Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „pączki”

  • sobota, 25 lutego 2017
    • Moje pierwsze w życiu pączki

      Pierwsze, samodzielnie robione, dobre.

      Dobry był przepis: Agaty z programu "Bake of ale ciacho". Agata zachwalała, że kiedy ona robi te pączki, to ustawia się kolejka, żeby się na nie załapać.

      paczki

      Ale uważam, że jednak gra nie jest warta świeczki. Bo w pierwszym dniu po usmażeniu pączki są świetne. Na drugi dzień - już średnie. I każda następna godzina im szkodzi.

      A u mnie w domu i otoczeniu osób do jedzenia pączków nie ma dużo.

      Te tutaj robiłam z połowy składników, a i tak wyszło mi ich 15.

      Kiedy przychodzi Tłusty Czwartek, po prostu ustawiam się w kolejce do cukierni i niech tak zostanie.

      Ponadto okazało się, że jednak nie mam termometru do płynów (a myślałam że mam) i temperatura smalcu była za wysoka, bo za szybko łapały mi kolor. I jeszcze nie mam wprawy w zwijaniu i zamykaniu pączka po napełnieniu różą.

      A przepis jest taki:

      0,5 kg mąki

      7 żółtek

      50 g cukru

      50 g masła

      0,25 l mleka

      50 g drożdży

      1 kg smalcu

      słoiczek konfitury z róży

       

      Ucieramy drożdże z łyżeczką cukru, łyżką mąki i 100 ml ciepłego mleka, zostawiamy aż zaczyn wyrośnie.

      Resztę mleka podgrzewamy i rozpuszczamy w nim masło.

      Ucieramy żółtka z cukrem, wlewamy mleko z masłem cieniutką strużką nadal ucierając.

      Dodajemy mąkę i zaczyn i wyrabiamy aż ciasto będzie gładkie i nie lepiące się (robiłam to robotem, tym hakiem do ciast).

      Wstawiamy smalec żeby się topił i rozgrzewał.

      A w tym czasie bierzemy kolejno porcje ciasta (ok. 50-60 g), rozpłaszczamy je, nakładamy konfiturę z róży, zwijamy i odkładamy na posypany mąką blat. Przykrywamy ściereczką - będą szybko rosły.

      Smażymy je w rozgrzanym do 175 st. C smalcu; kiedy będą rumiane, przewracamy je na drugą stronę. Wykładamy na talerz wyłożonym ręcznikiem papierowym.

      Po wystygnięciu obsypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Moje pierwsze w życiu pączki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2017 13:47
  • czwartek, 04 lutego 2016
    • Kłopoty z pączkami w powieści L.M. Montgomery

      Uwielbiam wynajdywać kulinarne tropy w literaturze.

      A szaleństwo pączkowe w Tłusty Czwartek musiało znaleźć swoje odbicie w literaturze.

      Przypomniałam sobie czytane niegdyś bez opamiętania książki L.M. Montgomery, nie tylko cykl o Ani z Zielonego Wzgórza, ale i inne, i przyszła mi na myśl Jane, mała dziewczynka z Toronto, z rozwiedzionej rodziny, którą babka wychowywała w nienawiści do ojca. Bogata babka chciała by Jane była sztywna i dystyngowana, jak i ona sama. A Jane chciała być inna, i na przykład bardzo lubiła kręcić się w kuchni, przy służbie, obserwując pilnie proces gotowania i pieczenia.

      W końcu losy jej potoczyły się zupełnie inaczej, niż chciała tego babka.

      Jane jedzie na Wyspę Księcia Edwarda, na spotkanie z ojcem.

      Tam prowadzi mu dom i uczy się gotować.

       

      Posłuchajcie, jakie z tym były perypetie: zapraszam na kawę, tłustoczwartkowego pączka i lekturę:

      pączki i L.M. Montgomery

      

      „Za pomocą „Kuchni dla początkujących", rad pani Jimmy Johnowej i własnej obrotności Jane nauczyła się zadziwiająco szybko piec zadzi­wiająco dobre kruche ciasto. Bez skrępowania radziła się pani Johno­wej, ale wolałaby umrzeć, niż zapytać o coś ciotkę Irenę. Pani Johnowa była osobą mądrą, łagodną, pełną życzliwości i ciepła. Na Lantern Hill cieszyła się opinią kobiety, która niczym się nie przejmuje, nawet przygotowaniem kolacji na zebranie kościelne. Nie śmiała się, kiedy pobladła i zrozpaczona Jane wpadała i mówiła, że placek oklapł albo że cytrynowy krem rozlał się po całym półmisku i tata oglądał to z rozba­wieniem. Prawdę mówiąc, Jane, mimo wrodzonych kucharskich talen­tów, zrobiłaby dużo więcej błędów, gdyby nie pomoc pani Jimmy Johnowej.

      —    Ja bym wsypała czubatą łyżkę stołową mączki ziemniaczanej zamiast płaskiej — radziła pani Johnowa.

      —    Ale tu jest napisane, że wszystkie składniki mają być w równych porcjach — odpowiedziała z powątpiewaniem Jane.

      —    Nie zawsze trzeba robić tak jak w książce — wtrącił Jardowy Krok, który, jak wszyscy, był bardzo zainteresowany postępami Jane. — Użyj swego sprytu. Kucharzy się nie robi, oni się rodzą, zawsze to mówiłem, a ty jesteś urodzoną kucharką, albo strasznie się mylę. Te klopsiki z dorsza, co zrobiłaś przedwczoraj, były pierwsza klasa.

      Dzień, w którym Jane bez niczyjej pomocy przyrządziła na obiad pieczeń z jagnięcia w sosie, groszek w śmietanie i pudding, który mógłby zjeść nawet wujaszek Tombstone, był najwspanialszym dniem jej życia. Co to było za przeżycie, gdy tata podał swój talerz mówiąc: „Jeszcze trochę tego samego, Jane. Co za znaczenie mają hipotezy o budowie planet lub teoria kwantów w porównaniu z takim obiadem? No, no, Jane, chyba nie powiesz, że nie znasz teorii kwantów. Kobieta może nic nie wiedzieć o hipotezach dotyczących budowy planet, ale teoria kwantowa jest niezbędna do właściwego funkcjonowania dobrze prowadzonego domu".

      Jane nie martwiła się, kiedy tata z niej żartował. Jeśli nic nie wiedziała o teorii  kwantów, to wiedziała na pewno, że pudding był bardzo dobry. Przepis dała jej pani Duża Donaldowa. Jane specjalizowała się w zbiera­niu przepisów i uważała dzień za stracony, jeśli nie udało jej się zdobyć jakiegoś i zapisać go na czystych stronicach „Kuchni dla początkują­cych". Nawet pani Snowbeam dala jej jeden — na pudding z ryżu.

      —    Jedyny, jaki jadamy — wyjaśnił Mały John. — Ten jest tani.

      Mały John zawsze przychodził „na wyskrobywanie". Miał jakiś szósty

      zmysł, który podpowiadał mu, kiedy Jane będzie robić tort. Snowbeamów ogromnie rozweseliło to, że Jane wszystkim kuchennym przyrządom dała imiona. Czajnik, który zawsze podskakiwał, gdy woda zaczynała wrzeć, nazywał się Tipsy, patelnia — pan Muffet, miska do mycia naczyń — Polly, garnek do mięsa — Tymoteusz, wałek do ciasta — Tillie Tid.

       

      Ale Jane przeżyła swoje Waterloo, gdy zdecydowała się usmażyć pączki. Wszystko wydawało się takie łatwe... a później nawet Snowbeamowie nie byli w stanie zjeść rezultatów jej wysiłku. Jane, zdecydowana nie poddawać się, próbowała znowu i znowu. Wszyscy byli ogromnie zainteresowani jej kłopotami z pieczeniem pączków. Pani Jimmy Johnowa nie szczędziła rad, mama Min też podsunęła to i owo. Sklepikarz z Corners specjalnie przysłał jej nowy rodzaj smalcu. Jane próbowała smażyć na patelni i w garnku, ale wszystko na próżno. Wredne pączki za każdym razem opijały się tłuszczem. Jane dręczyła się tym tak bardzo, że nie sypiała po nocach.

      —    Tak dłużej nie można, moja uwielbiana Jane — oświadczył tata. — Czy nie wiesz, że nie należy zamartwiać się na zapas? Poza tym ludzie zwracają mi uwagę, że jesteś za poważna jak na swój wiek. Stań się więc pieśnią wietrzyka, moja Jane, i nie myśl już więcej o pączkach.

       

      I rzeczywiście, Jane nigdy nie nauczyła się robić prawdziwie dobrych pączków. To skłoniło ją do zachowania pokory i nie dopuściło do popisywania się, gdy przyjeżdżała ciotka Irena. A ciotka odwiedzała ich często, czasem nawet zostawała na noc. Jane z niechęcią lokowała ją w swym ukochanym pokoju gościnnym.”

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kłopoty z pączkami w powieści L.M. Montgomery”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 lutego 2016 06:11
  • środa, 03 lutego 2016
    • Dlaczego nie smażę pączków?

      Nie chodzi o to, że dbam o linię, nie, nie. Rzecz jasna, miło byłoby mieć sylwetkę modelki, ale w pewnym wieku jest to już raczej niemożliwe:)

      I tym to tak bardzo się nie przejmuję.

      I pączki lubię (od czasu do czasu, ale koniecznie z lukrem i różą w środku).

      I jutro na pewno pączka zjem (i oby się na jednym skończyło! Już dziś obawiam się, że to niemożliwe, ha ha!)

       

      Powody, dla których sama osobiście pączków nie robię, są zasadniczo dwa:

       

      Po pierwsze: nie ma w mojej kuchni wyciągu.

      I nie będzie, bo w bloku nie można podłączyć się do pionów wentylacyjnych, a okap absorpcyjny nie zdaje egzaminu (owszem, poprawia nieco dramatyczną sytuację smażalnianych wyziewów, ale nie do końca).

       

      Po drugie: nie miałby kto tych moich pączków zjeść.

      Bo przecież nie da się zrobić dwóch czy nawet czterech pączków tylko, a pączek nie zjedzony w danym dniu jest już na drugi dzień do niczego.

       

      Tak więc nawet nie próbuję, tylko w Tłusty Czwartek ustawiam się grzecznie w kolejce w cukierni.

       

      I już dziś zapraszam na jutro, na literacką przygodę z pączkami:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 03 lutego 2016 13:50

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl