Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „zupy”

  • poniedziałek, 29 czerwca 2015
    • Przepisy z Młyna nad Czarnym Potokiem

      Lubimy, kiedy w treść książki wplecione zostają przepisy kulinarne, prawda?

      Kiedyś to była zaskakująca nowość i każdy zastanawiał się, czy aby na pewno to prawdziwy przepis i można z niego skorzystać; pamiętam, tak było ze sławnym murzynkiem, który piekła Gabrysia w książce M. Musierowicz „Kwiat kalafiora”.

      Teraz takie praktyki stały się wręcz modne. Przyznam, że mnie się to osobiście podoba:)

      Jeśli to lubicie, to zapraszam do lektury książki „Młyn nad Czarnym Potokiem” autorstwa Anny Szepielak, tarnowianki (to właśnie z uwagi na ten mój rodzinny Tarnów zainteresowałam się twórczością tej autorki).

      A więc, proszę bardzo: mamy dwie siostry: Martę i Grażynę oraz Ulę - córeczkę Marty, które w kuchni przyrządzają zupę z soczewicy. Zrobiłam ją! Spokojnie według tego przepisu możecie ją przyrządzić. Jest pyszna.

      A czy przypadną wam do gustu bohaterki i sposób narracji autorki?

      To już niech się książka broni sama:)

      - Ciociu, gotujesz obiadek?

      - Zaraz coś wymyślę, kochanie. Lodówka świeci pustkami, ale mamy…. Marchewkę…. Stary ser…. – Zaglądała do kolejnych szuflad. – Resztkę rosołu z niedzieli i chyba nic więcej. Trzeba znowu pójść na zakupy.

      - To będzie obiadek?

      - Pewnie, że będzie. Chcesz pomóc?

      - Oczywiście!

      Zamknęła lodówkę, wychyliła się na korytarz i krzyknęła w stronę łazienki:

      - Marta! Co planowałaś zrobić na obiad z marchewki i starego sera?

      Przez chwilę panowała cisza.

      - W szufladzie koło kuchenki jest czerwona soczewica, a w szafce przecier pomidorowy. Zrobimy zupę – usłyszała w końcu głos Marty. – Zaraz przyjdę ci pomóc.

      - No tak, zupa soczewicowa – mruknęła z uznaniem.

      Zaczęła wyciągać na stół potrzebne składniki. Ula bardzo chciała pomagać, więc okręciła dziewczynkę kuchennym fartuchem, posadziła ją na krześle i wetknęła do rączek marchewkę oraz obieraczkę do warzyw. Sama zabrała się do strugania reszty. Włożyła lateksowe rękawiczki, żeby uniknąć zabarwienia dłoni na pomarańczowo. Zdążyła zetrzeć na metalowej tarce większość marchewki, gdy do kuchni dotarła Marta.

      - O, już zaczęłyście? Super.

      - Tak! Superrobota! – pisnęła dziewczynka, wymachując mocno postrzępiona marchewką.

      - Obieraj, koteczku, bo ja już kończę – sapnęła z wysiłkiem Grażyna.

      - To na grubych oczkach, mam nadzieję? – zainteresowała się Marta, zaglądając jej przez ramię.

      - Na grubych, tak jak lubisz.

      Kupka marchewkowych wiórków powoli rosła, więc Marta zaczęła przygotowywać kolejne składniki. Obrała czosnek, wyszukała w przyprawach suszony koperek i pokroiła w kostkę kilka kromek czerstwego chleba. Kiedy Grażyna uporała się z warzywami, Marta postawiła na gazie resztkę niedzielnego rosołu, dolała odrobinę wody i wsypała odmierzoną ilość soczewicy. Przy okazji musiała wytłumaczyć córce, cóż to za czerwony groszek wrzuca do wrzątku, bo Ula po oddaniu ciotce zmaltretowanej marchewki zainteresowała się garnkiem.

      Marta postawiła córkę na niskim stołeczku w pobliżu kuchenki, tak by dziecko mogło wszystko widzieć z bezpiecznej odległości. Delikatnie mieszała gotującą się w rosole soczewicę. W tym czasie Grażyna przesmażyła na oliwie startą marchewkę razem z przecierem pomidorowym i czosnkiem, który Marta przecisnęła przez praskę. Ula bacznie obserwowała, jak ciotka doprawia to solą, pieprzem i suszonym koperkiem, po czym zgęstniałą masę wprost z patelni wrzuca do zupy.

      Intensywny zapach pomidorów i czosnku unosił się w całej kuchni. Głodna dziewczynka przełknęła ślinę. Nachyliła się w stronę garnka.

      - Już, mamusiu? Już?

      - Zaraz, kochanie. Stój prosto, bo spadniesz. – Marta energicznie mieszała, rozpuszczając pomidorową masę w zupie. – Zaraz będzie gotowe. Jeszcze ser.

      - Ale ja chcę jeść! Już!

      - Za chwilę. – Grażyna , uspakajając małą, wrzucała na ubrudzoną pomidorami patelnię chleb, który Marta wcześniej pokroiła. – Jeszcze zrobimy grzanki i już będziesz jadła.

      - Słuchaj, jak to właściwie było z naszą babcią Marysią i z Kazimierą? – spytała nagle Marta, ścierając na małych oczkach tarki resztkę starego parmezanu.

      Grażyna odwróciła się od patelni.

      - Ale… o co ci chodzi? – zdziwiła się niespodziewanym pytaniem.

      - No wiesz, były siostrami. Pamiętam, jak mama opowiadała, że w młodości stanowiły nierozłączną parę, wszystko robiły razem. W końcu różnica wieku między nimi to chyba tylko dwa lata.

      - No, mnie o to nie pytaj.

      - Uciekła z Polski dość nagle, z tego, co pamiętam. Zostawiła babcię Marysię samą z matką i z całym gospodarstwem. Gdyby babcia nie wyszła tak szybko za mąż, do końca okupacji musiałyby sobie radzić zupełnie same. Myślisz, że miała o to pretensje do siostry?

      Grażyna zamarła przy patelni. Dopiero lekki zapach spalenizny przywrócił ja do rzeczywistości. Szybko zgasiła palnik i energicznie przemieszała zbrązowiały chleb.

       

      Przez chwile jadły w ciszy: Ula zachłannie, wyławiając grzanki i plamiąc przy tym fartuch, który miała na sobie, Marta spokojnie, błądząc gdzieś myślami; Grażyna najpierw ostrożnie, jakby potrawa była bardzo gorąca, a później z coraz większym apetytem.

      - O matko! Pycha!

      - No widzisz. Jedz śmiało, wystarczy na dokładkę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Przepisy z Młyna nad Czarnym Potokiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 czerwca 2015 10:18
  • czwartek, 18 czerwca 2015
    • Opowieść o czenaki – rosyjskim garnuszku

      Szukałam przepisów na dania z kuchni rosyjskiej, która miała towarzyszyć oglądaniu oskarowego filmu „Lewiatan” w reżyserii A. Zwiagincewa (to właśnie rosyjskiego „Lewiatana” pokonała nasza polska „Ida”).

      Wiadomo było, że powinny to być dania proste, z dalekiej północnej nadmorskiej prowincji, bo tam dzieje się akcja filmu. Ale jednak nie ryby – bo raczej nie cieszą się u mnie popularnością. I morze wódki też odpadało:)

      Przypomniałam sobie książkę Tadeusza Olszańskiego, sprawozdawcy sportowego, który oprócz zawodowych zainteresowań sportowych, pasjonował się kuchnią odwiedzanych krajów, i świetnie, gawędziarsko, o tym pisał. Pamiętam, jak zachwycał się jednogarnkowym daniem, które zrobiło furorę na olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku.

      Sięgnijmy zatem na półkę z książkami kulinarnymi…. O, jest!

      T. Olszański : Podróże z łyżką i widelcem” – 1994 rok (niezapomniane wydawnictwo Watra)

      … i posłuchajmy:

       

      „W Moskwie zawsze były świetne restauracje z typowo rosyjską kuchnią, takie jak choćby w hotelu :Metropol” – czy też w Stowarzyszeniu Dziennikarzy, ale też zawsze trudno było się do nich dostać. W czasie igrzysk olimpijskich zaś jeszcze trudniej. Sportowcy mieli swoją olimpijską stołówkę, natomiast dziennikarze stołowali się w restauracji największego w Związku Radzieckim hotelu „Rossija” (8.000 miejsc) oraz w Restauracji Biura Prasowego na prospekcie Zubowskim. Jeśli ktoś chciał biesiadować (przekąska, zupa, drugie danie) to już nie miał czasu na olimpiadę!

      Brać dziennikarska z sobie właściwym zmysłem szybko odkryła jednak danie, na które nie trzeba było godzinami czekać. I okazało się ono rewelacyjne. Był to garnuszek z zapiekaną wołowiną i grzybami. Trzeba zresztą wiedzieć, że również zapiekanki są mocną stroną rosyjskiej kuchni.

      Otóż ten garnuszek trzeba odpowiednio wcześniej zrobić i wstawić do pieca. Tak więc kelner otrzymywał potem w kuchni garnuszek prosto z pieca i od ręki, niósł tez szybko, bo parzyło w dłonie. Była to świetna zapiekanka podawana rzeczywiście w glinianym garnuszku, takim samym, w jakim u nas nastawia się kwaśne mleko.

      Na dnie były pokrojone w talarki ziemniaki, na nich plastry cienko skrojonej wołowiny, potem warstwa grzybów, znów ziemniaki, wszystko zalane śmietaną, posypane tartym serem i tartą bułką tak, aby od wierzchu zapiekło się na skorupę.”

      Tyle p. Olszański.

       

      Dziś jesteśmy bardziej wykształceni kulinarnie (no, przynajmniej ja jestem bardziej wykształcona!) i wiemy, że ta potrawa to czenaki i że jest sporo jej wersji i sporo dowolności w jej przygotowaniu.

      Przećwiczyłam sobie przed przyjęciem to danie i wypracowałam swoją propozycję; wyszło przepysznie.

      Proszę bardzo, przepis na 4 garnuszki (mam garnuszki z żaroodpornej kamionki Le Creuset):

       

      ½ kg mięsa mielonego wołowo-wieprzowego

      2 duże ziemniaki

      1 słodka cebula

      1 spora marchewka

      20 dag pieczarek

      Kilka grzybów suszonych

      ½ l bulionu z kurczaka

      Po 1 łyżce śmietany na garnuszek

      Kilka łyżek wywaru z ugotowanych suszonych grzybów

      Sól, pieprz, trochę masła

       

      Suszone grzyby namoczyć i ugotować, zachować wywar.

      Mięso przesmażyć na patelni, lekko doprawić solą i pieprzem.

      Marchew zetrzeć na cienkie plastry.

      Cebulę posiekać w kostkę, pieczarki w półplasterki i zeszklić je na maśle.

      Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, wrzucić na osolony wrzątek, ugotować na wpół miękko, odcedzić.

      Piekarnik rozgrzać do 180 st C.

      Garnuszki wysmarować masłem, układać warstwami ziemniaki, mięso, marchew, pieczarki z cebulą, grzyby.

      Zalać bulionem wymieszanym z wywarem grzybowym.

      Zapiekać ok. 1,5 h.

      Przed podaniem do każdego garnuszka dodać łyżkę gęstej śmietany.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 czerwca 2015 11:16
  • czwartek, 18 grudnia 2014
    • Pomidorowa z bananami

      Rodem z Ameryki Środkowej. Odlotowa!

      pomidorowa z bananami

      Puszka pomidorów w zalewie bez skórki

      3 banany

      2 słodka cebula, 1 cebulka dymka

      Włoszczyzna na bulion jarzynowy (marchew, pietruszka, cebula, kawałek selera, kawałek pora)

      2-3 łyżki gęstej śmietany

      Pestki dyni do posypania

      Sól, pieprz, ostra papryka wędzona, kolendra, szczypta cuminu

      Olej i masło do podsmażania

       

      Włoszczyznę – obraną, ale w całości, zalewamy wodą, lekko solimy i gotujemy na małym ogniu, bez przykrycia, do miękkości. Warzywa wyjmujemy – nie będą nam więcej potrzebne, ale można z nich np. zrobić sałatkę jarzynową.

      W rondlu rozgrzewamy olej (2 łyżki) i wrzucamy pokrojone w półplasterki cebulę i szalotkę. Przesmażamy, nie rumieniąc. Dodajemy pomidory z puszki z zalewą, zalewamy przygotowanym bulionem i gotujemy kilka minut, aż pomidory całkiem się rozpadną.

      Na patelni roztapiamy sporą łyżkę masła, dodajemy pokrojone w plastry banany, przesmażamy.

      Przedkładamy banany do rondla z zupą, mieszamy i jeszcze jakieś 10 minut gotujemy.

      Zaczynamy ostrożnie doprawiać. Ważne, żeby nie przedobrzyć z ilością przypraw.

      Miksujemy na krem.

      Dodajemy śmietanę, roztrzepujemy ją trzepaczką.

      Pozwalamy zupie odpocząć kilka minut.

      Próbujemy, dosmaczamy.

      Na końcu, do miseczek dodajemy podprażone pestki z dyni.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pomidorowa z bananami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 grudnia 2014 14:24
  • poniedziałek, 20 października 2014
    • Nie, żebym się chwaliła, ale zupa z brokułów wyszła mi pyszna!

      Z zupami u mnie to jest tak, że właściwie za każdym razem wychodzi mi inna, mimo, że nazwę nosi taką samą:) Długi czas uważałam to za minus, martwiłam się nawet, że nie stworzyłam kuchni własnej, precyzyjnie rozpoznawalnej.

      Ale mi przeszło. Nudne byłoby takie ścisłe trzymanie się receptury, nawet, jeśli ona jest własna. Mam swoją metodę robienia zup, tyle tylko, że składniki i przyprawy się zmieniają, w zależności od tego, to tam mam w koszyku czy lodówce.

      Dziś zapraszam na brokułową:

      zupa brokułowa

      Składniki, które miałam:

      Kilka różyczek mrożonego brokuła

      1 por

      1 marchewka

      1 pietruszka

      Nieduży kawałek selera bulwiastego

      2 ziemniaki

      1 cebula

      2 łyżki gęstej śmietany 36% (taką akurat miałam)

      Koperek

      Olej rzepakowy, masło

      Sól, pieprz, wędzona papryka, czosnek granulowany, majeranek

      Rozgrzałam w garnku olej, dodałam masło, na to wrzuciłam posiekane: cebulę, por i seler, dodałam starte na grubej tarce marchewkę i pietruszkę, przesmażyłam wszystko i zalałam ciepłą, przegotowaną wodą. Kiedy całość zawrzała, lekko osoliłam i dodałam pokrojone w kostkę ziemniaki. Kiedy warzywa były już na wpół miękkie dodałam pokrojonego, zamrożonego brokuła. Doprawiłam przyprawami i gotowałam aż wszystko było miękkie (w tym stadium warzywa w znacznej mierze porozpadały się, więc nie było potrzeby ich miksowania, na co pierwotnie miałam ochotę). Dodałam śmietanę i zostawiłam zupę na jakieś pół godziny. Po tym czasie doprawiłam ją ostatecznie do smaku i posypałam koperkiem.

      Połączenie smaku brokuła i pora jest rewelacyjne!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nie, żebym się chwaliła, ale zupa z brokułów wyszła mi pyszna!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 października 2014 10:05
  • czwartek, 09 października 2014
    • Filmowa zupa Sunset Limited

      W filmie „Sunset Limited”(z 2011 roku, w reżyserii Tommy Lee Jonesa), Czarny, uratowawszy białego profesora przed samobójczą śmiercią pod kołami pociągu ekspresowego, w trakcie ważkiej rozmowy, częstuje go miską odgrzewanej zupy.

      Zupa bardzo posmakowała profesorowi, mimo że jedli ją w dość obskurnym pomieszczeniu, będącym jednocześnie salonem, sypialnią, kuchnią i holem, a zastawa stołowa też nie była zachęcająca.

      Profesor rozpoznaje w zupie smak mango, bananów, porównuje ją do chili, usłyszawszy że odgrzewanie poprawia jej smak.

      Ponieważ poszukiwania przepisu na taką zupę spaliły na panewce, postanowiłam ją sama stworzyć na nasze spotkanie, wykorzystując te filmowe wskazówki. Z uwagi na słodycz banana i mango, wiadomo było, w jakim kierunku trzeba będzie iść z recepturą.

      filmowa zupa

      

      Zrobiłam ją tak:

      Na łyżce oliwy zeszkliłam pół słodkiej cebuli, pokrojonej w piórka. Dodałam 2 łyżki masła i wrzuciłam do rondla jednego banana pokrojonego w półplasterki i jedno mango pokrojone w kostkę, jedną marchewkę startą na grubej tarce oraz kawałek selera bulwiastego pokrojonego w kostkę. Wszystko razem chwilę przesmażyłam, po czym zalałam wodą i lekko osoliłam. Dodałam dużego ziemniaka pokrojonego w kostkę oraz jednego batata, też pokrojonego w kostkę. Gotowałam na małym ogniu do miękkości warzyw. Potem zmiksowałam nieco zupę, tak, by zostało sporo całych kawałków warzyw, a jednocześnie by zupa zrobiła się przyjemnie gęsta.

      Teraz dodałam ok. 2 łyżek posiekanego w kosteczkę i przesmażonego bekonu (boczek lub baleron też dobrze się tu sprawdzą).

      Kiedy zupa nieco odpoczęła i przestygła, przyszedł czas na doprawianie: oprócz soli dodałam przyprawę cajun, młotkowany pieprz z kolendrą, szczyptę cuminu, czosnek granulowany oraz ok. 1 łyżeczki octu balsamicznego. Przyprawiać trzeba na raty, ciągle próbując i bardzo uważając, by nie wsypać przypraw za dużo.

      Teraz zostawiamy zupę w spokoju na całą noc.

      Na drugi dzień dodałam do całości 2 łyżki gęstej śmietany i już na talerzach nieco ziaren kukurydzy.

      Uff, koniec.

      Można, a nawet trzeba posypać zupę posiekaną natką pietruszki (lub kolendry), ale ja z wrażenia o tym zapomniałam (czasami mi się to zdarza na przyjęciach)

      Wyszło pomarańczowo w kolorycie, słodkawo, ale jednocześnie pikantnie, bardzo rozgrzewająco. Taki fajny, rozwijający się w miarę jedzenia, smak.

      To teraz można już wypisać składniki zupy:

      Łyżka oliwy, 2 łyżki masła

      Pół słodkiej cebuli

      1 banan

      1 mango

      1 mała marchewka

      Kawałek selera bulwiastego

      1 ziemniak

      1 batat

      Kawałek bekonu, jakieś 5-10 dag (lub chudego boczku lub baleronu)

      2 łyżki gęstej śmietany

      Po 1 łyżce na każdy talerz kukurydzy z puszki

      Przyprawy: sól, młotkowany pieprz z kolendrą, cajun, cumin, czosnek granulowany, ocet balsamiczny, posiekana natka pietruszki lub kolendry

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowa zupa Sunset Limited”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 października 2014 14:43
  • wtorek, 16 września 2014
    • Kalafiorowa z rydzami

      Kalafior to bardzo wdzięczny składnik kulinarnych eksperymentów.

      Prezentuję zupę, która powstała przypadkiem: po prostu takie składniki były w lodówce – a smakowo jest genialna. Charakterystyczny smak kalafiora, który tu dominuje, lekko słodkawy, zderzony został z ostrą nutą podsmażonych rydzów. Wszystko to złagodzone warzywami i śmietaną.

      kalafiorowa z rydzami

      Pół małego kalafiora

      4-5 dużych rydzów

      2 ziemniaki

      1 cebula

      1 marchewka

      Kawałek małej cukinii

      Kawałek małego selera bulwiastego

      2-3 łyżki gęstej śmietany

      Koperek

      Łyżka oleju, łyżka masła

      Sól, pieprz, szczypta papryki

       

      Jarzyny pokroić w kostkę, cebulę w półkrążki, rydze w paseczki, kalafior rozdzielić na małe różyczki.

      W rondlu rozgrzać olej, dodać masło, po czym wrzucić na tłuszcz cebulę, cukinię, seler, marchewkę, chwilę przesmażyć, po czym zalać wodą, lekko osolić. Dodać ziemniaki i różyczki kalafiora, gotować całość do miękkości.

      Osobno, na rozgrzaną patelnię teflonową wrzucić pokrojone rydze, lekko osolić, smażyć aż puszczą sok i on odparuje. Dodać nieco masła, chwilę jeszcze przesmażyć. Dodać do garnka z zupą.

      Dodać do zupy śmietanę, dobrze ją roztrzepać, wsypać koperek. Odstawić z ognia.

      Po kilkunastu minutach doprawić do smaku solą, pieprzem i papryką.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kalafiorowa z rydzami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 września 2014 08:48
  • piątek, 08 sierpnia 2014
    • Młody Jasiek się pojawił

      Już jest! młoda fasola "Jasiek" jest już na targu, sprzedawana na garnuszki, często obierana dopiero na placu, tak świeża i miękka jak to tylko możliwe. Tak będzie tylko przez kilkanaście dni, później ten seledynowy odcień ziaren zniknie, fasola stanie się sucha, już ją trzeba będzie moczyć kilka godzin przed gotowaniem.


      młody jasiek

      Ale póki co, zapraszam na letnią zupę:

      pół garnuszka (półlitrowego) fasoli jasiek
      mała marchewka
      mała pietruszka
      plaster selera
      1 duża cebula
      garść kurek
      spory ząbek czosnku
      natka pietruszki, koperek
      olej, 2 łyżki masła
      sól, pieprz, szczypta papryki ostrej, majeranek

      Fasolę wypłukać, wrzucić do garnka, zalać wodą, lekko osolić, po czym ugotować na wpół miękko.
      W osobnym rondlu rozgrzać olej, dodać łyżkę masła, dorzucić pokrojoną w półplastry cebulę i pokrojone niezbyt drobno kurki. Przesmażyć.
      Dodać resztę pokrojonych jarzyn, chwilę przesmażyć i zalać wrzątkiem. Lekko osolić.
      Po zagotowaniu dodać do rondla ugotowaną fasolę wraz z wodą, w której się gotowała.
      Gotować do miękkości składników, ok. pół godziny. Dodać przeciśnięty ząbek czosnku.
      Zrobić zasmażkę z łyżki masła i łyżki mąki. Wymieszać z zupą.
      Doprawić, posypać natką pietruszki i koperkiem.
      Smacznego!!!!!!!

      P.S. Półlitrowy czubaty garnuszek jaśka kosztuje u nas ok. 4 zł

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 08 sierpnia 2014 12:25
  • środa, 25 czerwca 2014
    • Kalafiorowa według M. Kuronia

      P. Maciej Kuroń pozostanie zawsze w mojej pamięci jako propagator tradycyjnej polskiej kuchni, ale nadający jej swój niepowtarzalny, osobisty rys. W swoim słusznym, opasłym dziele „Kuchnia Rzeczpospolitej wielu narodów” bardzo często prezentuje przepisy na tradycyjne polskie dania w dwóch wersjach: tradycyjnej i nieco podrasowanej swoimi pomysłami.

      Tak właśnie było z zupą kalafiorową. Kiedy tylko przeczytałam o jego propozycji połączenia jej ze świeżym ogórkiem, od razu chciałam ją wypróbować. Ten nietypowy smak wołał o wypróbowanie.

      I proszę, oto jest:

       kuroniowa kalafiorowa

      W wersji stricte Kuroniowej, zupa wydawała mi się nieco zbyt łagodna, słodkawa, dodałam więc swój rys do niej: nieco cuminu (uwielbiam smak tej przyprawy!)

      A oto przepis:

      pół małego kalafiora (ok. 30 dag)

      1 cebula

      pół małego ogórka świeżego

      pół litra bulionu warzywnego (np. z kostki)

      4-5 łyżek gęstej kwaśnej śmietany 18%

      koperek

      sól, pieprz

      szczypta cuminu (niekoniecznie)

      łyżeczka cukru

      łyżka masła

      łyżka oleju

       

      Przygotować bulion warzywny.

      Kalafior umyć i podzielić na małe różyczki. Wrzucić do rondla i zalać gorącym bulionem, uzupełnić gorącą wodą i gotować na małym ogniu do miękkości, ok. 30 minut, w miarę potrzeby dolewając gorącej wody.

      W czasie kiedy kalafior się gotuje, pokroić cebulę w piórka. Rozgrzać na patelni olej i masło, wrzucić cebulę, smażyć aż się zeszkli. Wtedy oprószyć ją cukrem, chwilę podsmażyć, aż cukier się rozpuści i troszkę skarmelizuje.

      Ogórek obrać ze skórki, zetrzeć na grubej tarce (ogórka nie należy dodawać zbyt dużo, żeby nie zdominował delikatnego smaku kalafiora).

      Dodać do zupy cebulę z patelni i ogórek, dodać zahartowaną śmietanę, wymieszać.

      Doprawić solą, sporą ilością pieprzu, małą szczyptą cuminu (dodatek cuminu nie jest konieczny, ale użycie tej przyprawy nada zupie zupełnie inny, niepowtarzalny smak). Chwilę jeszcze pogotować na małym ogniu.

      Na talerzach posypać zupę posiekanym drobno koperkiem.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 25 czerwca 2014 08:30
  • wtorek, 25 lutego 2014
    • Co macie na obiad? U nas krupnik

      Ciągły brak czasu nie sprzyja kulinarnym eksperymentom.

      Dlatego obiad zupełnie zwyczajny: krupnik i to w dodatku bez zieleniny, bo jak się okazało właśnie „wyszła”

      krupnik

      Dla dwóch osób: duża cebula, 2 udka z kurczaka, kilka serduszek, 2 wątróbki drobiowe, marchew, pietruszka, kawałek selera bulwiastego, 2 ziemniaki, kilka suszonych prawdziwków, garść pęczaku, przyprawy (sól, pieprz, majeranek), 2 łyżki śmietany, łyżka masła

       

      Cebulę kroje w piórka, podsmażam na łyżce masła, dodaję utarte warzywa, po czym zalewam wodą. Dodaję mięso, lekko przyprawiam, dodaję grzybki, pokrojone w kostkę ziemniaki oraz wypłukaną kaszę, gotuję do miękkości kurczaka. Wyjmuję z zupy udka (będą do drugiego dania), serduszka i wątróbkę kroję na plasterki i wrzucam do zupy z powrotem.

      Doprawiam przyprawami do smaku, u nas delikatnie bardzo (mama nie lubi ostrych przypraw).

      Śmietanę dodaję do każdej porcji już na talerzu.

       

      I mały obiad już gotowy. Proszę do stołu:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 lutego 2014 09:47
  • środa, 19 lutego 2014
  • niedziela, 28 lipca 2013
    • Pomidorowa pełna lata

      Mam takie miejsce na targu, gdzie mogę kupić pomidory prosto z krzaka, dojrzałe, wygrzane słońcem, pełne słodyczy i smaku.
      Pomidorowa z takich pomidorów to cymes!
      

      pomidorowa pełna lata

      Do mojego przepisu potrzebuję:
      4-5 pomidorów
      1 marchewkę
      małą pietruszkę
      kawałek selera bulwiastego
      cebulę
      2 ząbki czosnku
      masło
      sól, pieprz, paprykę, oregano
      2-3 łyżki śmietany
      no i ryż ugotowany osobno

      Najpierw kroję w kostkę cebulę i ząbki czosnku. Marchewkę, pietruszkę i seler ścieram na grubej tarce. Wrzucam wszystkie warzywa na rozgrzane masło, chwilę podsmażam, aż warzywa staną się szkliste. Zalewam wrzątkiem, lekko solę i gotuję do miękkości.
      W tym czasie kroję pomidory na ćwiartki i wkładam do rondla na rozgrzane masło. Posypuję oregano, lekko solę, dolewam trochę wrzątku i duszę aż całkiem się rozpadną.
      Stawiam durszlak na garnku z warzywami, wlewam uduszoną pulpę pomidorową i przecieram drewnianą łyżką.
      Wszystko jeszcze kilka minut podgrzewam, po czym miksuję.
      Doprawiam śmietaną i ziołami.
      Podaję z ryżem.
      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pomidorowa pełna lata”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 lipca 2013 13:21
  • poniedziałek, 08 lipca 2013
    • Kuchnia duchów – recenzja

      Na moim kulinarnym regale pojawiła się nowa książka: Kuchnia duchów – autorstwa Jael McHenry (amerykańskiej blogerki – www.simmerblog.typepad.com – ale wpisy skończyły się na tam początku 2012 roku).

       kuchnia duchów

      Sama nie wiem, czy chciałabym polecać tę książkę.

      Powie mi więc ktoś: nie wiesz – to nie pisz! Niby logiczne. Ale jednak nie zgadzam się z takim podejściem. Przeczytałam, to powiem, co myślę. W końcu nie muszę być pewna, nie muszę być na „tak” albo na „nie”.

      A więc książkę czytałam z zainteresowaniem i chwilami ze wzruszeniem; ewidentnie wciągała w swój nurt, i od początku sympatyzowało się z bohaterką.  Jednak pomysł „kulinarny” był dość karkołomny. No bo pomyślcie: naszą Ginny, mającą zresztą problemy psychiczne (odmiana autyzmu), odwiedzają duchy zmarłych, kiedy gotuje ich potrawy, z przepisu spisanego przez nich własnoręcznie kiedyś tam. I przekonuje się nas, że to naprawdę prawda.

       Trochę naciągane, myślę. Jednak pomysł na „około kulinarną” książkę był ciekawy. Bo przecież potrawa – jej smak, zapach, wygląd, sposób przygotowania – jak najbardziej mógł przywoływać wspomnienie tych co odeszli. Ale jednak TYLKO wspomnienie.

      A prezentowane tu potrawy? Nie one są najważniejsze.  Krzątanina w kuchni jest terapią, pomaga bohaterce przystosować się do życia w społeczeństwie. Niektóre przepisy są banalne: jajko na twardo, omlet, czy gorąca czekolada.  Zainteresował mnie właściwie jeden przepis: na toskańską zupę ribollitę. Przepis na nią pochodzi od włoskiej niani bohaterki. Chyba jednak bardzo zamerykanizowana była ta niania, bo nie przejmuje się zbytnio oryginałem przepisu i zamiast obowiązkowej czarnej kapusty -  używa do gotowania tej zupy jarmużu. Na szczęście przepis na ribollitę pojawia się raz jeszcze na końcu książki, tym razem zgodny z toskańskim kanonem, a wypracowany jest przez samą Ginny, która spisała efekt swoich prób i przestudiowanej literatury przedmiotu. Popatrzcie:

      „Ribollita Ginny

      4 ząbki czosnku, 4 szalotki pokrojone w plasterki, pół szklanki ugotowanej białej fasoli, pół szklanki ugotowanej cieciorki, puszka pomidorów w zalewie, bulion z kurczaka, ¼ główki kapusty pokrojonej w paski, 1-2 łyżki świeżego oregano, 2 szklanki pokrojonego w kostkę chleba, oliwa z oliwek, pół szklanki parmezanu, sól, czarny pieprz.

      Czosnek na dnie płytkiego rondla już się złoci. Muszę działać zanim się zrumieni. Wlewam bulion, dodaję szalotki i posiekane oregano, zwiększam płomień. Tak jak być powinno. Wszystko po kolei. Pieprz, dwa rodzaje ugotowanej na miękko fasoli. Pomidory. Na końcu pokrojoną w paski kapustę. Przykrywam rondel, chroniąc zawartość przed wyparowaniem i pozwalam zmieszać się smakom.

      Na osobnej patelni  ostrożnie opiekam na oliwie kostki chleba, obracając je na wszystkie strony, potem wykładam na papierowy ręcznik do wystygnięcia. Tuż przed podaniem mojej ribollity dodam tarty parmezan, a na wierzchu ułożę grzanki. Od grudnia przeczytałam i wypróbowałam kilkanaście różnych przepisów na ribollitę, ale to jest moja ulubiona wersja. Stosuję składniki i proporcje, jakie lubię. Efekt finalny jest dziełem jednej osoby. Trochę w nim Nonny, trochę innych osób, których w ogóle nie znam. I w końcu trochę Ginny.”

      Myślę, że przepis wart jest wypróbowania. Zrobiłam go, ale – podobnie jak Ginny - też „po swojemu”. Dodałam łodygę selera naciowego, oregano miałam tylko suszone, a zalewałam warzywa wodą spod gotowania fasoli, nie bulionem. I połowę fasoli zmiksowałam. I sprawa podania. Istotą ribollity jest odgrzewanie, ono decyduje o smaku. Więc w pierwszy dzień po ugotowaniu dodałam do zupy grzanki i zostawiłam na noc. Dopiero na drugi dzień, po odgrzaniu, jadłyśmy z mamą tę zupę. Wyszło świetnie i smacznie, nawet mama, która jest dość tradycyjna, nie marudziła, tylko wsuwała ją ze smakiem.

      ribollita

      Czytając tę książkę, pomyślałam sobie jeszcze, że – aczkolwiek to absurdalne – ale mnie łatwo byłoby przywołać „na przepis”, bo zupełnie sporo mam w swoim zeszycie kulinarnym przepisów spisanych własnoręcznie:) mam też własnoręczne przepisy mamy, siostry, koleżanek. Myślę, że czas  zgromadzić je w jednym miejscu i założyć specjalny zeszyt domowych przepisów.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchnia duchów – recenzja”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 lipca 2013 00:25
  • poniedziałek, 11 lutego 2013
    • Bliski Wschód na talerzu - przepisy

      przepisy

      Przepisy na dania z mojego ostatniego przyjęcia:)

      Libijska zupa z kuskusem według brytyjskiej gwiazdy TV, Deli Smith

      20 dag drobno posiekanej wołowiny (lub jagnięciny jeśli uda się ją zdobyć)
      łyżka stołowa oleju do smażenia
      1 duża cebula
      2 ząbki czosnku
      czubata łyżeczka nasion kolendry
      czubata łyżeczka kminu rzymskiego
      sproszkowane chilli
      mielone ziele angielskie
      mała puszeczka przecieru pomidorowego
      2 łyżeczki drobnego cukru
      500 ml bulionu
      850 ml wody
      10 dag ciecierzycy
      5 dag kuskus
      łyżka stołowa posiekanej pietruszki
      łyżka stołowa posiekanej mięty
      Podsmażamy mięso na oleju. Na tej samej patelni zrumieniamy drobno posiekaną cebulę i czosnek. Kolendrę i kmin prażymy na sucho, kruszymy w moździerzu, dodajemy do cebuli z pozostałymi przyprawami. Z powrotem wrzucamy mięso, dodajemy przecier i cukier. Wlewamy bulion, oraz wodę. Dodajemy namoczoną przez noc w zimnej wodzie i osączoną ciecierzycę. Zupę mieszamy i gotujemy pod przykryciem na małym ogniu aż mięso i ciecierzyca będą miękkie. Teraz zostawiamy zupę na co najmniej godzinę, aż smaki się przegryzę. Potem wsypujemy kuskus, dodajemy pietruszkę oraz miętę i odstawiamy na kilkanaście minut.

      Falafel Nigela Slatera

      Składniki:
      450 g suchej ciecierzycy, namoczonej w wodzie przez noc
      2 duże ząbki czosnku, drobniutko posiekane
      garść posiekanych listków natki pietruszki
      1 mała cebula, drobno posiekana
      2 średnie ziemniaki, ugotowane i obrane
      sól i świeżo mielony czarny pieprz
      ¼ łyżeczki sody oczyszczonej, wymieszanej z małą ilością zimnej wody
      suszona chili w płatkach, do smaku
      1-2 łyżeczki mielonego kminu
      olej słonecznikowy, do smażenia
      Przygotowanie:
      Ciecierzycę moczymy przez noc. Następnie osączamy, płuczemy i osuszamy ją. Wsypujemy do malaksera, dodajemy czosnek oraz natkę pietruszki i mielimy na grudkowatą masę. Dodajemy cebulę, ziemniaki, sól oraz pieprz do smaku i miksujemy ponownie na grudkowatą pastę. Mieszamy sodę z wodą i dodajemy do masy, odstawiamy na około 30 minut. Posypujemy całość płatkami chili oraz kminem i lekko mieszamy. Formujemy kulki, przykrywamy i wstawiamy do lodówki na pół godziny. Rozgrzewamy olej w głębokim garnku o grubym dnie. Ostrożnie wkładamy po kilka kulek z ciecierzycy do gorącego oleju i smażymy 1-2 minuty obracając, aż się zrumienią i będą chrupiące. Odławiamy je łyżką cedzakową i osączamy na papierowych ręcznikach.

      Egipska sałatka chłopska z Cairo Shoarma
      Przyprawa Cairo Shoarma firmy Kotanyi to bardzo dobra propozycja; w skład mieszanki wchodzą: kurkuma, sól jodowana, pietruszka, kolendra, cukier brązowy, fenkuł, pieprz, mięta.

          1 zielony ogórek
          1 mały słoiczek oliwek
          200 g sera feta
          5 pomidorów
          2 pęczki cebuli dymki
          1 główka sałaty,
          1 mała puszka zielonego groszku
          4 łyżki oleju, 2 łyżki octu, 3 łyżki wody
          2 łyzki przyprawy Cairo Shoarma KOTANYI
          sól wg uznania

      Warzywa umyć i pokroić, sałatę umyć i porwać na kawałki. Wszystko wymieszać z zielonym groszkiem, oliwkami i fetą.
      Z octu, oleju i 2 łyżek przyprawy oraz wody przygotować marynatę i polać sałatkę na krótko przed podaniem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lutego 2013 05:39
  • niedziela, 27 stycznia 2013
    • Walka o smak mojej grochówki

      Każdy lubi grochówkę, co nie? Pytam mamy: zjadłabyś?
      - O tak, dawno już jej nie było.
      Super.
      Podejmuję rękawicę i zaczynam walkę o dobry, domowy smak moich potraw. Żeby i mamie smakował.
      Na wszelki wypadek sprawdzam w kilku książkach sposób przygotowywania grochówki. Przypominam sobie tradycje naszego domu. Nie rezygnuję ze swoich metod.
      To zaczynamy.
      grochówka

      niepełna szklanka grochu (obtłukiwanego, w połówkach)
      1 cebula
      5 dag chudego boczku
      1 marchewka
      1 duży ziemniak
      kawałek selera bulwiastego
      mała pietruszka
      2 ząbki czosnku
      przyprawy: sól, pieprz grubo mielony, majeranek, szczypta papryki (najlepiej wędzonej), 2 ziarnka ziela angielskiego, listek laurowy
      zielona pietruszka i szczypiorek
      2 łyżki masła, łyżka oliwy
      łyżka mąki

      Rano zalewam groch zimną wodą (dużo tej wody, aby pęczniejący groch jej nie wypił).
      Po kilku godzinach odcedzam groch, zalewam świeżą, zimną wodą, lekko solę, wrzucam ziele angielskie, liść laurowy i gotują na wolnym ogniu, do miękkości grochu (kiedy używamy grochu w połówkach, jakąś godzinę będzie to trwało).
      W tym czasie boczek kroję w drobną kostkę, cebulę w piórka. W rondlu rozgrzewam łyżkę oliwy, dodaję łyżkę masła, na to wrzucam boczek i cebulę, chwilę podsmażam. Zalewam gorącą wodą (tak z litr na pewno). Gotuję na małym ogniu, dodając pokrojone w kostkę: marchewkę, pietruszkę, seler i ziemniaka oraz ząbek czosnku drobno pokrojony. Lekko solę. Dodaję ciut pieprzu i ciut majeranku.
      Ostrożnie z przyprawami! To mój grzech główny w kuchni chyba; mam tendencje do ich nadużywania.
      Kiedy warzywa zmiękną, dodaję do nich zawartość garnka z grochem; gotuję razem jeszcze z 20 minut.
      Z łyżki masła i łyżki mąki robię zasmażkę, dodaję do zupy. Przeciskam ząbek czosnku przez praskę, dodaję do zupy.
      Wyłączam gaz, doprawiam przyprawami, przykrywam zupę pokrywką i odstawiam na jakieś pół godziny (to konieczne! dopiero po tym czasie będzie można coś powiedzieć o smaku zupy). Po tym czasie próbuję, ewentualnie dosmaczam.
      Już na talerzach dodaję posiekaną natkę pietruszki i szczypiorek.

      Nadszedł czas próby. Siadamy do stołu. Pełna stresu pytam mamy: i jak zupa? nie za ostra?
      - Pyszna!
      Zjada cały talerz:)
      O rany, kamień spada mi z serca:)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Walka o smak mojej grochówki ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 stycznia 2013 12:13
  • poniedziałek, 31 grudnia 2012
    • Testuję kukbukowy barszcz

      Odważna jestem!:)
      Na sylwestrową imprezkę postanowiłam zrobić barszcz czerwony z tego nowego magazynu "Kukbuk". Pomyślałam sobie, że przepis brzmi dobrze, więc powinien wyjść:)
      Mam już swoje zdanie na temat tego czasopisma (wkrótce napiszę), ale w przypadku recenzji związanych z kulinariami, zawsze staram się przetestować jakiś przepis; sama teoria w kulinariach nie wystarcza. Padło na barszcz (przepis Elizy Mórawskiej).
      I powiem wam, że przepis jest świetny!barszcz jest leciutki, nietłusty, aromatyczny - polecam:)
      barszcz kukbuka

       Składniki:
          1kg buraków (obranych i startych na średniej tarce)
          2 jabłka ze skórką, pokrojone na ćwiartki i pozbawione gniazd nasiennych
          1 włoszczyzna
          5 ziarenek ziela angielskiego
          1 liść laurowy
          5 ziarenek czarnego pieprzu
          2 ząbki czosnku
          5 suszonych grzybków
          2 łyżki octu
          2 goździki
         pół łyżeczki suszonego majeranku
          200 ml soku z czarnej porzeczki
          sól, pieprz

      Do dużego garnka (4 l) wkładamy buraki, jabłka, włoszczyznę obraną lecz nie pokrojoną. Zalewamy wszystko wodą, tak aby sięgała 3-4 cm powyżej warzyw. Dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, czosnek, grzyby, ocet i goździki. Zagotowujemy. Potem trzeba zmniejszyć ogień i gotować tak długo, aż buraki puszczą dużo soku a warzywa będą miękkie. Wyłączamy gaz, dodajemy majeranek i zostawiamy na kilka godzin. Następnie barszcz trzeba przecedzić, lekko podgrzać, dodać sok z czarnej porzeczki, doprawić solą, pieprzem, ewentualnie majerankiem.
      Do tego przygotowałam krokieciki z pieczarkami.
      Wszystkim życzę wesołej, szampańskiej zabawy sylwestrowej i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Testuję kukbukowy barszcz”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 grudnia 2012 14:21

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl