Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „wołowina”

  • czwartek, 09 marca 2017
    • Skrzydło wołowe

      Niedawno "Teleexpres" wyśmiewał się z tego, że w sklepie przy kawałku mięsa umieszczono napis: "skrzydło wołowe". Skrzydło? Ho, ho, czy woły mają skrzydła? Ha, ha!

       No cóż, już na drugi dzień z kwaśną miną prostowali swoją niewiedzę i ignorancję.

      Bo w podziale tuszy wołowej mianem skrzydła nazywa się część udźca wołowego

      skrzydo_woowe

       

       

      (grafika ze strony internetowej)

      Skrzydło przeznacza się na dania pieczone, duszone a także smażone; nadaje się na steki, zrazy, kotlety panierowane, pulpety, klopsy, gołąbki i hamburgery.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 marca 2017 09:48
  • piątek, 28 października 2016
    • Pasztet z mięsa rosołowego

      Jest to propozycja wykorzystania antrykotu wołowego, na którym gotował się rosół. Ponieważ zależało mi na tym, żeby rosół był bardzo esencjonalny, wzięłam sporą porcję mięsa, i później, po zrobieniu z niego pierogów, sporo jeszcze zostało. W sam raz na mały pasztet.

      Ugotowane mięso wołowe (antrykot) – ok. pół kilograma

      Cebula

      2 garście kiszonej kapusty ugotowanej

      4 jajka

      Sól, pieprz

       

      Mięso z rosołu zmielić w maszynce

      Kapustę odcisnąć i drobniutko posiekać

      Cebulę drobno posiekać i przesmażyć na maśle

       

      Wymieszać mielone mięso, kapustę i cebulę, dodać jajka, doprawić solą i pieprzem, dokładnie wyrobić.

      Przełożyć całość do foremki, włożyć do nagrzanego do 200 st. C piekarnika.

      Piec ok. godziny, sprawdzić patyczkiem – powinien być suchy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 28 października 2016 10:15
  • piątek, 21 lutego 2014
    • Pszoniak&Co. czyli Towarzystwo Dobrego Stołu

      Kupiłam tę książkę dawno, w roku jej wydania, 1993, skuszona nazwiskiem autora: Wojciech Pszoniak – TEN aktor.

      książka kucharska Pszoniaka

      Okazało się, że nie jest to typowa książka kucharska tylko ze zbiorem przepisów, a i przepisy nie są typowe, a już składniki potraw na pewno nie były wówczas na miarę Polski, która już nie była Ludowa, ale jeszcze i nie światowa.

      Nie byłam wtedy gotowa na taką książkę kulinarną. Stała więc sobie gdzieś zapomniana i zakurzona na górnej półce regału. Czekała cierpliwie. Raz nawet ręka mi drgnęła, gdy robiłam okresowy przegląd książek, które nie przypadły mi do gustu. Ale opanowałam się i nie poszła w świat. Czułam chyba podskórnie, że warta jest uwagi. I że jej czas przyjdzie.

      Przyszedł w 2008 roku, kiedy szukałam inspiracji do menu na przygotowywane party filmowe, towarzyszące oglądaniu filmu „Piłat i inni”, w którym W. Pszoniak grał rolę Chrystusa.

      Wtedy tę książkę po raz pierwszy naprawdę przeczytałam.

      Słuchajcie – jest to swoiste dzieło sztuki: począwszy od tekstów-refleksji  p. Pszoniaka i jego przyjaciół, przepisów kulinarnych, jego wierszy, aż po stronę graficzną – książka ozdobiona jest rysunkami i obrazami współczesnych artystów, które powstały specjalnie dla tej książki.

      Pan Pszoniak cudownie odnajduje się w kuchni, posłuchajcie:

      „… gdy przeniosłem się do Warszawy, gotowanie stało się dla mnie najlepszym wypoczynkiem. Nie wyobrażam sobie, że po powrocie z teatru czy kabaretu mógłbym zasnąć. Mimo zmęczenia jestem jak rozpędzona maszyna, która potrzebuje pewnego czasu, by się zatrzymać.” (str. 22).

      A o „porannych kolacjach dla Basi” (żony aktora) – musicie sami przeczytać! To piękny tekst!

      P. Pszoniak jest  założycielem nieformalnego „Towarzystwa Dobrego Stołu” (mnóstwo tam znanych nazwisk) i w książce znalazły się oprócz jego wspomnień – refleksje i impresje jego przyjaciół – członków tego Towarzystwa oraz dedykowane p. Wojtkowi przepisy.

      Jego żona, Basia, dedykowała mu taki cudownie żartobliwy wpis:

       

      Basiu, wszystko kupiłem.

      Proszę cię, tylko obierz mi potem dwie cebule, posiekaj i sparz wrzątkiem. Obierz ze trzy ząbki czosnku i wymyj jarzyny. Proszę, pokrój marchewki w kawałki, ale nie za małe, około trzech centymetrów, a seler w takie trochę dłuższe paski. Jak będziesz miała chwilę czasu, to wyciągnij z lodówki kurze skrzydełka i oczyść je z reszty piórek, a potem umyj i przełóż do szklanej miski. Aha! Tylko nie zapomnij po umyciu osączyć je z wody w papierowej ściereczce i sprawdź, czy mamy jeszcze bułkę tartą. Te ziemniaki ugotujemy w łupinach, tylko potem cię poproszę, żebyś z nich ściągnęła skórkę, gdy wystygną, i pokroiła w plasterki, ale nie za cienkie. A koperek posiekać trzeba drobniutko i pamiętaj, że będę go potrzebował dużo.

      Ten garnek możesz już wymyć, tylko załóż fartuch, bo sobie pochlapiesz sukienkę.

      Basiu, chodź tutaj, skosztuj to. Wiem, że nie masz ochoty, ale proszę cię, skosztuj; przecież wiesz, że ja nie lubię kosztować. Dobre? Mówisz, pyszne, ale ja słyszę w twoim głosie, że coś jest nie tak. Skup się, czego brakuje. Za mało słone? Ale ja to jeszcze odparuję. A mięso miękkie? Dziękuję ci, kochanie. Potem jeszcze tylko cię poproszę, żebyś wymyła to wszystko, co ci tutaj złożyłem, i zastanów się, w czym my to podamy.

       

      Wróćmy do mojego party; przyrządziłam wówczas według przepisu p. Pszoniaka – wołowinę z kminkiem.

       wołowina wg Pszoniaka

      Tak wtedy o tej potrawie pisałam:

      Jest to potrawa z solidnej, dobrej kuchni, o wyważonych, klasycznych smakach.

      To taka potrawa, że kiedy się ją smakuje gdzieś w gościnie, czy w lokalu, to człowiek myśli sobie: o! pyszna pieczeń! dobrze, że mi się przypomniało, już tak dawno nie robiłam pieczeni, trzeba będzie zrobić w najbliższym czasie. Poddusi się mięso, doda cebuli, pieprzu, trochę papryki, proste, a takie pyszne.  Przychodzi człowiek do domu, i faktycznie wkrótce robi tę pieczeń. I wtedy widzi: oj, coś ten smak nie taki, jak tamten... Czegoś tu brakuje... Tamta była taka, hmmmm... wyrafinowana... o smaku niby zwykłym, a jednak  wykwintnym... Jak ją robiono????

      I nie domyśliłby się człowiek nigdy, że trzeba było dodać całą łyżkę kminku w czasie duszenia, i że sos był zrobiony na bazie serka topionego.

       Składniki:

      70-80 dag pieczeni wołowej

      1 duża cebula

      2 łyżki oliwy

      łyżka ziaren kminku

      sól, pieprz

      1 mały serek topiony kremowy

      oliwa

      Wołowinę natrzeć solą i pieprzem, skropić oliwą, przykryć folią i marynować kilka godzin.

      Następnie obsmażyć na rozgrzanej w rondlu oliwie z wszystkich stron.

      Zalać dwiema szklankami zimnej wody.

      Cebulę posiekać, sparzyć gorącą wodą, dodać do mięsa, wsypać kminek. Dusić na małym ogniu, pod przykryciem, przewracając i podlewając wodą.

      Przygotować sos: serek roztopić z wodą, doprawić pieprzem., podlać częścią sosu spod mięsa.

      Kiedy mięso będzie miękkie, wyjąć je, pokroić w plastry.

      Polać przygotowanym sosem.

       

      Warto spróbować! Słowo!

      I warto sięgnąć po tę książkę

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 21 lutego 2014 11:16
  • poniedziałek, 31 października 2011
    • Wołowina z gruszką

      Propozycja z kuchni francuskiej; sos pomarańczowo-gruszkowy jest obłędny! i nadaje mięsu bardzo wykwintnego charakteru:)
      

      wołowina z gruszką

      pół kg pieczeni wołowej
      2 gruszki
      pół szklanki soku pomarańczowego
      ząbek czosnku
      łyżka musztardy Dijon
      łyżka brandy
      płaska łyżka mąki ziemniaczanej
      sól, pieprz, oliwa

      Mięso natrzeć solą, obsmażyć ze wszystkich stron na gorącej oliwie, przełożyć do brytfanny i upieć w piekarniku (200 st. C) aż będzie miękkie, co będzie trwało jakieś 1,5 do 2 godzin.
      W tym czasie przygotować gruszki i sos.
      Gruszki obrać, pokroić na ćwiartki.
      Do rondelka wlać sok pomarańczowy, rozcieńczyć nieco wodą, włożyć gruszki i zagotować. Od zagotowania gotować jeszcze 5 minut.
      Wyjąć gruszki. Odlać nieco płynu, dodać do niego mąkę ziemniaczaną i wymieszać.
      Do pozostałego soku dodać posiekany czosnek i musztardę. Zagotować.
      Dodać wymieszany sok z mąką i mieszając, gotować, aż zgęstnieje. Dodać brandy, doprawić pieprzem i ewentualnie solą.
      Mięso pokroić na plastry, obłożyć gruszkami, polać sosem.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Wołowina z gruszką”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 października 2011 06:18
  • niedziela, 16 października 2011
    • Tokań siedmiu wodzów

      Urok tego gulaszu (w polskim rozumieniu tego słowa) polega na tym, że każdy kęs to niespodzianka: nie wiesz, na jaki rodzaj mięsa natrafisz: na soczystą polędwicę, delikatną cielęcinę, czy może na wyrazistą, ciemną, esencjonalną wołowinę.
      Bo tokany to gulasz z kilku rodzajów mięs.
      

      tokany 7 wodzów

      2 polędwiczki wieprzowe
      300 g cielęciny
      400 g wołowiny na pieczeń
      cebula
      strąk papryki
      pomidor
      smalec ze skwarkami do smażenia
      250 ml śmietany
      ok. łyżka mąki
      przyprawy: sól, pieprz, ostra papryka w proszku

      Roztopić 2 łyżki smalcu i przesmażyć na nim posiekaną cebulę.
      Zdjąć rondel z ognia, wsypać paprykę w proszku, wymieszać, podlać niewielką ilością gorącej wody.
      Postawić na ogniu, dodać pokrojoną w paski wołowinę, przykryć i dusić ok. godziny, podlewając wodą.
      Następnie dodać pokrojoną w paski cielęcinę i po pół godzinie duszenia, pokrojone tak samo polędwiczki.Dodać pokrojoną paprykę i obrany ze skórki i pokrojony pomidor.
      Dusić aż mięsa będą miękkie, uzupełniając wodę.
      Doprawić solą i pieprzem i ewentualnie jeszcze papryką.
      Na końcu dodać wymieszaną z mąką śmietanę.
      Gotować jeszcze ok. 10 minut.


      Tokań - jak każdy gulasz - lubi mieć czas na dojrzewanie, najlepszy jest na drugi dzień.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Tokań siedmiu wodzów”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 października 2011 05:42
  • sobota, 15 października 2011
    • Bogracz-gulasz

      Bogracz (bogracsgulas) jest odmianą węgierskiej zupy gulaszowej.
      Powiem wam, że tyle razy robiłam zupę gulaszową, że wydaje mi się ona czymś zwyczajnym, niemal banalnym.
      A tu, proszę, moi goście byli oczarowani jej smakiem, nie mogli się nachwalić.
      Skoro tak, to zapraszam do kuchni:)
      

      bogracz

      50 dag wołowiny na pieczeń
      2 łyżki smalcu ze skwarkami
      2 cebule
      2 świeże papryki (zielona i czerwona)
      2 pomidory
      1 marchewka
      1 pietruszka
      2 ziemniaki
      2 ząbki czosnku
      2 łyżki węgierskich kluseczek tarhony (może być polski makaron zacierkowy)
      przyprawy: sól, pieprz, słodka papryka w proszku, kminek
      łyżka ostrej pasty parykowej lub gulaszowej
      śmietana

      Roztopić smaleć w rondlu, dodać posiekaną cebulę, przysmażyć aż się zezłoci, dodać posiekany czosnek.
      Zdjąć rondel z ognia, wsypać paprykę w proszku, wymieszać.
      Dorzucić wołowinę pokrojoną w drobną dość kostkę, postawić na ogniu i przesmażyć 2 minuty, mieszając.
      Wlać ok. litra gorącej wody, posolić i gotować pod przykryciem na małym ogniu, ok 2 godzin, aż mięso będzie miękkie.
      Następnie dodać posiekaną paprykę, pokrojone w kostkę marchew, pietruszkę i ziemniaka oraz kluseczki tarhony. Dolać nieco gorącej wody.
      Doprawić kminkiem, solą i pieprzem i gotować aż warzywa zmiękną.
      Dodać obrane ze skórki i posiekane pomidory.
      Gotując, uzupełniać w miarę potrzeby wodę, pamiętając jednak, że zupa ma być gęsta.
      Kiedy już pomidory się rozpadną - zupa jest gotowa.
      Doprawić ją pastą paprykową i przyprawami.
      Zupa najlepsza jest na drugi dzień, kiedy już smaki dobrze się przetrawią.
      Na każdą porcję na talerzu włożyć łyżkę śmietany.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Bogracz-gulasz”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 15 października 2011 06:24
  • niedziela, 18 września 2011
    • Węgierski tokań czyli rodzaj naszego gulaszu

      Kupowałam wołowinę gulaszową dla mojego kota. Kiedy ją dzieliłam na porcje, przygotowując do zamrożenia, okazało się, że mięso jest tak ładne, że pozazdrościłam kotu:) odkroiłam ładny kawałek dla siebie, właśnie z myślą o węgierskim gulaszu.
      Tokań (tokany) to mięso wołowe, pokrojone w paski, duszone bez mielonej papryki, za to z dużą ilością pieprzu. Można dodać do niego świeżą paprykę, grzyby, wędlinę.
      

      tokany

      Mój tokań jest na 2 osoby najwyżej (bo mięsa było mało) i nazywa się rzeźnicki, bo ma w sobie dodatek parówek i boczku.
      20 dag mięsa wołowego na gulasz (chudego)
      kawałek boczku wędzonego
      2 małe parówki
      1 papryka
      1 cebula
      kilka pieczarek
      ząbek czosnku
      mały kieliszek białego wytrawnego wina
      przyprawy: sól, pieprz, majeranek
      2-3 łyżki smalcu

      Mięso pokroić w cienkie paski
      Rozgrzać w rondlu smalec, dodać posiekane w kosteczkę boczek, cebulę i czosnek oraz mięso. Obsmażyć krótko na dużym ogniu, podlać niewielką ilością wody. Dusić aż mięso będzie miękkie. Wtedy dodać pokrojoną w kostkę paprykę i pieczarki, podlać winem i dalej dusić.
      Na osobnej patelni rozgrzać smalec i podsmażyć parówki pokrojone w plastry. Dodać je do gulaszu. Uzupełnić wodą, jeśli sosu jest zbyt mało.
      Doprawić, uważając, aby soli nie było zbyt dużo, gdyż boczek jest wystarczająco słony.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Węgierski tokań czyli rodzaj naszego gulaszu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 września 2011 05:58
  • środa, 02 stycznia 2008
    • Benedyktyńska przyprawa do mięs

      Z serii benedyktyńskie specjały pojawiły się przyprawy, zarówno konkretne zioła, jak bazylia, czy majeranek, jak i mieszanki przyprawowe. Kupiłam mieszanki: do mięs, do drobiu i do dziczyzny. Wypróbowałam, jak na razie, tę pierwszą. Używałam jej do pieczonej karkówki, dodawałam do bigosu, sypałam na kanapki, zrobiłam pieczeń wołową Bjetris z jej udziałem. Jak dla mnie znakomita, bardzo mi odpowiada smakowo. Jej skład jest dość skomplikowany, kilkanaście rodzajów ziół: cząber, kolendra, bylica, kminek, pieprz czarny, papryka, hyzop, tymianek, czosnek, rozmaryn, ziele angielskie, majeranek, szałwia, jałowiec, gałka muszkatołowa, lubczyk, macierzanka, warzywa.

      Najbardziej tajemniczy składnik mieszanki to hyzop. Niby się o nim słyszało, ale taki mieszczuch, jak ja, niewiele o nim wie. Poszperałam więc, i coś udało się ustalićJ))

      Tak wygląda hyzop:

       

       

       

       

       

       

       

       

       hyzop

       

      Rośnie na podłożu wapiennym, na suchych i słonecznych zboczach i łąkach lub pod murami, czasem w ogrodach, zwłaszcza w starych ogrodach przyklasztornych (benedyktynów i cystersów). Jest byliną, półkrzewem gałęzistym o łodygach dołem zdrewniałych i gęsto ulistnionych. Wzrost od 30-100 cm. Liście lancetowate, siedzące, ułożone parami lub więcej, naprzemianległe, całobrzegie i jakby punktowane (punktami są gruczołki olejku eterycznego). Kwiaty ciemnobłękitnofiołkowe, rzadko białe lub różowe w nibyokółkach w kątach liści, a w górnych częściach łodyg zebrane w kłos. Piękny układ, pokrój, gra kolorów i aromatyczny zapach.

      Do tej pory słyszałam o nim właściwie tylko w kontekście religijnym. Na kartach Starego Testamentu pojawia się kilkakrotnie, głównie przy opisie rytualnych oczyszczeń. Najbardziej znany tekst pochodzi z psalmu: Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję (Ps 51,9)

       

      W kulturach Bliskiego Wschodu hyzop był rośliną o dużym znaczeniu obrzędowym.

       

       

       

      Ale okazuje się, że od bardzo dawna znany i ceniony jest również w kuchni.

      Ma przyjemny, korzenny zapach i gorzki smak, smakowo harmonizuje z selerem i pietruszką.

       

      Używa się go jako przyprawę kuchenną w małych ilościach do różnych potraw: zup, sosów, surówek, fasoli, flaczków, majonezu, do twarogu i serów.

       

      Brzmi ciekawie.

      A oto nowy przepis wypróbowany na kolację sylwestrową, z zastosowaniem tej mieszanki. Jest to zdobyczny przepis Bjetris, uzyskany od zaprzyjaźnionego kucharza.

       

       

       

       

       

       

       

       

      Był to przepis ramowy, a ja robiłam to tak:

      1 kg pieczeni wołowej skropiłam oliwą extra vergin i natarłam mieszanką benedyktyńską do mięs, przykryłam miskę folią i zostawiłam w lodówce na ok 24 godz. Pół marchewki pokroiłam w cienkie dość słupki, podobnie w słupki pokroiłam kawałek wędzonego boczku. Mięso nakłuwałam szerokim nożem (szefa kuchni) i w te nakłucia wkładałam słupki boczku na zmianę z marchewkami. Potem do gęsiarki wlałam trochę oliwy, dodałam cebulę pokrojoną na ćwiartki, 4 całe ząbki czosnku, posypałam ponownie przyprawą benedyktyńską i włożyłam bez przykrywania do pieca rozgrzanego do 200 stopni, piekłam 30 minut, obracając ze wszystkich stron. Po tym czasie zmniejszyłam temperaturę do 140 stopni i piekłam jeszcze godzinę.

      Następnie mięso się wyjmuje z pieca (ono jest jeszcze twarde), kroi na grube plastry, wkłada do rondla, zlewa sos z blachy i przepłukuje blachę dobrym bulionem, dokłada parę grzybków suszonych, listek laurowy i ziele angielskie. Zostawia na kuchence dłuuugo, do powolnego pyrkania, uzupełniając w miarę potrzeby wodą. To „dłuuuugo” trwało u mnie godzinę w pierwszy wieczór i jakieś dwie godziny w drugi wieczór. Na końcu sos zagęszcza się mąką. Pieczeń jest gotowa jak mięso jest tak miękkie, że prawie się rozpada.

      Pod koniec duszenia nie można już mięsa mieszać żadną łyżką czy widelcem, gdyż jest tak miękkie, że się rozpadnie. Potrząsa się tylko rondlem.

      Podałam z czeskim knedlem krojonym w plastry. Ale biesiadnicy mówili, ze najlepsze jest po prostu z pieczywem.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Benedyktyńska przyprawa do mięs”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 02 stycznia 2008 22:58
  • niedziela, 14 października 2007
    • Kuchnia wiedeńska

      Wiele osób uważa ją za nieco siermiężną i przyciężkawą... te ziemniaki, ta śmietana, te koszmarne kalorie... nie warto próbować!

      Ja jednak myślę inaczej, a znikające wczoraj na moim przyjęciu potrawy z talerzy świadczą, że mam rację. To bardzo smaczna kuchnia.

      Oto zupa grzybowo-ziemniaczana

       

       

       

      pół kilograma ziemniaków

      1 dag suszonych kapeluszy prawdziwków

      1/4 łyżeczki kminku

      1 spora cebula

      2-3 łyżki masła

      2 łyżki mąki

      1 łyżka gęstej kwaśnej śmietany (co najmniej 18%)

      szczypiorek

      sól, pieprz

      sposób przygotowania

       

      Kapelusze prawdziwków namoczyć, zalewając ciepłą wodą; po ok. 1 godzinie, kiedy będą już miękkie, pokrajać je w paseczki. Przełożyć grzybki do rondla, zalać 2 litrami ciepłej, lekko osolonej wody, dodać kminek, gotować ok. pół godziny. Dorzucić ziemniaki, obrane i pokrojone w niezbyt grubą kostkę, dalej gotować na małym ogniu, aż ziemniaki będą bardzo miękkie, ok. 30-40 minut. W razie potrzeby uzupełniać ilość, dolewając gorącej wody.

      Cebulę obrać posiekać w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać masło, wrzucić cebulę, lekko ją podrumienić. Wsypać mąkę, rozmieszać, smażyć chwilę, aż powstanie lekko rumiana zasmażka.

      Przełożyć zasmażkę do zupy, wymieszać, chwilę razem gotować. Na samym końcu dodać łyżkę śmietany, chwilę razem pogotować.

      Doprawić świeżo mielonym pieprzem, ewentualnie, w razie potrzeby dosolić.

      Na talerzach posypać siekanym szczypiorkiem.

      A to Tafelspitz – sztuka mięsa w sosie chrzanowym

       

       

       

      Tak o tym daniu pisał Robert Makłowicz w książce C.K. Kuchnia:

                  We Francji kiwano głowami z powątpiewaniem. Najlepsi agenci uparcie donosili, że ulubionym daniem Franciszka Józefa I, cesarza Austrii i króla Węgier, jest sztuka mięsa.

      Jak to, cesarz i kawałek wołowiny wątpliwej jakości? Żeby choć ostrygi, homary lub przynajmniej pasztet gęsi z truflami, ale sztuka mięsa? Jakie uczucia budzić może imperator jedzący gotowane w wodzie (z dodatkiem jarzyn, co prawda) mięso?

      Trudno, nie było wyjścia! Należało zlecić któremuś z agentów, by choć skosztował owej sztuki mięsa (zjedzenie całej porcji wydawało się ponad siły przeciętnego Francuza). Nie było to jednak łatwe zadanie. Pierwsi dwaj ludzie, którzy mieli je zrealizować, zastrzelili się na progu restauracji po otworzeniu zalakowanej koperty z nazwą dania.  Z trzecim agentem sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Zjadł potrawę i zniknął. Wkrótce okazało się, że przeszedł na stronę austro-węgierskiego wywiadu.

      Francuzom opadły łuski z oczu. Toż ta sztuka mięsa, mimo całej swej niepozorności, to prawdziwa Wunderwaffe wiedeńskiej kuchni! Dość nikczemna forma kryje w sobie treści niepowtarzalne, zaiste genialne połączenie prostoty z finezją. Ta finezja to sos, serce każdej potrawy, a sztuki mięsa w szczególności.

       

       

       A ten sos robiłam tak:

      Z dwóch łyżek mąki i dwóch łyżek masła zrobiłam rumianą zasmażkę, rozprowadziłam ją niepełną szklanką zimnego rosołu (tego, w którym gotowała się sztuka mięsa) i mieszając zagotowałam. Dodałam 3 łyżki kremu chrzanowego ze słoiczka (starty chrzan wymieszany z majonezem), całość chwilę jeszcze pogotowałam, doprawiłam świeżo startym pieprzem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 października 2007 23:25

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl