Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Filmy

  • wtorek, 03 lutego 2015
    • Żegnaj, choinko, na rok

      Zgodnie z polską tradycją, po 2 lutym rozbiera się choinki. Rozebrałam więc je wczoraj, choć z żalem. Takie były ładne. Jakoś w tym roku choinki fascynowały mnie o wiele bardziej niż zwykle. Zawsze je lubiłam, ale dawno już nie tak intensywnie. Wyszukałam i obejrzałam kilka filmów, w których jest choinka.

      No, jest tego mnóstwo, na czele z ciągle obecnym w święta Kevinem – zerkałam z kuchni na ulubione scenki, a co tam, w końcu to ładny film!

      Przypadkowo trafiłam na fragment polskiego filmu „Hania”, właśnie na scenę ubierania choinki – koniecznie muszę go obejrzeć! Właśnie dziś się nagrywa (jest w programie Kino Polska).

      Obejrzałam sobie ponownie choinki w „To właśnie miłość” (pan premier miał bardzo elegancką choinkę!) i „Listy do M.” - pamiętacie, jak od awantury o choinkę zmieniło się życie rodziny …? Albo te dwie dwie, stojące obok siebie choinki: białą i czarną?

      choinki w filmie

      A pamiętacie choinki z filmu „Święta Last Minute”? – dzieci sąsiadów państwa Krank ozdobiły choinkę misiami w czapeczkach.

      choinki w filmie

      A mignęła mi tam też choinka ozdobiona amerykańskimi flagami. Za wodą zupełnie inne są kanony piękna bożonarodzeniowego drzewka.

      To powiem wam jeszcze, że manią filmów z choinkami zaraziłam otoczenie. I właśnie w weekend oglądaliśmy kupioną specjalnie w tym celu „Szklaną pułapkę” i „Szklaną pułapkę 2”. Nadrabiam przy okazji braki, bo w ogóle tych filmów nie oglądałam, a przecież takie są sławne. A obydwa dzieją się właśnie w Wigilię, i przystrojonych choinek tam nie brakuje, aczkolwiek są tylko tłem, i to nie najważniejszym, bohaterskich wyczynów amerykańskiego policjanta. Swoją drogą myślałam, że „Szklana pułapka” to film z gatunku tych bardziej …. intelektualnych. Ale ogląda się dobrze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Żegnaj, choinko, na rok”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 lutego 2015 09:57
  • piątek, 06 grudnia 2013
    • Menu żydowskiej kuchni aszkenazyjskiej

      „Gdy Jazz Singer - Śpiewak z Jazzbandu trafił do kin, zmieniła się przyszłość Hollywood. Po raz pierwszy w filmie pełnometrażowym aktor przemówił na ekranie, wprawiając w zdumienie publiczność i zamykając erę filmu niemego. Al Jolson zmienił historię filmu wcielając się w rolę żydowskiego kantora, który, by spełnić swoje marzenia i trafić do show biznesu, musi sprzeciwić się ojcu rabinowi” – tak reklamuje „Merlin” zremasterowany film z 1927 roku, wydany na Blu-Ray.

      A ponieważ oglądaliśmy go w naszym domowym kinie, na kolejnym party, sprawa menu kolacyjnego nie budziła wątpliwości: kuchnia żydowska (po raz kolejny).

       film na party

      W zasadzie zaproponowałam potrawy z kuchni aszkenazyjskiej – kuchni Żydów kontynentalnych, środkowo-europejskich (choć jako dodatek do mięsa znalazły się tam warzywa po sefardyjsku, a więc z kuchni żydowskiej basenu Morza Śródziemnego – a są to zupełnie różne kuchnie).

      Przyznam się, że jestem świeżo pod wrażeniem oglądanych Top Chef i Master Chef i przepięknych propozycji serwowania tam potraw – i starałam się, żeby i u mnie troszkę było widać sztukę podawania. Choć jasne, że jeszcze wiele, wiele mi brakuje do poziomu, który chciałabym osiągnąć!

      Ale zapraszam do stołu:

      menu

      Jako przystawki podałam:

      Klasyczną sałatkę żydowską z ziemniaków, porów i ogórków kiszonych z sosem majonezowym

       sałatka żydowska

      Smażone pierożki z ciasta ziemniaczanego z nadzieniem z mielonej wołowiny z papryką

      pierożki ziemniaczane

      Tzw. żydowski kawior na bagietce (z posiekanej podsmażonej wątróbki drobiowej z cebulką i jajkiem na twardo)

      żydowski kawior

      Kolejne danie to zupa berdyczowska, znana też jako zupa Jankiela. Występuje w menu wielu żydowskich restauracji w Polsce, a jest swego rodzaju zupą gulaszową z warzywami, z dodatkiem miodu lub dżemu; które przełamują jej ostrość; bardzo syta; fantastyczne pole do popisu dla miłośników zup

       zupa berdyczowska

      Jako danie główne podałam duszony udziec indyczy, zamarynowany przyprawami, czosnkiem i ciemnym piwem. Jako dodatek podałam cymes z marchwi na słodko i duszone, nadziewane warzywa: cebule, ziemniaki i cukinię.

      indyk cymes i warzywa

      Jako że właśnie kilkanaście dni temu pojawiło się tegoroczne beaujolais nouveau, właśnie ono towarzyszyło kolacji. Lekko cierpkie, ale o wyraźnym owocowym smaku, bardzo dobrze się komponowało z moimi potrawami, w których dominowała wołowina.

       bożole 2013

      A do kawy przygotowałam szarlotkę a`la Roman Polański z jego filmu „Rzeź”.

      szarlotka Polańskiego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 06 grudnia 2013 00:13
  • piątek, 20 września 2013
    • Kolacja na toskańskiej prowincji

      Kuchnia toskańska to temat główny mojego kolejnego przyjęcia tematycznego. Dlaczego kuchnia toskańska? Towarzyszyła oglądanemu filmowi Andrieja Tarkowskiego „Nostalgia”, a tam główna akcja toczy się na toskańskiej prowincji, w miejscowości Bagno Vignone, koło Sieny, w centrum Toskanii. Pewnie wiele osób ma w oczach toskańskie krajobrazy: soczystą zieleń rozległych pól, obramowaną ciemną zielenią stojących równym rządkiem cyprysów, domy w kolorze sieny palonej, ochry, żółci i wyblakłej bieli. Na początku jesieni zieleń Toskanii nabiera coraz więcej żółtych, spłowiałych nut, dlatego też ten kolor był bazą wystroju stołu.

      stół toskański

      Do kawy, towarzyszącej filmowi wybrałam najsławniejszy sieneński smakołyk: panforte - ciasto korzenne z migdałów, orzechów laskowych, skórki pomarańczowej, miodu i mąki. Jest to w zasadzie ciasto jedzone w Boże Narodzenie, ale z uwagi na turystów - do kupienia o każdej porze roku.

      panforte

      Do tego wspaniały toskański cytrynowy likier: limoncello i kawa Lavazza (nieodmiennie uważam, że to najlepsza kawa na świecie! Oczywiście ta 100-procentowa arabica)

      limoncello

      Wino, które najczęściej kojarzone jest z Toskanią - to czerwone wytrawne chianti (te najlepsze mają znak czarnego koguta na etykiecie), ale tak naprawdę najlepsze jest tutaj Brunello di Montalcino, dojrzewające nie krócej niż 4 lata, wytwarzane ze szczepu Sangiovese. I to właśnie wino wybrałam do naszej kolacji.

      brunello

      Jak wyglądało menu:

      toskańskie menu

      Najbardziej charakterystyczna przystawką kuchni toskańskiej jest panzanella: czyli sałatka z pomidorów, cebuli, bazylii, oliwy i suchego namoczonego chleba. Podawałam ją jednak już kiedyś na naszym party, więc tym razem zrezygnowałam z niej, na rzecz pinzimonio - chrupiących świeżych kawałków warzyw podanych z dipem do maczania (u mnie była to odmiana vinegretu z sokiem pomarańczowym).

      pinzimonio

      I nie oparłam się pokusie kanapki; a tych we Włoszech jest mnóstwo: prostokątna pannini z ciabatty, grzanka bruschetta z pomidorem i mozarellą, grzanka crostini z pastą z wątróbek drobiowych, trójkatny sandwich tramezzini z majonezowym nadzieniem z kurczaka. Wybrałam tramezzini:

      tramezzini

      Tramezzini podano po raz pierwszy w 1925 roku w Caffe Mulassano w Turynie; do dziś kawiarnia istnieje i oferuje ponad 40 rodzajów kanapek, a twórcą ich nazwy jest pisarz Gabriele D`Annunzio.

      Następnie podałam zupę – wybrałam ribollitę, chyba najsłynniejszą zupę toskańską; jej nazwa znaczy - ponownie gotowana; gotuje się ją jak polski bigos, kilka dni, codziennie podgrzewając, by smaki doskonale sharmonizowały się. Podstawowe składniki ribollity to fasola, kapusta i pomidory, ale obowiązkowo musi być też obecny czerstwy chleb, najlepiej ten toskański, pieczony bez soli. Najczęściej turyści uważają że ten chleb jest wstrętny, bez smaku, i nie przyjmują do wiadomości, że robi się go głównie jako neutralne tło do sosów i zup. W naszej zupie był zwykły, polski chleb

      ribollita

      Nie ma Italii, w tym także i Toskanii, bez pasty (makaronu). Na party przygotowałam tagliatelle (oryginalne, toskańskie) z pancettą (dojrzewający w soli i przyprawach suszony boczek) oraz grzybami (prawdziwkami) – bo Toskania to prawdziwy raj dla grzybiarzy. Dodatkiem do sosu były orzeszki pinii, smakołyk, z uwagi na cenę trudno dostępny, ale też nie ma się co dziwić, bo te drobinki, kremowe perełki, są po prostu obranymi z łusek, jadalnymi nasionami sosny, więc dość to pracochłonne jest, a poza tym, ile szyszek trzeba na kilka deko nasionek! Ale trzeba przyznać, że pini są pyszne.

      tagliatelle

      Jako główne danie wybrałam schab w sosie jabłkowo-porowym, według przepisu Leonardo da Vinci. Wykorzystałam tu książkę autorstwa Dave'a DeWitta Kuchnia Leonarda da Vinci, rozpatrującą tematykę historii włoskiej od renesansu po czasy współczesne od strony kulinarnej.

       Mięsa we włoskiej kuchni powinny być ugarnirowane jarzynami, przy czym raczej nie wchodzą tu w grę ziemniaki; często jest to cukinia, fasolka, bakłażan, groszek. Zdecydowałam się na fasolkę szparagową i smażone płatki cukinii.

      schab Leonarda

      Właściwie najbardziej charakterystycznym mięsem jadanym w Toskanii są bistecci alla fiorentina – solidny plater wołowiny rasy Chianina, z chrupiąca skórką, opiekany na rozżarzonym węglu drzewnym. Ale u nas trudno kupić wołowinę na steki, a próby podróbek z twardego mięsa naszych krów kończą się porażką.

       

      Do zobaczenia na przyjęciu za miesiąc! Tym razem w kuchni indyjskiej.

       

      

      

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kolacja na toskańskiej prowincji”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 20 września 2013 09:22
  • wtorek, 09 lipca 2013
    • Film "Niebo w gębie"

      Przyznam, że bardzo czekałam na ten film, z nadzieją, że będzie takim hitem jak kiedyś „Uczta Bebette” czy „Vatel”, jako że kuchnia francuska uważana jest za najlepszą na świecie, najbardziej wyrafinowaną i smaczną. „Niebo w gębie” opowiada o Francuzce Hortense, z prowincji Perigord w południowo-zachodniej Francji, gotującą w prywatnej kuchni prezydenta Francji w Pałacu Elizejskim – zabrzmiało to bardzo, bardzo zachęcająco, prawda?

       niebo w gębie

      A jak wyszło?

      Film zostawił mi poczucie niedosytu. Nie wiem właściwie, co reżyser i scenarzyści chcieli nam pokazać? Kulisy walki o władzę i prestiż wewnątrz pałacu prezydenckiego? Konflikt szefów tzw. kuchni centralnej i kuchni prywatnej Prezydenta? Posuniętą do granic absurdu biurokrację pałacu? Przygodę z gotowaniem na najwyższym szczeblu? A może portret kobiety, która nie wahała się podejmować wyzwań, obracających całe jej dotychczasowe życie o 180 stopni? (wyjazd z rodzinnej Akwitanii na kilka lat do Paryża, wyjazd na Antarktydę, przygotowania do wyjazdu do Nowej Zelandii)

      Problem polega na tym, że żaden z tych tematów nie był w filmie przewodnim; wszystkie były jakoś tam zaznaczone, a nie było fabuły, która by wciągała widza, pozwoliła mu się zaangażować, przeżyć coś….

      A czemu miało służyć zderzenie epizodu z Pałacu Elizejskiego z epizodem antarktycznym? Pokazaniu, że pod biegunem docenili Hortense, a w Pałacu nie?

      Eh! Szkoda, że taki nośny i ciekawy temat został właściwie „skopany”.

       

      Ale kulinarnie było super!

      Podobał mi się bardzo cukiernik, przydzielony Hortense do pomocy; taki był chętny do eksperymentów i naprawdę dużo umiał, mimo młodego wieku. Świetna była chociażby scena oceny torciku przygotowanego przez konkurencyjną kuchnię centralną! Albo testowanie przepisów na chleb na rodzinną ucztę Prezydenta – pełny szacunek i czapki z głów! To prawdziwa, rzetelna kuchnia.

      Ujęło mnie też bardzo studiowanie przez ten kucharski duet starych książek kucharskich i podejmowane próby odtworzenia starych przepisów – takie to bliskie mojemu pojmowaniu kuchni jako ciągłości pokoleniowej.

      Mimo braków – miłośnik kuchni powinien ten film obejrzeć. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak robi się sztandarowy dla Francji tort Saint Honore :)

      Przyznam się, że wróciłam do tego filmu po kilkunastu dniach ponownie, właśnie dla scen kulinarnych; żeby jeszcze raz popatrzeć na faszerowaną łososiem kapustę czy gotowanie muli….

      Popodziwiać kanapkę z truflami:)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Film "Niebo w gębie"”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 lipca 2013 00:33
  • wtorek, 18 października 2011
    • Kto lubi reklamy?

      Blok reklamowy w środku filmu - skoro już musi być - jest okazją do zrobienia herbaty, odwiedzenia łazienki, takie tam. Nikt na ogół reklam nie ogląda.
      No, jest to na pewno problem dla tych, którzy reklamy za słone pieniądze kupują. Ale, cóż - takie życie:)
      Choć - jest jeden program telewizyjny, który z tym problemem sobie poradził po mistrzowsku.
      Comedy Central przed blokiem reklamowym wrzuca planszę z zaskakującym, i czujemy to - zabawnym pytaniem. Odpowiedź znajdujemy na kolejnej planszy tuż po reklamach, przed powrotem do filmu.
      - Czym się różni komputer od prania?

      Choinka, no czym???? więc warujemy przy ekranie, byle tylko nie przegapić odpowiedzi:) I treść reklam sama nam wżera się w mózg. Perfidne, prawda?

      - Więc czym ten komputer się różni od prania?
      - Inaczej się zawiesza.
      

      - A jak się nazywa byk po diecie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kto lubi reklamy?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 października 2011 06:01
  • środa, 13 lipca 2011
    • Szalałam kiedyś za tym....

      Dostałam pudełko DVD z I sezonem "Dynastii"; pamiętacie ten film? to ten amerykański serial o potentacie naftowym z Denver, z Krystle i Alexis.
      Szalałam kiedyś za tym!


      Dynastia

      Oglądałam każdziuteńki odcinek w solennym skupieniu:)
      To było w dawnej, przaśnej Polsce kolorowe okno na świat. Te posiadłości, te ogrody, wnętrza, stroje, samochody... ech! to był świat z bajki.
      

      dom Carringtonów

      Oglądam to dziś, po kilkunastu latach, i wygląda, że jakoś znacznie zbladł ten cudowny świat.
      Ani te wnętrza nie są tak wspaniałe, ani te stroje, nie mówiąc już o kuchni, na którą zwróciłam szczególną uwagę. Kuchnia Carringtonów nie jest zbyt reprezentacyjna, nie jest też oryginalna, z jakimś charakterem; niespecjalnie duża, nie robi wrażenia.
      A potrawy? Fallon, córka Blacka, narzeka np. że na śniadanie jest jajecznica z jajek w proszku! O matko! Jak dobrze, że do tego jeszcze nie doszliśmy!
      A wystawne wesele Krystle i Blacka? to tylko zimny bufet i piętrowy tort. Jakoś trochę tego mało. Ale powiedzmy, że to taki zwyczaj, odmienny od naszych hucznych weselisk.
      Nieodmiennie razi mnie jednak amerykański sposób pakowania kanapek. Claudia, żona Matthew, robi kanapki na piknik; przekłada kromki chleba tostowego szynką i serem i wkłada w plastikowy woreczek. I tego właśnie nie mogę zrozumieć ani zaakceptować. Dlaczego nie zawijają kanapek w pergamin?

      Ale tak ogólnie, to z dużą przyjemnością i nostalgią oglądam kolejne odcinki....

      I jeszcze komunikat o wynikach odchudzania: zobaczyłam wczoraj w sklepie spódnicę, do której zaśmiały mi się oczy, piękna! wzięłam do przymierzenia swój rozmiar i.... nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać:) była za duża!!!!! a mniejszego rozmiaru nie było...
      (BMI utrzymuje się między 26,3 a 26,7).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Szalałam kiedyś za tym....”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 13 lipca 2011 06:15
  • wtorek, 12 kwietnia 2011
    • Hallo! poznajcie Liz David:)

      Do niedzieli nic o niej nie wiedziałam.
      Dopóki nie obejrzałam filmu:"Elizabeth David: życie w przepisach" - emitowanego przez "Kuchnię.TV".

      Elizabeth David

      Była angielską arystokratką, aczkolwiek życie trochę się jej pokomplikowało i nie było życiem beztroskiej lady, usłanym różami.
      Pochopne wybory życiowe, trudności materialne, podkopane zdrowie - dużą cenę przyszło jej płacić za życie zgodne z marzeniami.
      Ale zobaczyła pół świata (Francja, Włochy, Hiszpania, Grecja, Egipt, Indie) i wprowadziła konserwatywną Anglię w świat kuchni śródziemnomorskiej, pełną wina, oliwy, ziół, czosnku, cukinii i pomidorów.
      Kiedy musiała wrócić (tuż po II wojnie światowej) do Anglii - zimnej, pochmurnej i deszczowej, z ciągłymi brakami reglamentowanej żywności - słoneczna, smaczna kuchnia śródziemnomorska wydawała się tylko snem.
      Liz zaczęła spisywać ten sen.
      Zaczęły się ukazywać jej artykuły w "The Sunday Times", a wkrótce potem książki o kuchni prowansalskiej, śródziemnomorskiej, włoskiej...
      (w Polsce chyba nigdy nie były wydawane)

      książki Elizabeth Dawid

      Stała się dla Anglii tym, czym dla USA była Julia Child.
      Film pokazuje jej kulinarne pasje.

      Życie w przepisach

      Film jest kolorowy, ale przerobiłam fotosy na sepię, żeby utrzymać się w klimacie epoki.
      Bardzo podobała mi się jej kuchnia; taka w starodawnym stylu, ze starym ciemnym kredensem, w którym na otwartych półkach postawiono rzędem, jeden za drugim, talerze, i z wielkim drewnianym stołem, gdzie spokojnie można było przygotowywać przysmaki, a i tak swobodnie jeszcze zmieściła się maszyna do pisania, stos kartek i notatek.

      Liz, miło było Cię poznać:)

      A wiecie, że można kupić kilka jej książek na Allegro?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Hallo! poznajcie Liz David:)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 kwietnia 2011 06:06
  • środa, 22 września 2010
    • "Wściekłe gary"??? oj, nie...

      Telewizyjna jedynka zaproponowała nowy program kulinarny - Wściekłe gary -  którego gwiazdą jest p. Adam Gessler.

      wściekłe gary

      Obejrzałam dwa odcinki i na ich podstawie temu panu już dziękuję.
      Program nie ma jasnej formuły; pierwszy odcinek sugerował, że jest skierowany do restauratorów, których należy nauczyć jak mają gotować.  Drugi odcinek był już bardziej skierowany do potencjalnych klientów restauracji i prezentował kulinarny Kraków.
      Nie wiem, jak program się rozwinie, co dalej będzie prezentowane i do kogo, jednak więcej oglądać go nie będę.
      I to nie tylko z uwagi na chaotyczność, niejasność różnych scenek, ale przede wszystkim z powodu braku kultury prowadzącego. Nie widzę powodu, dlaczego miałabym słuchać przekleństw i wulgarnych słów, których nie szczędzi widzom p. Gessler. I dziwię się, że publiczna telewizja (która ma, przynajmniej w założeniu, bardziej szczytną misję) propaguje takie zachowanie.
      Jeśli p. Gessler nie umie inaczej wyrażać swoich emocji, to jest wart współczucia, ale nie pokazywania go jako światły wzór.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „"Wściekłe gary"??? oj, nie...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 22 września 2010 06:19
  • sobota, 18 września 2010
    • Zapraszam na film

      Jest to film hiszpańskiego reżysera Carlosa Saury: Tango.

      Tango Carlosa Saury

      Reżyser uważany jest za mistrza współczesnego kina, i wierzcie mi, naprawdę nim jest.
      Już po kilkunastu scenach wiedziałam, że chcę ten film zobaczyć jeszcze raz (!) i że będę do niego wracać.
      Sama fabuła jest prościutka, pewnie dlatego, by nie odrywała nas od magii tańca, właśnie tanga, genialnie przedstawionego na ekranie. Jest to klasyczne kino w kinie, pokazujące reżysera kręcącego film-musical o tangu argentyńskim.
      Tango jest tańcem bardzo widowiskowym i Saura pokazuje go nam w sposób genialny.
      I jest reżyserem, który tworzy magiczny klimat, za pomocą dźwięku, światła, koloru.

      tango

      tango

      Bardzo polecam.
      Jeśli lubicie taniec, będziecie zachwyceni.
      Film można go kupić w kolekcji "Rzeczpospolitej".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 18 września 2010 06:28
  • niedziela, 11 lipca 2010
  • czwartek, 27 maja 2010
    • Filmowy croque-monsieur

      Dostałam właśnie dvd z filmem It`s complicated, miłym weekendowym filmem: najpierw małżeństwo; potem rozwód; a potem.....
      Film z kuchnią w tle; Jane (Meryl Streep) prowadzi restaurację, preferującą kuchnię francuską. Patrząc na francuskie filmy - wydaje się, że Francja to kulinarna mekka Amerykanów. A Meryl ostatnio ciągle w filmowych kuchniach; niedawno w Julie&Julia, teraz w It`s complicated. Zabawne, bo podobno nie umie i nie lubi gotować:)
      Do dvd dołączono broszurkę "Gotuj z Meryl Streep" - z przepisami z filmu. Miło.
      Przetestowałam croque-monsieur

      croque-monsieur

      Ach, no wiem, że przepisów na tę zapiekaną kanapkę jest mnóstwo. Wygląda jednak, że ten przepis jest w miarę klasyczny:
      4 kromki chleba tostowego
      4 plastry szynki
      50 g startego sera typu gruyere
      1 łyżka startego parmezanu
      50 g masła
      5 łyżek mleka
      1 żółtko
      czubata łyżka mąki
      sól, pieprz
      Kromki posmarować masłem.
      Pozostałe masło roztopić w rondelku, dodać mąkę, rozmieszać, aby nie było grudek, dodać po trochu mleko, mieszając (typowy sos beszamel). Kiedy beszamel zgęstnieje zestawić rondel z ognia, wbić żółtko, wsypać utarty ser, doprawić solą i pieprzem, wymieszać.
      Rozgrzać piekarnik - funkcja grill do 180 st.C.
      Na blaszce ułożyć 2 posmarowane kromki chleba masłem do dołu. Rozsamrować na nich beszamel, ułożyć plastry szynki, przykryć pozostałymi 2 kromkami chleba, masłem do góry.
      Grillować po 3 minuty z każdej strony.
      Teraz posypać każdą kanapkę parmezanem i grillować jeszcze przez 2 minuty.
      Przekroić każdą kanapkę na trójkąty. Podawać gorące.

      To miałam wczoraj na kolację:)
      A na dzisiejsze śniadanie zrobiłam wersję Nigelli na croque-monsieur:

      Cały dowcip polega na tym, że kanapki przygotowujesz dzień wcześniej i zalewasz roztrzepanym jajkiem, żeby przez noc nasiąkły i zmieniły się w smakowity, kleisty pudding. A następnego ranka wstawiamy zapiekanę; późne śniadanie bez wysiłku.
      * 6 kromek pełnoziarnistego ciemnego chleba
      * 75g musztardy Dijon
      * 125g (6 plastrów) sera Gruyere
      * 70g (3 plastry) szynki
      * 6 jajek
      * 1/2 łyżeczki soli
      * 80ml pełnotłustego mleka
      * 4 łyżki startego Gruyere, Emmentalera lub Cheddara
      * porządna szczypta sosu Worcestershire
      Posmaruj każdą kromkę chleba musztardą, zrób kanapki umieszczając plastry sera i szynki. Każdą kanapkę przetnij je na pół tak by powstały trójkąty. Umieść kanapki w formie do pieczenia o wymiarach 27x21x6cm. Roztrzep jajka z solą i mlekiem i wylej je na ułożone kanapki. Przykryj formę z kanapkami folią i umieść w lodówce na noc. Następnego dnia rano, nastaw piekarnik na 200 C, wyjmij formę z lodówki i zdejmij z niej folię. Chleb posyp startym serem i polej sosem Worcestershire i piecz 25 minut.


      Też pyszne, tyle że zmniejszyłam rzecz jasna proporcje:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowy croque-monsieur”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 maja 2010 10:20
  • piątek, 14 maja 2010
    • Na marginesie filmu "Siostry"

      Siostry (In her shoes) to właściwie stary film, z 2005 roku. Ale ja obejrzałam go dopiero teraz, kupując go z jedną z gazet.

      Siostry

      I wiecie co? wiele jest w nim wątków wartych omówienia, czy nawet dyskusji.
      Wiele też napisano o niełatwych relacjach sióstr, które pozornie łączy tylko rozmiar buta i kod DNA.
      Wiele napisano o roli babci obu sióstr.

      Ale ja chcę napisać o wątku trochę pobocznym, marginalnym. Ale jakże drogim kulinarnym blogerom.
      Ta brzydsza siostra, Rose, traci narzeczonego (którym zajęła się jej o wiele piękniejsza siostra, Maggie), ale okazuje się, że na wyciągnięcie ręki jest człowiek, który od dawna ją kocha, i który w dodatku jest smakoszem i koneserem kulinarnym. Wie, do którego lokalu warto iść, i co trzeba tam zamówić. Umie opowiedzieć smak potrawy.
      "Będziesz marzyć, by do końca życia chodzić ze mną po knajpkach" - mówi do Rose. Wyśmiewa standardowo zamawianą rybę w eleganckich restauracjach, jak choćby w Le Bec-Fin, o której rozmawiają.
      "Wezmę cię tam kiedyś i zamówimy: foie grass z figą nadziewana truflą, szkockiego grzywacza w kołderce z kapusty i grzybów porcini, a na deser mus czekoladowy z malinami i makaronikiem orzechowym".

      Łał! marzy mi się takie rozeznanie lokali gastronomicznych; choćby tylko w moim małym mieście. I chciałabym umieć tak o jedzeniu opowiadać.
      A gdybyście chcieli zobaczyć restaurację Le Bec-Fin, to proszę, oto link: http://www.lebecfin.com/lbf_menus.asp

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 14 maja 2010 06:19
  • poniedziałek, 03 maja 2010
    • Popatrzcie: Mikołajek!

      Jest już na dvd i obejrzałam go już dwa razy!!!

      Mikołajek

      Bardzo byłam ciekawa ekranizacji książek o Mikołajku spółki autorskiej Rene Goscinny&Jean-Jacques Sempe, których fanką jestem od lat.
      Często zdarza się, że adaptacje filmowe bardzo rozczarowują. Ale nie Mikołajek. Jest genialnie zrobiony. Z tych kilkunastu tomików, będących samoistnymi nowelkami, łączących się jednak osobami bohaterów, zrobiono zgrabną fabułę. Zderzenie świata dzieci i świata dorosłych. Znakomita gra małych aktorów. A jaka dawka humoru! Dawno juz nie zdarzyło mi się tak się śmiać głośno w czasie projekcji; no, naprawdę, trudno się nie zaśmiewać!
      Bardzo polecam film.

      Mikołajek film

      Jest i kulinarnie w filmie, przecież to Francuzi są jego twórcami, a wiadomo, jak bardzo jedzenie dla nich jest ważne. Ale nie będę opowiadała o homarze na uroczystej kolacji u Mikołajka:) to trzeba zobaczyć:)
      Może tylko frgament opowiadania: "Byliśmy w restauracji"

      "Tata powiedział mamie, że kelner nie jest zbyt uprzejmy, ale trzeba się zdecydować. Powiedziałem, że nie chcę szpinaku, i że już wolę uciec z domu, no i się rozpłakałem, a mama powiedziała, że wybierze mi coś, co lubię. W końcu mama postanowiła wziąć rubinową impresję w drażniącym sosie i jarząbka na aksamitnym posłaniu, ja jajka na twardo z majonezem i kiełbaski z frytkami, a tata zamówił pasztet szefa i kiszkę.
      Tata zawołał kelnera, który zapisał w notesie to, co mu mówił tata. Mylił się kilka razy i zużył w swoim notesie całą masę kartek, a kiedy już skończył pisać, spytałem, czy nie mógłbym dostać kapusty zamiast frytek, i kelner nie był zadowolony.
      Kiedy przyszedł kelner z przystawkami, mama dosyć się rozczarowała, bo rubinowa impresja to była sałatka z pomidorów.
      Ponieważ chciałem sardynki, tata spytał kelnera, czy może zamienić jajko w majonezie na sardynki, a kelner powiedział, że tak. To mi się wydało fantastyczne i chciałem zobaczyć, jak to zrobi. Niestety przemiana odbyła się w kuchni.
      Kiedy kelner przyszedł z daniami, sprawiał wrażenie zedenrwowanego. Mama nie była zadowolona: powiedziała, że ten jego jarząbek na aksamitnym posłaniu to zwykły kurczak z pure, tata powiedział, że nie zamawiał kapusty, tylko królika zamiast kiszki, że to ja chciałem kapustę, ale on, tata, mi powiedział, że dostanę frytki, bo nie można bez przerwy zmieniać zdania, i że jak się nie ma pamięci, to nie powinno się być kelnerem.
      - Dość! - krzyknął kelner..."

      I wtedy się dopiero zaczęło.....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Popatrzcie: Mikołajek!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 maja 2010 06:45
  • niedziela, 02 maja 2010
    • Jeszcze nie wieczór

      Chwilowa - mam nadzieję niedyspozycja - odsunęła tak lubianą kuchnię i jej sprawy na dalszy plan.
      Za to prawdziwym przyjacielem okazał się telewizor i filmy. A wśród nich piękny, bardzo ciekawy polski film "Jeszcze nie wieczór".
      Dużo by trzeba pisać o tym filmie, pokazującym dom spokojnej starości aktorów, ale dla mnie przyciągającym do obejrzenia magnesem było przede wszystkim jedno nazwisko: Nina Andrycz

      Nina Andrycz

      Fascynuje mnie ona od zawsze. Przyciąga i jednocześnie budzi sprzeciw swoją afektowością gestów i wymowy.
      Ale to nie tylko aktorka, ale i poetka. Kiedy tylko zobaczyłam w księgarni jej tomik wierszy "To teatr" - wiedziałam, że muszę go mieć, ża będę do niego wracać.

      Całe życie tak stałam
      w ostrych światłach proscenium
      boleśnie czuła, napięta
      wytrzymująca ciężar
      tysiąca ludzkich
      i nieludzkich spojrzeń
      omotana w gorące
      albo zimne oddechy
      w piaskową burzę oklasków
      w taksujące milczenie
      - w głody lotu.


      No i dodajmy: była kobietą bardzo kochaną; jej zmarły już mąż, premier Józef Cyrankiewicz, spełniał każdą jej zachciankę, każdy kaprys. Która by tego nie chciała.....

      Nina Andrycz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jeszcze nie wieczór”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 maja 2010 06:04
  • poniedziałek, 29 marca 2010
    • Gotowanie na ekranie - nowości

      Ruszył nowy cykl kulinarny w programie "Kuchnia.tv". Nośny tytuł: Kuroniowie rozgryzają; to synowie zmarłego przed rokiem Maćka Kuronia przejęli pałeczkę po ojcu

      Kuroniowie

      Pierwszy odcinek raczej mnie rozczarował.
      Miał to być program o potrawach mających rodowody literackie, filmowe itp. ale ... jakoś mało tej otoczki kulturowej wokół prezentowanych potraw. Póki co pokazali ćwikłę M. Reja, szparagi J. Iwaszkiewicza i zupę swojego dziadka Jacka Kuronia - grochówkę. I właściwie tylko o zupie mieli coś do powiedzenia. Szkoda, bo wyglądało, że będzie to bardzo ciekawa formuła programu.
      Ale może jeszcze się rozkręcą.
      Notuję sobie przepis na "Kuroniówkę"; na pewno do niej wrócę, taka jest polska, i historyczna:

      2 l wywaru lub wody
      2 szklanki suszonego grochu
      250 g wędzonego boczku
      250 g cienkiej kiełbasy
      2 duże cebule
      4 ząbki czosnku
      liść laurowy, ziele angielskie, pieprz ziarnisty
      1 łyżka majeranku
      1 łyżeczka kminku
      1 łyżeczka cząbru
      sól, pieprz
      grzanki: 1 bułka, 200 g żółtego sera

      Przygotowanie:
      Groch zalewamy wodą i odstawiamy najlepiej na noc. Pokrojony boczek i kiełbasę podsmażamy na patelni, dodajemy poszatkowaną cebulę, czosnek, zioła, cząber, majeranek i kminek. Jeżeli jest za mało tłuszczu dodajemy smalec lub olej. Wrzucamy przesmażoną masę do namoczonego grochu, dolewamy wody, dodajemy liść laurowy, ziele angielskie i gotujemy na małym ogniu aż groch będzie miękki. Solimy i pieprzymy do smaku. Podajemy z grzankami z żółtym serem.

      I jeszcze jedna nowość: w TVP1 "Brodzik od kuchni"; mnie Joanna w tej roli bardzo się podoba.

      Brodzik od kuchni


      Program jest ładnie, zwykle zrobiony, bez sztucznych udziwnień formuły. Z pierwszego odcinka o poście i śledziach - sporo się dowiedziałam. No, może nie tak bardzo sporo, ale o kilku rzeczach nie wiedziałam:)
      Ten program spokojnie bym polecała:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Gotowanie na ekranie - nowości”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 marca 2010 00:38

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl