Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „przyjęcia”

  • poniedziałek, 06 czerwca 2016
  • wtorek, 22 marca 2016
    • Spotkanie filmowe z kuchnią podkarpacką

      Dlaczego kuchnia podkarpacka na spotkaniu klubu filmowego?

      Bo właśnie tam, w Bieszczadach, zaczyna się akcja oglądanego w sobotę filmu „Serce, serduszko” Jana Jakuba Kolskiego. O filmie – za chwilę.

      Popatrzmy na moje menu i stół.

      Podkarpacie – tak, ale i palmy, i mazurki – bo spotykamy się w wigilię Niedzieli Palmowej – krzyczącej radośnie kolorami ludowych palm.

      stół z palmami

      menu podkarpackie

      palma

      kurka z palmą

      Kuchnia podkarpacka to ciągle mało znana kuchnia regionalna. Zresztą bardzo niejednorodna.

      Łemkowie i Bojkowie w Bieszczadach, Dolinianie w rejonie Sanoka, Pogórzanie od Jasła do rzeki Wisłok, Lasowiacy – między Mielcem a rzeką San, Rzeszowiacy,

       

      Zaczęłam od przekąski z cydrem – były to pieczone pierogi św. Jacka z Nockowej, z ciasta z dodatkiem twarogu, z nadzieniem z kapusty i pieczarek (pisałam o ich historii parę dni temu)

      pierogi z Nockowej

      kurka i cydr

      Potem chapcie lasowiackie – gołąbki z nadzieniem z kaszy jęczmiennej, suszonych grzybów i kiszonej kapusty, z sosem grzybowym.

      gołąbek lasowiacki

       Zupa ziemniaczana z kurdybankiem czyli Kuroniem – to taka ciekawostka specjalnie dla jednego z uczestników 

      zupa z kurdybankiem

      serwetka na sztućce

      Jasielski schab Schabińskiej (o którym pisałam wczoraj) z fuczkami – czyli smażonymi placuszkami typu naleśnikowego z dodatkiem kiszonej kapusty (w okolicach Jasła noszą one nazwę szandorków).

      schab schabińskiej

      A do kawy – mazurek różany, prościutki, niepozorny nieco – ale ten smak! Nieodmiennie budzi zachwyt – przepis jutro.

      mazurek różany

      A teraz „Serce, serduszko”:

      film Kolskiego

      

      Jesteśmy w Bieszczadach, na Podkarpaciu.

      Ciemne, niebieskie pasma gór, zielone ściany lasów, poprzecinane niekiedy drogami różnej kategorii: bywa i asfalt, ale bywają i ostre i dziury na ubitym zaledwie piasku. I od czasu do czasu kilka chałup.

      W takiej, trochę większej wsi (może by i można ją nazwać malutkim miasteczkiem) jest bidul – tak żargonowo nazywają tu dom dziecka. A w nim – 11-letnia Maszeńka, ćwicząca z przysadzistymi kucharkami, które mają włożone na kuchenne kitle baletowe paczki - układ choreograficzny do „Jeziora łabędziego”.

      Absurdalny zupełnie kadr.

      Ale bardzo chwytający za serce.

      Bo Maszeńka marzy, by zostać tancerką baletową. I musi dotrzeć do Gdańska na egzamin.

      I tak zaczyna się równie absurdalna i szaleńcza podróż przez całą Polskę: z jej południowych krańców, aż nad brzeg Bałtyku.

      Nazwano ten film: podróż za jeden uśmiech, familijny film drogi, oda do córki, siła miłości i potęga marzeń.

      Ot, cały Kolski.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 marca 2016 06:34
  • poniedziałek, 08 lutego 2016
    • Party filmowe z kuchnią Y. Ottolenghi

      Od dawna już czekała na przetestowanie książka „Jerozolima” - autorstwa Y. Ottolenghi i S. Tamimi – niezwykłe połączenie kuchni żydowskiej i arabskiej (palestyńskiej). Niezwykłe, bo dla każdego z nich Jerozolima jest rodzinnym miastem, a tradycje kulinarne żydowskie i muzułmańskie, mają – okazało się - wspólny mianownik, przenikają się. Film, który został zaproponowany na nasze party – 7 kilometrów od Jerozolimy – był znakomitą okazją na kulinarne eksperymenty z tej właśnie książki.

      Jakie były rezultaty? Zapraszam do obejrzenia:

      Generalnie, to przepisy Yotama są znakomite! Co do tego, to nie ma wątpliwości.

      Ale są też pracochłonne; wymagają niezłej kondycji, bo sporo się trzeba naskakać przy każdej właściwie potrawie. Ale warto!

      Do kawy przy oglądaniu filmu podałam ciasto chałwowo-orzechowe, nie za słodkie, a super chrupiące

      Kolację zaczęłam od sałatki z brukselki i pomelo; goście byli zaskoczeni świetnym smakiem (zaskoczeni - bo brukselka nie cieszy się raczej popularnością)

      Potem był esencjonalny bulion warzywny (którego składnikiem oprócz warzyw są również śliwki suszone) podany do kiszu z kalafiora, ziół i jajek

      Danie główne to mejadra i kurczak marynowany i pieczony z mandarynkami

      Mejadra to danie z zielonej soczewicy i ryżu z prażoną cebulą. Rewelacja! Zakochałam się w nim natychmiast. Na pewno będę go powtarzała w swojej kuchni.

      Kurczak powinien być pieczony w towarzystwie kopru włoskiego; ale jaki pech! Akurat na mojej prowincji nigdzie bulw kopru nie było! A zwykle przecież sieciówki go mają. Cóż, musieliśmy się bez niego obejść.

       

      Na stole znalazły się puszki coca-coli, oczywiście nie przypadkowo, nawiązują do jednej z ważnych scen w filmie. Zrobiło się zresztą dość głośno w świecie o tym, gdyż właściciele koncernu coca-coli zaprotestowali przeciw wykorzystywaniu ich marki w filmie, ale włoski reżyser poradził sobie z tym i coca-cola się pojawiła.

      Jeszcze parę słów o filmie:

      Rzecz dzieje się współcześnie. Głównego bohatera, włoskiego specjalistę od reklamy, któremu małżeństwo rozpadło się, a życie dość skomplikowało, spotykamy na pustyni, nieopodal Jerozolimy. W drodze dołącza do niego mężczyzna, który przedstawia się jako …. Jezus. Wyobrażacie sobie, że nic dalej nie było już proste i oczywiste….. prawda?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Party filmowe z kuchnią Y. Ottolenghi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 lutego 2016 11:16
  • poniedziałek, 14 grudnia 2015
    • Filmowe party pełne wyzwań

      Proponuję małą przerwę w przygotowaniach świątecznych!

      Rzućmy okiem na menu, inspirowane kuchnią włoską, towarzyszące najnowszemu filmowi Lecha Majewskiego „Onirica”. Główny bohater zafascynowany jest „Boską Komedią” Dantego – stąd ta kuchnia włoska w menu.

      Było klasycznie: sałatka capricciosa na przystawkę, tagliatelle z sosem pomidorowym z boczkiem jako danie pierwsze, cielęcina z dodatkiem brukselki jako danie główne, i ciasteczka „róże pustyni” do kawy.

      capricciosa

      tagliatelle

      cielęcina z brukselką

      róże pustyni

      Ale tak bardzo prosto jednak nie było.

      Jedna osoba nie mogła być na party, druga osoba mogła być na projekcji filmu, ale nie na kolacji, a jeszcze jedna w przeddzień przyjęcia zadzwoniła, że właśnie jest na detoksie i może jeść aktualnie tylko warzywa, z przyprawami, owszem, ale bez soli i cukru.

      Oh, la la!

      Czyli były dwa rodzaje potraw na jednym przyjęciu, dedykowane konkretnym osobom.

      No – przyznam, że to było wyzwanie. Bardzo ciekawe zresztą.

      Dania klasyczne miałam właściwie prawie gotowe. Została do wymyślenia i wykonania dieta.

      Wpadłam do warzywniaka, i zgarnęłam, co mi tam wpadło w rękę: marchewkę, pietruszkę, kalafior, brokuł, por, paprykę. Cebulę i pomidory miałam w domu.

      Przyznam, że jestem dumna przede wszystkim z tych dań dietetycznych, bo mimo tych szalonych ograniczeń udało się wydobyć naturalny smak jarzyn, nie przytłumiony cywilizacyjnymi polepszaczami.

      Zrobiłam capriciosę w wersji fit: marchewka, seler i papryka pokrojone w julienkę, z przyprawami.

      Do tego bulion warzywny, długo gotowany, żeby wydobyć smak warzyw, doprawiony wyłącznie pieprzem, czosnkiem niedźwiedzim, mieloną papryką, majerankiem.

      Danie pierwsze w wersji fit: to „niby-taglietelle” z cukinii i marchewki, leciutko podduszone w wodzie, bez grama tłuszczu i soli.

      Danie główne to talerz gotowanych na parze warzyw.

      Człowiek na diecie był zadowolony.

      surówka dla Tomka

      tagliatelle z cukinii

      warzywa dla Tomka

      I jeszcze parę słów o filmie.

      „Onirica” Lecha Majewskiego w warstwie epickiej opowiada o próbie uporania się bohatera, młodego naukowca, z nagłą, tragiczną śmiercią swojej ukochanej. Porzuca on karierę naukową, zaczyna pracować w supermarkecie, ale ucieka wciąż od świata realnego w świat snu. A w świecie jawy towarzyszy mu słuchany w oryginale poemat Dantego, „Boska komedia”.

      Mamy tu, u nas, w naszym małym gronie, w którym się spotykamy, takich reżyserów, na których filmy czekamy, którym ufamy, i decydujemy się na ich oglądanie, w ciemno. Do nich należy Lech Majewski. Umie on stworzyć świat, który nie jest płaski, rozgrywający się tylko na płaszczyźnie zdarzeń, ale sięga o wiele głębiej, w myśli i uczucia człowieka. Kiedy gaśnie światło, zsuwa się z sufitu ekran kina domowego, zaczyna szumieć projektor – ogarnia nas magia kina Majewskiego, choć może nie wszystko od razu jest jasne i jednoznaczne.

      Jak mówią krytycy – „Po "Ogrodzie rozkoszy ziemskich" i "Młynie i krzyżu" - "Onirica" jest trzecim filmem Majewskiego, którego bohater szuka ratunku w dawnej sztuce. Traktuje ją jak religię, ale w większej jeszcze mierze - jak naukę prowadzącą do metafizycznego poznania.

      Reżyser mówi tak: "Nie mogę wyjść z podziwu dla naszych wielkich starszych kolegów. Bo przecież Bosch, Giorgione czy Bellini nie byli bogami, tylko naszymi kolegami! Ciężko pracowali, żeby odnaleźć formułę, dzięki której można było dać ludziom przeczucie harmonii i pootwierać im bramy nieba. Doceniam nowoczesność, wszyscy z niej wyszliśmy, ale nie mogę się pogodzić z celebrowaniem ohydy, która stała się dziś rodzajem obowiązkowego akademizmu".

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 grudnia 2015 14:45
  • piątek, 18 września 2015
    • Autentyczna kuchnia regionalna na przyjęciu

      Kuchnia regionalna jest modna, dużo się o niej mówi, ale żeby te potrawy, zwłaszcza te ludowe, chłopskie, podać na przyjęciu? Rzadko spotykane. Bo rzekomo tłuste, wysoko kaloryczne, wymagające dziwnych, niemodnych składników, i te techniki kulinarne niedzisiejsze, nienowoczesne, przestarzałe….

      No i czy przy takim spojrzeniu nie ucieka nam w mroki przeszłości nasze dziedzictwo kulinarne?

      Nie chcę, żeby mi umknęły nasze domowe tradycje i smaki.

      I właśnie ostatnia moja pasja to wyszukiwanie regionalnych: małopolskich i świętokrzyskich przepisów (to regiony mojego zamieszkania i pochodzenia), próbowanie ich i oswajanie.

      A więc zapraszam na party, które towarzyszyło oglądaniu filmu „Karolina”, o dziewczynie, która pochodziła z okolic Tarnowa. Na okładce pudełka z filmem jest napis: „Czy jest coś, za co oddałbyś życie?” Mocne pytanie.

      W menu podałam potrawy typowo chłopskie, takie, które Karolina zapewne jadła w swoim życiu.

      stół regionalny

      film Karolina

      Produkty, charakterystyczne dla naszego regionu to ziemniaki, kapusta, fasola, jabłka, marchewka.

      Sposób podania jest zapewne nieco inny, niż 100 lat temu. Ale tak rozumiem to ich „ocalanie od zapomnienia”: autentyczny przepis i nowatorska, współczesna aranżacja.

      To popatrzmy:

      Jako przystawkę podałam kanapki z pasztetem z mielonej fasoli „piękny Jaś”, z dodatkiem startego jabłka i ziaren słonecznika

      kanapka z pasztetem

       Potem „szły” pierogi zalipskie (czyli zalipiańskie), specjalność gospodyń, tych od malowanych chat we wsi Zalipie; pierogi są nadziewane gotowaną słodką kapustą z dodatkiem cebuli i kiełbasy wiejskiej. 

      pirogi zalipskie

      Zupa była dziadowska, nazywana też często pospółką, bo są w niej ziemniaki wespół z kluseczkami zacierkowymi; właściwie to niewiele więcej w tej zupie jest, jeszcze tylko konieczny jest kawałek boczku lub kiełbasy na skwarki, to daje zupie ten pyszny smak, no i świeży lubczyk. W naszym regionie każdy niemal pamięta tę zupę z dzieciństwa, nasze mamy i babcie często ją gotowały, a te kluseczki w niej były prawdziwym hitem, zwłaszcza, że pozwalano dzieciom je własnoręcznie skubać i wrzucać do zupy.

      zupa dziadowska

      

      Jako główne danie podałam kurę peerelkę (według przepisy koła gospodyń z Woli Rzędzińskiej); to już trochę bogatsza, bardziej odświętna potrawa, i bardziej pracochłonna, bo trzeba wyluzować kurę z kości (cóż, kury nie bardzo skąd miałam wziąć, więc zrobiłam tę potrawę z kurczaka).

      I dodałam do tego duszoną marchewkę z dodatkiem cukinii i sałatkę z pomidorów, ogórków i cebuli – każdy ją u nas je i kocha! Choć wiem, wiem, że nie powinno się łączyć pomidorów i ogórków.

      kura peerelka

      kura i warzywa

      A do kawy szarlotka gaździny z bacówki na Jamnej – zdziwiłam się, że wzbudziła aż taki zachwyt! (przepis wkrótce)

      szarlotka gaździny

      Z napitków zaproponowałam cydr z jabłek i nalewkę „tarninówkę” – naszą tarnowską specjalność.

      cydr i tarninówka

       A menu wypisane było tym razem na zielonych pierścieniach, ponieważ część przepisów i inspiracji zaczerpnęłam ze strony stowarzyszenia pielęgnującego dawne tradycje kulinarne: Zielony Pierścień Wokół Tarnowa. 

      menu pierścieniowe

       Serwetki z motywem szlaku z kwiatów nawiązywały do malarskich tradycji Zalipia. I anioły na stole, malowane w kwiaty  też z Zalipia przywiozłam. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Autentyczna kuchnia regionalna na przyjęciu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 18 września 2015 06:33
  • środa, 04 lutego 2015
    • Menu inspirowane kuchnią Nestora Grojewskiego

      P. Nestor Grojewski – kucharz, który gotował dla filmowców Hollywood, na planach kręconych filmów, m.in. dla reżysera „Gangów Nowego Jorku” Martina Scorsese, a obecnie szef kuchni własnego lokalu w Rzymie „Cru.dop”. P. Nestor specjalizuje się w rybach i owocach morza (na surowo!), ale ma też i inne propozycje kulinarne.

      To był bardzo ciekawy kulinarny eksperyment.

      Przygotowując przyjęcie, wykorzystałam znalezione w sieci jego przepisy na brownie z białą czekoladą, tagliatelle z truflami oraz na podstawie wywiadów z nim stworzyłam kanapkę z tatarem.

      kanapka tatar

      Nie chciałam podawać tatara w sposób klasyczny, kiedy każdy komponuje sobie na talerzu własną wersję, dobierając dodatki, jakie mu pasują – moi goście chyba nie mieliby ochoty na to (przynajmniej nie wszyscy).

      Kupiłam 30 dag ligawy wołowej (polędwicy akurat nie udało mi się kupić), zmieliłam ją dwukrotnie z użyciem gęstego sitka, po czym dodałam drobniuteńko posiekaną i sparzoną cebulę, drobniuteńko posiekane korniszony, sól, pieprz, ostrą paprykę, oczywiście żółtko jajka i jeszcze jeden dodatek, o którym mówił p. Nestor. Otóż latem, w ramach akcji „jabłka na złość Putinowi”, przywiózł z Polski do Rzymu dwie skrzynki jabłek i wykorzystał je m.in. do tatara. Tak zrobiłam i ja. Obrane, drobno posiekane ligole okazały się w tatarze przepysznym dodatkiem. Tak przygotowanego tatara położyłam na małych kromkach bagietki wiejskiej (takiej na zakwasie) i ozdobiłam chipsami jabłkowymi (ma je w swojej ofercie Lidl) i korniszonami.

      Ponieważ zdecydowałam się na menu degustacyjne, porcje były malutkie i już przy tej przystawce niektórzy goście dopytywali się o repetęJ

      Trufli nie udało mi się kupić, choć czasem można je kupić w słoiczkach (jadłam już takie, ale przyleciały one do mnie z USA). Cóż, zrobiłam tagliatelle z pieczarkami z sosem truflowym, z wykorzystaniem oliwy truflowej. Smak był boski.

      tagliatelle

      Zupa - ziemniaczano-porowa, z podprażonymi płatkami migdałów, kosteczkami podpieczonego boczku i koperkiem.

      zupa ziemniaczano-porowa

       Danie główne to pulpeciki z mielonego mięsa z mozarellą w środku, w sosie pomidorowym, z dodatkiem brokuła, kalafiora i roszponki. 

      pulpeciki mafijne

       A do kawy – brownie według receptury p. Grojewskiego, z białą czekoladą. 

      brownie z białą czekoladą

      Był to wieczór żegnający okres Bożego Narodzenia i choinki (w tle), a serduszko powtarzało się w dekoracji stołu i podkładkach, na których rysikiem z kredy można napisać dla każdego gościa imię (zdradzę wam, że takie podkładki można zamówić u konsultantki Avonu)

      stół na przyjęciu

      nakrycie z imieniem

      wystrój stołu

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Menu inspirowane kuchnią Nestora Grojewskiego”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 04 lutego 2015 13:46
  • poniedziałek, 02 lutego 2015
    • Kulinarne polonica

      Pamiętacie serię książek o przygodach Tomka Wilmowskiego? W krainie kangurów, na tropach yeti, na wojennej ścieżce…. Tomek jadąc na kolejną wyprawę, wyszukiwał zawsze ślady polskie w krajach, które miał odwiedzić.

      Przypomniało mi się to, kiedy szukałam pomysłu na temat przewodni przygotowywanego filmowego party i wpisałam w google hasło: kuchnia w Hollywood. Wyskoczyło mi nazwisko Polaka, Nestora Grojewskiego, który gotował dla Martina Scorsese na planie filmu „Gangi Nowego Jorku”, dla aktorów Matt Daymon i Jud Law na planie filmu „Utalentowany pan Ripley”, dla reżysera Michaela Hoffmana na planie filmu „Sen nocy letniej”. Fascynujące, prawda?

      Od 2008 roku p. Nestor prowadzi w Rzymie wine bar o nazwie „Cru.Dop”, specjalizujący się w daniach z ryb i owoców morza i lubi opowiadać klientom o tworzonych przez siebie, autorskich daniach.

      Nooo, to był świetny trop! Postanowiłam stworzyć menu inspirowane kuchnią p. Grojewskiego.

      menu inspirowane kuchnia p. Grojewskiego

      Nie podałam na swoim przyjęciu ryb, bo żaden z uczestników nie jest ich smakoszem, ale wyszukałam dostępne przepisy p. Nestora, a niektóre dania stworzyłam sama, wykorzystując jego opis dań, które podawał w wywiadach.

       

      Myślę, że to dobry pomysł, wyszukiwać, wzorem Tomka Wilmowskiego, polskie tropy kulinarne w świecie.

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 lutego 2015 10:05
  • poniedziałek, 29 grudnia 2014
  • wtorek, 16 grudnia 2014
    • Około-mikołajowe spotkanie przy filmie

      Nieważne, jak bardzo jesteś skrzywdzony przez los.

      Ważne – co z tym zrobisz.

      Jak się odnajdziesz w układzie, który ci przypadł w udziale.

      Takie jest przesłanie filmu „Dar nadziei”, o chłopcu, który urodził się bez rąk.

       

      A kolacja, która przygotowałam na nasze spotkanie, nawiązywała do kuchni kraju, w którym chłopiec się urodził – do Nikaragui. Ściśle rzecz biorąc – wyszukałam dania z kuchni środkowej Ameryki.

      A że dopiero co odwiedzał tych bardziej grzeczniejszych święty Mikołaj – zebrało się dla gości i gospodarzy mnóstwo, mnóstwo prezentów:) i wystrój stołu był już nieco świąteczny.

      czapka mikołajowa

      stół mikołajowy

      sztućce z serwetką

      menu nikaraguańskie

      Jako przystawkę podałam nikaraguańska sałatkę z warzyw (pomidory, papryka, cebula, awokado) i duszonej wołowiny

      sałatka z wołowiną

      Zupa była extra: krem z pomidorów i bananów z pestkami dyni, pikantny, ale z nuta słodyczy w tle

      bulionówka

      pomidorowa z bananami

      Danie główne: kurczak Calypso duszony w pomidorach z gallo pinto (czyli mieszanka ryżu i ciemnej fasoli) z salsą tropikalną z ananasa i mango

      gallo pinto

      Wino było chilijskie, czerwone wytrawne

      wino chilijskie

      Najmniej zadowolona jestem z ciasta. Był sernik panamski, pieczony w kąpieli wodnej z dodatkiem mango i białej czekolady

      sernik panamski

      Jego smak – moim zdaniem – nie powalał. Był w miarę poprawny. I tyle tylko.

      Jeśli chodzi o serniki, to długo szukałyśmy z siostrą przepisu na dobry sernik, próbując, próbując i próbując. Znalazłyśmy. I dawno już stwierdziłam, że nie ma co szukać dalej. Ten wypiek potwierdza tę tezę. Nie ma co kombinować.

      Jak się nie jest cukiernikiem, to lepiej trzymać się wypróbowanego kanonu, o którym wiadomo, że jest dobry.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Około-mikołajowe spotkanie przy filmie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 10:26
  • środa, 26 listopada 2014
    • Party jesienne, wokół św. Marcina

      Tym razem party było bardzo polskie, z uwagi na termin przyjęcia: parę dni przed 11 listopada (dzień św. Marcina, w którym tradycyjnie w Polsce jadano gęsinę, a w Wielkopolsce – rogale z białym makiem). Był jeszcze jeden polski akcent, ale o tym na końcu:)

      rogale marcinskie

      Były więc na party rogale świętomarcińskie, faszerowana gęś z kluseczkami, bulion na gęsinie z pierożkiem, jesienna sałata ze śliwkami i papryką, polski cydr lubelski.

      stól na party

      bulion z pierożkiem

      gęś luzowana

      sałata ze śliwkami

      menu z liściem

      I było to jednocześnie pożegnanie złotej, polskiej jesieni – a więc kolorowe liście, kolory złota i pomarańczy w wystroju stołu.

      liście na stole

      liście na stole

      cydr

       

      Film, który oglądaliśmy to „Księga ocalenia”

      film na party

       

      Jest to film s-f, z 2010 roku, w reżyserii braci Hughes, a opowiada o niezwykłej i długiej wędrówce czarnoskórego Eli (Denzel Washington), który przedziera się przez zniszczony jakąś kosmiczną katastrofą, apokaliptyczny świat, niosąc księgę, której chroni jak oka w głowie, i w obronie której nie waha się narazić swojego życia.

      Jego kontr-przeciwnikiem jest napotkany w jednym ze skupisk ocalałych ludzi, Carnegie (Gary Oldman), który od dawna poszukuje jedynej, najważniejszej księgi ludzkości, wierząc, że ona da mu absolutną władzę nad ludźmi. Ale nie pożąda tej władzy w dobrych celach. Domyślacie się, że chodzi każdemu z nich o Biblię, i o wiarę.

      Wydawać by się mogło, że film będzie schematyczny, niczym nie zaskoczy, i że Eli nie ma szans w zetknięciu z brutalną siłą. O, jak bardzo się mylicie! Zakończenie dosłownie wbija w fotel, ledwo można złapać przysłowiowy dech w piersiach….

      Zobaczcie koniecznie…

      A właśnie w tych dniach, w Polsce ukazało się zrekonstruowane cyfrowo wydanie tzw. Biblii gnieźnieńskiej, pochodzącej z 1414 roku. Pauliści w sfotografowane misterne iluminacje figuralne w inicjałach oraz ornamenty roślinne na marginesach księgi wstawili współczesny przekład Pisma Świętego.

      Gospodarz naszego party przygotował piękne zakończenie projekcji filmu; mogliśmy podziwiać tę niezwykłą nowo wydaną księgę

      biblia gnieznienska

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Party jesienne, wokół św. Marcina”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 26 listopada 2014 06:30
  • wtorek, 03 czerwca 2014
    • Menu filmowe do „Grawitacji”

      Jak dobrać menu do filmu, który ogląda się wspólnie, a potem zasiada się do stołu?

      Do tej pory nie miałam z tym specjalnych trudności, ale ostatnio namieszała mi nieco w głowie wypowiedź na ten temat W.M. Amaro; o tym wkrótce napiszę szerzej.

      A póki co moje ostatnie przyjęcie, towarzyszące filmowi „Grawitacja”: szafirowy (jak niebo) wystrój stołu, granatowe, z orbitami kartoniki menu

      menu grawitacja

      Film opowiada o niespodziewanej katastrofie w kosmosie, kiedy szczątki zestrzelonego satelity szpiegowskiego uderzają w stację kosmiczną na orbicie ziemskiej, niszcząc i zabijając w reakcji łańcuchowej niemalże wszystkich, poza parą astronautów, którzy walczą o przetrwanie i powrót do domu. Film zdobył w tym roku aż 7 oskarów: za najlepszą reżyserię (Alfonso Cuaron), najlepsze zdjęcia, najlepszy montaż, muzykę, dźwięk, montaż dźwięku i najlepsze efekty specjalne.

       

      Jakie menu mogłoby być na stacji kosmicznej??? Tubki, plastikowe woreczki, mrożonki na tackach?

      Poszłam w innym kierunku, zwłaszcza, że główna bohaterka (Sandra Bullock) nie miała ani czasu, ani możliwości próbować cokolwiek. Tematu jedzenia w tym filmie nie ma.

      Ale pomyślałam sobie, że spróbuję przygotować coś odlotowego. I przyszła mi do głowy niezwykła, molekularna kuchnia Wojciecha Modesta Amaro. Oczywiście, moja propozycja to tylko luźna dość inspiracja jego kuchnią, bo i składniki oryginalne trudno byłoby zdobyć, i nowoczesne techniki kulinarne są dla mnie niedostępne.

      Poszperałam w necie i w jego książce „Natura kuchni polskiej” i wyszukałam jego przepisy, które da się dość dokładnie odtworzyć w warunkach domowych.

      I oto moje menu:

      Jako przystawkę podałam pieczone warzywa z rukolą, pestkami

      i kozim serem

      pieczone warzywa

       Pierwsze danie to filiżanka czystego barszczu z paluchem drożdżowym i kolorowymi jajkami na listkach młodego szpinaku 

      barszcz i kolorowe jajka

      Danie główne to rolada z piersi kaczki (z nadzieniem morelowym, zawinięta w liść botwiny), pure z kalafiora z plastrem buraka, plastrem batata i śliwką suszoną

      rolada z kaczki

        Deser nie był już kosmiczny, po prostu zaczął się sezon truskawek, więc podałam Eton mess 

      Eton mess

      A do kawy w czasie filmu było ciasto „Leśny mech” – odlotowe z uwagi na kolor:)

      leśny mech

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 czerwca 2014 12:44
  • wtorek, 01 kwietnia 2014
    • Menu filmowego party

      stół na party

      Oglądaliśmy film „Celestyn V”, którego każdy z nas był ciekaw, bo okazało się, że papież Benedykt XVI nie był wcale pierwszym papieżem, który zrezygnował z urzędu. Dość dawno temu, u schyłku XIII wieku, taką samą decyzję podjął papież Celestyn V – Włoch, pustelnik, zamieszkujący przed wyborem u podnóża góry Morrone k. Neapolu.

      film Celestyn V

      Miałam właściwie łatwe zadanie przy konstruowaniu menu do kolacji towarzyszącej filmowi: włoska i papieska. Dużo o tym pisano, mam kilka książek na ten temat, ale …. zawsze jest jakieś ale, prawda?

      Otóż na naszych spotkaniach już kilkakrotnie ta właśnie kuchnia występowała, a nie chciałabym się powtarzać. Potrawy z uczt koronacyjnych papieży, ulubione papieskie – wszystko to już było.

      Ostatecznie wyszukałam z potraw włoskich głównie te z rejonu Neapolu (region Kampanii) i menu było następujące:

      menu papieskie

      Przystawka: zielona, z sałaty lodowej i rzymskiej, z winogronami i mozarellą z winegretem, z bagietką wiejską, na zakwasie (mozarella to w Kampanii klasyk Nr 1)

      sałata

      chleb i sztućce

      Danie pierwsze – we Włoszech jest to zwykle jakaś pasta (makaron) – u mnie były tortellinii alla pappalina, z sosem grzybowym. Tu poszłam troszkę na łatwiznę; różnego rodzaju pierożki kupiłam gotowe (tortellini, cappeletti, ravioli), a własnoręcznie przygotowałam jedynie sos grzybowy (z suszonych prawdziwków i świeżych pieczarek)

      pierożki

      Daniem głównym  powinno być mięso (lub ryba) otoczone warzywami; zdecydowałam się na warkocz z polędwiczek wieprzowych, ułożonych na fasolce szparagowej, z dodatkiem zoppoli z kalafiora i plastrami batatów

      warkocz z polędwiczki

      Zoppoli (zeppole) to typowa neapolitańska przekąska z warzyw smażonych w cieście drożdżowym (zoppoli z kalafiorem smaży się w Neapolu zawsze na Wigilię)

       Towarzyszyło temu wino Châteauneuf-du-Pape; jest to wprawdzie wino francuskie, z okolic Awinionu, ale do kolacji papieskiej (choć włoskiej) aż się prosiło

      wino

      Wina te rozsławił na przełomie XII  i XIII w. zachwycony nimi papież Jan XXII, w czasach tzw. Niewoli awiniońskiej papieży. Nazwę Châteauneuf-du-Pape (Nowy Zamek Papieża) usankcjonowano w 1893 roku. Nawiązanie do nazwy widoczne jest też na butelce – znajdziemy na niej papieską tiarę nad dwoma kluczami świętego Piotra. Wokół tego emblematu, wytłoczone są gotyckie litery tworzące napis: Châteauneuf-du-Pape.

       Postanowiłam podać po kolacji deser (mimo, że osobiście tego nie lubię; psuje mi wspomnienie smaku), ale uczestnicy byli z tego bardzo zadowoleni. Podałam lody czekoladowe z sorbetem z pomarańczy.

      Dominującym kolorem był kolor papieski, żółty.

      żółty tulipan

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Menu filmowego party”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 kwietnia 2014 10:20
  • czwartek, 16 stycznia 2014
    • Menu kuchni marokańskiej

      Tak wyglądało menu naszego filmowego party (ciągle jeszcze z elementami wystroju świąteczno-choinkowego)

      nakrycie stołu

      menu marokańskie

      motywy świąteczne

      Przystawka: żydowskie holiszkies – czyli gołąbki, wegetariańskie, z kaszy gryczanej z kawałeczkami papryki, w słodko-pikantnym pomidorowym sosie

      holiszkies

      Zupa: harira, będąca typową, bliskowschodnią zupą strączkową (ciecierzyca, soczewica) z mięsem (najczęściej z jagnięciny) i zwykle z dodatkiem pomidorów. Robiłam ten typ zupy już wielokrotnie (zawsze troszkę inaczej) i nieodmiennie cieszy się olbrzymią popularnością. Te, tutaj, zrobiłam z zielonej soczewicy, ciecierzycy, mięsa wołowego, pomidorów z dodatkiem przyprawy ras-el-hanut

      harira

      Danie główne to tażin z indyka z kuskusem (z dodatkiem zeszklonej cukinii) i surówką z marchewki. Surówka wzbudziła sensację, dopytywano się co w niej jest; a były tam cząstki pomarańczy, sok z cytryny i cynamon. Tażin winien być przygotowany w specjalnym naczyniu z pokrywą w kształcie wysokiego komina; nie mam takiego, więc dusiłam go w stalowym garnku ze szczelnie dopasowaną pękatą pokrywką, umożliwiającą warunki gotowania podobne do oryginalnego garnka

      tażin z indyka

      Zakończyliśmy biesiadowanie filiżanką mocnej herbaty (African tunda londyńskiej firmy Twinings)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 stycznia 2014 10:13
  • środa, 15 stycznia 2014
    • Party filmowe - pierwsze w tym roku

      Zapraszam karnawałowo, na musical: Józef i cudowny płaszcz snów.
      Jest to lekko, z przymrużeniem oka potraktowany temat biblijnego Józefa, znanego z umiejętności interpretacji snów, a sprzedanego przez braci do Egiptu.


      musical

      Mamy tu dynamiczne, kolorowe, głośne i piękne cudeńko kompilacyjne: kompilacja różnych stylów muzyki, kompilacja kostiumów, kompilacja choreografii.
      Pamiętacie piktogramy z egipskich piramid, pokazujące postaci w profilu, poruszające się jak gdyby zawsze bokiem? Genialnie wykorzystał to tutaj, w scenach na dworze faraona, twórca choreografii.
      A kostiumy? moja ulubiona stylizacja to gruby bankier Putyfar z liczydłem i stosem monet.
      Chyba każdemu spodoba się faraon, stylizowany na Elvisa Presleya, a niezrównana Joan Collins (tak, tak, to Alexis z "Dynastii") jak zawsze piękna, jak zawsze uwodzicielska i ... niebezpieczna.
      Oprócz zauroczenia muzyką, bawimy się świetnie, odczytując analogie i ukryte znaczenia (w tym kierunku, co ów musical, poszedł na przykład później film "Asterix i Kleopatra").
      Do filmu zrobiłam znane wam już malutkie marokańskie ciasteczka, rożki gazeli

      rożki gazeli

      A jaką kuchnię dobrać do po-filmowej kolacji?
      Szukajmy: Józef - a więc żydowska, faraon - egipska.... skończyło się na północno-afrykańskiej, sefardyjskiej (tj. żydowskiej z basenu Morza Śródziemnego), z inspiracjami marokańskimi, jako że wszystkie te kuchnie przenikały się nawzajem. A kuchnia marokańska, od czasu drugiej edycji Masterchefa (odcinki wyjazdowe kręcone były właśnie w Maroku), kusiła mnie ogromnie:)

      Prezentacja menu w następnym wpisie, zapraszam!
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 15 stycznia 2014 00:09
  • piątek, 06 grudnia 2013
    • Menu żydowskiej kuchni aszkenazyjskiej

      „Gdy Jazz Singer - Śpiewak z Jazzbandu trafił do kin, zmieniła się przyszłość Hollywood. Po raz pierwszy w filmie pełnometrażowym aktor przemówił na ekranie, wprawiając w zdumienie publiczność i zamykając erę filmu niemego. Al Jolson zmienił historię filmu wcielając się w rolę żydowskiego kantora, który, by spełnić swoje marzenia i trafić do show biznesu, musi sprzeciwić się ojcu rabinowi” – tak reklamuje „Merlin” zremasterowany film z 1927 roku, wydany na Blu-Ray.

      A ponieważ oglądaliśmy go w naszym domowym kinie, na kolejnym party, sprawa menu kolacyjnego nie budziła wątpliwości: kuchnia żydowska (po raz kolejny).

       film na party

      W zasadzie zaproponowałam potrawy z kuchni aszkenazyjskiej – kuchni Żydów kontynentalnych, środkowo-europejskich (choć jako dodatek do mięsa znalazły się tam warzywa po sefardyjsku, a więc z kuchni żydowskiej basenu Morza Śródziemnego – a są to zupełnie różne kuchnie).

      Przyznam się, że jestem świeżo pod wrażeniem oglądanych Top Chef i Master Chef i przepięknych propozycji serwowania tam potraw – i starałam się, żeby i u mnie troszkę było widać sztukę podawania. Choć jasne, że jeszcze wiele, wiele mi brakuje do poziomu, który chciałabym osiągnąć!

      Ale zapraszam do stołu:

      menu

      Jako przystawki podałam:

      Klasyczną sałatkę żydowską z ziemniaków, porów i ogórków kiszonych z sosem majonezowym

       sałatka żydowska

      Smażone pierożki z ciasta ziemniaczanego z nadzieniem z mielonej wołowiny z papryką

      pierożki ziemniaczane

      Tzw. żydowski kawior na bagietce (z posiekanej podsmażonej wątróbki drobiowej z cebulką i jajkiem na twardo)

      żydowski kawior

      Kolejne danie to zupa berdyczowska, znana też jako zupa Jankiela. Występuje w menu wielu żydowskich restauracji w Polsce, a jest swego rodzaju zupą gulaszową z warzywami, z dodatkiem miodu lub dżemu; które przełamują jej ostrość; bardzo syta; fantastyczne pole do popisu dla miłośników zup

       zupa berdyczowska

      Jako danie główne podałam duszony udziec indyczy, zamarynowany przyprawami, czosnkiem i ciemnym piwem. Jako dodatek podałam cymes z marchwi na słodko i duszone, nadziewane warzywa: cebule, ziemniaki i cukinię.

      indyk cymes i warzywa

      Jako że właśnie kilkanaście dni temu pojawiło się tegoroczne beaujolais nouveau, właśnie ono towarzyszyło kolacji. Lekko cierpkie, ale o wyraźnym owocowym smaku, bardzo dobrze się komponowało z moimi potrawami, w których dominowała wołowina.

       bożole 2013

      A do kawy przygotowałam szarlotkę a`la Roman Polański z jego filmu „Rzeź”.

      szarlotka Polańskiego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 06 grudnia 2013 00:13

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl