Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • wtorek, 16 stycznia 2018
    • Japońska rolada omletowa

      Bardzo dekoracyjna przystawka; nosi nazwę tamagoyaki i jest duża dowolność w dodatkach: groszek z puszki, por, zielona cebulka, liście bazylii, zblanszowane warzywa juliene. Co kto lubi, albo co aktualnie ma się w lodówce

      6 jajek

      sól, pieprz

      łyżeczka sosu sojowego

      garść zielonego groszku

      1-2 łyżki oleju do smażenia

       

      Jajka wbić do miseczki, dokładnie roztrzepać i ubić trzepaczką, dodać sos sojowy, lekko posolić, popieprzyć.
      Rozgrzać olej na patelni teflonowej (bardzo ważne, żeby patelnia miała powłokę, która zapobiega przywieraniu potraw), wlać część masy jajecznej, tyle tylko, żeby przykryła patelnię cieniutką warstwą. Gdy omlet zacznie się ścinać, posypać kilkoma ziarnami groszku i zwijać go w rulonik, pomagając sobie łopatką i palcami, zaczynając od swojej strony do przeciwległego brzegu patelni. Po zwinięciu przesunąć rulon na patelni z powrotem do siebie. Wlać następną porcję masy jajecznej, tak, żeby stykała się z rulonikiem i pokryła resztę patelni cieniutką warstwą, posypać groszkiem. To ważne, żeby masa stykała się z rulonikiem, bo w ten sposób ścinając się, połączy się ona w całość z rulonem. Gdy masa zaczyna się ścinać, znów dalej zwijać w coraz grubszy rulonik, gdy dotrzemy do końca patelni, przesunąć znów do siebie. Powtarzać to zwijanie do wyczerpania się masy jajecznej.
      Przełożyć gotową roladę na deskę, zawinąć ciasno w folię aluminiową i ostudzić. Potem zdjąć folię i kroić rulon na grube plastry, ułożyć dekoracyjnie na talerzach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Japońska rolada omletowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 stycznia 2018 10:19
  • poniedziałek, 15 stycznia 2018
    • Filmowo z kuchnią japońską

       

      menu japońskie

      W czasie pierwszego w tym nowym roku filmowego party oglądaliśmy film Martina Scorsese "Milczenie". To historia dwóch jezuitów, wyruszających w XVII wieku do Japonii, na poszukiwania swojego współbrata i mistrza, o którym dochodziły słuchy, że wyrzekł się wiary. Film świetnie zrealizowany, ale bardzo przejmujący, budzący wiele pytań w widzu, na które, trzeba to uczciwie powiedzieć, nie znamy własnych odpowiedzi.

      film milczenie

      

      Rzecz jasna - przygotowałam kolację japońską.

      Niewiele wiedziałam o tej kuchni; sushi, ramen... Tak, ale nikt tu u nas nie chciał sushi; musiałam poszukać głębiej, czy jest jeszcze coś innego charakterystycznego w tej kuchni, co przypadłoby moim biesiadnikom do gustu.

      Wielką pomocą okazała się książka o kuchni japońskiej, napisana przez Polkę wraz z jej mężem, Japończykiem (jak to dobrze, że kupowałam tę wspaniałą serię kulinarną wydawnictwa Watra, o kuchniach świata!)

      ksiązka o kuchni japonskiej

      I tak powstało japońskie menu.

      Przeczytałam, że zasadą w przyjmowaniu gości jest po pierwsze to, że każdy dostaje własną tacę, i sposób ułożenia dań i naczyń jest ściśle ustalony, a po drugie, że wszystkie dania są podane jednocześnie, ustawione na tej właśnie tacy, i każdy je, na co tam ma ochotę, choć kolejność jedzenia też ponoć nie jest taka dowolna:)

      Udało mi się kupić drewniane tacki, ale nie na tyle duże, żeby wszystkie potrawy na nich się zmieściły. Podawałam więc po europejsku, po jednym daniu.

      Jako przystawka - omlet, ale w postaci rolady, bardzo dekoracyjna rzecz, i bardzo prosta, wbrew pozorom, w przygotowaniu

      omlet japoński

       Potem zupa - ramen (o którym pisałam w poprzednim poście). 

      ramen

      Danie główne to kotlet tonkatsu (schabowy, doprawiony japońskimi przyprawami i pocięty w paski), do tego ryż z imbirem, julien z warzyw i groszek cukrowy oraz miseczka z sosem słodko-kwaśnym

      tonkatsu

       Deser - to serniczek japoński z konfiturą morelową. 

      serniczek japoński

      Wyszło dość egzotycznie, ale bardzo smacznie.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowo z kuchnią japońską”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 stycznia 2018 11:03
  • czwartek, 11 stycznia 2018
    • Mój pierwszy ramen

      Dawno już przymierzałam się do tego azjatyckiego rosołu. Wreszcie trafiła się okazja - przygotowywałam menu na party filmowe - kuchnia japońska do filmu M. Scorsese "Milczenie".

      Poczytałam, poszukałam i oto efekt (w wersji japońskiej):

      b_ramen

      4 udka kurczaka (bez kości)

      2 polędwiczki z piersi kurczaka

      2 marchewki

      1 por

      kawałek świeżego imbiru (ok. 2-3 cm)

      grzyby shitake pokrojone w paseczki

      szczypior z cebulką

      1-2 łyżeczki soli

      1-2 łyżeczki oleju sezamowego

      azjatycka marynata do mięs (można kupić gotową)

       

      przyprawa miso (ja miałam w proszku)

      makaron mie - ok. 100 g

      100 g kapusty pekińskiej (miała być bok choy, ale akurat nigdzie nie było)

      po 1 jajku na twardo na każdą porcję

      sos sojowy

       

      Mięso otaczamy marynatą, układamy w rondlu, zostawiamy na ok. pół godziny w lodówce.

      Potem dodajemy marchew i por pokrojone w kawałki (ok. 2 cm), pocięty na plasterki imbir oraz szczypior. Posypujemy solą i skrapiamy olejem sezamowym. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C, pieczemy ok. 40 minut.

      Następnie zalewamy zimną wodą, stawiamy na dużym gazie. Kiedy zagotuje się, zmniejszamy ogień, dodajemy grzyby i gotujemy ok. 1 godziny. Dodajemy przyprawę miso i doprawiamy sosem sojowym.

      Makaron mie gotujemy osobno według przepisu na opakowaniu.

      Kapustę pekińską kroimy na cienkie paseczki i blanszujemy chwilę we wrzątku.

      Do każdej miseczki wkładamy kawałki kurczaka, marchewki i pora, porcję makaronu, zblanszowaną kapustę, szczypior, paski grzybów, połówki jajka i zalewamy wywarem.

      Pyszne!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 stycznia 2018 10:36
  • środa, 27 grudnia 2017
  • niedziela, 24 grudnia 2017
    • Czekając pierwszej gwiazdki

      gwiazda w Betlejem

      Całe rzesze poetów, w ciągu tych dwóch tysięcy lat, jakie dzieli nas od narodzin Dzieciątka, próbowało oddać swój zachwyt i cześć Jezusowi. Ot, choćby Kazimiera Iłłakowiczówna w wierszu pt. "Z pastorałki" napisała:

      Pan Jezus drży w kolebce, śród zimy urodzony;
      czuwa trwożnie nad dzieciątkiem tłum aniołów schylony;
      Maryja
      jak lilija
      giezłem dziecko owija.
      Jeden anioł liczy minuty,
      drugi anioł do niego przykuty,
      trzeci hymn wesoły poczyna,
      że to pierwsza wieków godzina
      ludziom w darze
      na zegarze
      od Bożego Syna.

      Świętując tę godzinę, daną nam przez Syna Bożego w Betlejem, zaczynamy zaraz, za chwilę, naszą wigilię.

      Niech Dzieciątko Jezus przyniesie światu pokój, a nas, czekających pierwszej gwiazdki, natchnie nadzieją i obdarzy radością!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 grudnia 2017 14:08
  • środa, 20 grudnia 2017
    • Wigilijny bigos literacki M. Musierowicz

      Jak ja lubię wigilijne kapusty!

      Odmian tych kapust są dziesiątki! Co dom - to przepis.

      Kapusta z grochem, kapusta z grzybami, farsz z kapusty i grzybów do uszek i pierogów, kapusta kiszona, kapusta biała, czy wreszcie - już nie wigilijny, a świąteczny - bigos.

      Ja zapraszam dziś na wigilijny bigos literacki.

      Kiedy wstawiłam gar kapusty kiszonej, przypomniała mi się scena z książki M. Musierowicz "McDusia", kiedy Józinek, zupełnie już duży syn Idy, pałaszuje wigilijny bigos babci, Mili Borejko; posłuchajcie:

       

      "Wtedy to właśnie mama wbiła w Józefa zielone spojrzenie znaczące i naglące, co niestety przypadło na moment, gdy jeszcze miał pełen talerz tego rewelacyjnego, ciemnego bigosu ze śliwkami, rodzynkami i borowikami (o, jak on lubił babciny wigilijny bigos!) - właśnie nałożył sobie szczodrą ręką dokładkę."

       

      Ech, nie oparłam się pokusie zrobienia czegoś podobnego u siebie:)

      wigilijny bigos

      

      Proporcje właściwie dowolne. Korzystałam z tego, co miałam już przygotowane na inne wigilijne potrawy.

      A więc przede wszystkim kapusta kiszona, obowiązkowo z wióreczkami marchwi w środku, ugotowana z dodatkiem kminku, ziela angielskiego i liścia laurowego.

      Do tego: kapusta biała cieniutko poszatkowana, lekko osolona, podduszona na oleju z dodatkiem wody, koniecznie z cieniutkimi półkrążkami cebuli.

      Koniecznie grzyby: garść suszonych zalewam wodą, lekko solę i gotuję do miękkości. Odstawiam, kiedy przestygną, wyławiam grzyby, kroję je na paseczki.

      Teraz pieczarki i boczniaki: drobno je siekam, podsmażam na maśle, dodaję posiekaną cebulkę.

      Kiedy kapusty są już miękkie, łączymy je razem i dodajemy grzyby suszone, grzyby podsmażone, wlewamy wodę z gotowania grzybów suszonych.

      Dodajemy drobno posiekane śliwki suszone, garstkę rodzynek i garstkę suszonej żurawiny.

      Mieszamy wszystko, doprawiamy solą i pieprzem.

      Ostawiamy na noc.

      Niech się smaki przegryzają.

      Potem już smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wigilijny bigos literacki M. Musierowicz”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 20 grudnia 2017 10:23
  • czwartek, 14 grudnia 2017
  • środa, 13 grudnia 2017
    • Wigilijna kapusta z grochem

      To teraz już zapomniane danie, przepis odkurzany właściwie tylko na Wigilię. Ale jest bardzo proste i niesamowicie smaczne. Ponieważ jest też bardzo sycące, w perspektywie obowiązkowych dwunastu dań wigilijnych, podawałam go jak w menu degustacyjnym, jako małą porcyjkę, na ozdobnej łyżce.   Zapraszam! 

      wigilijna kapusta z grochem

      pół kg kapusty kiszonej
      25 dag grochu żółtego suchego
      2 łyżki tłuszczu: smalcu lub masła
      łyżka mąki
      sól, pieprz, majeranek

       

      Groch namoczyć w rondlu na całą noc.

      W następnym dniu odlać wodę, w której groch się moczył, zalać go nową wodą, posolić i gotować do miękkości (jeśli jest to proch tzw. obtłukiwany, wystarczy jakieś pół godziny). Ja lubię, żeby groch pozostał cały, nie rozgotowany, więc trzeba uważać przy gotowaniu.

      Kapustę kiszoną przesiekać, jeśli jest zbyt kwaśna przepłukać ją na sicie wodą. Przełożyć do rondla, wlać niewielką ilość wody i gotować do miękkości, ok. pół godziny, odparowując niemal w całości wodę.

      Odcedzić groch, przełożyć go do kapusty, wymieszać, przyprawić solą, pieprzem i majerankiem.

      Rozpuścić na patelni tłuszcz, dodać mąkę, smażyć na rumiano, po czym tę zasmażkę dodać do kapusty z grochem, wymieszać.

       

      Danie to często gościło w domu babci również jako codzienna potrawa jednogarnkowa, przy czym w wersji nie-wigilijnej dodawane były skwarki z boczku lub kiełbasy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 13 grudnia 2017 09:01
  • wtorek, 12 grudnia 2017
    • Adwentowe rozmyślania o choince

      taczc_przy_choince

      Był kiedyś zwyczaj, że choinkę ubierało się strojnie właściwie na jeden tylko, wigilijny, wieczór. Była ubierana dla dzieci, które kiedy już ją obejrzały i zachwyciły się jej blaskiem i pięknem, zrywały ozdoby-podarunki.

      Przypomnijmy sobie baśń H.Ch. Andersena "Choinka":

      Oto otworzyły się szeroko drzwi i do pokoju wtargnęła cała gromada dzieci tak gwałtownie, jak gdyby miały przewrócić drzewko; dorośli wchodzili spokojniej; dzieci stały oniemiałe, ale trwało to tylko chwilkę, potem zaczęły się znowu cieszyć, aż rozbrzmiewało, tańczyły dookoła drzewka i zrywały jeden podarunek za drugim. Świeczki wypaliły się do końca, a gdy tylko która się wypaliła, gaszono ją natychmiast, a potem pozwalano dzieciom zrywać wszystko co było na choince. Rzuciły sie na nią, tak, że aż trzeszczały wszystkie gałęzie; gdyby jej szczyt ze złotą gwiazdą nie był przywiązany do sufitu, przewróciłaby się na pewno.

      Dzieci tańczyły ze swymi pięknymi zabawkami, nikt nie patrzył już na choinkę, z wyjątkiem starej niani, która podeszła i zaglądała pomiędzy gałązki, ale tylko po to, aby zobaczyć, czy nie zapomniano tam jeszcze jakiejś figi lub jabłka.

       

      Ten zwyczaj rozbierania choinki dla zgromadzonych wokół dzieci znany był również w Krakowie; pisze o nim Zygmunt Nowakowski we wspomnieniowej książce "Przylądek Dobrej Nadziei".

                      

      A jak przystrajano choinki?

      Jedna z pierwszych wzmianek, z kroniki gildii w Bremie z 1570 roku, mówi o ustawionych jodełkach przyozdobionych jabłkami, orzechami, daktylami, preclami i papierowymi kwiatami.

      W 1605 roku podróżnik spędzający Boże Narodzenie w Strasburgu, opisał drzewko jodłowe, które stawia się w domach i na które wiesza się róże wycięte z różnokolorowego papieru, jabłka, opłatki, szelszczące złotka, cukierki.

      O jabłkach i opłatkach już pisałam; warto sie jednak zatrzymać na symbolice różnokolorowych róż.

      "Od późnego średniowiecza - pisze ks. Naumowicz - mnożyły sie opowiadania o jabłoniach, które obsypywały się kwieciem na Boże Narodzenie, ale także o różach, które pomimo że były suche i martwe, zakwitały w świętą noc. Były to zapewne imitacje owych krzewów róż w Jerychu wspomnianych w Księdze Syracha, czyli pustynnych roślin, które w niekorzystnych warunkach zasychają, by po pewnym czasie ożyć i na powrót zachwycać swym pięknem."

      Nie wiem, czy świadomie, ale zwyczaj przypinania na choince różnokolorowych róż (tyle że raczej z tiulu) powraca. Sama kupiłam w ubiegłych latach kilka.

       

      W Polsce rozwinął się zwyczaj wykonywania ozdób wycinanych i lepionych z opłatków - nazywano je światami.

      "Cienkie płatki chleba, niewiele grubsze od kartki papieru, niemal przezroczyste, pozwalały się łatwo ciąć, a także kleić za pomocą śliny czy wody. Można z nich było wycinać figury geometryczne, na przykład gwiazdki, albo inne elementy, które następnie sklejano w lekkie, delikatne, zwykle ażurowe kompozycje. (...) Tradycję tę znał Juliusz Słowacki i wspominał o niej w dramacie "Horsztyński": czuję te drżące listki chleba w moich dłoniach. Jak ja lubiłem niegdyś  dzień Bożego Narodzenia, w tym samym pokoju z opłatków kleiłem różnokolorowe słońca kołyski... jakaś świętość i wesele napełniały moje dziecinne serce."

      Cóż, światy to dla mnie ciągle ziemia nieznana; może w tym roku uda mi się do nich przymierzyć....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 grudnia 2017 06:53
  • czwartek, 07 grudnia 2017
    • Pierniczki na choinkę

      Myślę, że już najwyższy czas na upieczenie pierniczków na choinkę.

      Bo przecież trzeba je będzie jeszcze polukrować, zawiązać wstążeczki... schodzi z tym trochę:)

      Zapraszam!

      pierniczki_2017

      1/2 kostki masła
      1/2 kostki margaryny
      3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
      1/2 szklanki cukru pudru
      1 opakowanie przyprawy do pierników
      szczypta soli
      1 duże jajko
      2 łyżki miodu
      3 szklanki mąki
      3 łyżki mąki ziemniaczanej

      sposób przygotowania
      Masło i margarynę utrzeć z cukrem, solą i przyprawą do pierników na lekką i puszystą masę. Dodać jajko i miód i dobrze rozetrzeć. Wsypać połowę mąki do masy i dokładnie utrzeć, wsypać pozostałą mąkę i mąkę ziemniaczaną i wymieszać. Podzielić ciasto na pół, każdą połowę spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę.
      Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Na lekko posypanej mąką stolnicy wywałkować ciasto (grubość jest dowolna - im cieńsze ciasto, tym kruchsze i delikatniejsze ciasteczka) i wycinać pierniczki. Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Piec 10-12 minut, aż zaczną się lekko rumienić na brzegach. Wystudzić na drucianej siateczce.
      Polukrować.
      Jeśli chce się wycinać w pierniczkach misterne wzorki, to najlepiej to robić na macie silikonowej lub pergaminie, który łatwiej przenieść na blachę - ciasto jest miękkie, więc najlepiej rozwałkować go na pergaminie lub macie, wyciąć kształty, usunąć skrawki ciasta i przenieść pergamin z pierniczkami na blachę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pierniczki na choinkę”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 grudnia 2017 07:30
  • środa, 06 grudnia 2017
  • wtorek, 05 grudnia 2017
    • Menu na wigilijny stół

      Myśląc o dekoracji wigilijnego stołu, warto przygotować dla każdego nakrycia karteczkę z menu, które będzie w czasie Wigilii serwowane.

      menu_wigilijne_kola

      To może mało popularny zwyczaj, jak na domowe przyjęcia, ale wiem z własnego doświadczenia, że bardzo mile jest przyjmowany. No i pozwala rozłożyć swoje siły i apetyt na poszczególne potrawy:) wiemy z góry ile czego możemy i jesteśmy w stanie zjeść, na jaką dokładkę można sobie pozwolić....

      W którymś roku kupiłam nawet gotowe "okładki" na menu, z myślą, że będę tylko co roku wymieniać kartki z wydrukiem dań

      Ale tak się spodobały, że wszyscy postanowili wziąć je sobie na pamiątkę, a niektórzy nawet od razu spakowali je do torebek, żeby nie zapomnieć:)

      I tak powstał zwyczaj tworzenia wigilijnego menu co roku w innej formie. Raz przyklejałam wydruk menu na upieczonym własnoręcznie pierniczku, to znów przyklejałam menu na kartoniku w gwiazdki wraz z malutka szopką. Każdy rok przynosi inny pomysł.

      Podobnie zaczęły ewoluować malutkie stroiki przy każdym nakryciu: najpierw były to tylko gałązki jodełki z kokardą, potem pojawiły się bombki w różnych kształtach i kolorach, pierniczki, figurki aniołków.

      anioek_na_stole

      I wszystko do zabrania na pamiątkę tego uroczystego dnia (a właściwie wieczoru).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 grudnia 2017 09:17
  • niedziela, 03 grudnia 2017
    • Adwentowe rozmyślania o choince

      W tym roku moją lekturą na Adwent (który dziś właśnie się zaczyna) jest książka "Historia świątecznej choinki" x J. Naumowicza (Wydawnictwo Literackie 2016)

      Niby o choince wszystko wiemy; wiemy, że pojawiła się po raz pierwszy w dolinie Renu, że jej ojczyzną są południowe Niemcy, że o jej ubieraniu są wzmianki już u schyłku XV wieku.

      Ale lektura tej przeszło 300-stronicowej książki jest pasjonująca. Ileż rzeczy dotąd nie wiedziałam!

       

      Święto narodzenia Jezusa ustanowiono w IV wieku naszej ery.

      Ale jak to świętować? Jaką nadać oprawę, żeby było uroczyście, pięknie, nadzwyczajnie? Żeby ten dzień był wyjątkowy? i zapadał w serca i pamięć?

      Tradycja zaczęła się dopiero rodzić.

      Przyjęcie na świat Jezusa było elementem dziejów zbawienia człowieka, dlatego przypominano biblijną opowieść o rajskim drzewie i pierwszych rodzicach, Adamie i Ewie, i łączono to wydarzenie z szopką betlejemską, w której przyszedł na świat Jezus. Malarze przedstawiali to w formie drzewa śmierci i drzewa życia. Najbardziej znaną jest miniatura Bertholda Furtmayra w mszale z Salzburga z 1481 roku:

      drzewo_zycia_i_smierci

      "Na jednym drzewie, pośród jego bogatego listowia widnieją czaszka jako symbol śmierci i krzyż jako symbol odzyskanego życia, a także jabłka i opłatki przypominające chleb eucharystyczny. Po drzewem stoją dwie matki: z jednej strony Ewa, matka wszystkich żyjących, karmi ludzi zakazanymi owocami przynoszącymi śmierć. Z drugiej strony Maryja, matka Jezusa i matka wszystkich wierzących , rozdaje hostie - Ciało Chrystusa, dające życie. Ten głęboko teologiczny i metaforyczny obraz najlepiej wyjaśnia, dlaczego na pierwszych choinkach, już około 1600 roku, zawieszano zarówno jabłka, jak też opłatki".

       

      I jeszcze lektura na dziś: opowieść "Ostatni gość przy żłóbku" autorów Jerome i Jean Tharaud z 1961 roku, która przeczytamy w omawianej książce:

       

      "Rzecz dzieje się w stajni w Betlejem o świcie. Zniknęła już gwiazda na niebie, wszyscy przybysze opuścili grotę, a Dzieciątko zasnęło. Maryja przygotowywała sobie słomę do spania, gdy w drzwiach pojawiła się stara kobieta pochylona ku ziemi, z ziemistą, pomarszczoną twarzą. Maryja się  zaniepokoiła. Zwierzęta, osioł i wół, spokojnie przeżuwały siano i patrzyły na zbliżającą się kobietę bez większego zdziwienia, jakby znały ją od zawsze. Staruszka doszła do brzegu żłobu i skierowała oczy na leżące w nim Dziecię. Maryja zauważyła z zaskoczeniem, że oczy kobiety i oczy jej dziecka są dokładnie takie same i świecą z taką samą nadzieją.

      Wtedy staruszka przyklękła na słomie i zaczęła przeszukiwać swoje łachy. Po dłuższym czasie wyciągnęła jakiś przedmiot i podała Dziecięciu.

      Co to mogło być, po skarbach ofiarowanych przez Mędrców i po darach pasterzy? Tego Maryja nie mogła dostrzec. Widziała jedynie zgięte plecy staruszki pochylone głęboko nad żłóbkiem. Po dłuższej chwili staruszka wstała lekko, jakby uwolniona od wielkiego ciężaru, który ją przygniatał do ziemi. Wyprostowała się, a jej twarz odzyskała młodość. Gdy odeszła od kolebki i zniknęła za drzwiami,  Maryja mogła  wreszcie zobaczyć tajemniczy prezent.

      Opowieść kończy się tak: „Ewa (bo to była ona) podała dziecku jabłuszko, jabłko pierwszego grzechu (i tylu innych, które nastąpiły potem!). I to czerwone jabłko jaśniało w rękach nowo narodzonego jak glob nowego świata, który się narodził wraz z Nim".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 grudnia 2017 10:38
  • piątek, 01 grudnia 2017
    • Poszukiwanie wigilijnego smaku - sałatka śledziowa

      saatka_sledziowa_haliny

      Są takie dania, takie smaki, które zapadły nam na zawsze w pamięć, a których już nie ma, bo odeszły wraz z odejściem kochanych osób.

      Czy nie uda się ich jednak przywołać?

      Zbliża się Wigilia, na której nie będzie już mojej siostry Haliny i nie będzie jej sałatki śledziowej, którą zawsze robiła, na którą zawsze się czekało. Na wigilijnym stole pojawiała się wielka salaterka, a w kuchni czekały przygotowane słoiczki z tą sałatką "na wynos" i obdarowani pilnie patrzyli, czy aby ktoś nie dostał jej więcej od drugich. Miało być po równo, sprawiedliwie.

      Kiedy planowałyśmy w rodzinie tegoroczną wigilijną wieczerzę, wypłynął temat sałatki.

      Powiedziałam, że spróbuję ją zrobić. Na szczęście parę lat temu zaczęłam spisywać nasze rodzinne receptury i siostra zostawiła mi przepis na tę sałatkę.

      Wtedy nie studiowałam zbyt pilnie jej przepisu, wpisałam go i tyle, bo przecież nie miałam w planie jej robić, to ona zawsze ją robiła.

      Teraz zdziwiłam się. Myślałam zawsze, że daje się do sałatki jajka na twardo, a tu okazało się, że nie.

      Cóż, najwyższy czas przetestować przepis. Zrobiłam dwie wersje: według siostry i drugą - moją, z jajkami. Okazało się, że siostra miała rację. Żadnych jajek! Zaczynają dominować w sałatce, przytłumiają smak śledzi.

       

      Receptura siostry jest prościutka:

      (podaję ilość niewielką, na 2-3 osoby, na większą ilość osób trzeba po prostu zwiększyć proporcjonalnie ilość składników)

       

      garstka drobniutkiej białej fasolki (absolutnie wykluczona fasolka z puszki)

      2 ziemniaki ugotowane w mundurkach

      opakowanie śledzi marynowanych z cebulką w occie - ok. 100-120 mg - wypróbowałam, że najlepsze są Liesnera, te: "śledzik na raz"

      mała cebula pokrojona drobniuteńko

      sól, pieprz, szczypta majeranku, szczypta papryki

      2-3 łyżki majonezu niezbyt gęstego (wg mnie najlepszy okazał się kielecki)

       

      Dzień wcześniej należy namoczyć fasolkę.

      Następnie gotujemy ją do miękkości w lekko osolonej, ze szczyptą cukru wodzie (dodałam jeszcze do wody małą gałązkę suszonego tymianku). Odcedzamy i studzimy.

      Ziemniaki obieramy z łupinek i kroimy w drobną kostkę (wielkości ziaren fasoli).

      Filety śledzika również kroimy i dodajemy wraz z cebulą i zalewą do sałatki.

      Posiekaną dodatkową cebulę zalewamy wrzątkiem i po ostudzeniu odcedzamy i dodajemy do sałatki.

      Dodajemy (próbując) przyprawy, dodajemy majonez, mieszamy.

      Wkładamy do lodówki, by smaki się przegryzły.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 01 grudnia 2017 10:09
  • czwartek, 30 listopada 2017
    • Kulinarne tropy w filmowej "Chacie"

      Najpierw była książka: "Chata" W.P. Younga. Potem pojawił się film.

      chata_ksika_i_film

      Na ogół zarówno ci, co czytali, jak i ci, co oglądali, przeżywali szok.

      Ojciec zamordowanej małej Missy, który nie umie poradzić sobie z przeogromnym smutkiem i wyrzutami sumienia, zostaje zaproszony do starej chaty. O.k. adres chaty zna. Ale kto jest nadawcą? Okazuje się, że Bóg, który używa imienia Tata. Szok!

      Kolejny szok przeżywa na miejscu. Tata czeka na niego w kuchni. I jest nim pulchna, ciepła Murzynka. Ho, ho!

      Będzie się działo!

      Ale tu skupimy się na kuchni i potrawach podawanych w "Chacie". Były niezwykle smaczne.

      Przygotowując menu kolacji, która towarzyszyła oglądaniu filmu, spróbowałam podążyć tropami opisanymi w książce.

      Zaczynamy jak zwykle od filmu, do którego nieodmiennie podawana jest kawa. Do tego koniecznie coś słodkiego.

      "Kiedy Mack zbliżył się do chaty, poczuł zapach babeczek, rogalików albo jakiegoś innego smakołyku. (...) na małym stoliku stała taca pełna kalorycznych wypieków, świeżego masła, dżemów i galaretek.

      - O rany, ale pachnie! - wykrzyknął Mack.                            

      - Bierz się do jedzenia. Ten przepis pożyczyłam od twojej prapraprababci.

      (...) Mack wziął jeszcze ciepłe ciastko i zatopił w nim zęby; rozpływało sie w ustach."

       

      Amerykańskie ciasteczka praprababci? Postanowiłam zrobić najbardziej amerykańskie chyba ciasteczka: chocolat chips cookies, z niebieskimi (koloru nieba) chipsami:

      ciasteczka

      Dania główne były na ciepło, więc żeby biesiadnikom sie nie nudziło czekając, podałam czekadełko: pieczywo z masłem i awanturką z białego sera i sardynek:

      awanturka

      A co podano w chacie na kolację? Poczytajmy:

      "Kolacja, choć prosta, okazała się prawdziwą ucztą. Pieczony drób w pomarańczowo-mangowym sosie. Świeże warzywa przyprawione Bóg wie czym, pieprzne, wonne, pikantne, soczyste. Ryż, jakiego Mack nigdy wcześniej nie próbował, mógłby sam wystarczyć za cały posiłek.

      - Hm, mógłbym dostać trochę tego ryżu?

      - Jasne. Miał być do niego niesamowity japoński sos, ale pewien niezgrabiasz - Tata wskazał skinieniem głowy na Jezusa - uparł się, że go wymiesza.

      - Daj spokój, miałem śliskie ręce. - Jezus udawał, że sie broni. - Cóż więcej mogę powiedzieć?

      - Tata mrugnęła do Macka, podając mu ryż.

      - Trudno tutaj o dobrą pomoc domową.

      Wszyscy się roześmieli."

       

      U mnie podanie kurczaka odpadało, bo wyjątkowo spotkaliśmy się w piątek, więc menu było postne.

      Ale ryż? warzywa? O, jak najbardziej!

      Zrobiłam ryż jaśminowy z sezamem białym i czarnym, do tego glazurowane marchewki baby (dwa rodzaje: jedne pikantne, drugie słodkie) i surówkę z fenkułu z pomarańczą

      ry_i_marchewka

      Kurczaka zastąpiła ryba (filet dorsza atlantyckiego) i mix owoców morza podane na sałacie rzymskiej w towarzystwie szpinaku, z sosem kardynalskim

      ryba_i_owoce_morza

      Teraz trochę się pochwalę:) Dania znikały z talerzy błyskawicznie; padł nawet wniosek formalny, że moglibyśmy już zawsze spotykać sie w piątki, skoro potrawy jarskie są tak pyszne:)

       Na zakończenie podałam misę owoców i serów - klasyk, który nie może się nie udać

      owce_i_ser

      Ponieważ tydzień temu pojawiło się młode wino z tegorocznych zbiorów - bożole nowo - zdecydowałam, że właśnie ono będzie towarzyszyć kolacji. Zwykle kupuję to wino tego samego producenta, takie z kogutem na etykiecie, mogę więc porównać kolejne roczniki. Wydaje mi się, że w tym roku wino było dość ostre, trudno było doszukać się w nim konkretnej owocowej nuty.

      bozole

      Wystrój stołu był niebieski - no wiecie, taki "niebiański" w zamyśle: ciemnoniebieski obrus, serwetki w niebieskie kwiaty, aniołki... Manu wypisałam na kartoniku wyciętym w kształt chaty

      st_do_chatymenu_do_chaty

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 listopada 2017 07:42

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl