Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

przepisy

  • wtorek, 28 marca 2017
    • Hiszpańska tortilla jako przystawka

      Jest świetna na ciepło, od razu po upieczeniu, ale ja podam ją jako przystawkę, na zimno, pokrojoną na kawałki, z wbitym patyczkiem, takie tapas. Też znakomita!

      Zapraszam!

      tortilla_hiszp

      2 spore ziemniaki obrane i pokrojone w cienkie półplasterki

      1 duża cebula pokrojona w półplasterki

      kawałek pora pokrojonego w półplasterki

      kawałek czerwonej papryki pokrojonej w małą kostkę

      garść posiekanych liści szpinaku

      3-4 plastry bekonu pokrojone w kostkę

      5 jajek

      ćwierć szklanki mleka

      sól, pieprz, szczypta przyprawy prowansalskiej

      oliwa

      Na patelni (takiej którą można włożyć do piekarnika) rozgrzewamy łyżkę oliwy, dodajemy bekon i podsmażamy. Następnie dodajemy ziemniaki, cebulę i por i podsmażamy ok. 10 minut cały czas mieszając, uważając by nie zrumienić ziemniaków i cebuli. Mają zrobić się szkliste.

      Potem dodajemy paprykę, doprawiamy, dodajemy szpinak, ciągle jeszcze podsmażając.

      Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C ustawiając rumienienie z góry.

      Jajka roztrzepujemy z mlekiem, lekko solimy i wlewamy na warzywa na patelni. Smażymy na średnim ogniu przez ok. 10 minut.

      Następnie wstawiamy patelnie do piekarnika i zapiekamy aż jajka się zetną.

      Podajemy od razu, albo studzimy i kroimy na kawałki jeśli chcemy podać tortillę jako tapas.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Hiszpańska tortilla jako przystawka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 marca 2017 14:05
  • środa, 22 marca 2017
  • sobota, 25 lutego 2017
    • Moje pierwsze w życiu pączki

      Pierwsze, samodzielnie robione, dobre.

      Dobry był przepis: Agaty z programu "Bake of ale ciacho". Agata zachwalała, że kiedy ona robi te pączki, to ustawia się kolejka, żeby się na nie załapać.

      paczki

      Ale uważam, że jednak gra nie jest warta świeczki. Bo w pierwszym dniu po usmażeniu pączki są świetne. Na drugi dzień - już średnie. I każda następna godzina im szkodzi.

      A u mnie w domu i otoczeniu osób do jedzenia pączków nie ma dużo.

      Te tutaj robiłam z połowy składników, a i tak wyszło mi ich 15.

      Kiedy przychodzi Tłusty Czwartek, po prostu ustawiam się w kolejce do cukierni i niech tak zostanie.

      Ponadto okazało się, że jednak nie mam termometru do płynów (a myślałam że mam) i temperatura smalcu była za wysoka, bo za szybko łapały mi kolor. I jeszcze nie mam wprawy w zwijaniu i zamykaniu pączka po napełnieniu różą.

      A przepis jest taki:

      0,5 kg mąki

      7 żółtek

      50 g cukru

      50 g masła

      0,25 l mleka

      50 g drożdży

      1 kg smalcu

      słoiczek konfitury z róży

       

      Ucieramy drożdże z łyżeczką cukru, łyżką mąki i 100 ml ciepłego mleka, zostawiamy aż zaczyn wyrośnie.

      Resztę mleka podgrzewamy i rozpuszczamy w nim masło.

      Ucieramy żółtka z cukrem, wlewamy mleko z masłem cieniutką strużką nadal ucierając.

      Dodajemy mąkę i zaczyn i wyrabiamy aż ciasto będzie gładkie i nie lepiące się (robiłam to robotem, tym hakiem do ciast).

      Wstawiamy smalec żeby się topił i rozgrzewał.

      A w tym czasie bierzemy kolejno porcje ciasta (ok. 50-60 g), rozpłaszczamy je, nakładamy konfiturę z róży, zwijamy i odkładamy na posypany mąką blat. Przykrywamy ściereczką - będą szybko rosły.

      Smażymy je w rozgrzanym do 175 st. C smalcu; kiedy będą rumiane, przewracamy je na drugą stronę. Wykładamy na talerz wyłożonym ręcznikiem papierowym.

      Po wystygnięciu obsypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Moje pierwsze w życiu pączki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2017 13:47
  • piątek, 10 lutego 2017
    • Sandacz z sosem maślanym

      Przepis Magdaleny Nowaczewskiej - finalistki 5. sezonu MasterChef. Magda jest moją krajanką, Małopolanką, kibicowałam jej w czasie konkursu.

      sandacz_Dominiki_z_sosem_malanym

      2 świeże filety z sandacza ze skórą (moje były dość cienkie)

      łyżka mąki

      łyżka masła klarowanego

      gałązka tymianku (miałam suszone gałązki)

      sól, pieprz

       

       Na sos:

      1 szalotka

      100 ml białego wina

      2-3 łyżki śmietanki kremowej

      4 łyżki masła

      nieco otartej skórki z cytryny

      sól, pieprz

       

      Najpierw zaczynamy od sosu: szalotkę drobno siekamy, wsypujemy do rondelka i zalewamy winem. Gotujemy na małym ogniu aż płyn znacznie się zredukuje.

      Kiedy to sie gotuje, zajmujemy się rybą: filety myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Doprawiamy z obu stron sola i pieprzem. Posypujemy każdy filet odrobiną mąki.

      Rozgrzewamy na patelni klarowane masło,  wrzucamy gałązkę tymianku, smażymy rybę z obu stron, najpierw od strony skóry.

      Teraz kończymy sos: dodajemy po kawałku masło, cały czas mieszając, nie pozwalając zagotować się. Następnie dodajemy śmietankę, mieszamy i odstawiamy z ognia, doprawiamy solą, pieprzem i skórką z cytryny.

      Podajemy rybę z sosem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 10 lutego 2017 15:31
  • poniedziałek, 16 maja 2016
    • Francuskie cappuccino z pora i selera

      Przygotowuję na imprezę menu francuskie i inspiracji szukam raczej u współczesnych mistrzów kuchni, niż w nieśmiertelnej klasyce (bo klasyka już u mnie była). Wpadł mi w ręce przepis Pascala Brodnickiego na zupę-krem z selera i porów z dodatkiem kawioru.

      Przetestowałam – bardzo ciekawie wyszło, tylko nad prezentacją muszę trochę popracować; potrzebny jest absolutnie jakiś element koloru – myślę że dodatek bitej śmietany i kawioru podam na listku zielonej lub kolorowej sałaty.

      zupa cappuccino

      

      Smakowo wyszło pysznie, zapraszam!

      (proporcje moje – na 4 porcje)

      Biała część pora

      1 cebula

      Pół małego selera bulwiastego

      Sok z ćwiartki cytryny

      200 ml śmietany (co najmniej 22%)

      Sól, pieprz, masło, olej

      1 l bulionu

      2 łyżki ikry kawiorowej

       

      Cebulę i seler kroimy w kosteczkę, por w półkrążki. Skrapiamy wszystko sokiem z cytryny.

      Rozgrzewamy w rondlu olej i masło, dodajemy cebulę i por, przesmażamy całość przez kilka minut, mieszając (absolutnie nie może się zrumienić). Potem dodajemy pokrojony seler, zalewamy bulionem, uzupełniamy wodą. Gotujemy do miękkości warzyw, jakieś 30-40 minut.

      Miksujemy.

      Dodajemy 100 ml śmietany, doprawiamy solą i pieprzem, ponownie miksujemy.

      Pozostałą śmietanę ubijamy na sztywno.

      Zupę wlewamy do szklanek, dekorujemy bitą śmietaną i kawiorem.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 maja 2016 11:53
  • poniedziałek, 21 marca 2016
    • Jasielski schab Schabińskiej

      Odkryłam ten przepis, studiując kuchnię podkarpacką, przygotowując party (z którego relacja lada moment).

      Jest to przepis p. Gessler, z cyklu „Kuchenne rewolucje” z restauracji „U Schabińskiej” w Jaśle. To naprawdę niewiarygodne, jak prosty jest ten przepis, a jak smaczny!

      Myślę, że to wszystko dzięki marynacie i powolnemu procesowi pieczenia.

      Warto wziąć go pod uwagę przygotowując świąteczne menu.

      W stosunku do przepisu, który znalazłam w necie, wydłużyłam czas marynowania i czas pieczenia schabu.

       

      2 kg schabu z kością

      Marynata: 4 ząbki czosnku, 3 łyżeczki kminku, 1 łyżeczka pieprzu, 2 łyżeczki soli.

      Składniki marynaty utrzeć w moździerzu.

      Mięso umyć, osuszyć i natrzeć marynatą.

      Przykryć folią i wstawić do lodówki na 24 godziny.

      Piekarnik rozgrzać do 220 st. C.

      Mięso przełożyć do dużej gęsiarki, skropić olejem, przykryć pokrywką i piec przez pół godziny. Po tym czasie obniżyć temperaturę do 180 st. C i piec przez 2 godziny. Pod koniec pieczenia odkryć pokrywkę, by mięso się apetycznie przyrumieniło.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 marca 2016 11:26
  • piątek, 19 lutego 2016
    • Regionalna kartoflanka z kurdybankiem

      Dowiedziałam się o kurdybanku kilka dni temu, że w ogóle takie ziele istnieje! I ba! Rośnie to zioło w Polsce szalenie bujnie, prawie jak chwast, a jest cenne, i wykorzystywane jako ulubiona przyprawa od dawien dawna.

      Jego pełna nazwa to bluszczyk kurdybanek, ale występuje również pod innymi, regionalnymi nazwami, jak kudroń, kondratek czy kocimonda.

      A kartoflanka, którą prezentuję pochodzi z kuchni podkarpackiej (studiuję właśnie przepisy tej kuchni).

      Mamy zimę, więc kurdybanek, który trafił do mojej zupy, jest w postaci suszonej, ale na wiosnę spróbuję poszukać tej rośliny na łąkach.

      Składniki na 2-3 porcje zupy:

      4 ziemniaki

      2 cebule

      1 marchewka

      Mały por

      2 łyżki mąki

      Łyżka gęstej śmietany (opcjonalnie)

      Zioła i przyprawy: sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, spora szczypta bluszczyku kurdybanka, zielona pietruszka

      Tłuszcz do smażenia: smalec lub olej lub masło (zależy na ile zdeterminowani jesteśmy by zachować tradycję – jeśli bardzo – to smalec)

       

      Obrane ziemniaki i marchew kroimy w cienkie półplastry, cebule w piórka, por w krążki. Wrzucamy na rozgrzany w rondlu tłuszcz i smażymy, mieszając, aż cebula się zeszkli. Przyprószamy mąką, solą, pieprzem i częścią kurdybanku i jeszcze, mieszając, kilka minut smażymy.

      Następnie zalewamy zimną wodą (ok. 1i1/2 l), dodajemy liść laurowy i ziele angielskie, zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy aż warzywa będą niemal rozgotowane. Dodajemy śmietanę, doprawiamy do smaku solą i wsypujemy resztę kurdybanku oraz posiekaną natkę pietruszki

      Zupa tak przygotowana jest bardzo aromatyczna i bardzo sycąca, i taka na rozgrzewkę, gdy na polu mokro, zimno i wieje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Regionalna kartoflanka z kurdybankiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 19 lutego 2016 10:52
  • wtorek, 24 listopada 2015
    • Kuchnia włoska Giancarlo Russo w mojej kuchni

      Oglądałam p. Giancarlo Russo – włoskiego kucharza, osiadłego w Polsce - w jednym z odcinków Top Chefa, i choć jego podejście do zawodników było wówczas dość kontrowersyjne (zaraz napiszę dlaczego tak myślę), to jednak jest uznanym autorytetem włoskiej sztuki kulinarnej; kiedy więc zaczęłam przygotowywać się do party, inspirowanego kuchnią Włoch, zaraz pomyślałam o nim, zwłaszcza że mam jego książkę „Kuchnia włoska bez granic”

      Szukałam pomysłu na danie główne, mięsne, i wpadł mi w oko przepis na eskalopki cielęce. Próba dania wyszła super smacznie

      escalopki cielęce

      

      Tyle tylko, że nie uwierzyłam tak do końca p. Giancarlo; bo popatrzcie: na 60 dag cielęciny pokrojonej w plastry i 100 ml bulionu, p. Russo zaleca dodanie soku aż z dwóch cytryn (!) Wydawało mi się, że to strasznie dużo, i zaczęłam bardzo ostrożnie dawkować sok. Po dodaniu soku z połówki cytryny, uznałam, że basta! Wystarczy.

       

      To teraz pełny przepis a`la Giancarlo Russo

      60 dag pieczeni cielęcej

      1 cebula

      100 ml bulionu wołowego

      Sok z połówki cytryny

      Sól, pieprz młotkowany

      Oliwa extra vergin

      Mąka do obtoczenia

       

      Mięso natrzeć lekko solą i pieprzem, włożyć do miski, skropić oliwą i niewielką ilością soku z cytryny, przykryć folią i marynować w lodówce 2-3 godziny (ten etap przygotowania to mój pomysł)

      Następnie pokroić mięso w plastry, lekko rozbić je tłuczkiem i obtoczyć w mące.

      W dużym rondlu rozgrzać oliwę z oliwek, zeszklić cebulę pokrojoną w cienkie półplastry, dodać plastry mięsa, obsmażając je z obu stron, po czym zalać je bulionem i sokiem z cytryny. Dodać otartą skórkę z tej połówki cytryny (w przepisie p. Russo tego nie było, ale na zdjęciu tej potrawy w książce skórka jest)

      Dusić do miękkości i znacznego zredukowania się sosu.

      Doprawić solą i pieprzem.

       

      I teraz następne moje odstępstwo od przepisu p. Giancarlo: twierdzi on, że mięso powinno się podawać od razu po przygotowaniu i nie należy go odgrzewać. Ja jednak uważam, że mięso przygotowane w takim sosie, nabiera pełnego smaku dopiero po pewnym czasie i proces wystygnięcia i ponownego podgrzania robi mu bardzo dobrze.

      Zdaję sobie oczywiście sprawę, że pewnie nie jest to już włoska sztuka kulinarna. O.k. – dlatego od razu mówię, że to tylko inspiracja kuchnią Włoch. Bo przyznam się, że baaardzo, bardzo trudno jest mi uwolnić się od przyzwyczajeń kuchennych i zrobić coś dokładniuteńko według czyjegoś przepisu.

      I teraz właśnie wracamy do Top Chefa. Wystąpił tam dokładniutko ten sam problem; uczestnicy próbowali przygotować włoskie dania, dodając tam swoje pomysły i inspiracje. Mnie się to wydawało jak najbardziej w porządku, w końcu wnosili w interpretację dań swój kunszt kulinarny. Ale p. Giancarlo był innego zdania. Danie ma być zrobione dokładnie tak, jak on kazał, jota w jotę. Jak ktoś zrobił inaczej – kazał danie wyrzucić do kosza i zacząć od nowa. Czyli sprowadził ich do roli rzemieślników, podkuchennych, można by powiedzieć. Gdyby to była jego restauracja – to o.k. Ale ogólnie ujmując problem sztuki kulinarnej – to jednak – moim zdaniem – nie o to chodzi.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 listopada 2015 10:02
  • poniedziałek, 23 listopada 2015
    • Nie przepadacie za brukselką? Ta się wam spodoba!

      Wiele osób nie przepada za brukselką, pewnie dlatego, że ma ona w sobie posmak goryczki. Ale jak dla mnie, to właśnie jest jej zaletą, byle tylko nie pogłębić jej przez niewłaściwy sposób przyrządzania.

      A poza tym nie mogę się napatrzeć na doskonałość kształtu tych małych kapustek, to ich wierne, miniaturowe odzwierciedlenie dużej kapusty.

      Późna jesień to właśnie najlepszy czas brukselki, kuszą te małe główki w każdym jarzyniaku.

      Dziś proponuję brukselkę duszoną w soku pomarańczowym; wyszła przepyszna!

      Podałam ją do cielęcych eskalopek.

      brukselka w soku pomarańczowym

      

      50 dag świeżej brukselki

      Szklanka soku pomarańczowego

      2-3 łyżki masła

      Sól, pieprz młotkowany

      Nieco oleju lub łagodnej oliwy

      Łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej

       

      Brukselkę obieramy z wierzchnich, uszkodzonych listków, po czym każdą kroimy wzdłuż na połówki; to jest najbardziej pracochłonna i trochę żmudna część przygotowań. Potem będzie już górki.

      Na dużej, głębokiej patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy brukselkę, obracając każdą połówkę główki rozcięciem do patelni (to też chwilę potrwa, bo każdą główeczkę musimy obrócić oddzielnie).

      Brukselkę chwilę przesmażamy, po czym zalewamy sokiem pomarańczowym, dodajemy skórkę pomarańczową i dusimy do miękkości – nie mieszając – ok. 20-30 minut.

      Kiedy główki będą już al dente, a sok zredukuje się do połowy, dodajemy masło i przyprawiamy solą i pieprzem. Chwilę jeszcze dusimy, aż masło roztopi się i zespoli z sokiem w świetny sos.

      I gotowe!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Nie przepadacie za brukselką? Ta się wam spodoba!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 listopada 2015 10:30
  • wtorek, 17 listopada 2015
    • Zupa z cukinii z rydzami

      Czekała sobie spora, dorodna, pasiasta cukinia w lodówce.

      Pękata była.

      Nie najmłodsza.

      Przyszedł jej czas, kiedy w lodówce zaczynały świecić pustki, a obiad trzeba było jednak zrobić.

      Zapadła decyzja, że zupa.

      zupa z cukinii z rydzami

      Znalazły się dwa ziemniaki.

      1 cebula, ząbek czosnku.

      Kawałek szynki trochę już podsuszonej

      Była resztka śmietany, ot czubata łyżka, w sam raz.

      Z targu przyniosłam kilka dużych rydzów.

      To do roboty:

      Najpierw cukinia: trzeba było obrać grubą skórę, wydrążyć pestkowy miąższ, pokroić w kawałki.

      Przerzucić do rondla na rozgrzany olej, dodać posiekaną w półkrążki cebulę i zgnieciony, posiekany czosnek. Do tego posiekaną w kostkę szynkę. Dodać łyżkę masła. Lekko posolić, dodać młotkowany pieprz. Mieszając podsmażyć całość.

      Zalać wodą (ok. 2l). Dodać ziemniaki pokrojone w kostkę. Gotować na małym ogniu do miękkości.

      Częściowo zmiksować, zostawiając trochę warzyw w całości.

      Dodać śmietanę, dobrze wymieszać, doprawić solą.

      Teraz rydze: wypłukać pod bieżącą wodą, pokroić na niezbyt duże kawałki, smażyć na rozgrzanym oleju z dodatkiem masła, aż cały płyn wyparuje. Posolić, popieprzyć.

      Dorzucić do zupy grzyby, zagotować.

      I podawać.

      Nie miałam nic zielonego do przybrania, a przydałoby się. Ale cóż…

      Zupy wyszło dość sporo, więc był możliwy test na jej smak na następny dzień.

      Rewelacja! Nic nie straciła! Ba, smak pogłębił się!

      Połączenie cukinii i rydzów jest świetne.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 listopada 2015 06:00
  • poniedziałek, 16 listopada 2015
    • Udka gęsie w cydrze

      Późna jesień i zima to dobry czas na gęsinę. Sezon rozpoczyna św. Marcin – 11 listopada. Z chęcią włączam się w tradycję i na marcinowy, a zarazem niepodległościowy obiad zrobiłam udka gęsie w cydrze.

      Cydr to moja kulinarna miłość od pierwszego łyku. Jabłkowy, lekko alkoholowy smak jest rewelacyjny, a jak dobrze łączy się z wieloma produktami! Pomyślałam, że skoro gęś tak dobrze smakuje z jabłkami, to i cydr będzie do niej pasował. I rzeczywiście. Bardzo polecam.

      udko gęsie w cydrze

      

      2 udka gęsie

      Mała butelka cydru (0,3 l)

      Cebula

      Jabłko

      Sól, pieprz, mieszanka przyprawowa chili

      oliwa

      Udka natrzeć przyprawami, skropić oliwą, umieścić w misce, szczelnie przykryć folią i zostawić w lodówce na noc.

      Rozgrzać piekarnik do 200 st. C

      Rozgrzać dużą patelnię, bez tłuszczu, położyć udka skórą do patelni, obsmażyć kolejno z obu stron, przełożyć udka do rondla żeliwnego, zlać z patelni wytopiony z gęsi tłuszcz, dodać posiekaną w cienkie półkrążki cebulę, podlać częścią cydru. Przykryć pokrywką i włożyć do piekarnika na dwie godziny. Od czasu do czasu zaglądać i dolewać cydr w miarę potrzeby.

      Po tym czasie do garnka dodać jabłko starte na grubej tarce, odkryć pokrywkę i zapiekać jeszcze przez pół godziny.

      Następnie wyłączyć piekarnik, zlać z rondla powstały sos do małego rondelka i redukować go, podgrzewając przez ok 20 minut.

      Udka trzymać w ciepłym piekarniku.

      Podawać z kluseczkami speatzle.

      Jeśli lubimy chrupiącą skórkę na gęsi, to przed samym podaniem podsmażamy upieczone udka na patelni.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 listopada 2015 12:07
  • sobota, 19 września 2015
    • Szarlotka gaździny z Jamnej

      Moi goście byli nią zachwyceni!

       szarlotka gaździny

      Jest to przepis kuchni regionalnej, z okolic Zakliczyna nad Dunajcem. A Jamna to nazwa wioski i wzgórza (530 m n.p.m.) na pograniczu Pogórza Rożnowskiego i Ciężkowickiego. Jest tam bacówka nosząca nazwę „Chatka Włóczykija” i serwująca lokalne przysmaki, między innymi właśnie szarlotkę gaździny. Przepis na nią był prezentowany w którymś programie telewizyjnym i jest również zamieszczony na kulinarnej stronie p. Ewy Wachowicz.

      Robiąc ją, zmniejszyłam proporcje i pominęłam rodzynki (nie przepadam za nimi w szarlotce)

       

      10  kwaśnych  jabłek

      1 szklanka cukru

      2 szklanki  mąki

      1 łyżka proszku do pieczenia

      1 łyżka cynamonu

      3 jajka

      Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę i przesypać cukrem i cynamonem. Odstawić na 10 minut do lodówki.

      Jajka roztrzepać w misce, dodać mąkę i proszek do pieczenia, wymieszać. Dodać do masy jajecznej jabłka.

      Blaszkę wyłożyć pergaminem, przełożyć ciasto, włożyć do nagrzanego do 180 st. C piekarnika. Piec ok. godziny.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 19 września 2015 07:32
  • piątek, 26 czerwca 2015
    • Czas jarzynowego raju

      Idę przez targ i wdycham ten niepowtarzalny, cudowny zapach jarzynowego raju.

      Są nowalijki! I to już nasze, krajowe, przywożone często prosto z okolicznych pól i ogrodów.

      Wszystko chciałabym kupić, na wszystko mam ochotę, ale miarkuję się:) Jest już takie bogactwo jarzyn, że nie przeje się tego. Trzeba sobie dawkować.

      Ale to już ten czas, czas sałatek z niczego, przygotowywanych ad hoc, z tego, co tam akurat wpadnie nam w ręce. Możliwości są praktycznie nieograniczone.

      Dziś sałatka z kapusty (oczywiście młodej) i liści szpinaku.

      Proporcje na 1-2 osoby

      Ćwiartka młodej kapusty (takiej, gdzie główka jeszcze jest miękka)

      1 marchewka

      1 mała cebula słodka

      Garść liści szpinaku

      Łyżka łagodnego majonezu

      Sól, pieprz

       

      Kapustę szatkujemy, leciutko solimy i ugniatamy ręką. Odstawiamy na parę minut.

      Marchewkę ścieramy na paseczki julienne, cebule kroimy na cieniutkie półkrążki, liście szpinaku rwiemy na kawałki.

      Mieszamy wszystkie warzywa razem, jeszcze parę obrotów młynka z pieprzem, łyżka majonezu, mieszamy i odstawiamy do lodówki na jakieś pół godziny.

      I gotowe:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 26 czerwca 2015 12:15
  • czwartek, 05 lutego 2015
    • Przewrotne brownie z białą czekoladą

      Brownie – typowe dla kuchni amerykańskiej ciasto czekoladowe, powinno być ciemnobrązowe (jak sama nazwa wskazuje). Ale tym razem proponuję brownie jasne, robione z dodatkiem białej czekolady (według przepisu p. Nestora Grojewskiego – Polaka-Rzymianina, właściciela rzymskiej restauracji Cru.Dop). Czasami te jasne brownie nazywane bywają blondie:)

      Moim gościom ten blondasek smakował bardzo!

      brownie z białą czekoladą

      300 g białej czekolady

      330 g masła

      4 jajka

      200 g cukru

      160 g mąki

      100 g orzechów włoskich

      1 płaska łyżeczka mielonej ostrej papryki

       

      Połowę czekolady (150 g) rozpuszczamy z masłem, odstawiamy do przestygnięcia.

      Orzechy i pozostałą czekoladę (150 g) siekamy na drobne kawałki.

      Jajka z cukrem miksujemy aż zbieleją i staną się puszystym koglem-moglem.

      Do ubitych jajek dodajemy partiami mąkę, cały czas miksując, ale na wolnych obrotach, dodajemy rozpuszczoną czekoladę z masłem, paprykę, kawałki orzechów i czekolady. Mieszamy.

      Masę wlewamy do blachy wyłożonej pergaminem.

      Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 st. C i pieczemy ok. 25 minut.

      Po tym czasie ciasto będzie lekko wilgotne w środku i takie ma być:)

      

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Przewrotne brownie z białą czekoladą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 lutego 2015 09:48
  • czwartek, 18 grudnia 2014
    • Pomidorowa z bananami

      Rodem z Ameryki Środkowej. Odlotowa!

      pomidorowa z bananami

      Puszka pomidorów w zalewie bez skórki

      3 banany

      2 słodka cebula, 1 cebulka dymka

      Włoszczyzna na bulion jarzynowy (marchew, pietruszka, cebula, kawałek selera, kawałek pora)

      2-3 łyżki gęstej śmietany

      Pestki dyni do posypania

      Sól, pieprz, ostra papryka wędzona, kolendra, szczypta cuminu

      Olej i masło do podsmażania

       

      Włoszczyznę – obraną, ale w całości, zalewamy wodą, lekko solimy i gotujemy na małym ogniu, bez przykrycia, do miękkości. Warzywa wyjmujemy – nie będą nam więcej potrzebne, ale można z nich np. zrobić sałatkę jarzynową.

      W rondlu rozgrzewamy olej (2 łyżki) i wrzucamy pokrojone w półplasterki cebulę i szalotkę. Przesmażamy, nie rumieniąc. Dodajemy pomidory z puszki z zalewą, zalewamy przygotowanym bulionem i gotujemy kilka minut, aż pomidory całkiem się rozpadną.

      Na patelni roztapiamy sporą łyżkę masła, dodajemy pokrojone w plastry banany, przesmażamy.

      Przedkładamy banany do rondla z zupą, mieszamy i jeszcze jakieś 10 minut gotujemy.

      Zaczynamy ostrożnie doprawiać. Ważne, żeby nie przedobrzyć z ilością przypraw.

      Miksujemy na krem.

      Dodajemy śmietanę, roztrzepujemy ją trzepaczką.

      Pozwalamy zupie odpocząć kilka minut.

      Próbujemy, dosmaczamy.

      Na końcu, do miseczek dodajemy podprażone pestki z dyni.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pomidorowa z bananami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 grudnia 2014 14:24

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl