Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „schab”

  • czwartek, 20 października 2011
    • Filet wieprzowy ze śliwkami

      Propozycja z kuchni francuskiej, ze słynnej serii książek kulinarnych wydawanych przez szkołę "Le Cordon bleu"
      

      schab ze śliwkami

      pół kg schabu bez kości
      1 cebula
      1 marchewka
      sól, pieprz, tymianek, listek laurowy
      kieliszek białego wina (225 ml)
      szklanka bulionu cielęcego
      pół szklanki gęstej śmietany
      100 g śliwek suszonych bez pestek
      łyżka oleju
      łyżka masła

      Z mięsa odciąć tłuszcz, błony i ścięgna, odłożyć je na bok.
      Schab pociąć na plastry grubości ok. 2,5 cm, posilić, popieprzyć.
      Na patelni o grubym dnie rozgrzać olej, dorzucić masło. Smażyć plastry schabu aż się zezłocą z obu stron.
      Zdjąć mięso z patelni, przykryć folią, żeby nie wystygło.
      Na patelnię przełożyć odłożone skrawki mięsa i smażyć aż zbrązowieją. Dodać posiekane warzywa, tymianek, listek laurowy i smażyć ok. 5 minut aż cebula się zeszkli. Wlać białe wino i gotować aż prawie całkiem odparuje. Dodać bulion, zmniejszyć ogień i dusić ok. 30 minut. Przecedzić sos, do przecedzonego wywaru dodać śliwki i śmietanę, gotować aż sos zgęstnieje. Sprawdzić smak, ewentualnie doprawić solą i pieprzem. Filety schabowe przełożyć na patelnię, zalać sosem i podgrzewać aż mięso będzie gorące.
      

      Podałam jako małe co nieco, z chlebem.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Filet wieprzowy ze śliwkami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 października 2011 06:11
  • poniedziałek, 04 lipca 2011
    • Schab po warszawsku - kolejna odsłona

      Bardzo lubię to danie zimnego bufetu: nadziewane plastry schabu w galarecie.
      Ostatnio jadłam je w warszawskiej Moonsferze - restauracji w Centrum Olimpijskim. Był pyszny i przybrany nietypowo, bo owocami (zwykle widziałam go w przybraniu z warzyw).
      

      schab po warszawsku Moonsfera

      Postanowiłam wrócić do klasycznego przepisu i zrobić go w domu.
      

      schab po warszawsku mój

      Cały problem z tym daniem polega na tym, żeby schab był mięciutki i soczysty, a to nie zawsze się mi udaje. Tym razem efekt wyszedł mi tak, powiedzmy, na czwórkę.

      0,5 kg schabu
      2 jajka
      1 cebula
      4 łyżki chrzanu w occie ze słoiczka
      łyżka majonezu
      pomidory, oliwki, kawałki sałaty, pietruszka - do przybrania
      2 szklanki wody
      1 kostka bulionowa
      3 łyżki żelatyny
      sól, pieprz, zioła do mięs
        
      Schab nacieramy solą, pieprzem i ziołami do mięs, zostawiamy na 2-3 godziny w lodówce. Następnego dnia pieczemy pod przykryciem ok. 60 minut w mocno nagrzanym piekarniku. Po upieczeniu kroimy w plastry, przecinając w ten sposób: pierwsze nacięcie nie do końca mięsa, drugie do końca, i tak do tniemy cały schab. Otrzymujemy w ten sposób kiszonki, które napełniamy farszem, zrobionym z chrzanu, posiekanego, ugotowanego na twardo jajka, drobniutko posiekanej cebuli i majonezu.
      Układamy mięso na półmisku, dekorujemy jajkiem pokrojonym w plastry, pomidorami, oliwkami, zieleniną.
      Żelatynę rozpuszczamy w 2 szklankach bulionu. Kiedy przestygnie, zalewamy mięso na półmisku. Wkładamy do lodówki.
      Pozostałą część żelatyny zostawiamy do zastygnięcia w garnku, po czym kroimy ją w drobną kosteczkę, i tą kosteczką dodatkowo ozdabiamy nasz półmisek.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Schab po warszawsku - kolejna odsłona”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lipca 2011 06:29
  • poniedziałek, 11 kwietnia 2011
    • Schab z garnka rzymskiego

      Miałam rację, mówiąc, że dopiero schab pieczony w garnku rzymskim pokaże, czy rzeczywiście garnek ten jest tak wyjątkowy.
      No więc jest. Jest wyjątkowy.
      Schab, który jest dość twardym mięsem i lubi w czasie pieczenia się wysuszyć na wiór, wyszedł miękki i soczysty.

      schab z garnka rzymskiego

      A piekłam go zwyczajnie: najpierw natarłam solą, pieprzem i benedyktyńską przyprawą do mięs, przełożyłam do lodówki.
      Namoczyłam w zimnej wodzie garnek rzymski, na pół godziny.
      Po tym czasie wyjęłam schab, obsmażyłam go z obu stron na łyżce smalcu.
      Przełożyłam go wymoczonego garnka. Przykryłam i włożyłam do piekarnika. Nastawiłam temperaturę na 180 st. C.
      Piekłam 1,5 godziny.

      Ale prawdą jest też, że garnek nie jest już taki ładniutki, zwłaszcza jeśli chodzi o kolor. Ponieważ nie można go myć żadnym detergentem, porobiły się w środku zacieki, jaśniejsze, ciemniejsze... Co jednak nie przeszkadza w żadnym stopniu w procesie pieczenia:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Schab z garnka rzymskiego”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 kwietnia 2011 06:16
  • niedziela, 26 września 2010
  • sobota, 28 sierpnia 2010
  • sobota, 17 listopada 2007
    • Beaujolais nouveau

      Beaujolais nouveau est arrive! - takim okrzykiem witano w czwartek 15 listopada na całym świecie otwarcie pierwszych beczek tego młodego wina z regionu w środkowowschodniej Francji. Jak nakazuje tradycja, co roku w trzeci czwartek listopada równo o północy następuje uroczyste otwarcie beaujolais nouveau. Nowością jest pojawienie się w tym roku beaujolais nouveau rose (różowego). To jednak tylko kropla (400 tys. butelek) w morzu 50. milionów butelek beaujolais nouveau czerwonego, z czego blisko połowa sprzedawana jest na eksport.

       

      W tygodniu to ja nie mam czasu na świętowanie, ale nadrobiliśmy to w weekend. Ponieważ była taka możliwość, kupiłam beaujolais rose. Nooo, to rzeczywiście jest wino nouveau, o niezbyt jeszcze zharmonizowanym, niezbyt wyważonym smaku, ale miło się piło. Szybko idzie do głowy:))))

       

       

       

      Do beaujolais zrobiłam kotlety schabowe po francusku, z musztardą starofrancuską, tą z całymi ziarnkami gorczycy. Podałam z bagietką wiejską, pszenno-żytnią.

      A kotlety robi się tak:

      Pół kilo schabu należy pokroić na 4 kotlety, rozbić na cienkie dość płaty. Każdy lekko posolić i popieprzyć z obu stron.

      Przygotować marynatę: wymieszać razem 2 łyżki musztardy starofrancuskiej, 2 łyżki bulionu i 2 łyżki oliwy.

      Każdy kotlet posmarować marynatą, ułożyć na półmisku, owinąć folią i włożyć na 2 godziny do lodówki.

      Następnie rozgrzać na patelni łyżkę oleju, włożyć kotlety wraz z marynatą i obsmażyć z obu stron na ostrym ogniu. Potem zmniejszyć płomień, przykryć pokrywką i dusić jeszcze przez  5 minut.

      Świetne zarówno na ciepło, jak i na zimno.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 17 listopada 2007 23:27

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl