Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

gadżety kuchenne

  • środa, 05 września 2018
    • Nie uwierzycie, jak dawniej wyglądała moja kuchnia

      Popatrzcie, to taka zwykła kuchnia w bloku. Na tyle duża, że oprócz standardowej zabudowy w kształcie litery L, dało się jeszcze zmieścić stół z krzesłami.

      moja kuchnia

      

      A teraz cofnijmy się w czasie o sześćdziesiąt lat.

      Wczesne budownictwo PRL-u rządziło się specyficznymi regułami. Owszem, budowane bloki mieszkalne były nowoczesne, gdyż miały centralne ogrzewanie, doprowadzony gaz, rzecz jasna bieżącą wodę, junkersy gazowe podgrzewające ją, w pokojach dębowy parkiet, ale też w kuchniach umieszczono wmurowane piece kaflowe z płytą do gotowania i tzw. duchówką do pieczenia.

      O, coś takiego stało w naszej kuchni, tyle że nie było tak ładnie obudowane kafelkami

      stary piec kuchenny

      (zdjęcie z internetu)

      Ważnym elementem był wiszący pogrzebacz, tym przesuwało się węgiel w piecu. Żelazna płyta do gotowania miała okrągłe, ruchome, wyjmowane tzw. fajerki, można było stawiać garnek czy patelnię nawet na otwartym ogniu - do woków byłoby obecnie w sam raz:)

      A jak smakowały pieczone bezpośrednio na tej płycie podpłomyki czy rydze! Ech, były to czasy!

      Z pieczeniem ciast nie było łatwo; trzeba było naprawdę znać swoją duchówkę i umiejętnie regulować płomień w piecu.

      Ale nasze mieszkanie, oprócz pieca w kuchni, miało również zawieszoną na specjalnej półce dwupalnikową kuchenkę gazową do gotowania. Jak trzeba było coś szybko upichcić, to głównie na tej kuchence.

      Z czasem mieszkańcy bloku zaczęli rozbierać te kuchenne piece i wstawiali kuchnie gazowe, znane nam dzisiaj.

      U nas tato dość długo opierał się likwidacji pieca. Jak to argumentował? Jeśli znów wybuchnie wojna, to gaz mogą odciąć, a trochę drewna czy węgla do pieca zawsze się znajdzie i jakoś przetrwamy. Pamiętajmy, że to był okres zimnej wojny w Europie i naprawdę nie wiadomo było, co z tego wyniknie, a doświadczenia wojenne rodziców robiły swoje.

      W końcu jednak i u nas piec zniknął.

      Ach, jeszcze taka ciekawostka: podłoga w kuchni była z sosnowych, jasnych desek i deski te szorowało się szczotką ryżową! A parkiet się pastowało i froterowało. Wyobrażacie to sobie?! Ile trudu trzeba było włożyć w utrzymanie mieszkania w czystości?!

      Brzmi to dziś jak opowieści głodnego wilka, ale to były realia mojego wczesnego dzieciństwa.

      Dziś historia zatoczyła koło i znów mieszkam w tym samym mieszkaniu, jakże teraz zmienionym.

      Siadam czasem w kuchni i patrzę: to tu był piec i widzę tę małą dziewuszkę, którą mama i babcia upominają: uważaj, nie dotykaj blachy, bo się poparzysz....

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nie uwierzycie, jak dawniej wyglądała moja kuchnia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 05 września 2018 09:29
  • niedziela, 29 lipca 2018
    • Kuchenny fartuch

      Jest w każdej kuchni. Bo po prostu nie może go nie być. Sami wiecie, tu coś pryśnie, tu chlapnie, plamy są na porządku dziennym, a przecież bluzeczki czy sukienki jednak szkoda. Fartuch łatwo wyprać, kupno nowego też nie jest problemem.

      Ileż to już fartuszków przewinęło się przez moją kuchnię!

      Kiedy widzę jakiś nowy wzór, pokusa zakupu jest często nieodparta.

      To mój najnowszy nabytek: ludowy, polski i taki słoneczny!

      fartuch polski

      

      Kiedy zobaczyłam go w Cepelii, od razu zaczęłam sobie kalkulować, ileż też jestem w stanie na niego wydać. Podejrzewałam, że - jak to w Cepelii - może być drogi. Myślałam sobie: nooo, pięćdziesiąt... drogo... ale zobaczmy, zobaczyć można...

      Ha! okazało się że tylko dwadzieścia cztery! Kupuję!

      Zwoziłam fartuchy z różnych zakątków świata, a takiego typowo polskiego jakoś nie miałam.

       

      Ostatnio dyżur pełnią u mnie w kuchni fartuch w słoneczniki z Prowansji, angielski w kolorowe koty i "Ani z Zielonego Wzgórza" (towarzyszył książce o kuchni Zielonego Wzgórza, wydanej przez Wydawnictwo Literackie).

      moje fartuchy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchenny fartuch”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 lipca 2018 11:39
  • czwartek, 10 sierpnia 2017
  • środa, 30 marca 2016
    • Foto-migawki ze świąt

      Przygotowania do świąt i same święta minęły mi – jak to każdej prawie kobiecie – pracowicie.

      Wiecie, jak to jest: jeszcze to, jeszcze tamto…. A czas nieubłaganie leci.

      Ale było kolorowo, smacznie i spokojnie.

      Proponuję dziś kilka pamiątkowych fotek:

       Jedna z naszych ulic (deptak) została bardzo oryginalnie udekorowana kolorowymi, dużymi pisankami, zawieszonymi na rosnących tu drzewach

      Stół wielkanocny w kolorystyce biało-żółtej; dla mnie – jak wiosna, to musi być żółto!

      Porcelanowe białe zajączki, kurki – uwielbiam je wyszukiwać w sklepach przed świętami

       

      Kurek trochę dużo się u mnie znalazło, również kolorowa ceramiczna jako wazonik na kwiaty

       

      A ta kompozycja ma dla mnie szczególne znaczenie, bo jest umieszczona w pamiątkowym fragmencie serwisu mojej mamy, z początku lat 50-tych; tylko dzbanek i cukiernica się ostały

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Foto-migawki ze świąt”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 30 marca 2016 11:40
  • środa, 09 września 2015
    • Temperówka do warzyw

      Wiem, że mogę być uznana za gadżeciarę, a takich nikt nie lubi.

      Bo gonią za wszelkimi nowinkami, kupują jakieś tam rzekome hity, często przepłacają, użyją je w domu raz, jak dobrze pójdzie, potem lądują gdzieś w przepastnych szufladach, czy na pawlaczu… i tak się to zwykle kończy.

      Ale cóż, napiszę wam, na co się skusiłam.

      Na temperówkę do warzyw

      temperówka do warzyw

      Jest to cudo firmy Microplane, tej od tarek, którą bardzo cenię, bo ma naprawdę ostre ostrza i jakoś nie tępią się.

      Ma to urządzenie dwa otwory, większy – na cukinię na przykład, mniejszy na marchew czy grubą pietruszkę. Wkłada się warzywa do otworów, jak ołówek do zastrugaczki, i obraca. Wychodzą takie świetne wstążki jak spaghetti.

      Ja jestem zachwycona.

      A kosztuje to cudo pięćdziesiąt parę złotych i można je kupić np. w sklepiku internetowym mniammniam.

      Wypróbowując temperówkę, zrobiłam regionalne danie: warzywny garnek z Łoniowej koło Dębna.

      cukinia z marchewką

      1 mała cukinia

      1 gruba marchewka

      1 cebula

      0,5 kg fasolki szparagowej

      Liść laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego

      Sól, pieprz słodka papryka

      Łyżka oleju, łyżka masła

       

      Fasolkę szparagową obieramy z łyka i gotujemy do miękkości w osolonej wodzie.

      W czasie, kiedy ona się gotuje, ścieramy w temperówce marchew i cukinię (marchew obieramy, cukinii nie musimy obierać, bo młodziutka skórka jest bardzo delikatna i smaczna).

      Roztapiamy w rondlu olej i masło, dodajemy starte warzywa, oraz pokrojoną w cienkie półplastry cebulę, przesmażamy, lekko doprawiamy i podlewamy niewielką ilością wody. Dodajemy liść i ziele angielskie, dusimy wszystko do miękkości – jakieś 15 minut wystarczy.

      Do rondla dodajemy odsączoną, ugotowaną fasolkę szparagową, mieszamy, doprawiamy i… cieszymy się smakiem!

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Temperówka do warzyw”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 09 września 2015 14:14
  • czwartek, 30 lipca 2015
    • Bukiety kuchenne

      Mamy dobry czas na suszenie kwiatów i roślin do jesienno-zimowych bukietów.

      Właśnie kupiłam łodygi kopru.

      Każdy pyta: - o, będziesz kisić ogórki?

      baldachy kopru

      

      A ja mam w planie koper ususzyć i przeznaczyć na bukiet kuchenny; będzie stał w rogu stołu, przy ścianie, w gliniaczku. Dodam do niego ozdobne kwiaty czosnku lub cebuli, czerwono-pomarańczową miechunkę, może uda mi się zdobyć makówki, choćby te malutkie, z polnych maków.

      Kot będzie zachwycony, uwielbia podskubywać te suszki.

      Na razie wiszą sobie łodygi kopru główkami w dół i intensywnie pachną, właśnie kiszonymi ogórkami:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 lipca 2015 11:27
  • środa, 01 lipca 2015
    • Deska w kuchni – ważna sprawa!

      Mam w kuchni sporo desek, głównie drewnianych, mniejszych, większych, bardzo grubych i cieńszych. Ale nie podoba mi się krojenie na nich mięsa, ryb, warzyw, wszystkiego tego, co sprawia, że deska moknie, trzeba ją myć – a to jej raczej nie służy. Szklane odpadają – nie zniosłabym zgrzytu noża po szkle. Zostały tworzywa sztuczne.

      I dawno już zastanawiałam się nad ofertą firmy Joseph&Joseph (specjalizującą się w gadżetach kuchennych z tworzywa). Kiedy odkryłam w moim mieście jej stoisko, przyjrzałam się dokładniej deskom i kupiłam zestaw: stojące etui z czterema kolorowymi deskami z tworzywa: do mięsa, do ryb, do warzyw, do produktów gotowanych, z ładnymi, przydatnymi bardzo wypustkami z odpowiednim obrazkiem.

      Mam już ze dwa tygodnie te deski, i powiem wam, że jestem zadowolona. Nie zajmują dużo miejsca, są zawsze pod ręką, świetnie się je wyjmuje, spokojnie myje, bez obaw, że namokną.

      Jest jedno ale: czytałam wcześniej opisy, że mało się rysują. Nie wierzcie temu. Rysy są, widać je, ale też nie jest tak, że tworzą się wyżłobienia. Miałam kiedyś taką sztuczną deskę, że ostry nóż wręcz wycinał takie farfocle z tworzywa. Joseph nie jest taki.

      W sumie: polecam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 01 lipca 2015 12:13
  • środa, 25 lutego 2015
    • Typowo kuchenna

      Ciągle nie jestem pewna, czy podobają mi się firanki i zasłonki typowo kuchenne, takie z wzorami i motywami kuchennymi: w owoce, warzywa, sprzęty kuchenne. Kuszą mnie co jakiś czas.

      Zawsze jednak uważałam, że w kuchniach, zwłaszcza małych, pełnych przedmiotów, kolorów i faktur, zasłony i firanki powinny być raczej gładkie, bez wzorów, by nie tworzyć, czy wręcz nie pogłębiać, chaosu.

      Ale kiedy zobaczyłam zasłonkę z motywami kawowymi, skusiłam się.

      Zwłaszcza, że szukałam akurat czegoś lekkiego, jasnego, wiosennego. Myślałam o różyczkach, ale takich w kolorze sepii, może o jakichś groszkach, ale kawa - młynki, ekspresy, ziarna - to też miły sercu motyw.

      zasłonka kawowa

      zasłonka kawowa

       I o dziwo, efekt okazał się wcale, wcale. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 25 lutego 2015 11:49
  • wtorek, 22 lipca 2014
  • czwartek, 25 lipca 2013

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl