Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

rodzinna księga przepisów

  • wtorek, 27 listopada 2018
    • Pierniczki na choinkę

      Teraz chyba mamy najlepszy czas na pieczenie i lukrowanie pierniczków, które powiesimy na choince. Jeszcze nie zaczęło się przedświąteczne szaleństwo, kiedy nie wiadomo w co najpierw ręce włożyć:) Pierniczki w puszce spokojnie dotrwają do świąt.

      Zapraszam!

       

      pierniczki na choinkę

      1/2 kostki masła
      1/2 kostki margaryny
      3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
      1/2 szklanki cukru pudru
      1 opakowanie przyprawy do pierników
      szczypta soli
      1 duże jajko
      2 łyżki miodu
      3 szklanki mąki
      3 łyżki mąki ziemniaczanej

      Masło i margarynę utrzeć z cukrem, solą i przyprawą do pierników na lekką i puszystą masę. Dodać jajko i miód i dobrze rozetrzeć. Wsypać połowę mąki do masy i dokładnie utrzeć, wsypać pozostałą mąkę i mąkę ziemniaczaną i wymieszać. Podzielić ciasto na pół, każdą połowę spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę.
      Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Na lekko posypanej mąką stolnicy wywałkować ciasto (grubość jest dowolna - im cieńsze ciasto, tym kruchsze i delikatniejsze ciasteczka) i wycinać pierniczki. Zrobić dziurkę na wstążkę, jeśli chcemy powiesić pierniczki na choince (np. słomką do napoi). Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Piec 10-12 minut, aż zaczną się lekko rumienić na brzegach. Wystudzić na drucianej siateczce.
      Polukrować.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pierniczki na choinkę”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 listopada 2018 11:01
  • czwartek, 15 listopada 2018
    • Zarzucajka - stary, domowy przepis z XIX wieku

      Zarzucajka to zupa  z kiszoną kapustą i ziemniakami. Syta, rozgrzewająca, w sam raz na zaczynające się chłody.

      Przywędrowała ta zupa do Małopolski (gdzie mieszkam) z mamą i babcią z Wierzbnika, który dziś jest najstarszą dzielnicą Starachowic w Świętokrzyskiem.

      Zupa towarzyszyła babci Katarzynie odkąd pamięta, a urodziła się w 1882 roku.

      Nie było wtedy zeszytów z przepisami, nie było książek kucharskich, córki uczyły się gotowania od matek. Zapewne moja prababcia Petronela nauczyła córkę gotować tę zupę.

      Ja przejęłam przepis, towarzysząc w kuchni mamie i babci.  One gotowały tę zupę na kościach, ale kiedy zachorował tato, musieliśmy jeść bardziej dietetycznie i wywar z kości został wyeliminowany i tak już z tym przepisem u mnie zostało.

      zarzucajka zupa z kiszoną kapustą

      

      pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku)

      2 cebule

      2 duże ziemniaki

      sól, pieprz, szczypta ziarenek kminku, liść laurowy, 2 ziarenka ziela angielskiego

      łyżka oleju

      łyżka masła

      2 łyżki mąki

      kawałek kiełbasy lub boczku do smaku

       

      Kapustę trzeba lekko posiekać (jeśli jest zbyt kwaśna przepłukać wodą), przesmażyć na łyżce oleju, dodając pokrojoną w kostkę kiełbasę lub boczek, zalać zimną wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucić ziele angielskie, listek laurowy i kminek i gotować aż do miękkości, jakieś 30 minut.

      W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i cebule, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.

      Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz. Gotujemy razem jakieś 15 minut.

      Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy (to się nazywało `zapalić` zupę).

      Całość gotujemy jeszcze jakieś 10 minut.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Zarzucajka - stary, domowy przepis z XIX wieku”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 listopada 2018 09:50
  • poniedziałek, 12 listopada 2018
    • Rogale na świętego Marcina

      Jak co roku - były u mnie, własnoręcznie robione, z białym makiem, z listkującego się ciasta francusko-drożdżowego:

      rogale świętomarcińskie

      A oto przepis:

      Ciasto:

      1 szklanka ciepłego mleka

      4 dag świeżych drożdży

      1 jajko

      1łyżeczka ekstraktu z wanilii

      3 i 1/2 szklanki mąki

      3 łyżki cukru

      szczypta soli

      225g masła

      Do miski wsypać łyżkę mąki i łyżeczkę cukru, wkruszyć drożdże, zalać szklanką ciepłego mleka. Zostawić na kilka minut aby drożdże urosły. Dodać jajko i wanilię i lekko wszystko wymieszać.

      Mąkę, cukier i sól wymieszać razem w dużej misce, dodać 2 łyżki masła, rozcierając je palcami razem z mąką.

      Dodać rozczyn mieszając łyżką, lekko i krótko ciasto wyrobić (najlepiej robotem, końcówką do wyrabiania ciasta). Uformować ciasto w prostokąt, przykryć folią i schłodzić w lodówce około 1 godziny.

      Schłodzone ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x15cm, tak aby krótsze strony stanowiły górę i dół. Zimne masło zetrzeć na grubej tarce, rozkładając je równomiernie na cieście (zostawić ½ cm margines dookoła). Złożyć 1/3 ciasta od góry, następnie złożyć dolną część tak aby przykryła to złożenie (tak jak składamy kartkę papieru). Obrócić ciasto o 90 stopni, po czym rozwałkować je i znów złożyć na trzy. Schłodzić przez 45 minut. Powtórzyć proces wałkowania i składania ciasta 3 razy, chłodząc ciasto miedzy wałkowaniami przez 30 minut. Po zakończeniu procesu wałkowania ciasto dobrze zawinąć i włożyć do lodówki na co najmniej 5 godzin, a najlepiej na całą noc.

      Przygotować nadzienie:

      30 dag białego maku

      10 dag marcepanu (pasty migdałowej)

      2 żółtka

      1 czubata szklanka cukru pudru

      5 dag orzechów włoskich

      5 dag migdałów

      1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej

      2-3 łyżki gęstej śmietany

      2 łyżki likieru pomarańczowego

      Do posmarowania:

      1 rozbełtane jajko

      Lukier:

      Ok. 2 szklanek cukru pudru

      1 białko

      Kandyzowana skórka pomarańczowa i posiekane orzechy do posypania

       Mak sparzyć gorącą wodą (w ilości takiej, by mak przykryty był całkowicie), wymieszać, po 15 minutach odcedzić i dobrze odsączyć. Zmielić trzykrotnie w maszynce mak. Zmielić orzechy i migdały w maszynce do mielenia orzechów. Żółtka utrzeć z cukrem pudrem w mikserze, dodać masę marcepanową, rozetrzeć, dodać zmielony mak, orzechy, migdały,  skórkę pomarańczową, likier, wymieszać. Dodać śmietanę - ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą ale plastyczną masę. Masa nie może być zbyt płynna, ani za twarda i właśnie świetnie reguluje się jej konsystencję dodając śmietanę stopniowo.

      Wywałkować ciasto na prostokąt o wymiarach mniej więcej 65x34cm i przeciąć wzdłuż długiego boku na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na 12 trójkątów.

      Rozsmarować nadzienie zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta - zwijać w rogaliki zaczynając od najszerszego boku. Ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze, przykryć i zostawić do wyrośnięcia aż podwoją objętość, około 1 i 1/2 godziny.

      Rozgrzać piekarnik do 180ºC, wyrośnięte rogale posmarować rozbełtanym jajkiem i piec około 20 minut aż się ładnie zezłocą.

      Utrzeć lukier z białka i cukru pudru. Wyjąć rogale na drucianą siateczkę i jeszcze ciepłe posmarować lukrem. Posypać skórką pomarańczową i posiekanymi orzechami.

       

      Smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 listopada 2018 08:39
  • czwartek, 18 października 2018
    • Zupa ogórkowa na imieniny

      W moim domu była tradycja, że  każdy na swoje imieniny dostaje taki obiad, jaki najbardziej lubi.

      Dla mnie mama gotowała zupę ogórkową i kotlety schabowe.

      No, może mało wyszukany ten ulubiony obiad, ale taki właśnie był. I właściwie nadal jest.

      Dlatego, z okazji swoich imienin, ugotowałam ogórkową.

      Taką, jak lubię.

      ogórkowa

      

      3 ziemniaki pokrojone w drobną kostkę

      1 cebula pokrojona w cienkie półplasterki

      2 duże ogórki kiszone starte na grubej tarce

      czubata łyżka ryżu

      łyżka masła

      1-2 łyżki śmietany

      pół szklanki wody z kiszenia ogórków

      sól, grubo mielony pieprz

       

      Ziemniaki i cebulę wrzucić do rondla, zalać zimną wodą; kiedy woda się zagotuje dodać wypłukany ryż, lekko osolić i gotować do miękkości składników.

      Starte ogórki przesmażyć na maśle, dodając wodę spod ogórków, dodać do zupy.

      Gotować nadal na małym ogniu jeszcze ok. 10 minut.

      Dodać śmietanę, dokładnie ją roztrzepać, aby nie było grudek.

      Doprawić zupę solą i pieprzem do smaku.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa ogórkowa na imieniny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 października 2018 13:16
  • środa, 03 października 2018
    • Moje domowe rydze

      Pewnie widzieliście, że pojawiły się rydze.

      Czas na marynaty!

      domowe rydze

      Nasz domowy niezawodny przepis:

      na 4 szklanki wody - 1 szklanka octu spirytusowego

      pół szklanki cukru

      czubata łyżka soli

      Wszystkie te składniki - do rondla i zagotowuje się razem. Zalewa powinna nieco wystygnąć.

      Zalewy wystarczy na ok. 6 takich małych słoiczków jak na zdjęciu.

      Rydze są blaszkowe, dlatego trzeba je bardzo dokładnie umyć pod bieżącą wodą.

      Wrzuca się je na lekko osolony wrzątek i gotuje ok. 10 min, następnie odcedza i odstawia do ostudzenia.

      Do każdego wyparzonego słoiczka wkłada się liść laurowy, kilka ziaren pieprzu oraz grzyby i kilka plasterków cebuli pokrojonych w plastry.

      Wlewa się zalewę.

      Teraz pasteryzacja: słoiki ustawia się w dużym rondlu, zalewa zimną wodą i na małym ogniu doprowadza wodę do wrzenia (ale tylko tak, żeby woda lekko mrugała). Pasteryzuje się 15 minut.

      Po tym czasie wodę odlewam, słoiki wyciągam, odwracam do góry dnem, przykrywam ściereczką i odstawiam do przestygnięcia.

      Rydze gotowe są do jedzenia po ok. 2-3 miesiącach, kiedy już złapią smak zalewy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 03 października 2018 16:08
  • poniedziałek, 20 sierpnia 2018
    • Święty Jacku z pierogami

      Nie zapominam o dniu świętego Jacka w sierpniu (17-tego) i o pierogach, którymi karmił głodnych. Pamiętam o tym również ze względu na dziadka, ojca mamy, który nosił to imię w rzadkim już dzisiaj, starodawnym brzmieniu: Jacenty (nie znałam go, zmarł wiele lat przed moim urodzeniem).

      Z tych względów robię co roku w ten dzień pierogi. W tym roku siedemnasty sierpnia wypadł w piątek, więc były to pierogi jarskie, z grzybami (mieszanka pieczarek i kurek).

      pierogi św Jacka

      (przepis od lat ten sam, kilka dni temu był na moim blogu).

      A w Krakowie, już szesnasty raz odbył się festiwal pierogów; czasami bywałam na nim, ale tegoroczne upały zniechęcają do podróży.

      W tym roku konkurs był tematyczny: oceniano pierogi ruskie; statuetkę św. Jacka zdobyły pierogi Babci Władzi z Trzciany, zaś nagrodę publiczności, statuetkę św. Kazimierza, zdobyła firma "Pierogowe Fantazje".

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2018 12:12
  • poniedziałek, 06 sierpnia 2018
    • Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?

      W końcu, czego, jak czego, ale jabłek to nam w Polsce nie brakuje.

      A jabłka wszyscy w Polsce lubią. Ba! każdy ma swoją ulubioną odmianę!

      I dżemy też wszyscy lubią. Do świeżej chrupiącej bagietki, na grzankę...

      Ale dżemów jabłkowych w sklepach nie ma. Są wszystkie inne: truskawkowe, śliwkowe, wiśniowe, agrestowe, pomarańczowe....

      Czemu nie jabłkowe? Zbyt banalne w smaku? Mało ciekawy kolor? Czy zbyt rozciapana konsystencja?

      Naprawdę nie wiem.

      Ale ja sobie zrobiłam trochę dżemów jabłkowych. Może z uwagi na dodatki (cebulka, ostre przyprawy, jak choćby pieprz) trzeba by je nazwać chutneyem?

      Ale dla mnie to jednak ciągle dżem, z uwagi na zastosowanie. To słodkie, acz z pikantną nutą, smarowidło na chleb.

      dżem jabłkowy

      

      Bawię się tą manufakturą dżemową, bo dostaję ostatnio sporo papierówek, głównie w formie spadów, i znudziły mi się już naleśniki z jabłkami, racuszki z jabłkami i kompoty.

      Nie robię pulpy do szarlotki, bo nie lubię. Nadzienie do szarlotki, którą lubię, jest zawsze ze świeżych jabłek, startych na grubej tarce, i położonych na warstwie ciasta, bez żadnej wstępnej obróbki cieplnej. Żadne rozprażanie czy zasmażanie jabłek.

      Ale wróćmy do dżemów.

      Jabłka obieram, kroję na kawałki, wkładam do rondla, zasypuję cukrem (ilość cukru do smaku, trzeba próbować) i zaczynam podgrzewać na małym ogniu.

      Kroję cebulę na drobniutką kosteczkę, dodaję do jabłek, podlewam niewielką ilością wrzątku.

      Dodaję dodatki typu rodzynki, suszoną żurawinę, pokrojone śliwki, co tam mam akurat pod ręką.

      Doprawiam pieprzem, szczypta cynamonu, szczyptą papryki.

      Smażę, mieszając (!) aż masa zgęstnieje.

      Po czym przekładam do słoiczków twist, zakręcam, obracam denkami w dół i zostawiam do wystygnięcia.

      Naprawdę pyszne!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 sierpnia 2018 12:05
  • czwartek, 02 sierpnia 2018
    • Są już kozaczki - czas na pierogi

      Ponoć grzybów jest już zatrzęsienie.

      Cóż, ja jako mieszczuch, mogę powiedzieć coś o tym tylko na podstawie tego, co widzę na Burku - naszym tarnowskim targu.

      A widzę teraz przede wszystkim kozaczki, głównie te brązowe, ale i te czerwone już się pojawiły. Są moimi ulubionymi dla letnich dań, mają tę rewelacyjną chrupkość, nawet po obróbce cieplnej. Do pierogów, do zupy, do sosów - nie do zastąpienia!

      Dziś proponuję farsz do pierogów.

      pierogi z kozaczkami

      

      Przepis przywędrował wraz z mamą i babcią ze Świętokrzyskiego.

       

      ok. 5-6 sporych czerwonych kozaczków oczyścić, wrzucić na osolony lekko wrzątek i zblanszować przez ok. 4-5 minut. Odcedzić, przestudzić.

      Przełożyć na dużą deskę i drobno posiekać. Mama i babcia robiły to tasakiem - mieliśmy taki. Dużo było hałasu i stukania, może dlatego, że deski były raczej cienkie.

      Ja robię to na masywnej, grubej desce, a zamiast tasaczka używam do siekania szerokiego ząbkowanego noża do krojenia pieczywa.

      Teraz sporą cebulę drobniutko posiekać, przesmażyć kilka minut na łyżce masła, dodać posiekane grzyby i 1-2 łyżki bułki tartej, żeby farsz był zwarty. Doprawić solą, pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim. Zostawić do ostudzenia.

      Ciasto:

      do pół kilograma mąki wsypać sporą szczyptę soli, zalać wrzątkiem 250 ml, wymieszać łyżką, zostawić by nieco przestygła.

      Dodać 5 łyżek oleju i 1 jajko, wyrobić na miękkie, elastyczne ciasto, zostawić na pół godziny, żeby odpoczęło.

      Ciasto rozwałkować i wyciąć krążki, na każdy nakładać farsz, zlepiać, wrzucać na osolony wrzątek  i gotować 2-3 minuty od wypłynięcia.

      Najlepsze są – moim zdaniem – odsmażane, ale świeżo ugotowane też pyszne.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Są już kozaczki - czas na pierogi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 sierpnia 2018 11:34
  • poniedziałek, 30 lipca 2018
  • wtorek, 24 lipca 2018
    • Łazanki z młodą kapustą

      Łazanki były w moim rodzinnym domu zwykle zimowym daniem, sytym i rozgrzewającym, przygotowywanym zarówno z kapusty białej jak i z kiszonej.

      Ale akurat zostało mi kawałek młodej białej kapusty oraz kawałek podsuszanej kiełbasy, więc postanowiłam zrobić letnie łazanki - czyli takie ekspresowe, bo młoda kapusta nie wymaga długiego czasu duszenia.

      azanki_z_mod_kapust

      pół główki niezbyt dużej kapusty

      1. 10 dag kiełbasy podsuszanej
      2. 5 dag boczku (miałam parzony)

      2 cebule

      1 szalotka

      2-3 suszone grzybki

      2 łyżki oleju, 2 łyżki masła

      łyżka mąki

      przyprawy: sól, pieprz, ziarna kminku, czosnek niedźwiedzi

       

      makaron łazanki - ok. 20 dag

       

      Rozgrzać w rondlu olej i masło, dodać posiekane w kostkę cebule, kiełbasę i boczek, smażyć mieszając. Dodać poszatkowaną dość drobno kapustę, posolić, wymieszać, podlać niewielka ilością wrzątku, dusić do miękkości kapusty, dodając grzybki.

      W tym czasie ugotować osobno łazanki.

      Kiedy kapusta będzie już miękka (ale koniecznie jędrna), doprawić ja przyprawami, po czym zasmażką zrobioną z łyżki mąki i łyżki masła.

      Dodać do kapusty ugotowane łazanki, wymieszać.

      Potrawa bardzo dobra jest również odgrzewana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Łazanki z młodą kapustą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 lipca 2018 13:31
  • piątek, 13 lipca 2018
    • Zupa cukiniowa z drobiowymi łezkami

      Zapraszam na szybki, smaczny, letni obiad

      CUKINIOWA Z DROBIOWYMI ŁEZKAMI

      

      ZUPA

      Pół cukini

      2 ziemniaki

      1 cebula

      4 duże ząbki czosnku

      pół litra bulionu warzywnego (u mnie tym razem z kostki)

      po 1 łyżce masła i oliwy

      zioła prowansalskie

      sól, pieprz

       Cebulę, czosnek i ziemniaki obrać, pokroić w kostkę. Cukinię umyć (jeśli młodziutka, to nie obierać), pokroić w półplasterki.

      Rozgrzać w szerokim rondlu oliwę i masło, wrzucić cebulę i czosnek, zeszklić je (nie rumienić), popieprzyć, dodać troszkę ziół prowansalskich, dorzucić ziemniaki, chwilę przesmażyć, dorzucić cukinię, smażyć aż stanie się ona szklista.

      Przygotować bulion warzywny z kostki, wlać go do rondla z warzywami, gotować ok. 30-40 minut, aż warzywa będą miękkie. W razie potrzeby, uzupełniać zupę gorącą wodą.

      Wyjąć kilka półplasterków cukini.

      Pozostałość zmiksować na krem. Sprawdzić, czy nie trzeba doprawić solą lub pieprzem.

      Do każdej bulionówki wlewać zupę i dorzucić kilka półplasterków cukini (tych odłożonych).

      ŁEZKI DROBIOWE

      pojedyncza pierś z kurczaka

      1 jajko

      kilka łyżek grysiku (kaszy manny)

      sól, pieprz, papryka

       

      Surową pierś z kurczaka zmielić w maszynce, dodać jajko i tyle grysiku, żeby powstało luźne ciasto, dające się formować łyżką. Doprawić dobrze przyprawami.

      Na wrzącą osoloną wodę wrzucać uformowane łyżeczką kluseczki. Po wypłynięciu gotować 2 minuty.

      Gotowe kluseczki dodać do zupy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa cukiniowa z drobiowymi łezkami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 13 lipca 2018 13:28
  • wtorek, 19 czerwca 2018
    • Czy gotuje jeszcze ktoś zalewajkę?

      Zalewajka to dla mnie zupa dzieciństwa, rodzinna tradycja i często pojawia się na moim stole.

      Ja jestem już małopolanką, od urodzenia, ale moja rodzina wywodzi się ze świętokrzyskiego, i stamtąd przywędrowała moja zalewajka.

      Parę dni temu jadłam zalewajkę w krakowskiej restauracji "Zalipianki" Ewy Wachowicz, bardzo ucieszona, że tak prosta, chłopska właściwie zupa, pojawiła się w tak renomowanym lokalu. I okazało się, że to, co nam podano, zalewajką chyba jednak nie jest. To był raczej wielkanocny żurek, z dużą ilością kiełbasy, jajek i chrzanu. A nie było w zupie ziemniaków, a są one nieodłącznym elementem zalewajki.

      Sprawdziłam to sobie; ziemniaki to naprawdę niezbędny element zalewajki. Zupa wpisana jest na ministerialną listę produktów tradycyjnych i rozumie się przez nią zupę wiejską, zawierającą ugotowane, pokrojone w kostkę ziemniaki, zalane (stąd właśnie nazwa zupy) żurem z zakwasu chlebowego. Wywodzi się z centralnej Polski (Łódź, Kielce), a jej regionalne odmiany różnią się jedynie dodatkami; ale sposób przygotowania jest niezmienny.

      Zaraz więc po powrocie z Krakowa, ugotowałam naszą, rodzinną zalewajkę.

      moja_rodzinna_zalewajka

      Robię ją tak, jak robiły babcia i mama. Nawet miejsce przygotowania jest to samo. Ta sama kuchnia, te same składniki, ta sama kolejność przygotowania. Dawno już nie przemówiła tak bardzo do mnie  tradycja i wspomnienia. To był nasz rodzinny, domowy czas. To jest teraz mój czas, mój udział w zachowywaniu i tworzeniu domowej tradycji.

       

      Jak tę zupę u nas robimy? Proszę bardzo, oto przepis:

      Na 2-3 osoby biorę 2 duże ziemniaki, obieram, kroję w kostkę, wrzucam do rondla, zalewam zimną wodą gdzieś tak do połowy garnka. Dodaję 1 cebulę pokrojoną w kostkę. Lekko solę. Wrzucam listek laurowy i 2 ziarna ziela angielskiego oraz 1-2 ząbki czosnku. Gotuję do miękkości ziemniaków.

      Teraz dodaję zakwas żurkowy, jakieś pół szklanki. Trudno powiedzieć, ile go dać, bo wszystko zależy od tego, jaki on jest, czy bardzo kwaśny. Trzeba dodawać po troszku i próbować, czy smak nam już odpowiada. Chwilę jeszcze trzeba pogotować i na końcu dodaję śmietanę. Taką porządną, kwaśną, gęstą (18 % co najmniej), jakieś 2-3 łyżki. Mieszam mątewką, żeby nie było grudek. Posypuję posiekanym szczypiorkiem lub zieloną cebulką.

      Próbuję, ewentualnie doprawiam solą i pieprzem. Gotowe.

      W wersji bardziej bogatej, razem z ziemniakami dodaje się do garnka kawałek kiełbasy drobno posiekanej. Ja lubię jeszcze dorzucić 2-3 suszone grzyby.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Czy gotuje jeszcze ktoś zalewajkę?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 czerwca 2018 12:07
  • poniedziałek, 28 maja 2018
    • Wiosenno-letnia sałatka jarzynowa

      Znacie ten schemat: jeśli gotujemy rosół, to konsekwencją jest sałatka jarzynowa:) to najlepszy sposób na wykorzystanie jarzyn z rosołu.

      Gotowałam rosół, proponuję więc sałatkę jarzynową, ale w wersji wiosenno-letniej. Jarzyny były nowalijkowe, a oprócz tego do sałatki dodałam pomidory i świeży ogórek, zamiast kiszonego.

      wiosenno_letnia_saatka_jarzynowa

      3 młode marchewki i 1 pietruszka - ugotowane

      1 cebula

      2 pomidory

      1 świeży ogórek

      4 jajka ugotowane na twardo

      puszka zielonego groszku

      sól, pieprz, spora szczypta cukru

      2-3 łyżki śmietany

      1 łyżka musztardy

      2 łyżki majonezu

       

      Wszystkie warzywa i jajka pokroić w równą kostkę.

      Dodać odsączony groszek.

      Śmietanę, musztardę i majonez wymieszać. Dodać do warzyw, doprawić solę, pieprzem i cukrem.

      Zostawić na pół godziny.

      I gotowe.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 maja 2018 10:49
  • piątek, 25 maja 2018
    • Zapraszam na zupę szparagową

      Maj to najlepszy czas na szparagi. Ich specyficzny smak świetny jest również w zupie.

      Zapraszam!

      zupa_szparagowa

      4-5 łodyg zielonych szparagów

      4 ziemniaki

      1 cebula

      skrzydełko z kurczaka

      2-3 łyżki śmietany

      3 plastry bekonu lub bardzo chudego boczku

      szczypiorek

      sól, pieprz

       

      Ziemniaki i cebulę obrać, pokroić w kostkę, zalać wodą, dodać skrzydełko z kurczaka, lekko osolić i gotować do miękkości.

      Szparagi obrać, odkroić główki i zostawić je na razie na boku. Pozostałe łodygi pokroić w plasterki, dorzucić do wywaru.

      Kiedy warzywa będą już na wpół miękkie, dodać główki szparagów, gotować jeszcze kilkanaście minut.

      Wyjąć z zupy główki szparagów.

      Zupę zmiksować, dodać śmietanę, doprawić.

      Włożyć z powrotem główki szparagów do zupy.

      Boczek pokroić w paski, usmażyć na chrupko.

      Do każdej porcji dodawać bekon i posiekany szczypiorek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 25 maja 2018 13:25
  • wtorek, 15 maja 2018
    • Bigos prałacki

      Dawno już czekał, zaznaczony (w książce H. Dębskiego Bukiet z warzyw), ten przepis, by go wypróbować. I przyszedł jego czas.

      Jest świetny, bardzo sycący, w sam raz na chłodniejsze dni, które teraz mamy.

      bigos_praacki

      50 dag kapusty kiszonej

      10 dag kiełbasy

      10 dag boczku wędzonego

      cebula

      10 dag fasolki perłowej

      kilka grzybów suszonych

      2 łyżki koncentratu pomidorowego

      łyżka mąki

      łyżka oleju i łyżka masła

      sól, pieprz, majeranek, czosnek granulowany i niedźwiedzi, szczypta cukru

       

      Fasolę namoczyć na kilka godzin. Następnie ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie.

      Kapustę lekko odcisnąć, pokrajać, zalać małą ilością wrzącej wody, dodać namoczone i pokrojone w paski grzyby oraz pokrojony boczek. Gotować pod przykryciem do miękkości.

      Cebulę obrać, pokroić w kostkę, podsmażyć na oleju i maśle, dodając pokrojoną kiełbasę, dodać mąkę i chwilę jeszcze podsmażyć.

      Do kapusty dodać koncentrat pomidorowy i przyprawy, połączyć z fasolą oraz cebulą i kiełbasą. Zagotować wszystko razem, ewentualnie doprawić i zostawić na jakieś pół godziny, by smaki się wymieszały.

      Bardzo dobry jest do odgrzewania, jak to bigos, zawsze na tym zyskuje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bigos prałacki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 maja 2018 10:28

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl