Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „ciasteczka”

  • poniedziałek, 19 listopada 2007
    • Ciasteczka z Zielonego Wzgórza

      Te warstwowe ciasteczka należały do ulubionych wypieków Lucy Maud Montgomery; często wspominała o nich w swoich zapiskach. Bardzo pyszne, mają ciekawy, niespotykany u nas smak

       

       

       

       

       

       Napisałam kiedyś w opisie swojej internetowej książki kucharskiej:Zawsze chciałam być jak Ania z Zielonego Wzgórza, ale już ta starsza, podszkolona przez Marylę, umiejąca wszystko przyrządzić i pięknie podać. Trudno się więc dziwić, że kiedy ukazała się zapowiedź książki: Kuchnia z Zielonego Wzgórza, to było oczywiste, że muszę ją mieć.

       

       

        ksiązka

       

       

      I mam ją już, hura!!!! Wprawdzie to od św. Mikołaja, ale tym grzeczniejszym to już zaczął rozdawać, nie czeka na 6 grudnia :))))

      Książka jest urocza! Pięknie wydana, autorstwa jej kuzynki, córki kuzynki i wnuczki, stylizowana na stary druk, z przełomu wieków, ze zdjęciami rodzinnymi ciotki Maud. Przepisy są autentyczne, wyszukane ze zbiorów Lucy Maud, z zapisków jej rodziny i przyjaciół, z którymi chętnie dzieliła się przepisami.

       

      A oto przepis na ciasteczka, który wypróbowałam:

       

      Pół szklanki masła

      szklanka białego cukru

      2 ubite jajka

      pół łyżeczki wanilii

      1 i pół szklanki mąki tortowej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      pół łyżeczki soli

      Masło należy rozetrzeć z cukrem (ja to robiłam mikserem). Dodać jajka i wanilię, dalej rozcierać, potem przesiać mąkę wymieszaną z solą i proszkiem do pieczenia.

      Powstałe luźne ciasto należy rozsmarować na blasze wyłożonej papierem pergaminowym (rozmiar blachy ok. 23 x 33 cm)

       

       Przygotować drugą warstwę:

      1 białko

      1 szklanka jasnego brązowego cukru

      pół łyżeczki wanilii

      pół szklanki posiekanych orzechów włoskich

      Należy ubić pianę na sztywno, dodać cukier i wanilię, jeszcze chwilę ubijać.

      Rozsmarować pianę na cieście.

      Posypać orzechami (ja posypywałam orzechami grubo zmielonymi).

      Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C

      Wyjąć, lekko przestudzić i czubkiem bardzo ostrego noża delikatnie pokroić na kawałki, np. na trójkąty.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasteczka z Zielonego Wzgórza”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2007 05:56
  • sobota, 20 października 2007
    • Ciasteczka na pociechę

      Już prawie tydzień Zet nie ma internetu. Sprawa się trochę skomplikowała, ale mam nadzieję, że szybko się rozwiąże. I tak znosi to w miarę spokojnie. Ja bym szalała! każdą awarię odbieram jak odcięcie mnie od świata i wyrzucenie poza jego nawias, na bezludną wyspę :((((

      Na pociechę upiekłam mu ciasteczka.

       

       

      Zwykle tego typu ciasteczka piekłam smarując je tradycyjnym lukrem, ucieranym z białka i cukru pudru. Ale tym razem wypatrzyłam u Anusiaczka, że robi je z bezą. Więc spróbowałam; są pyszne. Tyle, że ja nałożyłam bezę jako ozdobną „czapkę” i nie sklejałam ciastek powidłem. Wolę takie solo.

       

       

       

      A oto przepis Anusiaczka (ograniczony o to sklejanie):

       

       

       

      2 szklanki mąki

      1 kostka masła

      1/3 szklanki cukru

      3 żółtka

      cukier waniliowy

       

       

       

      Składniki bezy:

      3 białka

      25 dag cukru pudru

       

       

       

      Mąkę przesiewamy na stolnicę, siekamy z masłem. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i żółtka i zagniatamy gładkie ciasto.

      Wałkujemy ciasto na placek grubości 3 mm i wykrawamy kieliszkiem kółka, układamy na wyłożonej pergaminem blaszce.

      Z białek ubijamy pianę, dodając pod koniec cukier puder. Powstałą bezą smarujemy każde ciastko. Wkładamy je do pieca, nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 15 minut.

       

       

       

      Kiedy ostatnio byłam na szkoleniu wyjazdowym, do kawy podano domowe drobne ciasteczka, wśród nich były właśnie takie, pieczone z lukrem. Jako pierwsze znikły z talerzy. Bo są niby takie zwykłe, niepozorne, ale przepyszne!

      Bezy trochę mi zostało, więc wysuszyłam dodatkowo tradycyjne małe beziki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 20 października 2007 22:37
  • niedziela, 07 października 2007
    • Magdalenki Iwaszkiewiczów

      Chciałam upiec coś leciutkiego do weekendowej kawy, i kiedy szukałam w myślach przepisu, przypomniały mi się magdalenki.

      I oto proszę: oto owe krótkie, pulchne ciasteczka, zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane w prążkowanej skorupie muszli – jak je opisywał Marcel Proust

       

       

      Nazywam je magdalenkami Iwaszkiewiczów, bo jak podaje we wspomnieniach córka poety, tak robiono te francuskie ciasteczka-muszelki w ich słynnym domu w Stawisku pod Warszawą. A robi się je tak:

      Składniki:

       

      225 g mąki

      175 g cukru

      100 g masła

      2 łyżeczki proszku do pieczenia

      4 jaja

      skórka otarta z 1 cytryny

      masło do wysmarowania formy, mąka do oprószenia

      Sposób przygotowania:

       

      Stopić 100 g masła, zostawić do przestygnięcia.

      Wbić całe jajka do cukru, miksować tak długo, aż cukier się rozpuści.

      Wsypać mąkę, proszek do pieczenia, otartą skórkę z cytryny, wlać przestudzone masło. Dokładnie zmiksować.

      Każdy z otworów w blaszce na magdalenki dokładnie wysmarować masłem, oprószyć lekko mąką, nakładać ciasto do wysokości 2/3 otworu. Zostawić na 20 minut.

      Nagrzać piekarnik do 240 stopni.

      Wkładać blachę do nagrzanego piekarnika, piec ok. 7-10 minut.

      Zaraz po wyjęciu blachy, po 2-3 minutach wyjmować magdalenki.

      Ja dodaję jeszcze do gotowego już ciasta łyżeczkę wanilii lub sok z połowy cytryny.

      Bo magdalenki, które jadłam we Francji, mają zwykle smak  biszkoptowy z cytrynową lub waniliową nutą. A Francuzi lubią je jeść maczając w kawie.

                  Kiedyś magdalenki były moim "konikiem", testowałam mnóstwo przepisów, z tym że nie miałam wówczas ani formy teflonowej, ani silikonowej, tylko ze zwykłej blachy foremkę. I jedne magdalenki wyskakiwały bez problemu, a inne trzeba było wyskrobywać.  Ale pomyślałam sobie, że coś tu jest nie tak, bo przecież dawniej Francuzki nie miały teflonu, a magdalenki piekły, i to niemożliwe, żeby tak wyskrobywały te ciastka z foremek.:)))) Więc szukałam "winy" w przepisie. Testowałam przepis po przepisie, jaki znalazłam. I w końcu trafiłam na właściwy!!!! Jeśli ciastka nie wyskakują, to wina tkwi w przepisie! Ten przepis uda się w każdej blaszce.

                  Jako miłe uzupełnienie porannej kawy z magdalenkami proponuję fragment książki M. Prousta W poszukiwaniu straconego czasu, z opisem – rzecz jasna – magdalenek:

       

       

                  Widok magdalenki nie przypominał mi nic, nim ją skosztowałem: może dlatego, że widywałem je od tego czasu często - mimo, że ich nie jadłem - na ladzie cukierni; obraz ich opuścił owe dni Combray, aby się skojarzyć z innymi, świeższymi; może dlatego, że z owych wspomnień, tak długo zostawionych poza pamięcią, nic nie przetrwało, wszystko rozpyliło się; kształty - także ten kształt małej muszelki z ciasta, tak pulchnej i zmysłowej pod swoim surowym i nabożnym rurkowaniem - znikły lub też, uśpione, straciły energię, która by im pozwoliła połączyć się ze świadomością. Ale kiedy, po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy, z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie smak i zapach, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się - na ruinie wszystkiego - i dźwigają niestrudzenie na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia. I z chwilą, gdy poznałem smak zmoczonej w kwiecie lipowym magdalenki,którą mi dawała ciotka (mimo, że jeszcze nie wiedziałem i znacznie później miałem odkryć, czemu to wspomnienie czyniło mnie tak szczęśliwym), natychmiast stary, szary dom od ulicy, gdzie był pokój, przystawił się niby dekoracja teatralna do wychodzącej na ogród oficynki, którą zbudowano dla rodziców od tyłu (owa ścięta ściana, jedyna, którą wprzód widziałem), i wraz z domem miasto, rynek, na który wysyłano mnie przed śniadaniem, ulice, którymi chadzałem od rana do wieczora i w każdy czas drogi, którymi się chodziło, kiedy było ładnie. I jak w owej zabawie, w której Japończycy zanurzają w porcelanowym naczyniu pełnym wody kawałeczki papieru z pozoru byle jakie, które ledwo się zanurzywszy wydłużają się, skręcają, barwią, różniczkują się, zmieniając w kwiaty, w domy, w wyraźne osoby, tak samo teraz wszystkie kwiaty z naszego ogrodu i z parku pana Swanna i lilie wodne z Vivionne, i prości ludzie ze wsi, i ich domki, i kościół, i całe Combray, i jego okolice, wszystko to, przybrawszy kształt i trwałość, wyszło - miasto i ogrody - z mojej filiżanki herbaty.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 października 2007 02:07

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl