Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • czwartek, 18 października 2018
    • Zupa ogórkowa na imieniny

      W moim domu była tradycja, że  każdy na swoje imieniny dostaje taki obiad, jaki najbardziej lubi.

      Dla mnie mama gotowała zupę ogórkową i kotlety schabowe.

      No, może mało wyszukany ten ulubiony obiad, ale taki właśnie był. I właściwie nadal jest.

      Dlatego, z okazji swoich imienin, ugotowałam ogórkową.

      Taką, jak lubię.

      ogórkowa

      

      3 ziemniaki pokrojone w drobną kostkę

      1 cebula pokrojona w cienkie półplasterki

      2 duże ogórki kiszone starte na grubej tarce

      czubata łyżka ryżu

      łyżka masła

      1-2 łyżki śmietany

      pół szklanki wody z kiszenia ogórków

      sól, grubo mielony pieprz

       

      Ziemniaki i cebulę wrzucić do rondla, zalać zimną wodą; kiedy woda się zagotuje dodać wypłukany ryż, lekko osolić i gotować do miękkości składników.

      Starte ogórki przesmażyć na maśle, dodając wodę spod ogórków, dodać do zupy.

      Gotować nadal na małym ogniu jeszcze ok. 10 minut.

      Dodać śmietanę, dokładnie ją roztrzepać, aby nie było grudek.

      Doprawić zupę solą i pieprzem do smaku.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa ogórkowa na imieniny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 października 2018 13:16
  • niedziela, 07 października 2018
  • środa, 03 października 2018
    • Moje domowe rydze

      Pewnie widzieliście, że pojawiły się rydze.

      Czas na marynaty!

      domowe rydze

      Nasz domowy niezawodny przepis:

      na 4 szklanki wody - 1 szklanka octu spirytusowego

      pół szklanki cukru

      czubata łyżka soli

      Wszystkie te składniki - do rondla i zagotowuje się razem. Zalewa powinna nieco wystygnąć.

      Zalewy wystarczy na ok. 6 takich małych słoiczków jak na zdjęciu.

      Rydze są blaszkowe, dlatego trzeba je bardzo dokładnie umyć pod bieżącą wodą.

      Wrzuca się je na lekko osolony wrzątek i gotuje ok. 10 min, następnie odcedza i odstawia do ostudzenia.

      Do każdego wyparzonego słoiczka wkłada się liść laurowy, kilka ziaren pieprzu oraz grzyby i kilka plasterków cebuli pokrojonych w plastry.

      Wlewa się zalewę.

      Teraz pasteryzacja: słoiki ustawia się w dużym rondlu, zalewa zimną wodą i na małym ogniu doprowadza wodę do wrzenia (ale tylko tak, żeby woda lekko mrugała). Pasteryzuje się 15 minut.

      Po tym czasie wodę odlewam, słoiki wyciągam, odwracam do góry dnem, przykrywam ściereczką i odstawiam do przestygnięcia.

      Rydze gotowe są do jedzenia po ok. 2-3 miesiącach, kiedy już złapią smak zalewy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 03 października 2018 16:08
  • piątek, 14 września 2018
    • Kanapki żydowskie

      Nasze powakacyjne spotkanie filmowe odbyło się znienacka; okazało się, że jest tylko jeden jedyny dzień, który wszystkim pasuje i w dodatku wypada on za kilka dosłownie dni. Musiałam więc bardzo sprężyć się z przygotowaniem menu i siłą rzeczy jest ono trochę mniej wyszukane niż zwykle.

      Tematyka filmu ("Sprawa Chrystusa" z 2017 roku) zdecydowała o kuchni żydowskiej.

      Niewątpliwym przebojem menu były kanapki żydowskie - podane jako przystawka. Kanapki w ogóle cieszą się zawsze wielkim powodzeniem i myślę, że może powinnam się wyspecjalizować w ich przyrządzaniu:)

      Kanapki żydowskie - tak je nazwałam - to malutkie kromeczki bagietki posmarowane masłem i obłożone tzw. żydowskim kawiorem, tj. pastą z kurzych wątróbek i jajek na twardo, ozdobione kiszonym ogórkiem i pomidorem.

      kanapki żydowskie

      

      Przepis na kawior (według Kuchni żydowskiej Rebeki Wolff, opracowanej przez Barbarę Adamczewską, z moimi lekkimi modyfikacjami - np. nie grillowałam wstępnie wątróbek i nie miksowałam cebuli, bo lubię jak mi chrupie)

      20 dag kurzych wątróbek

      4 jajka na twardo

      1 duża cebula

      1-2 łyżki majonezu

      sól, pieprz

      siekany szczypiorek i koperek

       

      Wątróbki wrzucić do lekko osolonego wrzątku i gotować kilka minut. Odcedzić, wystudzić, po czym zmiksować.

      Cebulę obrać i pokroić w drobniuteńką kosteczkę.

      Jajka zetrzeć na drobnej tarce.

      Połączyć wątróbkę, cebulę i jajka, dodać szczypiorek, koperek, sól, pieprz i majonez. Wymieszać, rozgniatając widelcem, aż powstanie pasta. Oziębić ją w lodówce.

       

      Jako danie główne podałam czulent - jednogarnkowa, bardzo sycąca potrawa z wołowiny, fasoli i kaszy, do której świetnie pasowało czerwone wytrawne wino przywiezione z Kany Galilejskiej.

      czulent

       Do kawy upiekłam szarlotkę - są już szare renety. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kanapki żydowskie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 14 września 2018 09:32
  • środa, 05 września 2018
    • Nie uwierzycie, jak dawniej wyglądała moja kuchnia

      Popatrzcie, to taka zwykła kuchnia w bloku. Na tyle duża, że oprócz standardowej zabudowy w kształcie litery L, dało się jeszcze zmieścić stół z krzesłami.

      moja kuchnia

      

      A teraz cofnijmy się w czasie o sześćdziesiąt lat.

      Wczesne budownictwo PRL-u rządziło się specyficznymi regułami. Owszem, budowane bloki mieszkalne były nowoczesne, gdyż miały centralne ogrzewanie, doprowadzony gaz, rzecz jasna bieżącą wodę, junkersy gazowe podgrzewające ją, w pokojach dębowy parkiet, ale też w kuchniach umieszczono wmurowane piece kaflowe z płytą do gotowania i tzw. duchówką do pieczenia.

      O, coś takiego stało w naszej kuchni, tyle że nie było tak ładnie obudowane kafelkami

      stary piec kuchenny

      (zdjęcie z internetu)

      Ważnym elementem był wiszący pogrzebacz, tym przesuwało się węgiel w piecu. Żelazna płyta do gotowania miała okrągłe, ruchome, wyjmowane tzw. fajerki, można było stawiać garnek czy patelnię nawet na otwartym ogniu - do woków byłoby obecnie w sam raz:)

      A jak smakowały pieczone bezpośrednio na tej płycie podpłomyki czy rydze! Ech, były to czasy!

      Z pieczeniem ciast nie było łatwo; trzeba było naprawdę znać swoją duchówkę i umiejętnie regulować płomień w piecu.

      Ale nasze mieszkanie, oprócz pieca w kuchni, miało również zawieszoną na specjalnej półce dwupalnikową kuchenkę gazową do gotowania. Jak trzeba było coś szybko upichcić, to głównie na tej kuchence.

      Z czasem mieszkańcy bloku zaczęli rozbierać te kuchenne piece i wstawiali kuchnie gazowe, znane nam dzisiaj.

      U nas tato dość długo opierał się likwidacji pieca. Jak to argumentował? Jeśli znów wybuchnie wojna, to gaz mogą odciąć, a trochę drewna czy węgla do pieca zawsze się znajdzie i jakoś przetrwamy. Pamiętajmy, że to był okres zimnej wojny w Europie i naprawdę nie wiadomo było, co z tego wyniknie, a doświadczenia wojenne rodziców robiły swoje.

      W końcu jednak i u nas piec zniknął.

      Ach, jeszcze taka ciekawostka: podłoga w kuchni była z sosnowych, jasnych desek i deski te szorowało się szczotką ryżową! A parkiet się pastowało i froterowało. Wyobrażacie to sobie?! Ile trudu trzeba było włożyć w utrzymanie mieszkania w czystości?!

      Brzmi to dziś jak opowieści głodnego wilka, ale to były realia mojego wczesnego dzieciństwa.

      Dziś historia zatoczyła koło i znów mieszkam w tym samym mieszkaniu, jakże teraz zmienionym.

      Siadam czasem w kuchni i patrzę: to tu był piec i widzę tę małą dziewuszkę, którą mama i babcia upominają: uważaj, nie dotykaj blachy, bo się poparzysz....

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nie uwierzycie, jak dawniej wyglądała moja kuchnia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 05 września 2018 09:29
  • czwartek, 23 sierpnia 2018
  • poniedziałek, 20 sierpnia 2018
    • Święty Jacku z pierogami

      Nie zapominam o dniu świętego Jacka w sierpniu (17-tego) i o pierogach, którymi karmił głodnych. Pamiętam o tym również ze względu na dziadka, ojca mamy, który nosił to imię w rzadkim już dzisiaj, starodawnym brzmieniu: Jacenty (nie znałam go, zmarł wiele lat przed moim urodzeniem).

      Z tych względów robię co roku w ten dzień pierogi. W tym roku siedemnasty sierpnia wypadł w piątek, więc były to pierogi jarskie, z grzybami (mieszanka pieczarek i kurek).

      pierogi św Jacka

      (przepis od lat ten sam, kilka dni temu był na moim blogu).

      A w Krakowie, już szesnasty raz odbył się festiwal pierogów; czasami bywałam na nim, ale tegoroczne upały zniechęcają do podróży.

      W tym roku konkurs był tematyczny: oceniano pierogi ruskie; statuetkę św. Jacka zdobyły pierogi Babci Władzi z Trzciany, zaś nagrodę publiczności, statuetkę św. Kazimierza, zdobyła firma "Pierogowe Fantazje".

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2018 12:12
  • poniedziałek, 06 sierpnia 2018
    • Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?

      W końcu, czego, jak czego, ale jabłek to nam w Polsce nie brakuje.

      A jabłka wszyscy w Polsce lubią. Ba! każdy ma swoją ulubioną odmianę!

      I dżemy też wszyscy lubią. Do świeżej chrupiącej bagietki, na grzankę...

      Ale dżemów jabłkowych w sklepach nie ma. Są wszystkie inne: truskawkowe, śliwkowe, wiśniowe, agrestowe, pomarańczowe....

      Czemu nie jabłkowe? Zbyt banalne w smaku? Mało ciekawy kolor? Czy zbyt rozciapana konsystencja?

      Naprawdę nie wiem.

      Ale ja sobie zrobiłam trochę dżemów jabłkowych. Może z uwagi na dodatki (cebulka, ostre przyprawy, jak choćby pieprz) trzeba by je nazwać chutneyem?

      Ale dla mnie to jednak ciągle dżem, z uwagi na zastosowanie. To słodkie, acz z pikantną nutą, smarowidło na chleb.

      dżem jabłkowy

      

      Bawię się tą manufakturą dżemową, bo dostaję ostatnio sporo papierówek, głównie w formie spadów, i znudziły mi się już naleśniki z jabłkami, racuszki z jabłkami i kompoty.

      Nie robię pulpy do szarlotki, bo nie lubię. Nadzienie do szarlotki, którą lubię, jest zawsze ze świeżych jabłek, startych na grubej tarce, i położonych na warstwie ciasta, bez żadnej wstępnej obróbki cieplnej. Żadne rozprażanie czy zasmażanie jabłek.

      Ale wróćmy do dżemów.

      Jabłka obieram, kroję na kawałki, wkładam do rondla, zasypuję cukrem (ilość cukru do smaku, trzeba próbować) i zaczynam podgrzewać na małym ogniu.

      Kroję cebulę na drobniutką kosteczkę, dodaję do jabłek, podlewam niewielką ilością wrzątku.

      Dodaję dodatki typu rodzynki, suszoną żurawinę, pokrojone śliwki, co tam mam akurat pod ręką.

      Doprawiam pieprzem, szczypta cynamonu, szczyptą papryki.

      Smażę, mieszając (!) aż masa zgęstnieje.

      Po czym przekładam do słoiczków twist, zakręcam, obracam denkami w dół i zostawiam do wystygnięcia.

      Naprawdę pyszne!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 sierpnia 2018 12:05
  • czwartek, 02 sierpnia 2018
    • Są już kozaczki - czas na pierogi

      Ponoć grzybów jest już zatrzęsienie.

      Cóż, ja jako mieszczuch, mogę powiedzieć coś o tym tylko na podstawie tego, co widzę na Burku - naszym tarnowskim targu.

      A widzę teraz przede wszystkim kozaczki, głównie te brązowe, ale i te czerwone już się pojawiły. Są moimi ulubionymi dla letnich dań, mają tę rewelacyjną chrupkość, nawet po obróbce cieplnej. Do pierogów, do zupy, do sosów - nie do zastąpienia!

      Dziś proponuję farsz do pierogów.

      pierogi z kozaczkami

      

      Przepis przywędrował wraz z mamą i babcią ze Świętokrzyskiego.

       

      ok. 5-6 sporych czerwonych kozaczków oczyścić, wrzucić na osolony lekko wrzątek i zblanszować przez ok. 4-5 minut. Odcedzić, przestudzić.

      Przełożyć na dużą deskę i drobno posiekać. Mama i babcia robiły to tasakiem - mieliśmy taki. Dużo było hałasu i stukania, może dlatego, że deski były raczej cienkie.

      Ja robię to na masywnej, grubej desce, a zamiast tasaczka używam do siekania szerokiego ząbkowanego noża do krojenia pieczywa.

      Teraz sporą cebulę drobniutko posiekać, przesmażyć kilka minut na łyżce masła, dodać posiekane grzyby i 1-2 łyżki bułki tartej, żeby farsz był zwarty. Doprawić solą, pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim. Zostawić do ostudzenia.

      Ciasto:

      do pół kilograma mąki wsypać sporą szczyptę soli, zalać wrzątkiem 250 ml, wymieszać łyżką, zostawić by nieco przestygła.

      Dodać 5 łyżek oleju i 1 jajko, wyrobić na miękkie, elastyczne ciasto, zostawić na pół godziny, żeby odpoczęło.

      Ciasto rozwałkować i wyciąć krążki, na każdy nakładać farsz, zlepiać, wrzucać na osolony wrzątek  i gotować 2-3 minuty od wypłynięcia.

      Najlepsze są – moim zdaniem – odsmażane, ale świeżo ugotowane też pyszne.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Są już kozaczki - czas na pierogi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 sierpnia 2018 11:34
  • poniedziałek, 30 lipca 2018
  • niedziela, 29 lipca 2018
    • Kuchenny fartuch

      Jest w każdej kuchni. Bo po prostu nie może go nie być. Sami wiecie, tu coś pryśnie, tu chlapnie, plamy są na porządku dziennym, a przecież bluzeczki czy sukienki jednak szkoda. Fartuch łatwo wyprać, kupno nowego też nie jest problemem.

      Ileż to już fartuszków przewinęło się przez moją kuchnię!

      Kiedy widzę jakiś nowy wzór, pokusa zakupu jest często nieodparta.

      To mój najnowszy nabytek: ludowy, polski i taki słoneczny!

      fartuch polski

      

      Kiedy zobaczyłam go w Cepelii, od razu zaczęłam sobie kalkulować, ileż też jestem w stanie na niego wydać. Podejrzewałam, że - jak to w Cepelii - może być drogi. Myślałam sobie: nooo, pięćdziesiąt... drogo... ale zobaczmy, zobaczyć można...

      Ha! okazało się że tylko dwadzieścia cztery! Kupuję!

      Zwoziłam fartuchy z różnych zakątków świata, a takiego typowo polskiego jakoś nie miałam.

       

      Ostatnio dyżur pełnią u mnie w kuchni fartuch w słoneczniki z Prowansji, angielski w kolorowe koty i "Ani z Zielonego Wzgórza" (towarzyszył książce o kuchni Zielonego Wzgórza, wydanej przez Wydawnictwo Literackie).

      moje fartuchy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchenny fartuch”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 lipca 2018 11:39
  • wtorek, 24 lipca 2018
    • Łazanki z młodą kapustą

      Łazanki były w moim rodzinnym domu zwykle zimowym daniem, sytym i rozgrzewającym, przygotowywanym zarówno z kapusty białej jak i z kiszonej.

      Ale akurat zostało mi kawałek młodej białej kapusty oraz kawałek podsuszanej kiełbasy, więc postanowiłam zrobić letnie łazanki - czyli takie ekspresowe, bo młoda kapusta nie wymaga długiego czasu duszenia.

      azanki_z_mod_kapust

      pół główki niezbyt dużej kapusty

      1. 10 dag kiełbasy podsuszanej
      2. 5 dag boczku (miałam parzony)

      2 cebule

      1 szalotka

      2-3 suszone grzybki

      2 łyżki oleju, 2 łyżki masła

      łyżka mąki

      przyprawy: sól, pieprz, ziarna kminku, czosnek niedźwiedzi

       

      makaron łazanki - ok. 20 dag

       

      Rozgrzać w rondlu olej i masło, dodać posiekane w kostkę cebule, kiełbasę i boczek, smażyć mieszając. Dodać poszatkowaną dość drobno kapustę, posolić, wymieszać, podlać niewielka ilością wrzątku, dusić do miękkości kapusty, dodając grzybki.

      W tym czasie ugotować osobno łazanki.

      Kiedy kapusta będzie już miękka (ale koniecznie jędrna), doprawić ja przyprawami, po czym zasmażką zrobioną z łyżki mąki i łyżki masła.

      Dodać do kapusty ugotowane łazanki, wymieszać.

      Potrawa bardzo dobra jest również odgrzewana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Łazanki z młodą kapustą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 lipca 2018 13:31
  • czwartek, 19 lipca 2018
    • Krupnik pani Ćwierczakiewiczowej

      Kiedy czytałam "Córkę kucharki" (o losach Tosi, przybranej córki słynnej pani Lucyny Ćwierczakiewiczowej), od razu wiedziałam, że muszę wypróbować przepis na krupnik. Bo, po pierwsze, zachwycali się nim bohaterowie książki i po drugie, bo był robiony inaczej niż robię go ja i wszyscy moi znajomi.

      Jak więc?

      Pani Ćwierczakiewiczowa zaleca:

      "Ugotować rosół jak zwyczajnie z tych kości i żyłowatych kawałków, osobno także ugotować kwaterkę kaszy jęczmiennej na gęsto, lejąc parę łyżek tłuszczu z rosołu i gdy się dostatecznie rozklei, wziąć jeszcze kawałek masła, włożyć w kaszę, ubić ją z tym masłem doskonale i rozprowadzić ugotowanym rosołem. Wiele osób zasypuje od razu rosół kaszą jęczmienną; nie jest to dobrze, bo krupnik nie będzie kleisty i biały, a kasza będzie oddzielać się od rosołu".

      Czyli cały sekret w tym, żeby osobno ugotować rosół z jarzynami, a osobno kaszę i dopiero później wszystko razem połączyć.

      Tak też zrobiłam. I wyszło pysznie, chyba będę zawsze tak krupnik gotować.

      krupnik

      

      Przepis? proszę bardzo, choć jeśli ktoś czytał książki kucharskie pani Ćwierczakiewiczowej, to wie, że nie ma tam dokładnych proporcji składników, dokładnych wskazówek (ot, choćby to stwierdzenie: "ugotować rosół jak zwyczajnie" - co wtedy znaczyło to: zwyczajnie?)

      Tak więc przepis, który podam, będzie moją interpretacją tego bardzo ogólnego z książki. Ot, choćby dodanie ziemniaków; pani Lucyna pisze tylko o dodaniu włoszczyzny, a ziemniaki na pewno nie zaliczają sie do tej kategorii. Ale ja po prostu MUSZĘ mieć w krupniku ziemniaki. U nas w domu nikt nie wyobrażał sobie, że może ich w krupniku nie być.

      Co do jarzyn, to albo mają się gotować w całości i potem zostaną pokrojone, albo ściera się je na tarce - nie kroi!

      Bardziej mi się podoba to tarkowanie:)

      To zacznijmy:

       

      kawałek wołowiny (mogą być też kości)

      skrzydełko z kurczaka

      liść laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego

      2-3 suszone grzybki

      sól, pieprz

      Wrzucamy wszystko do rondla, zalewamy zimną wodą i gotujemy na małym ogniu ok. 2 godzin (uzupełniając wodę).

       

      marchew

      pietruszka

      kawałek selera

      cebula

      kawałek pora

      3-4 ziemniaki

      Marchew, pietruszkę i seler po obraniu zetrzeć na grubej tarce, pora pokroić w plasterki, cebulę w piórka, ziemniaki w kostkę, dodać wszystko do rosołu i gotować dalej do miękkości warzyw, ok. godziny.

       

      filiżanka kaszy pęczaku

      2-3 łyżki masła

      Wypłukać pęczak, po czym wrzucić do zagotowanych w rondelku trzech filiżanek wody (lekko osolonej) i gotować do miękkości, mieszając i uzupełniając wodę. Kiedy kasza się już rozklei (będzie gęsta, klejąca się), dodać do niej kilka łyżek rosołu i masło, po czym zdjąć z ognia, rozetrzeć pałką lub drewnianą łyżką i połączyć ją z naszą zupą.

      Mięso wyjąć i pokroić na małe kawałki, po czym z powrotem wrzucić do zupy.

      Doprawić solą i pieprzem, dosypać posiekaną zieleninę (pietruszka, koperek, szczypiorek).

      Można jeszcze dodać każdemu na talerz łyżeczkę gęstej śmietany.

      Smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Krupnik pani Ćwierczakiewiczowej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2018 12:26
  • piątek, 13 lipca 2018
    • Zupa cukiniowa z drobiowymi łezkami

      Zapraszam na szybki, smaczny, letni obiad

      CUKINIOWA Z DROBIOWYMI ŁEZKAMI

      

      ZUPA

      Pół cukini

      2 ziemniaki

      1 cebula

      4 duże ząbki czosnku

      pół litra bulionu warzywnego (u mnie tym razem z kostki)

      po 1 łyżce masła i oliwy

      zioła prowansalskie

      sól, pieprz

       Cebulę, czosnek i ziemniaki obrać, pokroić w kostkę. Cukinię umyć (jeśli młodziutka, to nie obierać), pokroić w półplasterki.

      Rozgrzać w szerokim rondlu oliwę i masło, wrzucić cebulę i czosnek, zeszklić je (nie rumienić), popieprzyć, dodać troszkę ziół prowansalskich, dorzucić ziemniaki, chwilę przesmażyć, dorzucić cukinię, smażyć aż stanie się ona szklista.

      Przygotować bulion warzywny z kostki, wlać go do rondla z warzywami, gotować ok. 30-40 minut, aż warzywa będą miękkie. W razie potrzeby, uzupełniać zupę gorącą wodą.

      Wyjąć kilka półplasterków cukini.

      Pozostałość zmiksować na krem. Sprawdzić, czy nie trzeba doprawić solą lub pieprzem.

      Do każdej bulionówki wlewać zupę i dorzucić kilka półplasterków cukini (tych odłożonych).

      ŁEZKI DROBIOWE

      pojedyncza pierś z kurczaka

      1 jajko

      kilka łyżek grysiku (kaszy manny)

      sól, pieprz, papryka

       

      Surową pierś z kurczaka zmielić w maszynce, dodać jajko i tyle grysiku, żeby powstało luźne ciasto, dające się formować łyżką. Doprawić dobrze przyprawami.

      Na wrzącą osoloną wodę wrzucać uformowane łyżeczką kluseczki. Po wypłynięciu gotować 2 minuty.

      Gotowe kluseczki dodać do zupy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa cukiniowa z drobiowymi łezkami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 13 lipca 2018 13:28
  • poniedziałek, 09 lipca 2018
    • Córka kucharki

      Oto nowa książka - jeszcze cieplutka, jak świeża bułeczka - parę dni temu pojawiła się na księgarskim rynku. Nieprzypadkowo porównałam ją do ciepłej bułeczki, bo jest to powieść kulinarna, o Tosi, przybranej córce słynnej w XIX wieku kucharki i - jak byśmy to dziś nazwali - kulinarnej celebrytki, Lucyny Ćwierczakiewiczowej.

      córka kucharki

      Tosia, wychowana przez tak silną osobowość, jaką była p. Lucyna (często bardzo kontrowersyjna w poglądach i ich oznajmianiu światu) i tak świetną kucharkę, nie miała wyboru: sama została świetną kucharką i zachwycała swym kunsztem rodzinę, jak i znajomych, zarówno w swojej młodości, kiedy łatwo było o znakomitej jakości produkty kulinarne, i kiedy ceniło się sztukę kulinarną, jak i w mrocznych czasach powojennej Warszawy, kiedy jako osiemdziesięcioletnia staruszka, umiała wyczarować pyszności po prostu z niczego.

      Bo autorka, Weronika Wierzchowska, prowadzi nas przez dzieje Tosi symulatanicznie, XX wiek jest odskocznią we wspomnieniach Tosi do czasów belle époque.

      Książka ta spodobałaby się także wielbicielom kryminałów, bo i te, zarówno sensacyjne, jak i zabawne - jak się okaże - wątki pojawiają sie na kartach powieści. O! i szachiści znajdą coś dla siebie!

      Ale wróćmy do kuchni.

      Tosia, młoda panienka, z zamożnego mieszczańskiego domu, kończy właśnie pensję, i staje się panną na wydaniu. Słynne obiady wtorkowe, wydawane przez panią Ćwierczakiewiczową, staną się sceną prezentacji Tosi i jej kulinarnych umiejętności. Wyobrażacie sobie tę krzątaninę w kuchni? Te zapachy i aromaty? Opis obiadu zwykłego, opis obiadu weselnego, zakupy na targu... Koniecznie trzeba to przeczytać.

      Lektura tej książki sprawiła, że ponownie sięgnęłam do zapomnianej już nieco książki Ćwierczakiewiczowej  "365 obiadów", która gdzieś tam kurzyła się na półce. Wszystkie przepisy, tak barwnie opisane w "Córce kucharki", tu są.

      Przyznam też, że być może zweryfikuję swoją pewność co do sposobu przygotowania niektórych potraw... I jedna i druga autorka z taką pewnością siebie twierdzą, że tylko taki a nie inny sposób gotowania jest właściwy. Choćby taki krupnik; matko jedyna, może ja naprawdę źle go gotuję???? Sprawdzę to:)

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 lipca 2018 13:35

Kalendarz

Październik 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl