Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „kot”

  • czwartek, 23 sierpnia 2018
  • sobota, 17 lutego 2018
  • piątek, 23 grudnia 2016
    • Kot i choinka to często katastrofa

      Już ładnych parę lat jest Bajeczka w naszym domu i do tej pory choinka średnio ją interesowała.

      A tu wczoraj, kiedy wróciłam do domu, choinka leżała na podłodze, zrzucona przez kota z komody!

      No, po prostu myślałam, że się rozpłaczę:(

      Trzepnęłam kota po tyłku, nakrzyczałam, że jest niedobry kot (tak mu mówię, kiedy coś zbroi), ale specjalnie się tym nie przejął.

      Myślę, że pewnie zawadził pazurem o worek jutowy, w którym stała choinka, nie mógł go wyplątać i spanikowany zeskoczył z komody, pociągając choinkę za sobą.

      Muszę ją na nowo ubrać, dobrze, że niewiele się potłukło.

      Póki co popatrzcie na choinkę w drugim pokoju:

      Jest w ludowym stylu zalipiańskim (z naszych, tarnowskich okolic), z ozdobami bibułkowymi i łańcuchem ze słomy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 23 grudnia 2016 09:23
  • piątek, 15 lipca 2016
    • Policzmy, ile tych słoików ci wyszło?

      Kot, jak zwykle, żywo jest zainteresowany wszystkim, co dzieje się w kuchni. W kuchni bowiem zawsze może trafić się jakaś miła przegryzka.

      Tym razem tylko ogórki?? Nieee…. ale ten koper pachnie zachęcająco, można by otrzeć o niego łepek.

       b_kot_i_ogrki

      Rodzinny przepis na ogórki konserwowe mamy ze Starachowic, od ś.p. cioci Reni.

      Do marynaty dodaje się cukier, dzięki czemu  ogórki nie wykręcają „gęby” swoją ostrością, mają łagodną nutę.

      Na każde ½ l wody potrzeba: 7 łyżek octu, 2 łyżki cukru, 1 łyżeczka soli, 2 liście laurowe. Na słoik o pojemności 1 litra na pewno wystarczy te ½ l wody, a zwykle trochę mniej, to zależy jak ciasno uda się nam ułożyć ogórki; najlepiej żeby były w pozycji stojącej.
      Ponadto do każdego słoika: baldachim kopru, kawałek chrzanu, ząbek czosnku, kilka ziarenek ziela angielskiego


      Ogórki dobrze jest po umyciu i obcięciu ogonków zalać zimną wodą i zostawić na jakieś 2 godziny, będą bardziej jędrne.

      Do każdego wyparzonego słoja włożyć baldachim kopru, kawałek chrzanu, ząbek czosnku, kilka ziarenek ziela angielskiego. Ułożyć pionowo dość ściśle ogórki.
      Przygotować odpowiednią ilość zalewy, zagotować ją i gorącą zalać ogórki w słoikach. Do każdego słoika dołożyć po 2 liście laurowe wyjęte z zagotowanej zalewy. Wytrzeć dokładnie brzegi słojów i wieczka, zamknąć. Wstawić słoiki do dużego garnka, zalać ciepłą wodą, doprowadzić do zagotowania wodę, zmniejszyć ogień i pasteryzować 5 minut. Zaraz potem wyjmować, nie powinny stać we wrzątku dłużej. Odwrócić pokrywkami w dół, zostawić by wystygły.

      Gotowe do spożycia są - jak każda marynata - po jakichś 2 tygodniach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lipca 2016 06:39
  • środa, 23 grudnia 2015
  • piątek, 14 sierpnia 2015
    • Obiad według M. Gessler w „Braterskiej”

      To już parę lat temu p. Gessler  reformowała tarnowską restaurację „Braterska”, o której, prawdę mówiąc, wówczas mało kto u nas słyszał. Położona na jednym z bocznych osiedli, kojarzona była raczej z lokalem, takim, wiecie, dla smakoszy piwa. Ale potem zrobiła się sławna. Ludzie zaczęli w niej bywać, ciekawi nowego, gesslerowskiego menu. Też się wybierałam, ale dopiero teraz wreszcie udało mi się tam dotrzeć.

      I powiem, że warto się tam wybrać.

      Braterska w Tarnowie

      

      Lokal ma miłą, spokojną, zieloną kolorystykę, wprawdzie nie ma klimatyzacji, ale wiatraki (nie wiejące na gości) utrzymują odpowiednią temperaturę nawet w te upały. Obsługa bardzo uprzejma i szybka, w menu jest wyraźnie, osobno zaznaczone, które potrawy robione są według p. Gessler. Ja zdecydowałam się na zupę pomidorową i karkówkę z sałatką ziemniaczaną i zasmażaną kiszoną kapustą, natomiast wiernie testująca ze mną moja siostrzenica wybrała menu z propozycji własnych restauracji.

      Zupa jest ciekawa, ale taka bardziej dla koneserów, lubiących nowe smaki, bo jest właściwie słodka, a w dodatku doprawiona lubczykiem. Usiłowałam rozgryźć smaki, i wyszło mi, że smakuje łagodnym keczupem:) a może sokiem pomidorowym.

       

      pomidorowa w Braterskiej

      

      Karkówka rozpływa się ustach, naprawdę! Jest polana takim sosem bulionowym, no pyszna! Sałatka ziemniaczana świetnie doprawiona i smaki idealnie ze sobą skomponowane i „przegryzione”.

      Niestety, nie mogę tego powiedzieć o zasmażanej kapuście; dla mnie była zdecydowania za słona. Myślę, że teraz chyba nie czas na kiszoną kapustę, warto pewnie by ją spróbować za miesiąc czy dwa, kiedy będzie już nowa kiszona.

      karkówka w Braterskiej

      sałatka ziemniaczana w Braterskiej

       Restauracja ma jeszcze jeden ciekawy, niespotykany element; otóż na ścianach wiszą autentyczne obrazy lokalnych twórców, budzących wielkie zaciekawienie gości. I w dodatku obrazy te są na sprzedaż! 

      galeria obrazów w Braterskiej

      I wyobraźcie sobie, że ten kot z tarnowskim ratuszem w tle, będzie już lada moment mój! Wiecie jaka jestem podekscytowana?!

       

      ******

       Subiektywne spojrzenie Marty z drugiej strony stołu.

      Czasem chodzi za człowiek jakaś piosenka, myśl albo potrawa. Za mną chodził kotlet schabowy, dlatego pomimo okropnych upałów zdecydowałam się przetestować lokal, który naprawiała Magda Gessler. Od razu chciałam zaznaczyć, że nie jestem fanką tej pani, ale też nie kwestionuje jej zdolności marketingowych i organizacyjnych.

      schabowy w Braterskiej

      surówki w Braterskiej

      Wracając do obiadu, był dobry. Schabowy zajmował cały talerz, był miękki i dobrze doprawiony. Panierka była chrupka i nie odpadała. Naprawdę bardzo dobry. Surówki składające się z buraczków, surówki z kiszonej kapusty i marchewki też były na plus. Nie dominował żadna konkretna przyprawa, bo przecież buraczki mają smakować buraczkami, a nie pieprzem czy solą. Całość dopełniały frytki, ale wiecie takie sklepowe więc trudno byłoby je zepsuć.

      Miły dodatkiem były gratisowe galaretki, wydaje mi się, że truskawkowe, ale niestety nie da się tego jednoznacznie określić.  

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Obiad według M. Gessler w „Braterskiej””
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 14 sierpnia 2015 13:36
  • sobota, 07 marca 2015
    • Kot w muzeum

      Pojechałam do Krakowa obejrzeć eksponowany
      tylko do 22 marca br obraz El Greca "Ekstaza św. Franciszka". Piękny,
      ale nie o tym chcę pisać.

      Zwiedzając oddział Muzeum Narodowego
      "Europeum, odkryłam w kącie, tuż koło windy przepiękny obraz, zwłaszcza
      dla miłośników kotów. Popatrzcie:

      walka kota z kogutem

      A opis w katalogu jest taki:

      Obraz nabyty w Rzymie przez biskupa H.Stroynowskiego znajdował się w jego zbiorach w Horchorowie, a następnie u jego bratanicy w Dzikowie, w rodzinie Tarnowskich. Jacobs działał w Wenecji i w Amsterdamie. Najchętniej używał włoskiej formy swego imienia Jacomo. Jeden z
      najlepszych w zbiorach polskich przykładów holenderskiego malarstwa animalistycznego. Pełen realizmu opis zwierząt łączy się w tym przedstawieniu ze świetną obserwacją psychologiczną ich stanów emocjonalnych. Jak większość animalistycznych obrazów tego czasu jest to też swoistą parabolą ludzkich emocji, na podobieństwo popularnych w epoce baroku bajek (np. La Fontaine’a), analizujących pod postacią zwierząt ludzkie zachowania, a przede wszystkim
      ludzkie wady i przywary.

      Obraz został zakupiony przez Muzeum przy
      dofinansowaniu Ministerstwa, w 2012 roku (za 5 obrazów zapłacono prawie 600 tys zł).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kot w muzeum”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 07 marca 2015 17:26
  • wtorek, 17 lutego 2015
  • wtorek, 28 października 2014
  • poniedziałek, 23 czerwca 2014
    • Niedzielne gotowanie

      Moje typowe niedzielne przedpołudnie

      Asystuje mi w kuchni kot: wygrzewając się na parapecie okna, leniwie mruży oczy, zwieszając w dół jedną łapę, ale czujny jest na każdy ruch, i żaden smakołyk nie ujdzie jego uwadze. W każdej chwili gotów jest zerwać się i przymilać o jakiś kęs.

      leniwy kot

      Na kuchence dusi się mięso, w piekarniku pieką się warzywa.

      niedzielne gotowanie

      A ja – doglądając potraw - mam czas na kawę i lekturę.

      niedzielna kawa

      Bardzo, bardzo lubię te niedzielne przedpołudnia, ich powtarzalny rytm i piękno

       

      A garnku była pierś z indyka z kurkami.

      Pół kilograma piersi indyczej pocięłam w paski, posypałam przyprawą do drobiu i podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju wymieszanego z łyżką masła.

      Dodałam pokrojone w piórka cebulę i szalotkę oraz wymytą garść drobnych kurek.

      Przesmażywszy wszystko, dolałam do rondla nieco wody i dusiłam pod przykryciem do miękkości mięsa. Później zdjęłam pokrywkę i odparowałam wodę, aż zmieniła się do konsystencji dość gęstego sosu. Wtedy dodałam jeszcze łyżkę masła i doprawiłam nieco solą i pieprzem.

      I już gotowe. Zostawiłam pod przykryciem, żeby smaki się zbilansowały.

      Podałam z pieczonymi młodymi warzywami: ziemniakami, marchewką, cebulą i kapustą.

      Smacznego!

      

      

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Niedzielne gotowanie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 czerwca 2014 10:16
  • poniedziałek, 17 lutego 2014
  • czwartek, 13 lutego 2014
    • Kot w kuchni

      Koty to specyficzne stworzenia.

      Uważają, że wszystko i wszyscy dookoła nich są po to, aby zaspakajać ich potrzeby.

      A kuchnia jest miejscem szczególnie atrakcyjnym.

      Tylko wejdzie się do kuchni – kot już tam jest.

      kot w kuchni

      Włoży się miseczkę do zlewu – kot już pije z niej wodę.

      Położy się ściereczkę na parapecie okna by przeschła – kot już na niej leży. Zganiany z niej – nie bardzo daje się ruszyć, oburza się: no, jak to? Przecież to dla mnie położyłaś tę ścierkę!

      Już jako maluszek, Bajeczka zaanektowała kuchnię. Trzy lata temu mieściła się z misce na sałatkę.

       Bajeczka w misce

      A teraz proszę – jaki ze mnie duży kot.

      kot pije wodę

      No i robi takie głodne oczy: nie widzisz, jaka jestem zagłodzona??? Daj coś wreszcie na ząb!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kot w kuchni”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 lutego 2014 11:06
  • środa, 19 września 2012
    • Toruń kocha koty

      Jest taka legenda toruńska: O kocie, który bronił miasta. Czy rzeczywiście tak było? Kto wie… Faktem jest, że w wystroju kamieniczek pamięta się o kocie, popatrzcie:

      koty na murach

      kamienica koci ogon

      A oto legenda:

      „Przed wiekami, kiedy toruńskie spichrze były pełne zboża, w mieście zadomowiły się wielkie ilości myszy. Burmistrz nakazał więc sprowadzić koty, których zadaniem miała być walka z dokuczliwymi gryzoniami. Wśród sprowadzonych do miasta kotów znajdował się jeden wyjątkowo leniwy kocur. Niezbyt chętnie uganiał się za myszami, za to wieczorami, kiedy inne koty wyruszały na łowy, ten przechadzał się po miejskich murach szukając przyjaciół wśród miejskich strażników. Toruńscy strażnicy polubili go. Często dostawał od nich odpadki po posiłkach, a niekiedy nawet spory kawał mięsa.

       W ten sposób mijały mu spokojnie dni, aż nastał dzień 16 lutego 1629 roku. Pod mury miejskie zbliżali się Szwedzi, pragnący zdobyć miasto. Mieszczanie z trudem odpierali ataki nieprzyjaciela. Dochodziło do krwawych walk wręcz. Wtedy nasz leniwy kocur pokazał na co go stać. Mężnie bronił toruńskiego grodu stojąc w pierwszym rzędzie walczących. Swymi pazurami naznaczył niejednego nieprzyjaciela.

       Po długich walkach nieprzyjaciel został pokonany. Uwadze władz miasta nie uszły wyczyny kocura. Na ratuszowych salach sporo czasu zastanawiano się, jak wynagrodzić jego męstwo. Postanowiono w końcu, że odtąd nazwy niektórych toruńskich baszt będą przypominały o jego wyczynach. Baszty broniące miasta od strony północnej nazwano więc: Kocim Łbem, Kocim Ogonem, Kocimi Łapami, a barbakan broniący Bramę Chełmińską nazwano Kocim Brzuchem. Do dziś niewiele zachowało się z miejskich baszt i murów, po których przechadzał się waleczny kot. Pozostała tylko jedna okrągła baszta przy ulicy Podmurnej, zwana Kocim Łbem”

      (cyt. Za stroną miasta Torunia)

      baszta Koci łeb

      baszta na Podmurnej

      Ale Toruń to nie tylko miasto kota; Toruniem opiekują się Anioły..... o czym wkrótce

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 19 września 2012 06:26
  • wtorek, 17 lipca 2012
  • niedziela, 26 lutego 2012
    • O czym można myśleć w kuchni?

      Kiedy jest jakiś problem z potrawą, kiedy coś nie wychodzi - nie ma czasu na żadne tam rozmyślania!
      Ale kiedy wszystko idzie gładko, bez stresów - ho, ho! ileż możliwości otwiera się dla świata myśli.
      W książce "Podróż na liściu bazylii" autor tajemnej, siedemnastowiecznej włoskiej książki kucharskiej zamieszcza obok przepisów kulinarnych - swoje rozważania nad istotą świata. Czytając je, łatwo sobie wyobrazić tło tych rozważań:
      Oto kuchnia. Pewnie z kamienną posadzką, z dużą żelazną płytą na piecu opalanym drewnem, na płycie miedziane wypolerowane garnki, w których pyrkocze zupa i gęsty sos. Słońce zagląda przez okno, które wygląda jak obraz na ścianie, wypełnione drzewami i niebem. Na parapecie okna siedzi kot, wygrzewając się w słońcu i wdychając upojne zapachy gotujących się potraw.
      

      w kuchennym oknie

      Przy piecu, opasany fartuchem, z drewnianą łyżką w dłoni, stoi zapatrzony w swoje myśli kucharz (a może kucharka). Wchłania w siebie urok chwili, by wieczorem, w pokoiku na mansardzie zanotować przy świetle kaganka:

          "Stworzyliśmy słowa, by mówić: «Drzewo jest wysokie» albo: «Oliwki z Sycylii są lepsze niż oliwki z Rzymu», albo: «Zaraz napiję się wina». Czy to wystarczy? Wszak istnieje nie tylko materia. Co z duchem? Czy da się ducha opisać słowem? Próbowali poeci piszący o miłości pięknie nakładać słowo na słowo, a spomiędzy słów wyłaniało się coś ulotnego. I odfruwało. Próbujemy to coś uchwycić muzyką, tańcem, sztuką kulinarną. Jeśli czasem nam się udaje, nie umiemy później o tym opowiadać. Brakuje nam słów, bo te, które mamy, pasują tylko do opowieści o materii.
          Mój kot siedzący na oknie patrzy na mnie zielonymi oczami. Co widzi? Co odczytuje? Na pewno nie zdania, które kreślę na pergaminie. Czy mogę zatem powiedzieć, że jestem doskonalszy od mojego kota? Jeśli tak, to kot jest doskonalszy od drzewa, które rośnie pod moim oknem, a drzewo od kamienia, który pod nim leży, i tak bez końca. Co nas różni? To, że ja z Tobą, Czytelniku, rozmawiam, kot ma zachwycające kocie ruchy, drzewo szumi na wietrze, a kamień leży obojętny na wiatr i deszcz. Co dalej? Deszcz pada, zamienia się w strumień, a zimą skuwa go lód. I dalej. Gdzie woda jest prawdziwsza? W kropli deszczu, w strumieniu czy w bryle lodu? I jeszcze dalej. Kto z nas jest prawdziwszy? Ja, kot, drzewo czy kamień? Dzieli nas to, że w nich jest więcej materii, a we mnie i w Tobie więcej uwolnionego ducha. Co nas z nimi łączy? To, że zostaliśmy stworzeni z tej samej boskiej gliny. Stworzeni słowem. Na początku bowiem było słowo."

      Jakie piękne... i tylko mój kot ma oczy niebieskie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „O czym można myśleć w kuchni?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 lutego 2012 00:35

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl