Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Przygody kulinarne

  • piątek, 13 października 2017
  • czwartek, 09 marca 2017
    • Skrzydło wołowe

      Niedawno "Teleexpres" wyśmiewał się z tego, że w sklepie przy kawałku mięsa umieszczono napis: "skrzydło wołowe". Skrzydło? Ho, ho, czy woły mają skrzydła? Ha, ha!

       No cóż, już na drugi dzień z kwaśną miną prostowali swoją niewiedzę i ignorancję.

      Bo w podziale tuszy wołowej mianem skrzydła nazywa się część udźca wołowego

      skrzydo_woowe

       

       

      (grafika ze strony internetowej)

      Skrzydło przeznacza się na dania pieczone, duszone a także smażone; nadaje się na steki, zrazy, kotlety panierowane, pulpety, klopsy, gołąbki i hamburgery.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 marca 2017 09:48
  • środa, 07 grudnia 2016
    • Piramidka smaku

      Skusiłam się niedawno na zakup piramidki smaku w Lidlu; dopiero teraz przypadkowo ją odkryłam.

      Kupiłam tę do rosołu, bo jest jeszcze w ofercie piramidka smaku do zupy pomidorowej.

      Skusiłam się, bo jak wynika z opisu na etykiecie, oprócz przypraw nie ma tam żadnych dodatków i polepszaczy.

      Nie ma też glutaminianu sodu, choć nie jestem taka pewna, czy by mi to przeszkadzało, gdyby był:) To podkręcenie smaku, które daje glutaminian, jest, co tu dużo mówić, pyszne i kuszące. A w końcu jest to związek organiczny, choć wiem, że mocno dyskusyjny.

      Ale w piramidce smaku go nie ma.

      A co jest?

      W każdej z 7 przezroczystych torebeczek-piramidek (podobnych jak te w herbacie ekspresowej) są rozdrobnione zioła: liść laurowy, ziele angielskie, lubczyk, cebula, pieprz czarny. Czyli klasyczny zestaw do rosołu.

      Wypróbowałam tę piramidkę i polecam.

      Trzeba tylko pamiętać, że jest bardzo aromatyczna i nasyca smakiem wywar bardzo intensywnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 07 grudnia 2016 08:40
  • czwartek, 06 października 2016
    • Ta modna pulled pork

      Tyle ostatnio pojawiało się na blogach tej szarpanej wieprzowiny (pulled pork), że i ja się skusiłam.

      Kupiłam wieprzową łopatkę (1 kg), zamarynowałam ją w przyprawach (sól, pieprz, papryka) i w dressingu z oliwy, musztardy, brązowego cukru i przeciśniętego czosnku – całą noc w lodówce.

      Potem przełożyłam razem z dressingiem do żeliwnego rondla, podlewając jeszcze nieco oleju i piekłam pomalutku w 160 st. C przez 4 godziny. Początkowo pod przykryciem, a jakąś godzinę przed końcem pieczenia zdjęłam pokrywkę.

      Mięso wyszło miękkie i smaczne, i faktycznie można go rozdzielić widelcem na „włosy”.

      Myślę, że powinnam mu dać jeszcze jakąś godzinę czy półtorej pieczenia. Pięć – sześć godzin, a byłoby rozpływające się w ustach. Następnym razem zarezerwuję sobie więcej czasu na pieczenie (tym razem zastała mnie północ i już nie chciało mi się dłużej siedzieć i pilnować).

      Oprócz typowego zastosowania obiadowego i kanapkowego, proponuję wyszarpane włosy wrzucić na rozgrzaną patelnię z niewielką ilością tłuszczu; zrobią się pysznie chrupiące i w towarzystwie przysmażanych kostek oscypka będą znakomitą przekąską.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 października 2016 11:34
  • środa, 14 września 2016
    • Marchewka Vichy

      Idealny dodatek do mięs – duszona marchewka, chrupiąca, pełna słodyczy, kolorowa

      Marchewka – po1szt na osobę (najlepsze są młode, ale ze starych też będzie pysznie)

      2 łyżki masła

      1 łyżka miodu

      Szczypta soli, szczypta pieprzu

      Półtorej szklanki wody mineralnej

      Listki rozmarynu

       

      Marchewki obieramy, kroimy wzdłuż na pół, i każdą połówkę znów wzdłuż na pół.

      W szerokim rondlu (takim, aby marchewki zmieściły się w całości) rozgrzewamy masło, wrzucamy marchewki, dodajemy miód, szczyptę soli i szczyptę pieprzu. Smażymy ok. 5 minut. Po tym czasie zalewamy marchewki bardzo zimną wodą mineralną. Gotujemy pod przykryciem aż będą al dente.

      Podajemy posypane listkami rozmarynu, polane sosem, który się wytworzył.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 14 września 2016 08:48
  • czwartek, 08 września 2016
  • poniedziałek, 08 sierpnia 2016
    • Patisony - poduszkowce UFO

      Patisony są dziwne - wyglądają jak statki UFO, a jak tylko trochę podrosną, to skóra ich jest zbyt twarda, by ją jeść, po przekrojeniu i wydrążeniu gniazd nasiennych i pestek, niewiele zostaje do jedzenia, smaku nie mają właściwie wcale - ale jako swego rodzaju naczynie do zapiekania są bardzo efektowne i przydatne.

      Moja patisonowa propozycja:

      po 1 patisonie na osobę (miałam 3 szt)

      torebka (100 g) ugotowanego ryżu

      pojedyncza pierś kurczaka

      1 cebula

      kawałek żółtego sera

      oliwa, masło

      natka pietruszki

      przyprawy: sól, pieprz, papryka, zioła prowansalskie

       

      Pierś kurczaka i cebulę pokroić w małą kostkę, podsmażyć na oliwie i maśle, doprawić przyprawami, wymieszać z ugotowanym ryżem, dodać pokrojoną natkę pietruszki.

      Patisony przekroić w poprzek, wydrążyć gniazda nasienne i pestki, posolić.

      W dużym rondlu zagotować dobrze osoloną wodę, dodać do niej zioła prowansalskie, wrzucić na wrzątek patisony, kiedy woda ponownie zawrze, gotować je 15 minut.

      Wyjąć, ostudzić.

      Nadziać dolne miseczki patisonów przygotowanym farszem, posypać startym na grubej tarce serem, przykryć pokrywkami z ogonkiem, ułożyć w rondlu, podlać oliwą i niewielką ilością wrzątku, zapiekać w piekarniku (180 st. C) ok. 15 minut.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Patisony - poduszkowce UFO”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 sierpnia 2016 10:40
  • wtorek, 19 lipca 2016
    • Owoce dla informatyków

      O tym, że borówki są obowiązkowym składnikiem diety informatyków w Japonii, dowiedziałam się z programu ogrodniczego w telewizji (oglądam go, bo jestem początkującą ogrodniczką, uprawiającą kawałek trawnika przed blokiem, w którym mieszkam – 11x1,5 metra).

      Borówki mają całą masę świetnych składników właśnie dla informatyków: poprawiają wzrok, poprawiają koncentrację i pracę mózgu, uspokajają, zawierają antyoksydanty, podnoszą odporność. I ten kolor – niebieski – bardzo rzadki w przyrodzie.

      Ciekawe, jak to jest z tą obowiązkową dietą w tej Japonii?

      Może o którejś tam godzinie, w przeszkolonych biurach, pojawiają się śliczne skośnookie hostessy z miseczkami tych niebieskogranatowych owoców?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2016 07:49
  • środa, 27 kwietnia 2016
    • Lunch we wrocławskiej Alyki

      Co to jest Alyki?

      Do tej pory też nie wiedziałam.

      Ale wybierając się parę dni temu z siostrą do Wrocławia i przeglądając wrocławskie strony internetowe trafiłam na news: 18 kwietnia 2016 restauracja Alyki w galerii handlowej Sky Tower została uznana za najlepszą w rankingu Festiwalu Kulinarnego Restaurant Week (ranking tworzą goście restauracji, więc jest chyba wiarygodny).

      A akurat tam właśnie, obok Sky Tower musiałyśmy być w zeszły piątek. Kiedy więc około 15 załatwiłyśmy wszystko, co miałyśmy do załatwienia i kiedy stwierdziłyśmy, że już doprawdy padamy z głodu, wybór lokalu na posiłek narzucił się sam. Poszłyśmy do Alyki.

      Alyki Wrocław

      

      To był dobry wybór.

      Zależało nam na daniach lekkich, raczej dietetycznych, ale żeby było smacznie i sycąco.

      Zamówiłyśmy:

      Siostra - polędwicę z dorsza sous-vide zapiekaną w ziołach w 100% oleju z pestek dyni z dodatkiem wstążek warzywnych, oliwek i pieczonych w ziołach ziemniaczków

      dorsz sous-vide

      Ja - danie dnia szefa kuchni, czyli polędwiczkę z dorsza z dodatkiem polenty, sosu holenderskiego i pieczonych truskawek

      dorsz w Alyki

      

      Było o.k., zwłaszcza zachwyciła ryba i smak tych pieczonych truskawek.

      Porcje - zupełnie wystarczające, nawet dla padających z głodu kobitek!

      Wygląd talerzy - przepiękny, szkoleniowy.

      Nie obejdzie się jednak bez "ale":

      U mnie polenta, u siostry - ziemniaczki - były po prostu za słone. A polenta była na brzegach nieco zeschnięta.

      Czułam się trochę zawiedziona. Czy kucharze starali się tylko wtedy, kiedy walczyli o laur? A potem, ledwo po tygodniu, już sobie odpuścili?

       

      Nurtuje mnie jeszcze jedno: nigdzie jakoś nie mogłam znaleźć tropu co do nazwy tej restauracji.

      Jakoś też nie zapytałyśmy o to kelnerki (która nawiasem mówiąc była przemiła!), zbyt zajęte byłyśmy jedzeniem i ploteczkami:)

      Z przeszukania netu wynikło, że Alyki to miejscowość na jednej z greckich wysp Morza Egejskiego.

      Ale menu tutaj nie jest greckie. Restauracja specjalizuje się z kuchni polskiej i europejskiej, głównie ze świeżych, lokalnych produktów.

      No, chyba żeby tę nazwę uzasadniało jakoś ich motto: "z miłości do jedzenia i podróży", bo Morze Egejskie to jednak kawał świata stąd i podróż daleka:)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 27 kwietnia 2016 07:39
  • piątek, 08 kwietnia 2016
    • Ziemniaczane sakiewki dziadka w kapuście

      Na stronie Marszałka Małopolskiego znalazłam informację o uruchomionej procedurze wpisania na Listę Produktów Tradycyjnych kolejnych potraw; wśród nich zaciekawił mnie przepis z regionu Gorlic na ziemniaczane sakiewki dziadka w kapuście. Sposób wykonania został dość dokładnie przedstawiony, dlatego zdecydowałam się wypróbować potrawę.

      Wyglądało, że będzie prosto:

      „Dieta mieszkańców gorlickich wsi opierała się m.in. na ziemniakach i kapuście - by urozmaicić nieco codzienny jadłospis, gospodynie starały się co jakiś czas podawać oba te warzywa w nieco innej formie – gołąbków. Te podawane na szczególne okazje miały bardziej wykwintną formę - sakiewki, zawiązanej u góry zielonym szczypiorkiem lub liściem pora. Farsz przygotowywano z utartych ziemniaków oraz drobno pokrojonej cebuli, podsmażonych na maśle, z dodatkiem czosnku, bazylii i lubczyku oraz soli i pieprzu. Tak przygotowany farsz, lekko ostudzony, wykładano na uprzednio sparzone liście kapusty (tak jak na gołąbki), w ilości umożliwiającej związanie sakiewki sznurkiem spożywczym. Uformowane gołąbki, ułożone ciasno w żeliwnych garnkach, podlane doprawioną wodą, rosołem lub śmietaną, gotowało się na kuchni lub zapiekało w bratrurze.”

      To próbujemy:

      Moja propozycja jest na pięć-sześć sakiewek.

      Kapusta biała – jak na gołąbki

      (choć myślę, że z włoskiej też by można zrobić, nawet chyba ładniejsze by sakiewki były)

      3 ziemniaki

      1 cebula

      Olej, parę łyżek masła

      Przyprawy: sól, pieprz, papryka, czosnek granulowany, zioła prowansalskie

       

      Z kapusty wycinamy głąb, po czym wkładamy do wrzącej, osolonej wody i kolejno oddzielamy liście.

      Zostawiamy do przestudzenia, po czym w każdym ścinamy zgrubiałą część nerwu.

      Farsz: ziemniaki obieramy, ścieramy na grubej tarce, doprawiamy przyprawami.

      Cebulę drobno siekamy, podsmażamy na oleju, dodajemy masę ziemniaczaną, całość przesmażamy.

      Odstawiamy do ostudzenia.

      Teraz na każdy liść nakładamy farsz, składamy liść, tak aby powstała sakiewka, związujemy sznurkiem spożywczym (można związywać szczypiorkiem, ale akurat nie miałam go pod ręką).

      Sakiewki układamy w szerokim, płaskim rondlu, polewamy wodą z gotowania kapusty, dodajemy 2-3 łyżki masła i dusimy 10-15 minut.

      I już można podawać, skropiwszy wodą z duszenia, lub z jakimś sosem.

       

      Całkiem fajna przystawka wyszła.

      Myślę, że farszu nie należy żałować. I odradzam robienie sakiewek z młodej kapusty; ja właśnie  z niej je zrobiłam, i liście zaczęły mi się rozpadać, zbyt miękkie i delikatne były.

      Ale generalnie pomysł jest super.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 09:31
  • sobota, 26 września 2015
    • Może grzyby jeszcze będą?

      Upały i susze mamy już chyba za sobą, i coraz częściej widzi się komunikaty, że grzyby są!

      Ba! Ponoć jest ich wielki urodzaj.

      No, u nas, na małopolskim targu, jakoś tego nie widzę.

      Owszem, zaczęły się pojawiać prawdziwki, głównie te wielkie, ale też ceny mają niebotyczne! 35-40 zł za kilogram.

      Wszyscy mówią, że trzeba tylko poczekać; będzie ich mnóstwo i ceny spadną.

      Ale ja się boję, że zostanę bez grzybów na zimę, na Wigilię. Kupuję więc te olbrzymy, tyle że po negocjacjach kupuję je przekrojone, a więc wiem, że zdrowe:)

      prawdziwki

      prawdziwki do suszenia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 26 września 2015 15:43
  • piątek, 18 września 2015
    • Autentyczna kuchnia regionalna na przyjęciu

      Kuchnia regionalna jest modna, dużo się o niej mówi, ale żeby te potrawy, zwłaszcza te ludowe, chłopskie, podać na przyjęciu? Rzadko spotykane. Bo rzekomo tłuste, wysoko kaloryczne, wymagające dziwnych, niemodnych składników, i te techniki kulinarne niedzisiejsze, nienowoczesne, przestarzałe….

      No i czy przy takim spojrzeniu nie ucieka nam w mroki przeszłości nasze dziedzictwo kulinarne?

      Nie chcę, żeby mi umknęły nasze domowe tradycje i smaki.

      I właśnie ostatnia moja pasja to wyszukiwanie regionalnych: małopolskich i świętokrzyskich przepisów (to regiony mojego zamieszkania i pochodzenia), próbowanie ich i oswajanie.

      A więc zapraszam na party, które towarzyszyło oglądaniu filmu „Karolina”, o dziewczynie, która pochodziła z okolic Tarnowa. Na okładce pudełka z filmem jest napis: „Czy jest coś, za co oddałbyś życie?” Mocne pytanie.

      W menu podałam potrawy typowo chłopskie, takie, które Karolina zapewne jadła w swoim życiu.

      stół regionalny

      film Karolina

      Produkty, charakterystyczne dla naszego regionu to ziemniaki, kapusta, fasola, jabłka, marchewka.

      Sposób podania jest zapewne nieco inny, niż 100 lat temu. Ale tak rozumiem to ich „ocalanie od zapomnienia”: autentyczny przepis i nowatorska, współczesna aranżacja.

      To popatrzmy:

      Jako przystawkę podałam kanapki z pasztetem z mielonej fasoli „piękny Jaś”, z dodatkiem startego jabłka i ziaren słonecznika

      kanapka z pasztetem

       Potem „szły” pierogi zalipskie (czyli zalipiańskie), specjalność gospodyń, tych od malowanych chat we wsi Zalipie; pierogi są nadziewane gotowaną słodką kapustą z dodatkiem cebuli i kiełbasy wiejskiej. 

      pirogi zalipskie

      Zupa była dziadowska, nazywana też często pospółką, bo są w niej ziemniaki wespół z kluseczkami zacierkowymi; właściwie to niewiele więcej w tej zupie jest, jeszcze tylko konieczny jest kawałek boczku lub kiełbasy na skwarki, to daje zupie ten pyszny smak, no i świeży lubczyk. W naszym regionie każdy niemal pamięta tę zupę z dzieciństwa, nasze mamy i babcie często ją gotowały, a te kluseczki w niej były prawdziwym hitem, zwłaszcza, że pozwalano dzieciom je własnoręcznie skubać i wrzucać do zupy.

      zupa dziadowska

      

      Jako główne danie podałam kurę peerelkę (według przepisy koła gospodyń z Woli Rzędzińskiej); to już trochę bogatsza, bardziej odświętna potrawa, i bardziej pracochłonna, bo trzeba wyluzować kurę z kości (cóż, kury nie bardzo skąd miałam wziąć, więc zrobiłam tę potrawę z kurczaka).

      I dodałam do tego duszoną marchewkę z dodatkiem cukinii i sałatkę z pomidorów, ogórków i cebuli – każdy ją u nas je i kocha! Choć wiem, wiem, że nie powinno się łączyć pomidorów i ogórków.

      kura peerelka

      kura i warzywa

      A do kawy szarlotka gaździny z bacówki na Jamnej – zdziwiłam się, że wzbudziła aż taki zachwyt! (przepis wkrótce)

      szarlotka gaździny

      Z napitków zaproponowałam cydr z jabłek i nalewkę „tarninówkę” – naszą tarnowską specjalność.

      cydr i tarninówka

       A menu wypisane było tym razem na zielonych pierścieniach, ponieważ część przepisów i inspiracji zaczerpnęłam ze strony stowarzyszenia pielęgnującego dawne tradycje kulinarne: Zielony Pierścień Wokół Tarnowa. 

      menu pierścieniowe

       Serwetki z motywem szlaku z kwiatów nawiązywały do malarskich tradycji Zalipia. I anioły na stole, malowane w kwiaty  też z Zalipia przywiozłam. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Autentyczna kuchnia regionalna na przyjęciu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 18 września 2015 06:33
  • poniedziałek, 07 września 2015
    • Pasztet z fasoli Piękny Jaś

      Od 16 już lat, co roku, na początku września, w miejscowości Zakliczyn, nad Dunajcem, obchodzone jest święto fasoli. Fasola „Piękny Jaś” jest sztandarowym produktem uprawianym w tej okolicy. Powstało mnóstwo przepisów na fasolowe dania, kilka lat temu wydana została książka z przepisami, a ciągle jeszcze da się wymyślić coś nowego, powstają nowe potrawy.

      A mnie ciągle jeszcze nie udało się dotrzeć na tę imprezę, ale co roku wypróbowuję jakiś regionalny fasolowy przepis.

      W tym roku proponuję pasztet fasolowo-jabłkowy.

      Bez pieczenia, może służyć jako smarowidło, ale ponieważ jest zwarty, może być podawany w plastrach

       

      Składniki na malutką (20 cm długości) blaszkę cwibakową:

       

      Półlitrowy garnuszek fasoli „Piękny jaś”

      1 jabłko

      2 łyżki wyłuskanych ziaren słonecznika

      Łyżka masła

      Sok z połówki małej cytryny

      Przyprawy: sól, pieprz, papryka, majeranek

       

      Fasolę ugotować w osolonej wodzie do miękkości, odcedzić i zmielić w maszynce do mięsa.

      Do masy dodać obrane i starte na dużych oczkach tarki jabłko.

      Podprażyć na maśle ziarna słonecznika. Wymieszać z masą.

      Doprawić wszystko przyprawami i sokiem z cytryny.

      Foremkę wyłożyć folią, włożyć do niej masę, wygładzić, przykryć folią i wstawić do lodówki.

      Po kilku godzinach pasztet jest gotowy.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pasztet z fasoli Piękny Jaś”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 września 2015 09:02
  • wtorek, 28 lipca 2015
    • Rozważania nad regionalną zupą o nazwie zoproska

      Pojawiła się ta zupa w ramach 11. Festiwalu Smaku w Starym Sączu. Serwował ją Wicemarszałek Małopolski i cieszyła się olbrzymią popularnością.

      MFS_2015

      Zupa ta gościła już na poprzednich edycjach festiwalu, jest wpisana na małopolską listę produktów regionalnych, a wywodzi się z terenu Podhala.

      Niewiele potrzeba, aby ją zrobić: ziemniaki, marchew, pietruszka, czosnek, mięta, kminek, słonina. Zwana była „biedną zupą”, często przyrządzano ją w okresie Wielkiego Postu i na Wigilię. Opisy podają, że często dodawano do niej również grzyby (patrząc na to, kiedy ją przyrządzano, sądzę, że grzyby były suszone). A nazwa pochodzi od „zaprażki”, którą zagęszczana jest zupa.

      Podano na nią przepis.

      O! to coś dla mnie. Takie stare, regionalne receptury elektryzują mnie, zaraz mam ochotę je wypróbować.

      Uważna lektura przepisu wzbudziła jednak szereg wątpliwości co do proporcji składników. Wiem, wiem, wielki gar zupy wymaga wielkiej ilości składników. Ale z ilością mąki do „zaprażki” chyba ktoś przesadził.

      Przeczytajcie sami przepis (pisownia oryginalna):

       

      Zoproska: składniki: 1kg. marchewka, pietruszka, kminek, liść laurowy, 2-3 ząbki czosnku, 50 dkg słoniny, 3 kg ziemniaków, 1 kg. mąki, natka zielonej pietruszki

      Przygotowanie: Pokrojoną w kostkę marchew i pietruszkę zalać wodą, dodać kminek, liść laurowy, czosnek i razem ugotować. Ze słoniny i mąki zrobić zasmażkę i połączyć z wywarem z jarzyn. Doprawić solą i pieprzem. Oddzielnie ugotować ziemniaki. Zoproskę podawać z ugotowanymi ziemniakami. Posypać zieloną pietruszką lub suszoną miętą.

       

      No? Jak myślicie, chyba coś nie tak.

      Te proporcje skojarzyły mi się z przygotowaniem luizjańskiego gumbo, którego istotnym elementem jest właśnie zasmażka (roux), długo, ok. pół godziny smażona, ale nawet tam proporcje są znacznie mniejsze: zwykle na szklankę oleju daje się szklankę mąki.

       

      Poszukałam w sieci i znalazłam ciekawą bardzo książkę kucharską: „Podróż kulinarna z Nowego Targu do Kieżmarku. Meandry smaków pogranicza polsko-słowackiego” (jest w formacie pdf, wystarczy wpisać tytuł, żeby wyskoczyła).

      I to chyba stamtąd wzięty był wyżej wymieniony przepis (brzmi dosłownie), tyle tylko, że proporcje składników są właściwe:

      Marchewka, pietruszka, kminek, liść laurowy, 2-3 ząbki czosnku, 10 dkg słoniny, 1 kg ziemniaków, 3 łyżki mąki, natka zielonej pietruszki.

       

      I według tego przepisu mam w planie zrobić sobie zoproskę:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lipca 2015 10:57
  • piątek, 24 lipca 2015
    • Małopolski festiwal smaku – subiektywnie

      Szukam w sieci relacji z niedzielnego tarnowskiego finału Małopolskiego (w tym roku to już 11 raz ta impreza się odbywa). Idzie mi marnie. Owszem, jest wykaz nagrodzonych produktów i ich twórców, jest wykaz co ważniejszych osób, które się pojawiły, jest trochę zdjęć.

      Ale co się właściwie kulinarnie u nas działo?

      Powiem – co ja widziałam.

      Według plakatów i informacji w lokalnym necie, impreza trwać miała od godz. 10 do 18. Szczegółowo opisano tylko program towarzyszących występów muzycznych.

      A wspólne gotowanie, które w każdym mieście festiwalu zapowiadali blogerzy? O tym nigdzie ani słowa. A czy było? Oto jest pytanie.

      Ponoć był chłodnik z buraczków; no, może. Ja widziałam tylko tackę pełną połówek ugotowanych na twardo jajek.

      Jakaś pani, widać bardziej zorientowana, pytała: - kiedy będzie ten gulasz? Ale ekipa w namiocie gotowania tego nie wiedziała.

      Ja słyszałam, jak dwie panie w czerwonych koralach (to znak przynależności do ekipy organizacyjnej, czerwone korale są wylansowanym symbolem Małopolski), mówiły do siebie: - to może zaczniemy przygotowywać szaszłyki?

      Zajrzałam na rynek dwukrotnie, koło południa i koło czternastej.

      Żar niesamowity, to był jeden z tych najbardziej upalnych dni.

      Idzie człowiek wokół kramów i słabo mu się robi na myśl, że można by/trzeba by, coś przekąsić. Ciasto? Miód? Chleb? Nie, nie.

      Wędliny? Tylko nie to.

      To może choć kawałek ogórka kiszonego? Eeee, nie był zbyt smaczny.

      Pieroga? Pierogożerca skusza się. Na cztery sztuki. Są to sztuki malutkie, zupełnie mini, w cenie złociszcza za jednego.

      I jak?

      Z soczewicą – blee! Niedobre!

      Szpinak – mnie smakował.

      Ze śliwką, na słodko – chyba najlepsze.

      Z baraniną (nazwane kołdunami) – no, nawet, nawet – później okaże się, że to one zwyciężają, w kategorii: dania z legendą – ciekawe, jaka towarzyszyła tym pierożkom opowieść? Może i było to powiedziane, ale nikt tego nie odnotował i pewnie już nigdy się nie dowiemy.

       

      Zaglądamy do namiotu kulinarnego, gdzie ponoć mieli gotować blogerzy – nie ma śladu gotowania, nie ma śladu produktów; za wcześnie??

      ***********

      Godzina trzynasta z hakiem.

      Żar zwiększył się.

      W namiocie kulinarnym – bez zmian.

      Idę do kramu z oscypkami, który zlekceważyłam w południe. Ledwie się dogaduję w huku muzycznych występów. Kupuję oscypek w kształcie jelonka i serca. I jeszcze bundz:)

      I spylam co prędzej z tego słońca, huku i wielkiej organizacyjnej niewiadomej.

      I to by było na tyle w tym roku, jeśli chodzi o festiwal.

      Cieniutko.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Małopolski festiwal smaku – subiektywnie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 24 lipca 2015 09:55

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl