Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • poniedziałek, 06 sierpnia 2018
    • Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?

      W końcu, czego, jak czego, ale jabłek to nam w Polsce nie brakuje.

      A jabłka wszyscy w Polsce lubią. Ba! każdy ma swoją ulubioną odmianę!

      I dżemy też wszyscy lubią. Do świeżej chrupiącej bagietki, na grzankę...

      Ale dżemów jabłkowych w sklepach nie ma. Są wszystkie inne: truskawkowe, śliwkowe, wiśniowe, agrestowe, pomarańczowe....

      Czemu nie jabłkowe? Zbyt banalne w smaku? Mało ciekawy kolor? Czy zbyt rozciapana konsystencja?

      Naprawdę nie wiem.

      Ale ja sobie zrobiłam trochę dżemów jabłkowych. Może z uwagi na dodatki (cebulka, ostre przyprawy, jak choćby pieprz) trzeba by je nazwać chutneyem?

      Ale dla mnie to jednak ciągle dżem, z uwagi na zastosowanie. To słodkie, acz z pikantną nutą, smarowidło na chleb.

      dżem jabłkowy

      

      Bawię się tą manufakturą dżemową, bo dostaję ostatnio sporo papierówek, głównie w formie spadów, i znudziły mi się już naleśniki z jabłkami, racuszki z jabłkami i kompoty.

      Nie robię pulpy do szarlotki, bo nie lubię. Nadzienie do szarlotki, którą lubię, jest zawsze ze świeżych jabłek, startych na grubej tarce, i położonych na warstwie ciasta, bez żadnej wstępnej obróbki cieplnej. Żadne rozprażanie czy zasmażanie jabłek.

      Ale wróćmy do dżemów.

      Jabłka obieram, kroję na kawałki, wkładam do rondla, zasypuję cukrem (ilość cukru do smaku, trzeba próbować) i zaczynam podgrzewać na małym ogniu.

      Kroję cebulę na drobniutką kosteczkę, dodaję do jabłek, podlewam niewielką ilością wrzątku.

      Dodaję dodatki typu rodzynki, suszoną żurawinę, pokrojone śliwki, co tam mam akurat pod ręką.

      Doprawiam pieprzem, szczypta cynamonu, szczyptą papryki.

      Smażę, mieszając (!) aż masa zgęstnieje.

      Po czym przekładam do słoiczków twist, zakręcam, obracam denkami w dół i zostawiam do wystygnięcia.

      Naprawdę pyszne!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 sierpnia 2018 12:05
  • czwartek, 02 sierpnia 2018
    • Są już kozaczki - czas na pierogi

      Ponoć grzybów jest już zatrzęsienie.

      Cóż, ja jako mieszczuch, mogę powiedzieć coś o tym tylko na podstawie tego, co widzę na Burku - naszym tarnowskim targu.

      A widzę teraz przede wszystkim kozaczki, głównie te brązowe, ale i te czerwone już się pojawiły. Są moimi ulubionymi dla letnich dań, mają tę rewelacyjną chrupkość, nawet po obróbce cieplnej. Do pierogów, do zupy, do sosów - nie do zastąpienia!

      Dziś proponuję farsz do pierogów.

      pierogi z kozaczkami

      

      Przepis przywędrował wraz z mamą i babcią ze Świętokrzyskiego.

       

      ok. 5-6 sporych czerwonych kozaczków oczyścić, wrzucić na osolony lekko wrzątek i zblanszować przez ok. 4-5 minut. Odcedzić, przestudzić.

      Przełożyć na dużą deskę i drobno posiekać. Mama i babcia robiły to tasakiem - mieliśmy taki. Dużo było hałasu i stukania, może dlatego, że deski były raczej cienkie.

      Ja robię to na masywnej, grubej desce, a zamiast tasaczka używam do siekania szerokiego ząbkowanego noża do krojenia pieczywa.

      Teraz sporą cebulę drobniutko posiekać, przesmażyć kilka minut na łyżce masła, dodać posiekane grzyby i 1-2 łyżki bułki tartej, żeby farsz był zwarty. Doprawić solą, pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim. Zostawić do ostudzenia.

      Ciasto:

      do pół kilograma mąki wsypać sporą szczyptę soli, zalać wrzątkiem 250 ml, wymieszać łyżką, zostawić by nieco przestygła.

      Dodać 5 łyżek oleju i 1 jajko, wyrobić na miękkie, elastyczne ciasto, zostawić na pół godziny, żeby odpoczęło.

      Ciasto rozwałkować i wyciąć krążki, na każdy nakładać farsz, zlepiać, wrzucać na osolony wrzątek  i gotować 2-3 minuty od wypłynięcia.

      Najlepsze są – moim zdaniem – odsmażane, ale świeżo ugotowane też pyszne.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Są już kozaczki - czas na pierogi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 sierpnia 2018 11:34
  • poniedziałek, 30 lipca 2018
  • niedziela, 29 lipca 2018
    • Kuchenny fartuch

      Jest w każdej kuchni. Bo po prostu nie może go nie być. Sami wiecie, tu coś pryśnie, tu chlapnie, plamy są na porządku dziennym, a przecież bluzeczki czy sukienki jednak szkoda. Fartuch łatwo wyprać, kupno nowego też nie jest problemem.

      Ileż to już fartuszków przewinęło się przez moją kuchnię!

      Kiedy widzę jakiś nowy wzór, pokusa zakupu jest często nieodparta.

      To mój najnowszy nabytek: ludowy, polski i taki słoneczny!

      fartuch polski

      

      Kiedy zobaczyłam go w Cepelii, od razu zaczęłam sobie kalkulować, ileż też jestem w stanie na niego wydać. Podejrzewałam, że - jak to w Cepelii - może być drogi. Myślałam sobie: nooo, pięćdziesiąt... drogo... ale zobaczmy, zobaczyć można...

      Ha! okazało się że tylko dwadzieścia cztery! Kupuję!

      Zwoziłam fartuchy z różnych zakątków świata, a takiego typowo polskiego jakoś nie miałam.

       

      Ostatnio dyżur pełnią u mnie w kuchni fartuch w słoneczniki z Prowansji, angielski w kolorowe koty i "Ani z Zielonego Wzgórza" (towarzyszył książce o kuchni Zielonego Wzgórza, wydanej przez Wydawnictwo Literackie).

      moje fartuchy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchenny fartuch”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 lipca 2018 11:39
  • wtorek, 24 lipca 2018
    • Łazanki z młodą kapustą

      Łazanki były w moim rodzinnym domu zwykle zimowym daniem, sytym i rozgrzewającym, przygotowywanym zarówno z kapusty białej jak i z kiszonej.

      Ale akurat zostało mi kawałek młodej białej kapusty oraz kawałek podsuszanej kiełbasy, więc postanowiłam zrobić letnie łazanki - czyli takie ekspresowe, bo młoda kapusta nie wymaga długiego czasu duszenia.

      azanki_z_mod_kapust

      pół główki niezbyt dużej kapusty

      1. 10 dag kiełbasy podsuszanej
      2. 5 dag boczku (miałam parzony)

      2 cebule

      1 szalotka

      2-3 suszone grzybki

      2 łyżki oleju, 2 łyżki masła

      łyżka mąki

      przyprawy: sól, pieprz, ziarna kminku, czosnek niedźwiedzi

       

      makaron łazanki - ok. 20 dag

       

      Rozgrzać w rondlu olej i masło, dodać posiekane w kostkę cebule, kiełbasę i boczek, smażyć mieszając. Dodać poszatkowaną dość drobno kapustę, posolić, wymieszać, podlać niewielka ilością wrzątku, dusić do miękkości kapusty, dodając grzybki.

      W tym czasie ugotować osobno łazanki.

      Kiedy kapusta będzie już miękka (ale koniecznie jędrna), doprawić ja przyprawami, po czym zasmażką zrobioną z łyżki mąki i łyżki masła.

      Dodać do kapusty ugotowane łazanki, wymieszać.

      Potrawa bardzo dobra jest również odgrzewana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Łazanki z młodą kapustą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 lipca 2018 13:31
  • czwartek, 19 lipca 2018
    • Krupnik pani Ćwierczakiewiczowej

      Kiedy czytałam "Córkę kucharki" (o losach Tosi, przybranej córki słynnej pani Lucyny Ćwierczakiewiczowej), od razu wiedziałam, że muszę wypróbować przepis na krupnik. Bo, po pierwsze, zachwycali się nim bohaterowie książki i po drugie, bo był robiony inaczej niż robię go ja i wszyscy moi znajomi.

      Jak więc?

      Pani Ćwierczakiewiczowa zaleca:

      "Ugotować rosół jak zwyczajnie z tych kości i żyłowatych kawałków, osobno także ugotować kwaterkę kaszy jęczmiennej na gęsto, lejąc parę łyżek tłuszczu z rosołu i gdy się dostatecznie rozklei, wziąć jeszcze kawałek masła, włożyć w kaszę, ubić ją z tym masłem doskonale i rozprowadzić ugotowanym rosołem. Wiele osób zasypuje od razu rosół kaszą jęczmienną; nie jest to dobrze, bo krupnik nie będzie kleisty i biały, a kasza będzie oddzielać się od rosołu".

      Czyli cały sekret w tym, żeby osobno ugotować rosół z jarzynami, a osobno kaszę i dopiero później wszystko razem połączyć.

      Tak też zrobiłam. I wyszło pysznie, chyba będę zawsze tak krupnik gotować.

      krupnik

      

      Przepis? proszę bardzo, choć jeśli ktoś czytał książki kucharskie pani Ćwierczakiewiczowej, to wie, że nie ma tam dokładnych proporcji składników, dokładnych wskazówek (ot, choćby to stwierdzenie: "ugotować rosół jak zwyczajnie" - co wtedy znaczyło to: zwyczajnie?)

      Tak więc przepis, który podam, będzie moją interpretacją tego bardzo ogólnego z książki. Ot, choćby dodanie ziemniaków; pani Lucyna pisze tylko o dodaniu włoszczyzny, a ziemniaki na pewno nie zaliczają sie do tej kategorii. Ale ja po prostu MUSZĘ mieć w krupniku ziemniaki. U nas w domu nikt nie wyobrażał sobie, że może ich w krupniku nie być.

      Co do jarzyn, to albo mają się gotować w całości i potem zostaną pokrojone, albo ściera się je na tarce - nie kroi!

      Bardziej mi się podoba to tarkowanie:)

      To zacznijmy:

       

      kawałek wołowiny (mogą być też kości)

      skrzydełko z kurczaka

      liść laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego

      2-3 suszone grzybki

      sól, pieprz

      Wrzucamy wszystko do rondla, zalewamy zimną wodą i gotujemy na małym ogniu ok. 2 godzin (uzupełniając wodę).

       

      marchew

      pietruszka

      kawałek selera

      cebula

      kawałek pora

      3-4 ziemniaki

      Marchew, pietruszkę i seler po obraniu zetrzeć na grubej tarce, pora pokroić w plasterki, cebulę w piórka, ziemniaki w kostkę, dodać wszystko do rosołu i gotować dalej do miękkości warzyw, ok. godziny.

       

      filiżanka kaszy pęczaku

      2-3 łyżki masła

      Wypłukać pęczak, po czym wrzucić do zagotowanych w rondelku trzech filiżanek wody (lekko osolonej) i gotować do miękkości, mieszając i uzupełniając wodę. Kiedy kasza się już rozklei (będzie gęsta, klejąca się), dodać do niej kilka łyżek rosołu i masło, po czym zdjąć z ognia, rozetrzeć pałką lub drewnianą łyżką i połączyć ją z naszą zupą.

      Mięso wyjąć i pokroić na małe kawałki, po czym z powrotem wrzucić do zupy.

      Doprawić solą i pieprzem, dosypać posiekaną zieleninę (pietruszka, koperek, szczypiorek).

      Można jeszcze dodać każdemu na talerz łyżeczkę gęstej śmietany.

      Smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Krupnik pani Ćwierczakiewiczowej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2018 12:26
  • piątek, 13 lipca 2018
    • Zupa cukiniowa z drobiowymi łezkami

      Zapraszam na szybki, smaczny, letni obiad

      CUKINIOWA Z DROBIOWYMI ŁEZKAMI

      

      ZUPA

      Pół cukini

      2 ziemniaki

      1 cebula

      4 duże ząbki czosnku

      pół litra bulionu warzywnego (u mnie tym razem z kostki)

      po 1 łyżce masła i oliwy

      zioła prowansalskie

      sól, pieprz

       Cebulę, czosnek i ziemniaki obrać, pokroić w kostkę. Cukinię umyć (jeśli młodziutka, to nie obierać), pokroić w półplasterki.

      Rozgrzać w szerokim rondlu oliwę i masło, wrzucić cebulę i czosnek, zeszklić je (nie rumienić), popieprzyć, dodać troszkę ziół prowansalskich, dorzucić ziemniaki, chwilę przesmażyć, dorzucić cukinię, smażyć aż stanie się ona szklista.

      Przygotować bulion warzywny z kostki, wlać go do rondla z warzywami, gotować ok. 30-40 minut, aż warzywa będą miękkie. W razie potrzeby, uzupełniać zupę gorącą wodą.

      Wyjąć kilka półplasterków cukini.

      Pozostałość zmiksować na krem. Sprawdzić, czy nie trzeba doprawić solą lub pieprzem.

      Do każdej bulionówki wlewać zupę i dorzucić kilka półplasterków cukini (tych odłożonych).

      ŁEZKI DROBIOWE

      pojedyncza pierś z kurczaka

      1 jajko

      kilka łyżek grysiku (kaszy manny)

      sól, pieprz, papryka

       

      Surową pierś z kurczaka zmielić w maszynce, dodać jajko i tyle grysiku, żeby powstało luźne ciasto, dające się formować łyżką. Doprawić dobrze przyprawami.

      Na wrzącą osoloną wodę wrzucać uformowane łyżeczką kluseczki. Po wypłynięciu gotować 2 minuty.

      Gotowe kluseczki dodać do zupy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa cukiniowa z drobiowymi łezkami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 13 lipca 2018 13:28
  • poniedziałek, 09 lipca 2018
    • Córka kucharki

      Oto nowa książka - jeszcze cieplutka, jak świeża bułeczka - parę dni temu pojawiła się na księgarskim rynku. Nieprzypadkowo porównałam ją do ciepłej bułeczki, bo jest to powieść kulinarna, o Tosi, przybranej córce słynnej w XIX wieku kucharki i - jak byśmy to dziś nazwali - kulinarnej celebrytki, Lucyny Ćwierczakiewiczowej.

      córka kucharki

      Tosia, wychowana przez tak silną osobowość, jaką była p. Lucyna (często bardzo kontrowersyjna w poglądach i ich oznajmianiu światu) i tak świetną kucharkę, nie miała wyboru: sama została świetną kucharką i zachwycała swym kunsztem rodzinę, jak i znajomych, zarówno w swojej młodości, kiedy łatwo było o znakomitej jakości produkty kulinarne, i kiedy ceniło się sztukę kulinarną, jak i w mrocznych czasach powojennej Warszawy, kiedy jako osiemdziesięcioletnia staruszka, umiała wyczarować pyszności po prostu z niczego.

      Bo autorka, Weronika Wierzchowska, prowadzi nas przez dzieje Tosi symulatanicznie, XX wiek jest odskocznią we wspomnieniach Tosi do czasów belle époque.

      Książka ta spodobałaby się także wielbicielom kryminałów, bo i te, zarówno sensacyjne, jak i zabawne - jak się okaże - wątki pojawiają sie na kartach powieści. O! i szachiści znajdą coś dla siebie!

      Ale wróćmy do kuchni.

      Tosia, młoda panienka, z zamożnego mieszczańskiego domu, kończy właśnie pensję, i staje się panną na wydaniu. Słynne obiady wtorkowe, wydawane przez panią Ćwierczakiewiczową, staną się sceną prezentacji Tosi i jej kulinarnych umiejętności. Wyobrażacie sobie tę krzątaninę w kuchni? Te zapachy i aromaty? Opis obiadu zwykłego, opis obiadu weselnego, zakupy na targu... Koniecznie trzeba to przeczytać.

      Lektura tej książki sprawiła, że ponownie sięgnęłam do zapomnianej już nieco książki Ćwierczakiewiczowej  "365 obiadów", która gdzieś tam kurzyła się na półce. Wszystkie przepisy, tak barwnie opisane w "Córce kucharki", tu są.

      Przyznam też, że być może zweryfikuję swoją pewność co do sposobu przygotowania niektórych potraw... I jedna i druga autorka z taką pewnością siebie twierdzą, że tylko taki a nie inny sposób gotowania jest właściwy. Choćby taki krupnik; matko jedyna, może ja naprawdę źle go gotuję???? Sprawdzę to:)

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 lipca 2018 13:35
  • piątek, 29 czerwca 2018
    • W kuchni tajskiej z filmem "Niemożliwe"

      O tym, jak straszne może być tsunami, dowiedzieliśmy się parę lat temu, kiedy fala poczyniła tak ogromne spustoszenie u wybrzeży Tajlandii. Jeden z filmów fabularnych, który nakręcono na podstawie tych wydarzeń, to "Niemożliwe" - film z 2012 roku w reżyserii Juana Bayony.

      Rodzina, która przyjechała tu na święta, rozdzielona została przez żywioł. Czy ocaleje ktoś z nich, czy uda im się spotkać? Jak zachowają się w obliczu śmiertelnego zagrożenia? Jest to piękny film, który pokazuje szukanie nadziei tam, gdzie wydawałoby się, nadziei już nie ma. Jest pochwałą ludzkiej niezłomności, determinacji i - co zaskakujące, zwykłej ludzkiej empatii wobec dramatu spotkanych nieznajomych.

      fim niemożliwe

       Kolacja, która nam towarzyszyła po obejrzeniu filmu, była inspirowana, rzecz jasna, kuchnią tajską. 

      menu tajskie

      stół

      Jako przystawkę podałam surówkę warzywną z azjatyckim dressingiem

      surówka azjatycka

       Później tajska zupa z kurczakiem 

      zupa tajska

      Danie główne to wołowa polędwica w sosie ostrygowym z ryżem jaśminowym

      polędwica w sosie ostrygowym

      Deser - pucharek świeżych owoców: ananas, mango, morele, borówki, truskawki.

      pucharek owoców

       Do kawy było kruche ciasto z owocami i galaretką. 

      ciasto z owocami

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 29 czerwca 2018 11:37
  • piątek, 22 czerwca 2018
    • Regionalne pierogi z Zalipia

      Pozostańmy jeszcze chwilę w kręgu kuchni regionalnej Małopolski.

      Moje zauroczenie malowaną wsią Zalipie trwa i ciągle szukam również kulinarnych tropów tej niezwykłej kultury. Przyznam, że idąc do krakowskiej restauracji "Zalipianki", liczyłam na regionalne dania właśnie z okolic Zalipia, choćby na sławne tam pierogi z farszem ze słodkiej kapusty i kiełbasy. No, ale niestety, nie; inspiracja kultura Zalipia ograniczona została tylko do wystroju lokalu.

      Ostatnio trafiłam na prawdziwą perełkę: "Pamiętnik kulinarny Ponidzia i  Powiśla", gdzie znalazłam przepis na "pirogi zalipskie". Wyszukałam już kiedyś recepturę na te pierogi, robiłam je, ale ten tutaj przepis ma dodatkowy składnik, który dodaje nadzieniu pełniejszego smaku: to tarta marchewka, dodana w końcowej fazie robienia farszu. Zrobiłam według wskazówek, dostosowawszy tylko proporcje do kuchni singla i proszę, oto rezultat:

      pierogi_zalipiaskie_2

      A oto przepis:

      Słodka kapusta – pół małej główki

       wiejska  kiełbasa około 10 dag,

      cebula  –  2, marchew- 1 szt, czosnek –  4  ząbki, 

       ziele  angielskie  – 2-3 ziarenka,  liście  laurowe  –  1  szt,

      sól,  pieprz  do  smaku, 

      słonina  do smażenia  kapusty  i omaszczenia pierogów 

      Składniki na ciasto na pirogi:

      0,5kg   mąki  

       1 jajko

      1 szklanka dobrze ciepłej wody.

      Opis przygotowania nadzienia do pirogów:

      Kapustę obgotować, dodając ziele angielskie i liść laurowy, następnie odcisnąć i drobno poszatkować.

      Drobno pokroić słoninę i podsmażyć na patelni, dodać pokrojoną w kostkę cebulę, czosnek  i pokrojoną wiejską kiełbasę, zeszklić, następnie   wymieszać   z kapustą.

      Dodać  marchewkę  startą  na  grubych oczkach, wszystko razem smażyć do miękkości. Doprawić solą i pieprzem do smaku.

      Wystudzić.

      Opis przygotowania ciasta na pirogi:

      Składniki   na   ciasto   dokładnie  wymieszać,   dodawać   odrobinę ciepłej  wody,  aby  wyrobione  ciasto  miało  elastyczną  i jednolitą konsystencję.   Następnie   należy je  rozwałkować  i wyciąć  kwadraty. Na każdy kwadrat, nakładamy nadzienie  i każdego  piroga  pięknie  sklejamy  tak,  aby  miał  ładną i zgrabną falbankę. Tak przygotowane  pierogi  wrzucamy  do  gotującej  wody  i gotujemy  przez  trzy minuty.  Po  ugotowaniu  należy  je przelać  zimną  wodą,  żeby  pierogi  nie  sklejały  się.  Dla  pięknego apetycznego wyglądu oraz dobrego  smaku,  omaszczamy  je  usmażoną  słoniną  z

      cebulą.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Regionalne pierogi z Zalipia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 22 czerwca 2018 11:12
  • wtorek, 19 czerwca 2018
    • Czy gotuje jeszcze ktoś zalewajkę?

      Zalewajka to dla mnie zupa dzieciństwa, rodzinna tradycja i często pojawia się na moim stole.

      Ja jestem już małopolanką, od urodzenia, ale moja rodzina wywodzi się ze świętokrzyskiego, i stamtąd przywędrowała moja zalewajka.

      Parę dni temu jadłam zalewajkę w krakowskiej restauracji "Zalipianki" Ewy Wachowicz, bardzo ucieszona, że tak prosta, chłopska właściwie zupa, pojawiła się w tak renomowanym lokalu. I okazało się, że to, co nam podano, zalewajką chyba jednak nie jest. To był raczej wielkanocny żurek, z dużą ilością kiełbasy, jajek i chrzanu. A nie było w zupie ziemniaków, a są one nieodłącznym elementem zalewajki.

      Sprawdziłam to sobie; ziemniaki to naprawdę niezbędny element zalewajki. Zupa wpisana jest na ministerialną listę produktów tradycyjnych i rozumie się przez nią zupę wiejską, zawierającą ugotowane, pokrojone w kostkę ziemniaki, zalane (stąd właśnie nazwa zupy) żurem z zakwasu chlebowego. Wywodzi się z centralnej Polski (Łódź, Kielce), a jej regionalne odmiany różnią się jedynie dodatkami; ale sposób przygotowania jest niezmienny.

      Zaraz więc po powrocie z Krakowa, ugotowałam naszą, rodzinną zalewajkę.

      moja_rodzinna_zalewajka

      Robię ją tak, jak robiły babcia i mama. Nawet miejsce przygotowania jest to samo. Ta sama kuchnia, te same składniki, ta sama kolejność przygotowania. Dawno już nie przemówiła tak bardzo do mnie  tradycja i wspomnienia. To był nasz rodzinny, domowy czas. To jest teraz mój czas, mój udział w zachowywaniu i tworzeniu domowej tradycji.

       

      Jak tę zupę u nas robimy? Proszę bardzo, oto przepis:

      Na 2-3 osoby biorę 2 duże ziemniaki, obieram, kroję w kostkę, wrzucam do rondla, zalewam zimną wodą gdzieś tak do połowy garnka. Dodaję 1 cebulę pokrojoną w kostkę. Lekko solę. Wrzucam listek laurowy i 2 ziarna ziela angielskiego oraz 1-2 ząbki czosnku. Gotuję do miękkości ziemniaków.

      Teraz dodaję zakwas żurkowy, jakieś pół szklanki. Trudno powiedzieć, ile go dać, bo wszystko zależy od tego, jaki on jest, czy bardzo kwaśny. Trzeba dodawać po troszku i próbować, czy smak nam już odpowiada. Chwilę jeszcze trzeba pogotować i na końcu dodaję śmietanę. Taką porządną, kwaśną, gęstą (18 % co najmniej), jakieś 2-3 łyżki. Mieszam mątewką, żeby nie było grudek. Posypuję posiekanym szczypiorkiem lub zieloną cebulką.

      Próbuję, ewentualnie doprawiam solą i pieprzem. Gotowe.

      W wersji bardziej bogatej, razem z ziemniakami dodaje się do garnka kawałek kiełbasy drobno posiekanej. Ja lubię jeszcze dorzucić 2-3 suszone grzyby.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Czy gotuje jeszcze ktoś zalewajkę?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 czerwca 2018 12:07
  • piątek, 15 czerwca 2018
    • Zalipianki Ewy Wachowicz

      Pod koniec ubiegłego roku otwarto na nowo dawną restaurację "U Zalipianek", u zbiegu ulicy Szewskiej i Karmelickiej w Krakowie. Teraz lokal nosi nazwę "Zalipianki" a jej właścicielka jest p. Ewa Wachowicz, znana z kulinarnych programów i książek.

      Czaiłam się na obiad tutaj, zwłaszcza, że restauracja w zamyśle nawiązuje do lokalnej kuchni galicyjskiej, a tytułowe Zalipie - słynna, malowana wieś, leży w bliskim sąsiedztwie mojego miejsca zamieszkania.

      zalipianki_EW

      Tak więc trafiłyśmy tu z siostrzenicą przy okazji jej pobytu w Polsce.

      Różnie już pisano o tej restauracji, więc tym bardziej byłyśmy ciekawe. Zgodnie przyznajemy obie, że było warto, było miło i było smacznie. Byłyśmy w zwykły, wtorkowy dzień, po południu, prosto z ulicy, bez rezerwacji. Na tarasie było sporo gości, ale wewnątrz - miejsc ile by się nie chciało. Ja zawsze wolę posiłek wewnątrz lokalu; wtedy odczuwa się klimat miejsca.

      Zalipianki mają wnętrza stylizowane na ludowo, z barwnymi kwiatami malowanymi na ścianach, surowymi podłogami, umeblowanie jednolite, proste. Ludowe akcenty, ale i prostota - to duże atuty lokalu.

      wnętrze zalipianek

      Chyba czas już na menu. To będzie dwugłos - każda z nas opisze swoje dania. Już kiedyś miałyśmy takie lato, kiedy jadałyśmy codziennie obiady w lokalach naszego miasta i opisywałyśmy swoje wrażenia:) Miło było do tej tradycji wrócić.

      Marta:

      Za moich studenckich czasów Zalipianki nigdy nie były miejscem, gdzie chciało się wejść na polski, domowy obiad. Może dlatego, że takowy był najlepszy w domy  i zawsze można było nim jeszcze wypchać słoiki. Gości z zagranicy zabierało się w inne miejsca. Dlatego trochę zdziwiła mnie propozycja zjedzenia tam obiadu.

      Tak kiedyś wyglądały Zalipianki:

      zalipianki dawniej

      Najpierw dostałyśmy czekadełko - świetny chleb z czarnuszką, do tego pyszny smalec  i nieco mniej pyszna pasta z fasoli 

      czekadełko 

       Polski obiad musi mieć zupę. Ja wybrałam zalewajkę; szalenie byłam jej ciekawa, bo też rzadko można znaleźć restaurację, gdzie by ją podawano. Ta tutaj zasługuje na osobny wpis na blogu; póki co powiem tylko, że bardziej przypomina ona świąteczny żurek. Ale smakowała! 

      zalewajka

      Marta:

      Jako przystawkę/ zupę wybrałam krem z ogórka kiszonego ze słodką śmietaną i bundzem. Zupa była dobra, kwaśna, z dobrej jakości ogórków kiszonych, gęsta i kremowa. Jeżeli ktoś nie jest fanem kwaskowatości śmietana ją idealne zbalansuje. Polecam też pozostawić ser na parę chwil w zupie, wtedy będzie miał czas na rozpuszczenie się.

      krem z ogórka

      

      Danie główne.

      Wybrałam maczankę po krakowsku, jako że to nasze regionalne, sławne danie. Tradycyjnie powinna być podana w bułce z dużą ilością sosu. Tutaj była to raczej wariacja klasycznej maczanki, jako że w misce ułożono spory kawałek chleba (z czarnuszką), polano sosem i na to nałożono kawałki wieprzowiny i ozdobiono jeszcze chrupiącym chipsem z bekonu. Ale dobre było.

      maczanka

      Marta:

      Jako danie główne wybrałam tradycyjny kotlet schabowy, ziemniaki i  zasmażaną młodą kapustę.  Kiedy myślę o tradycyjnym polskim obiedzie w czerwcu to ten zestaw zawsze będzie numerem jeden. I muszę przyznać, że to był strzał w 10. Wszystko było bardzo smaczne. Kapusta była zupełnie inna niż ta, którą znałam  z domu rodzinnego, ale do jej  smaku nie mogłam się przyczepić. Kotlet słusznych rozmiarów, mięso nie było rozbite zbyt cienko ani zbyt grubo, panierka nie była mokra i nie odklejała się od mięsa. Jedyne zastrzeżenie mogę mieć do zbyt malej ilości soli na kotlecie. Ale zawsze lepiej dosolić.

      schabowy

      

      Deser

      Czułam, że będę zbyt przejedzona, by dać radę deserowi. Dlatego zdecydowałam się tylko na sorbet, ale i tak porcja była za duża

      sorbet

      

      Marta:

      Niestety, deser mnie rozczarował. Chociaż prezentacja była oszałamiająca. Zamówiłam szarlotkę na rubinoli z lodami waniliowymi i sosem cynamonowym. O ile ani do sosu ani do lodów nie mogę się przyczepić, choć nie wiem czy lody robią sami, o tyle szarlotka nie za bardzo przypominała szarlotkę. W cieście dominującym smakiem był smak cytryny, który maskował wszystkie inne smaki, przez co szarlotka smakowała bardziej jak ciasto cytrynowe. Próbowałam różnych kombinacji składników na talerzu, niestety nic nie ocaliło nieszczęsnej szarlotki.

      szarlotka

      

      Generalnie - ja jestem zadowolona. Cenowo - jak to w krakowskich lokalach - trochę to wszystko kosztuje, ale ceny są porównywalne do innych lokali. Obiad dla dwóch osób, z napojami na początek, lampką wina dla mnie i drinkiem dla Marty - kosztował nas 200 zł (bez napiwków).

      Fatalny minus - BRAK SERWETEK!

      Marta:

      Ogólnie muszę przyznać, że obiad był bardzo udany. Jedna przestroga uważajcie na porcje – są ogromne. 2 - daniowy obiad z deserem to było zdecydowanie zbyt dużo. Jest  jedna rzecz, którą chętnie bym zmieniła  - dekoracja dań. Zarówno „na” zupie i „na” schabowym rzucona była kupka liści sałatopodobnych.  Trochę nie zrozumiałam zamysłu kucharza po co ją tam umieścił i nie widziałam też sensu, ponieważ zaburzało to spójność dania. Ale to tylko taka mała uwaga- żeby nie było zbyt cukierkowo.

      Ach, jeszcze jedno - sztućce dostaje się w ładnej kopercie

      sztućce

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 15 czerwca 2018 13:34
  • poniedziałek, 28 maja 2018
    • Wiosenno-letnia sałatka jarzynowa

      Znacie ten schemat: jeśli gotujemy rosół, to konsekwencją jest sałatka jarzynowa:) to najlepszy sposób na wykorzystanie jarzyn z rosołu.

      Gotowałam rosół, proponuję więc sałatkę jarzynową, ale w wersji wiosenno-letniej. Jarzyny były nowalijkowe, a oprócz tego do sałatki dodałam pomidory i świeży ogórek, zamiast kiszonego.

      wiosenno_letnia_saatka_jarzynowa

      3 młode marchewki i 1 pietruszka - ugotowane

      1 cebula

      2 pomidory

      1 świeży ogórek

      4 jajka ugotowane na twardo

      puszka zielonego groszku

      sól, pieprz, spora szczypta cukru

      2-3 łyżki śmietany

      1 łyżka musztardy

      2 łyżki majonezu

       

      Wszystkie warzywa i jajka pokroić w równą kostkę.

      Dodać odsączony groszek.

      Śmietanę, musztardę i majonez wymieszać. Dodać do warzyw, doprawić solę, pieprzem i cukrem.

      Zostawić na pół godziny.

      I gotowe.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 maja 2018 10:49
  • piątek, 25 maja 2018
    • Zapraszam na zupę szparagową

      Maj to najlepszy czas na szparagi. Ich specyficzny smak świetny jest również w zupie.

      Zapraszam!

      zupa_szparagowa

      4-5 łodyg zielonych szparagów

      4 ziemniaki

      1 cebula

      skrzydełko z kurczaka

      2-3 łyżki śmietany

      3 plastry bekonu lub bardzo chudego boczku

      szczypiorek

      sól, pieprz

       

      Ziemniaki i cebulę obrać, pokroić w kostkę, zalać wodą, dodać skrzydełko z kurczaka, lekko osolić i gotować do miękkości.

      Szparagi obrać, odkroić główki i zostawić je na razie na boku. Pozostałe łodygi pokroić w plasterki, dorzucić do wywaru.

      Kiedy warzywa będą już na wpół miękkie, dodać główki szparagów, gotować jeszcze kilkanaście minut.

      Wyjąć z zupy główki szparagów.

      Zupę zmiksować, dodać śmietanę, doprawić.

      Włożyć z powrotem główki szparagów do zupy.

      Boczek pokroić w paski, usmażyć na chrupko.

      Do każdej porcji dodawać bekon i posiekany szczypiorek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 25 maja 2018 13:25
  • wtorek, 15 maja 2018
    • Bigos prałacki

      Dawno już czekał, zaznaczony (w książce H. Dębskiego Bukiet z warzyw), ten przepis, by go wypróbować. I przyszedł jego czas.

      Jest świetny, bardzo sycący, w sam raz na chłodniejsze dni, które teraz mamy.

      bigos_praacki

      50 dag kapusty kiszonej

      10 dag kiełbasy

      10 dag boczku wędzonego

      cebula

      10 dag fasolki perłowej

      kilka grzybów suszonych

      2 łyżki koncentratu pomidorowego

      łyżka mąki

      łyżka oleju i łyżka masła

      sól, pieprz, majeranek, czosnek granulowany i niedźwiedzi, szczypta cukru

       

      Fasolę namoczyć na kilka godzin. Następnie ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie.

      Kapustę lekko odcisnąć, pokrajać, zalać małą ilością wrzącej wody, dodać namoczone i pokrojone w paski grzyby oraz pokrojony boczek. Gotować pod przykryciem do miękkości.

      Cebulę obrać, pokroić w kostkę, podsmażyć na oleju i maśle, dodając pokrojoną kiełbasę, dodać mąkę i chwilę jeszcze podsmażyć.

      Do kapusty dodać koncentrat pomidorowy i przyprawy, połączyć z fasolą oraz cebulą i kiełbasą. Zagotować wszystko razem, ewentualnie doprawić i zostawić na jakieś pół godziny, by smaki się wymieszały.

      Bardzo dobry jest do odgrzewania, jak to bigos, zawsze na tym zyskuje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bigos prałacki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 maja 2018 10:28

Kalendarz

Sierpień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl