Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „kuchnia francuska”

  • poniedziałek, 07 stycznia 2019
    • Paryskie ciasteczka sablé

      To maślane ciasteczka w wersji wytrawnej, z serem comté, według receptury amerykańskiego blogera, Davida Lebovitza, zamieszkałego w Paryżu.

      Jako przekąska - idealne. Bardzo uzależniające!

      115 g masła

      1 łyżeczka czarnego zmielonego pieprzu

      1/2 łyżeczki soli gruboziarnistej

      2 łyżeczki posiekanego szczypiorku (lub tymianku)

      210 g grubo startego sera comté (może być też cheddar lub gouda)

      140 g mąki

      45 g kaszki kukurydzianej

       

      Masło, pieprz, sól i szczypiorek utrzeć na gładką masę

      Przesiekać nożem starty ser i dodać do masy maślanej, dodać mąkę i kaszkę, wyrobić zwarte ciasto.

      Podzielić ciasto na pół i z każdej połówki uformować wałek.

      Obydwa wałki zawinąć oddzielnie w folię spożywczą i odstawić do lodówki na godzinę.

      Rozgrzać piekarnik do 180 st. C.

      Blachę wyłożyć pergaminem.

      Wyjąć wałeczki ciasta z lodówki, pokroić je ostrym nożem na plasterki grubości ok. 0,75 cm i ułożyć na blasze. Zachować odstępy, bo ciasteczka urosną.

      Piec ok. 12 minut, aż będą rumiane.

      Odstawić do wystudzenia.

      Uważać przy zdejmowaniu z blachy, gdyż są bardzo kruche.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Paryskie ciasteczka sablé”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 stycznia 2019 09:27
  • piątek, 04 stycznia 2019
    • Party - Amerykanin w Paryżu

      Świąteczno-noworoczne zabieganie nie za wiele czasu zostawiało na rzeczywistość wirtualną. Czas to nadrobić.

      Najpierw napiszę może o party, które towarzyszyło oglądaniu filmu Bóg nie umarł - światło w ciemności.

      Film był amerykański, dlatego przyszło mi na myśl, że może przygotowałabym menu autorskie, według Amerykanina, Davida Lebovitza, który zamieszkał w Paryżu i cudownie opisuje kulinarne przygody Amerykanina we Francji. Czyli kuchnia francuska, ale według Amerykanina.

      party amerykańskie

      menu amerykańskie

      Na stole położyłam jedwabny bieżnik z napisami i widoczkami Paryża, który tak naprawdę jest szaliczkiem:)

      Jako czekadełko wybrałam ciasteczka piaskowe (sablé) z serem comté - zrobiły furorę, są cudowne i uzależniające!

      ciasteczka sables

       Pierwsze danie to paryska zupa cebulowa 

      zupa cebulowa

      Danie główne to duszony w winie indyk ze śliwkami, kluseczkami i surówką z marchewki

      indyk ze śliwką

      

      Koniecznie muszę dodać tutaj parę słów  o marchewce. Ale najlepiej oddajmy głos Davidowi:

      "Nie da się napisać książki o kuchni francuskiej bez wzmianki o surówce z tartej marchewki. Nie ma w tym kraju chyba nikogo, kto by jej nie lubił. Autorzy francuskich książek kucharskich nawet o niej nie wspominają, wychodząc z założenia, że każdy Francuz ma ją w genach. (..) Poprosiłem kiedyś o wskazówki pewnego Francuza. W odpowiedzi pokazał mi specjalną tarkę do warzyw (...) mouli-Julienne, której nie można dostać nigdzie indziej poza Francją. To poręczne urządzenie trze marchewkę na długie, cienkie i lekko zwijające się wstążeczki, które są znakiem rozpoznawczym tej surówki."

      Nie mam takiej tarki, ale starłam marchewkę na takiej specjalnej zastrugaczce do jarzyn; bardzo się podobała:) i smakowała.

       

      Do tego czerwone wytrawne wino Medoc-Cru Bugeois 2013 i francuska woda mineralna Perier

      wino francuskie

      woda perier

      Do kawy ciasteczka imbirowe i wybór pierniczków

      ciasteczka imbirowe

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Party - Amerykanin w Paryżu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 04 stycznia 2019 11:57
  • środa, 21 marca 2018
  • wtorek, 20 września 2016
    • Świnia w Prowansji. Recenzja

      Są takie książki, które zawsze wzbudzą zainteresowanie. Wystarczy, że w tytule pojawi się magiczne słowo: Toskania czy też Prowansja. Te miejsca są ostatnio bardzo popularnym celem wakacyjnych wyjazdów i zorganizowanych wycieczek. Kulinarnie te tereny są również bardzo atrakcyjne.

      Więc czy trzeba się dziwić, że sięgnęłam po tę książkę? Zwłaszcza, że trafiłam na nią w wyprzedażowym koszu?

      Oto „Świnia w Prowansji. Dobre jedzenie i proste przyjemności w południowej Francji” autorstwa Amerykanki, Georgeanne Brennan.

      (książka leży na rękawicach kuchennych przywiezionych parę lat temu z Prowansji)

      Aczkolwiek trzeba przyznać, że tytuł nie brzmi dla Polaka najlepiej; słowo: świnia niesie trochę pejoratywnych skojarzeń. Cóż, jest to dosłowne tłumaczenie z języka angielskiego.

      Książkę dobrze się czytało, choć trzeba od razu zaznaczyć, że pokazano nam Prowansję, która dziś już nie istnieje. Autorka zamieszkała tam w latach 70-tych, a samą książkę o tym wydała dopiero w roku 2007 (polskie tłumaczenie ukazało się w 2010 roku). Jeden z domów, w których zamieszkała we Francji, był bez kanalizacji i bez światła. Żyli tam wówczas ludzie, którzy prowadzili tradycyjne, samowystarczalne niemal gospodarstwa, wielu z nich pamiętało II wojnę światową. Gotowanie było rzetelne i bez półproduktowych skrótów. Zajmowało dużo czasu.

      Może dlatego ta książka jest taka ciekawa?

      Przepisy kulinarne tam zamieszczone są dobre. Wypróbowałam soup au pistou – wyszła świetnie.

      Znajdziemy tam jeszcze: sałatkę z koziego sera z grzankami, duszoną karkówkę z musztardą i kaparami, kurczaka nacieranego jałowcem i nadziewanego grzybami, bouillabaisse w stylu tulońskim, aioli, udziec jagnięcy z ziołami prowansalskimi i tartę z pomidorami.

      Czasami opowieści w książce są nieco szokujące, na przykład: rozdział poświęcony ubojowi świń w wiosce jest bardzo sugestywny (choć nie drastyczny). Cóż, to po prostu samo życie, bez upiększeń.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 września 2016 11:33
  • sobota, 17 września 2016
    • Soup au pistou z Prowansji

      Klasyczny przepis na klasyczną prowansalską zupę fasolową, gotowaną na przełomie lata i jesieni, kiedy fasola jest jeszcze miękka i świeża.

      Dodatek pistou (sosu z czosnku i bazylii) wyróżnia tę fasolówkę spośród innych.

      Przepis z książki "Świnia w Prowansji", która akurat czytam

       b_pistou

      Składniki zupy:

      Półlitrowy garnuszek świeżej fasoli typu Jaś

      2 garście zielonej fasoli szparagowej

      (we Francji można bez problemu kupić cieniutką delikatną zieloną fasolkę szparagową, u nas o to trudniej, ale bywa na targach, a Lidl miewa ją w postaci mrożonek)

      1 marchewka

      1 duży ziemniak

      1 cebula

      2 małe cukinie

      Garść makaronu (połamanego spaghetti lub nitki)

      Gałązka świeżego tymianku

      Liść laurowy

      Szczypta ziół prowansalskich, sól, pieprz

      Do dużego szerokiego rondla wlewamy 2 litry wody, lekko solimy i kolejno wrzucamy Jarzyny: fasole Jaś, pokrojoną na kawałki fasolkę szparagową, pokrojone w kostkę: ziemniaki, cukinie, cebule i marchew. Dodajemy gałązkę świeżego tymianku, liść laurowy, a kiedy już zupa się zagotuje dodajemy pieprz i zioła prowansalskie. Gotujemy na wolnym ogniu aż warzywa zmiękną. Wtedy dodajemy makaron i gotujemy aż i on będzie miękki.

       

      I to jest koniec I etapu gotowania zupy. Na tym etapie jest ona smaczną fasolówką, ale dość przeciętną; właściwie to wymagałaby doprawienia, ale nie należy tego robić. Bo teraz nadszedł czas zrobienia pistou i dodania go do zupy.

      Właśnie pistou decyduje o smaku i wyjątkowości tej zupy.

       

      Składniki na pistou

      3 ząbki czosnku

      Szczypta soli

      Garść listków bazylii

      Oliwa extra vergin

      Czosnek grubo siekamy i wraz ze szczyptą soli wrzucamy do moździerza i rozcieramy na gęstą papkę. Dorzucamy listki bazylii i dalej ucieramy. Kiedy masa będzie już w miarę jednolita, zaczynamy dodawać po troszku oliwę, cały czas ucierając. Powstaje nam zielony sos o konsystencji majonezu, który dodajemy do gotowej zupy.

      Czosnek powoduje, że pistou jest bardzo ostre, więc dodając go do zupy należy uważać; lepiej dodać mniej i postawić miseczkę z pistou na stole, żeby każdy mógł doprawić zupę według swego uznania.

       Dodam, że zupa jest gęsta i sycąca.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 17 września 2016 07:08
  • poniedziałek, 12 września 2016
    • Coq au vin ale mniej klasycznie

       Coq au vin powinien być duszony w czerwonym burgundzie. Ale znalazłam też wersję z różowym winem prowansalskim i to akurat bardzo pasowało mi do przygotowywanego party.

      Zapraszam więc:

      Na 1 osobę bierzemy: po 1 udku kurczaka + po 2 polędwiczki kurczakowe

      5 dag boczku wędzonego

      Kilka szalotek

      Kilka ząbków czosnku

      4-5 świeżych prawdziwków

      2-3 gałązki tymianku

      Ok. 500 ml różowego wina prowansalskiego

      Oliwa

      Pół szklanki śmietanki kremowej 30%

      Sól, pieprz

      Najpierw kawałki kurczaka trzeba zamarynować: natrzeć solą i pieprzem, włożyć do salaterki, przełożyć gałązką tymianku, skropić oliwą i różowym winem. Zafoliować i odstawić do lodówki na co najmniej 12 godzin.

      Na drugi dzień: boczek pokroić w kostkę i przesmażyć do zrumienienia na patelni. Wyjąć boczek, odsączyć z tłuszczu na papierowym ręczniku.

      Na patelni przesmażyć wyjęte z marynaty kawałki kurczaka z obu stron, przełożyć je do szerokiego rondla, w którym będą się dusić.

      Na patelnię dodać obrane i pokrojone na pół szalotki, ząbki czosnku oraz pokrojone w grubą kostkę grzyby. Przesmażyć, po czym wlać połowę wina. Wymieszać, odrywając wszystko z patelni, co tam przywarło. Całość przelać do rondla z kurczakiem.

      Dodać pozostałe gałązki tymianku, wrzucić boczek, wlać pozostałe wino. Uzupełnić wodą, by mięso było przykryte. Zagotować na dużym ogniu, po czym zmniejszyć płomień i dusić pomaleńku pod przykryciem ok. 2 godzin.

      Wyjąć mięso, sos doprawić śmietanką, ewentualnie przyprawami (sól, pieprz), ale ostrożnie, bo boczek jest słony. Włożyć mięso z powrotem do sosu, podgrzać.

      Gotowe.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Coq au vin ale mniej klasycznie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 września 2016 12:40
  • poniedziałek, 05 września 2016
    • Menu filmowe do „Małego Księcia”

      To już drugie kulinarne podejście do tego filmu. Poprzednie (w czerwcu br) się nie odbyło:(((

      Tym razem się udało.

      Mała dziewczynka, wychowywana na perfekcjonistkę w atmosferze wyścigu szczurów, przez przypadek poznaje starego już Pilota, Małego Księcia, jego kapryśną, ale ukochaną różę, oswaja liska.

      Fabuła filmu szykuje nam trochę niespodzianek w stosunku do znanej opowieści Antoina de Saint-Exupery`ego: król, próżny, bankier stworzyli własny totalitarny świat, w który zaplątał się dorastający Mr Prince. Czy naprawdę zapomniał o Pilocie, Róży i Lisie?

      Przygotowałam, tak jak poprzednio, francuskie menu (z uwagi na autora książki). Ale inne niż poprzednio.

      Ty razem zaczęłam od aperitifu: był to kir – drink z likieru cassis z czarnej porzeczki (1/3) i białego wina (2/3). Kiedy pierwszy raz byłam w Paryżu, jadaliśmy w bistro, gdzie właśnie od kiru zaczynały się obiady.

      Potem była przystawka: sałatka śródziemnomorska z dodatkiem kuskusu – to takie nawiązanie do Sahary, na której rozbił się Pilot, a jak wiadomo, kuchnia francuska ma wiele zapożyczeń marokańsko-tunezyjskich.

      Jeden z moich gości w pewnym momencie mruknął wyraźnie zaskoczony:

      - Słuchaj, dobre to!

      Jako zupę podałam prowansalską cukiniową, której siła tkwi w wielkiej prostocie: cukinia, cebula, wino, przyprawy.

      Danie główne to coq au vin, ale nie w wersji klasycznej, z czerwonym burgundem, lecz marynowane i duszone w prowansalskim winie różowym. Do tego dodatki: fasolka szparagowa (złota wstęga, zielona wstęga, drobna żółta) oraz marchewka vichy.

      I typowe zakończenie francuskiego obiadu: deska serów

      Był to strzał w dziesiątkę! Szalenie się wszystkim podobało i smakowało.

      Sery, które ułożyłam: cheddar, kozi, manchego, camembert, oscypek, kulki twarożku otoczone natką pietruszki, cienkie plastry goudy z oliwką. Do tego winogrona, orzechy i migdały.

      Wystrojowi stołu towarzyszyły róże: na serwetkach, we flakonie, w kartach menu, każdy dostał też zakładkę do książki w kształcie róży (Matras ma takie w ofercie). Kawa była podana w kubeczkach w róże.

      Dodam, że moja bluzeczka też była w róże:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Menu filmowe do „Małego Księcia””
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 września 2016 11:19
  • czwartek, 11 sierpnia 2016
    • Prowansalska cukiniowa według Amerykanki

      Odmian zupy cukiniowej są tysiące.

      Tym razem proponuję wersję podaną przez Amerykankę, Elizabeth Bard, w książce "Piknik w Prowansji" (o której parę dni temu pisałam).

      Jest super!

      b_cukiniowa_Amerykanki

      pół szklanki oliwy z oliwek

      1 duża cebula pokrojona w grubą kostkę

      1 kg cukinii pokrojonej w kostkę

      3 szklanki wody

      3/4 szklanki białego wina (wytrawnego)

      kostka bulionu warzywnego

       

      W rondlu rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę i dusimy na małym ogniu, aż się zeszkli.

      Dodajemy cukinię, przykrywamy pokrywką (lekko uchyloną) i dusimy aż cukinia zmięknie.

      Kostkę bulionową rozpuszczamy w 1/2 szklanki wrzącej wody, dodajemy do rondla, dodajemy wino i resztę wody.

      Gotujemy kilka minut.

      Miksujemy całość.

       

      Moja uwaga: po zmiksowaniu sprawdzamy smak, jeśli uważamy to za konieczne, doprawiamy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi (ja tak właśnie zrobiłam).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 sierpnia 2016 10:16
  • sobota, 06 sierpnia 2016
    • Piknik w Prowansji - lektura na weekend

      Nie przeszkodzi wam, że ta książka to powielany po wielokroć od jakiegoś czasu na rynku księgarskim ten sam schemat?

      Jeśli nie, to myślę, że warto tym razem spróbować, bo jest w tej książce parę perełek krajobrazowych i kulinarnych, i dość gładko się czyta. A autorka nie narzuca czytelnikowi za bardzo swoich poglądów i przekonań, nie jest zbytnio moralizatorska – a to dla mnie duży plus.

      A schemat jest taki: w jakiejś tam mieścinie osiedla się cudzoziemiec i zaczyna odkrywać, że ludzie tu są jacyś inni, że kłopoty takie i inne, że trudno się asymilować, ale…. te krajobrazy, to jedzenie…. zamieszkamy tu.

      Tym razem Amerykanka, którą znamy z książki „Lunch w Paryżu”, opuszcza stolicę i próbuje osiąść na południu Francji, w Prowansji, w malutkim Ceteres (sprawdziłam na mapie, jest taka wioseczka).

      b_piknik_w_prowansji

      Ja skusiłam się na tę książkę z uwagi na moją ciągłą fascynację kuchnią francuską (przedkładam ją nad tak uwielbianą kuchnię włoską).

      No i ta Prowansja! Już dwukrotnie tam byłam i każdy powrót, choćby tylko na kartach książki, jest przyjemnością.

      Co się pamięta? Słońce, lawenda, zioła, warzywa.

      I znajdziecie to w książce.

      Przepisy też was nie rozczarują, jak choćby jeszcze jedna, tysiączna któraś, wersja zupy z cukinii.

      A zderzenie kulturowych tygli Ameryki i Francji, dla jakże odmiennego Słowianina, jest zabawne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 06 sierpnia 2016 07:24
  • poniedziałek, 06 czerwca 2016
  • poniedziałek, 31 października 2011
    • Wołowina z gruszką

      Propozycja z kuchni francuskiej; sos pomarańczowo-gruszkowy jest obłędny! i nadaje mięsu bardzo wykwintnego charakteru:)
      

      wołowina z gruszką

      pół kg pieczeni wołowej
      2 gruszki
      pół szklanki soku pomarańczowego
      ząbek czosnku
      łyżka musztardy Dijon
      łyżka brandy
      płaska łyżka mąki ziemniaczanej
      sól, pieprz, oliwa

      Mięso natrzeć solą, obsmażyć ze wszystkich stron na gorącej oliwie, przełożyć do brytfanny i upieć w piekarniku (200 st. C) aż będzie miękkie, co będzie trwało jakieś 1,5 do 2 godzin.
      W tym czasie przygotować gruszki i sos.
      Gruszki obrać, pokroić na ćwiartki.
      Do rondelka wlać sok pomarańczowy, rozcieńczyć nieco wodą, włożyć gruszki i zagotować. Od zagotowania gotować jeszcze 5 minut.
      Wyjąć gruszki. Odlać nieco płynu, dodać do niego mąkę ziemniaczaną i wymieszać.
      Do pozostałego soku dodać posiekany czosnek i musztardę. Zagotować.
      Dodać wymieszany sok z mąką i mieszając, gotować, aż zgęstnieje. Dodać brandy, doprawić pieprzem i ewentualnie solą.
      Mięso pokroić na plastry, obłożyć gruszkami, polać sosem.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Wołowina z gruszką”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 października 2011 06:18
  • czwartek, 20 października 2011
    • Filet wieprzowy ze śliwkami

      Propozycja z kuchni francuskiej, ze słynnej serii książek kulinarnych wydawanych przez szkołę "Le Cordon bleu"
      

      schab ze śliwkami

      pół kg schabu bez kości
      1 cebula
      1 marchewka
      sól, pieprz, tymianek, listek laurowy
      kieliszek białego wina (225 ml)
      szklanka bulionu cielęcego
      pół szklanki gęstej śmietany
      100 g śliwek suszonych bez pestek
      łyżka oleju
      łyżka masła

      Z mięsa odciąć tłuszcz, błony i ścięgna, odłożyć je na bok.
      Schab pociąć na plastry grubości ok. 2,5 cm, posilić, popieprzyć.
      Na patelni o grubym dnie rozgrzać olej, dorzucić masło. Smażyć plastry schabu aż się zezłocą z obu stron.
      Zdjąć mięso z patelni, przykryć folią, żeby nie wystygło.
      Na patelnię przełożyć odłożone skrawki mięsa i smażyć aż zbrązowieją. Dodać posiekane warzywa, tymianek, listek laurowy i smażyć ok. 5 minut aż cebula się zeszkli. Wlać białe wino i gotować aż prawie całkiem odparuje. Dodać bulion, zmniejszyć ogień i dusić ok. 30 minut. Przecedzić sos, do przecedzonego wywaru dodać śliwki i śmietanę, gotować aż sos zgęstnieje. Sprawdzić smak, ewentualnie doprawić solą i pieprzem. Filety schabowe przełożyć na patelnię, zalać sosem i podgrzewać aż mięso będzie gorące.
      

      Podałam jako małe co nieco, z chlebem.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Filet wieprzowy ze śliwkami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 października 2011 06:11
  • niedziela, 01 sierpnia 2010
  • piątek, 09 lipca 2010
    • W ojczyźnie Le Creuset

      Spacerując wąskimi, uroczymi uliczkami Cannes, nie myślałam wcale o kuchni i garnkach; zachwycałam się raczej kapeluszami, letnimi kreacjami, pantofelkami i torebkami. Aż tu nagle na rogu ulicy pojawił się sklep, który kusił wiosenną, soczystą zielenią wystroju i gadżetów. Sklep z kuchennymi gadżetami, wśród których królowały garnki Le Creuset. Och, no nie mogłam tam nie wejść:

      le creuset

      I za chwilę mówiłam sobie: na szczęście te garnki są zielone, oliwkowe, nie pasują do mojej kuchni. Ja zbieram te płomienno-pomarańczowe. Ale ta zieleń jest taka piękna.... jakby tak... wprowadzić jakiś inny akcent do kuchni..... Na szczęście sprowadziły mnie na ziemię ceny:)

      A w moim garnku Le Creuset właśnie wczoraj robiłam kurczaka marynowanego i duszonego w pastis. Fantastyczny smak!

      kurczak w pastis

      A tak brzmi przepis (z tego opasłego tomiszcza Kulinaria Francuskie, wydawnictwo Konemana):
      Proporcje na 2 osoby:
      1 pierś kurczaka
      kieliszek pastis
      szczypta szafranu
      pół szklanki oliwy
      sól, pieprz
      1 cebula
      2 ząbki czosnku
      2 pomidory zblanszowane i obrane ze skórki
      gałązka pietruszki
      2 ziemniaki
      Kurczaka pokroić na małe kawałki, poosolić i popieprzyć, po czym zalać oliwą i pastisem, dodać szafran i marynować 12 godzin.
      Po tym czasie cebulę pokroić na półkrążki, czosnek drobno posiekać, dusić na rozgrzanej oliwie.
      Dodać pomidory pokrojone w cząstki.
      Dodać kurczaka razem z marynatą, gałązkę pietruszki, dolać nieco wody i dusić około 15 minut.
      Następnie dodać ziemniaki pokrojone w plastry. Dusić pod przykryciem następne 20-30 minut aż ziemniaki będą miękkie.
      Podawać z chlebem posmarowanym pastą majonezową rouille.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „W ojczyźnie Le Creuset”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 09 lipca 2010 06:17
  • wtorek, 06 lipca 2010

Kalendarz

Styczeń 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl