym dochodzi do przedziwnego zdarzenia….  

      Właściwie, to najważniejsze wydarzenia w życiu małej Annabell dokonują się w jej rodzinnej miejscowości w Teksasie, ale większość filmu dzieje się na północy, w Bostonie, gdzie dziewczynka jest leczona, dlatego też wybrałam na przyjęcie kuchnię bostońską.

      menu bostońskie

      

      Większość potraw, które podałam, już w ostatnich dniach prezentowałam: zupę bostońską z małżami (nawet ci, którzy zarzekali się, że małży nie cierpią, jedli ze smakiem), fasolkę po bostońsku i do kawy ciasteczka L.M. Montgomery, autorki „Ani z Zielonego Wzgórza” (pamiętacie, że w historii o rudowłosej Ani, Boston był miejscem marzeń o wielkim świecie).

      Dziś ostatnia z podanych potraw: przystawka – pasztecik mięsny z sosem żurawinowym.

      pasztecik z żurawiną

      

      Pasztet zrobiłam z mieszanych mięs (wśród których było również mięso z jelenia). Upiekłam go w małych foremkach z kominkiem, a środek wypełniłam sosem żurawinowym.

      100 g suszonej żurawiny

      200 ml soku z czarnej porzeczki

      50 g skórki pomarańczowej kandyzowanej

      Szczypta cynamonu i chili

      Łyżka masła

      Żurawinę wkładamy do rondelka i zalewamy sokiem porzeczkowym. Gotujemy na małym ogniu, aż żurawina rozmięknie, dodajemy skórkę pomarańczową, chili i cynamon, jeszcze całość przez parę minut dusimy, doprawiamy łyżką masła. Studzimy.

       

      Przy okazji studiowania kuchni bostońskiej, dowiedziałam się, jak niezwykłe są żurawinowe „żniwa”. Otóż we wrześniu, rozciągające się kilometrami czerwone krzewy zalewane są wodą, pod wpływem której owoce wypływają na powierzchnię i dzięki temu mogą być zebrane w stanie nienaruszonym. Niespotykany widok unoszących się na wodzie owoców żurawiny tworzy malowniczy krajobraz purpurowych jezior. Po zbiorach suszy się je na słońcu.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 stycznia 2017 10:54
  • piątek, 13 stycznia 2017
    • Chowder bostońska zupa z małżami

      Świetna, rozgrzewająca zupa na zimowe chłody, o smaku morskiej bryzy

      W przeciwieństwie do chowderu nowojorskiego, bostoński nie zawiera pomidorów

      chowder_bostoski

      opakowanie mrożonych małży

      1 duża cebula

      4 ziemniaki

      10 dag wędzonego boczku

      olej i masło

      szklanka mleka

      łyżka mąki

      2-3 łyżki śmietany

      przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, papryka wędzona (lub chili), sos ostrygowy, pokrojona natka pietruszki

       

      Zamrożone małże wraz ze skorupkami wrzucamy na wrzącą, lekko osoloną wodę, gotujemy kilka minut od ponownego zagotowania. Odcedzamy do osobnego garnka wywar z małży. Małże odrywamy od skorupek, kroimy na kawałki.

       

      Cebulę i boczek kroimy w kostkę, wrzucamy do rondla na rozgrzany olej i masło, przesmażamy aż cebula się zeszkli. Wsypujemy mąkę, mieszamy, po czym wlewamy mleko, wodę i wywar z małży. Dodajemy ziemniaki, lekko przyprawiamy i gotujemy aż ziemniaki zmiękną.

      Dodajemy małże.

      Dodajemy śmietanę.

      Chwilę jeszcze gotujemy aż zupa zgęstnieje.

      Doprawiamy, posypujemy natką pietruszki.

      I smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 13 stycznia 2017 10:01
  • środa, 11 stycznia 2017
    • Fasolka po bostońsku

      Oficjalna potrawa stanu Massachusetts i jego stolicy, Bostonu.

      Ma swoje źródła w kulturze Indian, którzy mieszali fasolę z dziczyzną i syropem klonowym i piekli w dołach wypełnionych gorącymi kamieniami.

      Poczytałam, porównałam wiele przepisów (odmian jest tyle, ile u nas na fasolkę po bretońsku) i wyszedł mi własny przepis, naprawdę smakowity. Zapraszam!

      b_fasolka_po_bostosku

      1 kg fasoli typu Jasiek

      puszka fasolki czerwonej

      20 dag dziczyzny (u mnie mięso jelenia)

      5 dag wędzonego boczku

      1 duża cebula

      syrop klonowy

      przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, majeranek, papryka

       

      Fasolę Jasiek namoczyć na noc, następnie odlać wodę, zalać świeżą, lekko przyprawić i gotować do miękkości.

      Dziczyznę pokroić na kawałki, przesmażyć na rozgrzanym oleju, dodać pokrojoną cebulę, podlać niewielką ilością wody, lekko doprawić i dusić do miękkości. Kiedy mięso będzie już miękkie, dodać pokrojony, przesmażony osobno boczek i jeszcze chwilę poddusić. Dodać 2-3 łyżki syropu klonowego.

      W dużym rondlu połączyć: ugotowaną fasolę, fasolkę odcedzoną z puszki, podduszone mięso z boczkiem. Wymieszać, doprawić do smaku i wstawić do nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Zapiekać ok. 20 minut.

      Podawać z listkami sałaty.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 11 stycznia 2017 11:18
  • poniedziałek, 02 stycznia 2017
  • poniedziałek, 21 listopada 2016
    • Filmowe party w kręgu listopadowych tradycji

      Zapraszam na garść migawek-wspomnień z listopadowego spotkania filmowego.

      Ponieważ odbyło się zaraz po 11 listopada, a więc postawiłam na polskie tradycje listopadowe: rogale marcińskie, gęsinę (mimo, że oglądaliśmy film amerykański: „Bóg nie umarł 2”)

      Jako przystawkę podałam schab po warszawsku, w galarecie

      Potem zupa grzybowa: z suszonych i świeżych prawdziwków, z zacierkowymi kluseczkami

      Danie główne: cienkie plastry piersi gęsiej pieczonej + udko z indyka + kluseczki+ surówka z kiszonej kapusty+ rydze marynowane

      Wszystko to w towarzystwie cydru lubelskiego

      A do kawy: domowej roboty rogale świętomarcińskie

      rogale

      Dekoracja stołu – z jesiennych złotych liści. I dodałam jeszcze jabłka, mówiąc:

      - Może się kto skusi?

      Zet odpowiedział:

      - Wiesz, jeden taki się już kiedyś skusił, i nic dobrego z tego nie wyszło:)

      Jabłka wyglądały jednak tak pięknie, że i u nas jeden taki się na nie skusił:)

      A film był przejmujący. Uczennica zapytała nauczycielkę na lekcji: czy można uznać, że poglądy Mahatmy Gandhiego są podobne do słów Jezusa? Nauczycielka przytaknęła. I się zaczęło.

      Rodzice uczennicy wytoczyli nauczycielce proces, szkoła także odcięła się od niej. Jak wynika z filmu, w USA rozdział Kościoła od państwa pojmowany jest dość specyficznie: o wszystkich postaciach można w szkole mówić: Allahu, Buddzie – byle nie o Jezusie.

      Zaskakujący temat, film wart obejrzenia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowe party w kręgu listopadowych tradycji”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 listopada 2016 09:10

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl