Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy

  • poniedziałek, 18 marca 2019
  • czwartek, 07 marca 2019
    • Przeprowadzka w nieznane

      Blox zamyka blogerom swoje podwoje.

      Czas więc na przeprowadzkę. Zbieram swoje zabawki i szukam nowej piaskownicy:)

      Przy okazji porządkuję swój blog. Cóż, od sierpnia 2007 roku, kiedy został założony, trochę czasu upłynęło, trochę ewoluowały i skonkretyzowały się moje zainteresowania, czas na zmianę tagów, kategorii, wyglądu bloga, jego nazwy.

      Nowe życie w nowej szacie:)

       

      Na pewno dalej będzie dużo o związkach kuchni z literaturą i filmem oraz kuchni regionalnej (głównie świętokrzyskiej i małopolskiej - moich rodzinnych).

      Przeprowadzka, jak to przeprowadzka, trochę czasu zajmie, coś się stłucze, coś zepsuje, coś zginie, coś się niespodziewanie znajdzie:)

      Czekajcie, proszę, cierpliwie. Podam tutaj swój nowy adres.

      Wszystkim dziękuję za dotychczasowe wizyty i już zapraszam serdecznie na parapetówkę!

       

      Coś się kończy, coś się zaczyna....

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 marca 2019 09:26
  • czwartek, 28 lutego 2019
  • niedziela, 24 lutego 2019
    • Ciasteczka alfajores

      To bardzo kruche i delikatne ciasteczka argentyńskie, przekładane kajmakiem (dulce de leche), coś w rodzaju naszych markiz.

      Swoją kruchość zawdzięczają mące kukurydzianej.

      I bardzo szybko się je robi.

      ciasteczka alfajores

      

      3/4 szklanki mąki kukurydzianej

      1 szklanka mąki pszennej

      łyżeczka proszku do pieczenia

      1/3 szklanki cukru pudru

      100 g masła

      2 żółtka

      trochę likieru pomarańczowego Cointreau (1-2 łyżki)

      masa kajmakowa (krówkowa) (mała puszka)

      wiórki kokosowe

       

      Najlepiej zrobić ciasto w malakserze: mieszamy obydwie mąki, proszek do pieczenia, pokrojone masło, cukier, likier oraz żółtka.

      Gotowe ciasto wałkujemy na placek grubości 2 mm. Wycinamy okrągłe ciasteczka.

      Pieczemy w 180 st. C przez ok 7 minut, nie rumieniąc ich zbytnio. Mają zostać złote.

      Przekładamy delikatnie z blachy do wystudzenia, uważając, bo są bardzo kruche.

      Po wystudzeniu składamy po dwa, przekładając je masą krówkową, tak aby wystawało trochę masy między brzegami. Obtaczamy brzegi w wiórkach kokosowych.

      Zostawiamy do zastygnięcia.

      Są pyszne!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 lutego 2019 10:18
  • piątek, 22 lutego 2019
    • Sałatka argentyńska

      Bardzo ciekawe połączenie smakowe warzyw i owoców

      sałatka argentyńska

      

      2 pomidory

      2 ogórki

      1 soczyste jabłko

      1 pomarańcza

      kilka plastrów ananasa

      sałata (lodowa lub masłowa)

      sól, pieprz

      2-3 łyżki majonezu

       

      Pomidory i ogórki kroimy w kostkę, lekko solimy.

      Jabłko kroimy w drobną kostkę i skrapiamy sokiem wyciśniętym z połowy pomarańczy, aby nie ściemniało.

      Cząstki z pozostałej połowy pomarańczy kroimy na mniejsze kawałki.

      Plastry ananasa kroimy w kostkę.

      Wszystko mieszamy z majonezem, doprawiamy solą i pieprzem.

      Wykładamy porcje na listkach sałaty.

      Smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 22 lutego 2019 09:41
  • czwartek, 21 lutego 2019
    • Zapraszam do kuchni argentyńskiej

      Kuchnia argentyńska zdominowała nasze ostatnie spotkanie filmowe; w filmie, który oglądaliśmy (Gdzie mieszka Bóg) wystąpił papież Franciszek, pochodzący z Argentyny, wyszukałam więc garść informacji o potrawach, które lubi najbardziej.

      menu argentyńskie

      I tak: do kawy w trakcie filmu zrobiłam ciasteczka alfajores (rodzaj naszych markizów) przekładanych masą krówkową (dulce de leche). Te ciasteczka, popularne również w Hiszpanii, są wizytówką Argentyny; są wszechobecne i wszędzie można je kupić, a dulce de leche skradło serce Papieża Franciszka

      ciasteczka alfajores

      Jako przystawkę podałam sałatkę argentyńską (bardzo oryginalne zestawienie składników - przepis wkrótce, wart jest tego!) i pieczone pierożki empanadas

      sałatka argentyńska

      Danie główne to bardzo sycąca zupa puchero - rodzaj zupy gulaszowej z wszelkimi fasolkami, ciecierzycą, kukurydzą, batatem.... dużo tam jest składników; zupa codziennie podgrzewana z każdym dniem staje się lepsza. Papież, kiedy jeszcze był kardynałem, sam przyrządzał tę zupę; prosta jest bardzo, tyle tylko, że wymaga trochę czasu

      zupa puchero

      Daniom towarzyszyło argentyńskie czerwone wino wytrawne Malbec

      Na deser: galaretka owocowa z owocami tropikalnymi

      galaretka owocowa

      Planując menu, pomyślałam oczywiście o stekach, ale nie mam doświadczenia w ich smażeniu, a łatwo je zepsuć. Nie odważyłam się, zwłaszcza, że jeden z uczestników był w Argentynie i rozpoznałby od razu wszelką fuszerkę:)

      Wyszukałam też informacje o tym jak jada obecnie papież Franciszek; stołuje się w jadalni Domu św. Marty w Watykanie (jest to rodzaj hotelu dla kardynałów). Jadalnia utrzymana jest w kolorystyce nasyconej zieleni szmaragdowej, stoły są okrągłe, przykryte białymi obrusami. Dania są głównie włoskie, lekkie.

       

      A film - skierowany raczej do młodzieży - potrafi wzruszyć również dorosłych. Przypomina o młodzieńczych ideałach, prawdziwej przyjaźni oraz o tym, że możliwa jest osobowa relacja z Bogiem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zapraszam do kuchni argentyńskiej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lutego 2019 10:11
  • wtorek, 05 lutego 2019
    • Zimowa herbata U Młynarzy

      Gdyby ktoś był kiedyś w Tarnowie, to polecam klimatyczną restauracyjkę "U Młynarzy" przy ul. Kołłątaja (przecznica ulicy Lwowskiej). A zimą to już koniecznie trzeba tam wpaść na czarną herbatę z plastrami pomarańczy, cytryny i limonki z dodatkiem angostury (angostura to gorzka, ciemnoczerwona wódka lub destylat na bazie rumu, skórek pomarańczowych i ziół). Pyszna i rozgrzewająca.

      zimowa herbata

      

      Siedziba restauracji mieści się w historycznym dworku wybudowanym w 1859 roku, który był rodzinną siedzibą tarnowianina Henryka Szancera, który w sąsiedztwie dworku nad potokiem Wątok, wybudował pierwszy w Tarnowie młyn parowy. W przewodniku tak pisano o Szancerach:

       „Rodzina ta znana była z wielu akcji filantropijnych i charytatywnych. Szancerowie lubili się bawić, jeść i kochać. Rodzina ich była liczna i znana w wielu europejskich krajach. Szybko zdobywali fortunę i równie szybko ją tracili. Kobiety z tego rodu wyróżniały się inteligencją, urodą i temperamentem.”

      u Młynarzy

       Dużą popularnością cieszy się tutaj pizza, ale można również zjeść bardziej tradycyjny obiad: na przykład żurek, grzybową, schabowego czy pierogi. 

      żurek Młynarzy

      pierogi

      Uwaga: porcje są naprawdę duże!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Zimowa herbata U Młynarzy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 lutego 2019 12:08
  • piątek, 01 lutego 2019
    • Kanapka ze szprotką

      Moje śniadania - to kanapki. Nic nie może się z nimi równać.

      I powiem, że jednym z najwspanialszych aspektów życia emeryta - tak, tak, już nadszedł ten wytęskniony czas! - jest magia nieśpiesznych poranków, z codziennym rytuałem śniadaniowych kanapek. Kolorowych, wieloskładnikowych, układanych na desce. Kiedyś takie właśnie robiła mi mama.

      Dziś piątek - a więc kanapka postna, ze szprotką

      kanapka ze szprotką

      

      puszka wędzonych szprotek

      jajko gotowane na twardo

      pół cebuli drobniutko posiekanej

      łyżka majonezu

      sól, pieprz

      Szprotki odcedzamy z oleju, rozgniatamy widelcem, dodajemy posiekane jajko i cebulę oraz majonez, doprawiamy i wszystko dobrze rozcieramy widelcem.

      Kromkę weki smarujemy masłem, przykrywamy plastrem żółtego łagodnego sera (np. goudy), obkładamy pastą ze szprotek, dodajemy plaster ogórka kiszonego, oprószamy świeżo mielonym pieprzem.

      I smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Kanapka ze szprotką”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lutego 2019 11:54
  • środa, 30 stycznia 2019
    • Zimowy kapuśniak

      Po świętach i Nowym Roku w mojej kuchni zapanował pewien przestój; nie ma póki co żadnych eksperymentów, posiłki są standardowe i klasyczne. To zwykła reakcja obronna organizmu domowej kucharki, która po świątecznych wyszukanych potrawach musi odpocząć i na nowo naładować swoje kulinarne baterie:)

      Dziś, kiedy za oknem śnieg, zapraszam na gęsty, gorący i sycący kapuśniak.

      zimowy kapuśniak

      śnieg za oknem

      

      pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku)

      2 cebule

      2 duże ziemniaki

      sól, pieprz, szczypta ziarenek kminku, liść laurowy, 2 ziarenka ziela angielskiego

      łyżka oleju

      łyżka masła

      2 łyżki mąki

      kawałek kiełbasy lub boczku do smaku

       

      Kapustę trzeba lekko posiekać (jeśli jest zbyt kwaśna przepłukać wodą), przesmażyć na łyżce oleju, dodając pokrojoną w kostkę kiełbasę lub boczek, zalać wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucić ziele angielskie, listek laurowy i kminek i gotować aż do miękkości, jakieś 30 minut.

      W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i cebule, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.

      Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz. Gotujemy razem jakieś 15 minut.

      Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy.

      Całość gotujemy jeszcze jakieś 10 minut.

      Smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 30 stycznia 2019 11:06
  • poniedziałek, 07 stycznia 2019
    • Paryskie ciasteczka sablé

      To maślane ciasteczka w wersji wytrawnej, z serem comté, według receptury amerykańskiego blogera, Davida Lebovitza, zamieszkałego w Paryżu.

      Jako przekąska - idealne. Bardzo uzależniające!

      115 g masła

      1 łyżeczka czarnego zmielonego pieprzu

      1/2 łyżeczki soli gruboziarnistej

      2 łyżeczki posiekanego szczypiorku (lub tymianku)

      210 g grubo startego sera comté (może być też cheddar lub gouda)

      140 g mąki

      45 g kaszki kukurydzianej

       

      Masło, pieprz, sól i szczypiorek utrzeć na gładką masę

      Przesiekać nożem starty ser i dodać do masy maślanej, dodać mąkę i kaszkę, wyrobić zwarte ciasto.

      Podzielić ciasto na pół i z każdej połówki uformować wałek.

      Obydwa wałki zawinąć oddzielnie w folię spożywczą i odstawić do lodówki na godzinę.

      Rozgrzać piekarnik do 180 st. C.

      Blachę wyłożyć pergaminem.

      Wyjąć wałeczki ciasta z lodówki, pokroić je ostrym nożem na plasterki grubości ok. 0,75 cm i ułożyć na blasze. Zachować odstępy, bo ciasteczka urosną.

      Piec ok. 12 minut, aż będą rumiane.

      Odstawić do wystudzenia.

      Uważać przy zdejmowaniu z blachy, gdyż są bardzo kruche.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Paryskie ciasteczka sablé”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 stycznia 2019 09:27
  • piątek, 04 stycznia 2019
    • Party - Amerykanin w Paryżu

      Świąteczno-noworoczne zabieganie nie za wiele czasu zostawiało na rzeczywistość wirtualną. Czas to nadrobić.

      Najpierw napiszę może o party, które towarzyszyło oglądaniu filmu Bóg nie umarł - światło w ciemności.

      Film był amerykański, dlatego przyszło mi na myśl, że może przygotowałabym menu autorskie, według Amerykanina, Davida Lebovitza, który zamieszkał w Paryżu i cudownie opisuje kulinarne przygody Amerykanina we Francji. Czyli kuchnia francuska, ale według Amerykanina.

      party amerykańskie

      menu amerykańskie

      Na stole położyłam jedwabny bieżnik z napisami i widoczkami Paryża, który tak naprawdę jest szaliczkiem:)

      Jako czekadełko wybrałam ciasteczka piaskowe (sablé) z serem comté - zrobiły furorę, są cudowne i uzależniające!

      ciasteczka sables

       Pierwsze danie to paryska zupa cebulowa 

      zupa cebulowa

      Danie główne to duszony w winie indyk ze śliwkami, kluseczkami i surówką z marchewki

      indyk ze śliwką

      

      Koniecznie muszę dodać tutaj parę słów  o marchewce. Ale najlepiej oddajmy głos Davidowi:

      "Nie da się napisać książki o kuchni francuskiej bez wzmianki o surówce z tartej marchewki. Nie ma w tym kraju chyba nikogo, kto by jej nie lubił. Autorzy francuskich książek kucharskich nawet o niej nie wspominają, wychodząc z założenia, że każdy Francuz ma ją w genach. (..) Poprosiłem kiedyś o wskazówki pewnego Francuza. W odpowiedzi pokazał mi specjalną tarkę do warzyw (...) mouli-Julienne, której nie można dostać nigdzie indziej poza Francją. To poręczne urządzenie trze marchewkę na długie, cienkie i lekko zwijające się wstążeczki, które są znakiem rozpoznawczym tej surówki."

      Nie mam takiej tarki, ale starłam marchewkę na takiej specjalnej zastrugaczce do jarzyn; bardzo się podobała:) i smakowała.

       

      Do tego czerwone wytrawne wino Medoc-Cru Bugeois 2013 i francuska woda mineralna Perier

      wino francuskie

      woda perier

      Do kawy ciasteczka imbirowe i wybór pierniczków

      ciasteczka imbirowe

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Party - Amerykanin w Paryżu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 04 stycznia 2019 11:57
  • poniedziałek, 24 grudnia 2018
    • Święta Bożego Narodzenia

      Szybciutko przyszły te święta; czekają tradycyjne potrawy wigilijne, czeka choinka na blask światełek, czekają opłatki na sianku, na zapóźnionego wędrowca czeka puste nakrycie na stole, czeka wigilijna świeca.

      Wszystkim tu zaglądającym życzę ciepłych Świąt, pełnych radości z narodzenia Bożej Dzieciny.

      A do obejrzenia fragment ołtarza Wita Stwosza z Kościoła Mariackiego w Krakowie - scena narodzenia Jezusa:

      Boże Narodzenie wg Wita Stwosza

      A do poczytania fragment powieści Antoniny Dumańskiej Historia żółtej ciżemki, opowiadający o tym, jak to Wawrzuś, uczeń Wita Stwosza, rzeźbił figurki do bernardyńskiej szopki:

       

      "Brat Melchior zapowiadał każdemu, co w jakimkolwiek inte­resie przychodził do klasztoru, że w tym roku będą przedsta­wienia jasełkowe w kaplicy świętej Anny, począwszy od pierw­szego dnia Bożego Narodzenia aż po koniec stycznia, we wszystkie niedziele i święta po nieszporach; przy czym dodawał z tajemniczą miną:

      Cale nowe kukiełki; jeszcze tak pięknych Kraków nie wi­dział.

      Już 23 grudnia rano posłano po Wawrzusia, który też jed­nym tchem biegł z Poselskiej do bernardynów, jakby się paliło. I dobrze ksiądz gwardian uczynił, że chłopcu wolną rękę zosta­wił, bo tak zgrabnie jak Wawrzuś w stajence Świętą Rodzinę umieścił i pastuszków, jakoby na wyścigi bieżących z darami, malowniczo porozrzucał, nikt z braci nie byłby w żadnej mierze potrafił.

      Tłumy pobożnych i niepobożnych cisnęły się co święto w lewej nawie kościoła, której zakończeniem właśnie była kaplica  świętej Anny. W samych drzwiach kaplicy, na drewnianym  rusztowaniu osłonionym jaskrawymi kobierczykami, wśród zieleni żywych świerczków i jodełek, przez księdza podkustoszego  z Tyńca przysłanych, szarzała uboga stajenka, niedbale z deszczułek sklecona i słomianą dziurawą strzechą pokryta. Jednej połowy bramy wcale nie było, druga wisiała krzywo na zepsutej zawiasie. U samego niemal wejścia, by widzowie mogli się dobrze napatrzyć, stał na ziemi żłóbek siankiem wysłany, w nim Dzieciątko szmatkami owinięte. Z lewej Najświętsza Panna pochylona, ze złożonymi rękoma, z prawej święty Józef u drzwi stojący, jakby miał wyjrzeć, co za kroki i głosy coraz się zbliżają. W głębi wół i osioł na klęczkach, według słów kolędy, oddechem swym zziębłe niemowlątko ogrzewały. Nie dwunastu,  jak żądał ojciec gwardian, ale ze dwudziestu pasterzy biegnie powitać Mesjasza, a każdy z podarunkiem w rękach. Są tam bochenki chleba i jaja w kobiałkach, jabłka, orzechy, kiełbasy, kurczęta; jeden pastuszek pędzi przed sobą prosiątko uwiązane na powrózku za tylną nogę, aż dziwo, że głośno nie kwiczy, bo wygląda jak żywe.

      Poza szopką, ukryci za choinami, braciszkowie klasztorni i żacy szkolni kolędują pięknie; jest na co patrzeć, jest czego posłuchać."

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Święta Bożego Narodzenia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 grudnia 2018 13:30
  • niedziela, 16 grudnia 2018
    • Adwentowe lektury w kuchni - wigilia pp. Iwaszkiewiczów

      Dużo w tym roku u mnie o pisaniu listów. Pewnie dlatego, że odchodzi ta tradycja w cień, w zapomnienie, a szkoda.

      A przecież dzięki listom mamy, ot choćby opis wigilii u pp. Iwaszkiewiczów (cyt. za książką Jarosława Iwaszkiewicza Listy do córek)

       

      "Stawisko, dn. 26 XII 1949

      Moje dziecko drogie i kochane!

      Dzisiejszy drugi dzień świąt pusty i spokojny, mogę więc napisać parę słów do Ciebie.

      W piątek rano przyjechałem do domu i zaczęły się przenudne porania się przedwigilijne, których bardzo nie lubię. Oczywiście gosposia zachorowała (spuchła cała!) i stąd płynęły liczne kłopoty, ale ostatecznie wszystko poszło swoim trybem. Choinka bardzo ładna stoi w swoim miejscu, gdzie zawsze Stach i Wiesio oprawiali ją od samego rana, potem ubierało się ją, świeczek dużo i lichtarzyków, i bombek, ale zabawek mało, bo nikt nie dorobił, a Ciebie nie było. Hela Andrzejowa przywiozła trochę ślicznych laleczek z bibułki. Oczywiście przy wigilii najwięcej napracował się Wiesio, posyłany do Grodziska, Milanówka i do Śliwy ze struclą. Na wilię oprócz Marka nikogo obcego nie było, ale z Wandą i Natą, i z Ciocią Jadwinią szesnaście osób było. Zupa była rybna, potem sandacz i szczupak podawany po polsku z sałatką z jarzyn, potem karp smażony z kapustą i grzybami, a potem mak, kompoty i bakalie, gosposia, że z Wołynia, zrobiła także i kutię. Dzieci siedziały z nami (pierwszy raz) przy wilii i były bardzo grzeczne. Potem oczywiście była choinka i prezenty. Maciek sam rozpakował traktor, który dostał ode mnie, i obojętnie skonstatował: to, o czym marzyłem! Od Stachów dostały telefony i słonia; Dzidzia od mamy szafkę dla lalek na ubrania, a od babci Włodkowej kredensik! Oczywiście szalały zupełnie i potem długo nie mogły zasnąć jak zwykle i jak wszystkie dzieci na całym świecie, obstawione wszystkim co dostały. Dorośli dostali mniej prezentów i mniej ładne, ja tylko od mamy ramkę do fotografii moich rodziców, nawet Wiesio nie ofiarował mi tradycyjnego zbioru rysunków. Listów z życzeniami też miałem mało, myślę, że jutro przyjdzie więcej.

      (...) Pogoda nam na święta nie dopisała, zarówno w wilię, jak i wczoraj i dzisiaj leje deszcz ulewny z wiatrem, rankami nawet dość pogodnie, ale potem straszno.

      (...)

      Ojciec"

      wigilia_Iwaszkiewiczw

      Co do listów, ja jeszcze się nie poddaję, i piszę, choć czasem doskwiera brak odpowiedzi. Ale to odwieczny problem, nawet wspomniana w poprzednim wpisie Maria Konopnicka skarżyła się, że wujek nie odpowiada na jej listy.

      Inna sprawa, że dostawać listy jednak każdy lubi:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Adwentowe lektury w kuchni - wigilia pp. Iwaszkiewiczów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 grudnia 2018 10:24
  • niedziela, 09 grudnia 2018
    • Adwentowe lektury w kuchni

      Ludzie listy piszą... Zwłaszcza przed świętami. Kolorowe kartki z życzeniami, kawałek opłatka, czasami jeszcze mała karteczka z garścią wiadomości. Lubimy je znaleźć w naszych skrzynkach pocztowych.

      Czy jednak znajdzie się w tym roku choćby jedna kolorowa koperta w naszej skrzynce na listy?

      Czy są one potrzebne, kiedy można wysłać e-maila lub smsa lub po prostu zadzwonić? Bo przecież wszyscy mamy telefony, darmowe minuty czy pakiety rozmów bez limitu.

      I o czym tu pisać, skoro mija dzień za dniem, jeden podobny do drugiego, a czasu ciągle brak....

      Rzecz dyskusyjna.

      A jednak wielką popularnością cieszą się wydawane z wielką pieczołowitością listy i korespondencja znanych osób.

      Umiała ubrać w słowa swoje życzenia i uczucia Maria Konopnicka. Jej listy do stryja, Ignacego Wasiłowskiego, to dobra lektura przed świętami.

      Konopnicka_listy

      Warszawa, d. 18 XII [18]85

      Drogi Stryju!

      Chciej przyjąć moje serdeczne, z szczerych uczuć płynące życzenia, i oby się one spełniły! Nie było nam dano żadnej takiej rodzinnej uroczystości, jak jest Wigilia, spędzić razem. Z oddalenia też tylko łamię się z Tobą, mój najdroższy Stryju, tym opłatkiem, i proszę o trochę pamięci. Wyobrażam sobie, jakie to niegdyś miewałeś Wigilie, drogi, tam, daleko. Jaka to była tęsknota do naszej kolędy, do naszego stołu zasłanego sianem, do naszych świateł jarzących tego wieczora, do gwiazdki, której tak wszyscy wyglądają z nieba. I tam były gwiazdy, sine gwiazdy Sybiru, ale jakież inne, jakie mroźne! Jakie to tam myśli, jakie dumania przechodziły przez głowę wy­gnańców; jak im się ta oddalona ojczyzna wydawała piękną, drogą; jak się ten dom rodzinny, marzony, zdawał ciepłym, jasnym, serdecznym...

      Od tej pory, niejedną już znowu Wigilię spędziłeś, drogi mój Stryju, na tej upragnionej ziemi polskiej, a wiem przecież, czuję, że było Ci znów smutno i tęskno. Nie wszystko dotrzymało tu słowa sercu i przeczuciom, nie wszystko takie na jawie, jak było we śnie...

      I znów ku czemuś innemu unosi się dusza spragniona światła i ciepła, znów chroni się myśl tęskna w jakieś lepsze kraje wspomnień i nadziei. Gdzie one? Może za tymi gwiazdami wieczoru wigilijnego, może za tą całą wigilią życia, która poprzedza jakieś wielkie Narodzenie ducha...

      O drogi, drogi mój Stryju! Ty zawsze jesteś dla mnie duchem dobrym i pokrewnym, kocham Cię gorąco i często myślę o Tobie!

      Maria

       

      Warszawa, d. 22 XII [18]86

      Mój Najdroższy Stryju!

      Oto cząsteczka opłatka, którym chciałabym kiedykolwiek osobiście przełamać się z Tobą, drogi Stryju, i życzyć Ci słowem, tak jak to teraz w sercu czynię, choć tej odrobiny szczęścia, jaka się dostać może człowie­kowi każdemu: zdrowia i spokoju.

      Całuję Cię serdecznie, drogi Stryju, i pragnę, aby Ci było dobrze i bło­go na ziemi!

      Jakże ze zdrowiem Twoim tej zimy? Ufam w to całym sercem, że lepiej niż dawniej. Oszczędzaj się, drogi Stryju, nie toń tak w ciągłej pracy, daj spoczynek swoim nerwom, pozwól odpocząć mózgowi, a i trawienie będzie dobre i sen posilniejszy. Mój drogi Stryju! I tego jeszcze życzyć bym Ci chciała, abyś mnie zachował w swym sercu, gdyby to nadto egoistycznym nie było.

      Zima u nas rozpoczęła się od dwu dni śnieżna i wietrzna, prawdziwa zima. Na Święta oczekuję niektórych z dzieci moich, a mianowicie Tadeu­sza, Janka, który jest mi od kilku miesięcy słaby, ale pracuje jak dawniej, i Lorki. Zosia ma tam swoje chwile tryumfów naukowych w Paryżu, skąd niedawno księżna Czartoryska, a potem wdowa po Janie Działyńskim, z wielkimi o niej pochwałami do mnie pisze. Stasiek zamieszkał w Lubel­skiem, gdzie u Epszteinów, w Pilaszkowicach, ma praktykę w gospodar­stwie rozwiniętym przemysłowo i fabrycznie.

      Co do mnie, smutno mi dość życie upływa, zabija mnie zwłaszcza to trzecie piętro, na które sto razy na dzień wbiegać muszę dając lekcje. Ale na lepsze mieszkanie teraz mnie nie stać, kiedy jeszcze trzeba na dzieci wykładać.

      Maria

       

      Abacja, 8 I [18]96

      Mój drogi Stryju!

      Choć parę stów z zapytaniem o zdrowie Twoje, i z ucałowaniem rąk Twoich! A ot nam się zaczął rok nowy - oby szczęśliwy. Obyś w nim nie cierpiał ani fizycznie, ani moralnie, tyle, co w upłynionym, najdroższy mój Stryju! A co tam słychać u Ciebie? Jak zdrowie Twoje, jaka tam zima, i czy nie bardzo się przykrzy? Tutaj były długie słoty, potem nieco pięknej pogo­dy, słońca, ciepła, a teraz przyszedł wiatr wschodni przykry, przenikliwy. Ludzi też to odstrasza, więc jest dość pusto, a zatem przyjemniej.

      Czytałam tu przez święta wstrząsającą książkę Wacława Sirka: Na kre­sach lasów, opowieść wygnańca żyjącego na tundrach między Jakutami. Przy takich dopiero cierpieniach - jakże się blado wydają wszelcy Płoszowscy i inni bohaterowie nowożytnej powieści. Tu się widzi, jak te przerafinowane analizy psychologiczne są mdłe, i sztuczne, i bezcelowe. Nieszczęście, - to chodzi w prostej szacie, a ból prawdziwy nie dysekuje swoich subtelności.

      Wigilię spędziłam sama, dzieląc się w myśli opłatkiem z moimi uko­chanymi: z dziećmi, z Tobą, z więźniami, z wygnańcami, z unitami, z roda­kami. Miałam też chwilę radości jedną i drugą. Z Litwy przysłała mi rodzina Machwiców album z kory brzóz litewskich, a w nim widoki Ostrej Bramy - Obrazu tamtejszego, Katedry, Antokola, kaplicy królewicza Kazimie­rza, kościoła Ś[więt]ej Anny, Góry Zamkowej, Śnipiszek (gdzie w 1863. tracił Murawiew  naszych), tudzież Trockiego jeziora i ruin.

      A inny rodak, też Litwin, Michał Hruszwicki, którego nie znam, przy­słał mi piękną pieśń przez siebie skomponowaną do moich wierszy; a jest on już, jak z litewska pisze: "w zesześćdsziesiątych latach". Więc gdy tak nieco ojczyzny przyszło tu do mnie, było mi raźniej i weselej.

      M. Konopnicka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 grudnia 2018 09:32
  • piątek, 07 grudnia 2018
    • Kuchnia Iwaszkiewiczów - dlaczego nie kupię tej książki

      Pokazała się ta książka w Wydawnictwie "Znak"; okładka wygląda kusząco, tytuł zachęca, bo przecież Stawisko - siedziba pp. Iwaszkiewiczów - to legendarne miejsce spotkań całej plejady pisarzy i artystów, a p. Maria, córka Jarosława Iwaszkiewicza, to niekwestionowany autorytet kulinarny epoki PRL-u.

      Mam jej książki wydane na przełomie lat 70 i 80 XX wieku: "Z moim ojcem o jedzeniu", "Gawędy o przyjęciach", "Gawędy o jedzeniu". Zaczytywałam się nimi, zwłaszcza książką "Gawędy o przyjęciach". Akurat wtedy wprowadziłam sie do pierwszego, własnego mieszkania, urządzałam kuchnię i bardzo chciałam, by moje przyjęcia dla gości, których nigdy u mnie nie brakowało, były piękne, nietypowe, niepowtarzalne. Ta książka to była moja biblia i objawienie w tym zakresie. Właśnie od p. Iwaszkiewiczowej zaczerpnęłam pomysł tworzenia kartonikowych menu wydawanych przyjęć, które goście zabierali ze sobą. Całe pudło tych menu się u mnie już uzbierało.

      Ale ta nowa książka?  - o! jest trochę tych "ale".

      Okazuje się, że nie jest to nowa pozycja p. Marii, ale kompilacja jej trzech książek, o których wspomniałam wyżej. Kompilacja nie wiadomo przez kogo dokonana, bo w książce nie ma na ten temat ani słowa; żadnego wstępu, żadnej notatki autorki. Zwykle, kiedy ukazuje się nowe, zmienione wydanie znanej już książki, autor pisze, co nim kierowało, dlaczego i co zmienił. Ja rozumiem, że p. Iwaszkiewicz ma już 94 lata i pewnie nie jest już w stanie aktywnie uczestniczyć w procesie wydawniczym. Nie lubię jednak pozycji, które nie mają swojego autora. Mamy jedynie notatkę wydawnictwa na ich stronie internetowej:

      Kuchnia Iwaszkiewiczów to kompilacja trzech uwielbianych książek: Gawęd o jedzeniu, Z moim ojcem o jedzeniu oraz Gawęd o przyjęciach, które po latach doczekały się wydania w odświeżonej formie.

       

      Porównałam kilka przepisów, zamieszczonych w tej książce z tymi poprzednimi. Nie są dokładnie takie same (choćby sławna kura po literacku); ktoś zaproponował proporcje składników, uściślił sposób przygotowania, wykonał potrawę, zrobił zdjęcie - kto? Lubię takie rzeczy wiedzieć.

      A` propos zdjęcia - mamy tu przepis na magdalenki, słynne proustowskie ciasteczka. Każdy, kto wie cokolwiek o kuchni francuskiej, wie też, że magdalenki mają kształt muszelek. Można kupić specjalne formy do tego wypieku (także i w Polsce!). A co mamy w książce? - magdalenki w kształcie babeczek (!)

       

      Dlatego nie kupię tej książki, wolę pozostać przy tych starych, nieco siermiężnych wydaniach, w broszurowych okładkach, wydanych na szarym, brzydkim papierze.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchnia Iwaszkiewiczów - dlaczego nie kupię tej książki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 07 grudnia 2018 11:18

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl