Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „zupy”

  • środa, 31 października 2012
    • Bulion podaj z chipsami...

      Tak proponuje podać bulion grzybowy Magda Gessler, przy czym te chipsy są z bakłażana, i to własnoręcznie smażone: "to jest fantastyczne zderzenie smaku bakłażana, który smakuje jak smażony grzyb, z naszym lekko grzybowym bulionem"
      

      bulion grzybowy

      4 kapelusze prawdziwków
      pół selera
      4 marchewki
      2 pietruszki
      por
      kawałek włoskiej kapusty
      1 pomidor
      sok z cytryny
      1 bakłażan
      Warzywa trzeba obrać i pokroić, grzyby pokroić, wszystko zalać wodą i gotować na małym ogniu do miękkości. Pod koniec gotowania dodać sól, pomidora i sok z cytryny (uwaga na sok! nie można przesadzić z ilością! lepiej dodawać po trochu, próbując)
      Gotowy bulion odcedzamy.
      Bakłażana kroimy w cienkie półplasterki, posypujemy solą i gdy puści sok, delikatnie wycieramy papierowym ręcznikiem, po czym smażymy na mocno rozgrzanej oliwie.
      Do miseczek wlewamy bulion i dodajemy usmażone chipsy.
      I już:)
      Jak pisze p. Gessler: "proste. Bardzo efektowne".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Bulion podaj z chipsami...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 31 października 2012 00:18
  • wtorek, 02 października 2012
    • Zupa z dyni wg Hildegardy

      To bardzo ciekawa i smaczna propozycja, aczkolwiek nie miałam dwóch ziół, która zalecała dodać Hildegarda: bertramu i macierzanki. Ratowałam się tymiankiem zamiast nich. Dodatek wina sprawia, że zupa zyskała niebanalny wytrawny smak; zapraszam na degustację:)
      

      zupa dyniowa

      mała dynia (ok. 1 kg)
      1 duża cebula
      2 ząbki czosnku
      1/2 l bulionu warzywnego
      szklanka białego wina półwytrawnego
      pół szklanki śmietany
      sól, gałka muszkatołowa
      natka pietruszki, koperek, tymianek
      masło

      oraz 4 łyżki płatków orkiszowych

      Cebulę obrać, drobno posiekać, przełożyć do rondla i poddusić na maśle.
      Dynię obrać, usunąć pestki, pokroić na kawałki. Dorzucić je do cebuli, zalać gorącym bulionem, dodać wino i gotować do miękkości, w razie potrzeby uzupełniając gorącą wodą. Zmiksować.
      Dodać kwaśną śmietanę, wyciśnięte ząbki czosnku, doprawić solą i gałką muszkatołową. Dodać posiekane zioła.

      Płatki orkiszowe sparzyć wrzącą wodą, po czym podsmażyć na maśle. Dodać do każdej porcji zupy.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa z dyni wg Hildegardy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 października 2012 06:01
  • środa, 22 sierpnia 2012
    • Młody jasiek

      Mało jem teraz zup - wiecie, są nieco tuczące:) - ale kiedy mama przyniosła z targu młodą fasolę jasiek, wszystkie moje postanowienia ulotniły się. Młody jasiek będzie młody tylko kilka tygodni, trzeba korzystać z sezonu!  Zrobiłam zupę z młodego:)
      Teraz ta fasolka jest mięciutka, w jasno seledynowym kolorze, nie wymaga moczenia, szybko się gotuje.
      

      zupa z młodego jaśka

      Potrzebne nam będą:
      szklanka młodego jaśka
      cebula
      marchewka
      pietruszka
      gruby plaster szynki lub boczku
      garść zacierki makaronowej
      łyżka masła
      garść małych kurek
      sól, pieprz, papryka ostra, majeranek
      posiekana zielenina (koperek, natka, szczypiorek)

      Fasolę zalać w rondlu wodą, lekko osolić i wsypać nieco grubo mielonego pieprzu, gotować ok. godziny.
      W tym czasie obrać jarzyny, pokroić w kostkę, również w kostkę pokroić szynkę.
      Szynkę i cebulę przesmażyć na łyżce masła.
      Grzyby wypłukać.
      Dodać do garnka z fasolą jarzyny, szynkę, cebulę i grzyby oraz zacierkę makaronową.
      Gotować razem jeszcze ok. 40 minut, aż wszystkie składniki będą miękkie.
      Doprawić papryką i majerankiem, ew. dodać jeszcze soli i pieprzu.
      Wsypać na końcu zieleninę.
      Smacznego!
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Młody jasiek”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 22 sierpnia 2012 06:22
  • niedziela, 22 lipca 2012
    • Minestrone - zupa koronacyjna Benedykta XVI

      Z okazji koronacji papieża Benedykta XVI, 19 kwietnia 2005 roku wydano w Watykanie przyjęcie, na którym podano:
      - zupę fasolowo-pomidorową z makaronem
      - mięso w cieście z bakłażanami
      - leśną sałatkę (z ziołami leśnymi)
      - tarteletki z jabłkami i lodami waniliowymi
      W książce "Sekrety kuchni Watykanu" podano przepisy:) Na swoje przyjęcie zrobiłam zupę. Jest pyszna, i bardzo prosto się ją robi:
      

      zupa koronacyjna Benedykta

      250 g białej fasoli;
      500 g pomidorów świeżych;
      100 g pomidorów suszonych;
      90 g makaronu (wzięłam zacierkę makaronową);
      2 cebule; 3 ząbki czosnku;
      4 łyżki oliwy z oliwek; łyżeczka suszonego oregano; łyżeczka przecieru pomidorowego; łyżka kolendry lub posiekanej natki pietruszki; pieprz; sól;
      2 łyżki wiórków parmezanu (ewentualnie)

      Fasolę moczymy w przegotowanej, zimnej wodzie. Po kilku godzinach odcedzamy, wlewamy nową wodę, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na
      dużym ogniu  15 minut. Odcedzamy i zachowujemy ciepłą.
      Pomidory suszone drobno kroimy, świeże rozdrabniamy. Cebule kroimy w plasterki, czosnek siekamy. Cebule smażymy 2-3 minuty na rozgrzanej oliwie, dodajemy czosnek i smażymy jeszcze minutę. Dodajemy świeże pomidory, oregano, przecier pomidorowy i fasolę. Wlewamy resztę wody i doprowadzamy do wrzenia. Przykrywamy i gotujemy na małym ogniu 45 minut.
      Wsypujemy makaron, doprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy pomidory suszone i jeszcze raz doprowadzamy do wrzenia. Przykrywamy niecałkowicie i gotujemy 10 min. Dodajemy zioła. Przed podaniem, zależnie od upodobania, posypujemy parmezanem na talerzach.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Minestrone - zupa koronacyjna Benedykta XVI”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 lipca 2012 06:02
  • niedziela, 03 czerwca 2012
    • Wiecie, że są już kurki?

      Aż mi się oczy zaśmiały, kiedy je zobaczyłam na targu:)
      Wprawdzie taka mała garsteczka kosztowała 4 złocisze, ale jak na inaugurację sezonu grzybowego, to niech będzie:)
      Połowę dodałam do zupy nowalijkowej, a druga połowa będzie dziś do jajecznicy na śniadanie.
      

      nowalijki

      zupa nowalijkowa z kurkami

      A przepis na zupę nowalijkową z kurkami dla 2 osób brzmi tak:
      mała garsteczka kurek
      1 spora cebula
      pół kalarepki
      2 młode marchewki
      kilka różyczek kalafiora
      2-3 młode ziemniaki
      koperek
      natka pietruszki
      sól, pieprz, ostra papryka
      łyżka masła
      2 plasterki wiejskiej kiełbasy
      łyżka śmietany

      Na rozgrzane w rondlu masło wrzucić umyte kurki, dodać posiekaną cebulę i podsmażyć. Dorzucić posiekaną marchewkę i kalarepkę, chwilę przesmażyć, po czym zalać gorącą wodą. Dołożyc rozdrobnione różyczki kalafiora i pokrojone obrane młode ziemniaki. Lekko osolić. Gotować do miękkości warzyw.
      Dodać obraną i pokrojoną drobno kiełbasę. Dodać śmietanę.
      Doprawić przyprawami do smaku. Dodać zieleninę.
      Smacznego!

      I jeszcze meldunek z remontu: są już wylewki! I nowe drzwi wejściowe. Jeszcze tego nie widziałam, bo obecnie wstęp jest zabroniony: wylewki schną. Niech sobie schną, byle szybciej:)
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wiecie, że są już kurki?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 czerwca 2012 06:40
  • niedziela, 27 maja 2012
  • poniedziałek, 05 marca 2012
    • Kwaśnica góralska

      Odmian tej zupy jest chyba tyle, ile gospodyń, czy jakby to na Podhalu powiedziano - gaździn.
      W książkach, które mam o kuchni góralskiej - naliczyłam ich z osiem. Podstawą jest kiszona kapusta i sok z kiszenia oraz jakieś mięso, zwykle z kośćmi lub wędzonka.
      A u mnie w domu ta zupa zawsze się nazywała zarzucajką:)
      To taka zimowa zupa, rozgrzewająca, kiedy wraca człowiek zziębnięty, chroniąca przed skutkami przeszywających podmuchów wiatru, a nawet lecząca smutek w zły dzień...
      Zwykle robię wersję bardziej lżejszą, bez mięsnych wkładek, ale tym razem klasyczna wersja:
      

      kwaśnica

      0,5 kg kapusty kiszonej
      30 dag schabu z kością
      cebula
      liść laurowy, kilka ziarnek ziela angielskiego, szczypta kminku
      sól, pieprz

      Schab zalać zimną wodą (ok. 2 l), lekko osolić, dodać liść i ziele angielskie oraz pokrojoną w piórka cebulę i gotować do miękkości.
      Kapustę - jeśli długa - pokroić, włożyć razem z sokiem z kiszenia do osobnego rondla, podlać niewielką ilością wody, wsypać kminek i gotować do miękkości.
      Miękki schab wyjąć z garnka, pokroić na paski.
      Połączyć wywar mięsny z kapustą i pokrojonym mięsem. Doprawić solą i pieprzem.
      Gotowe:)

      I jeszcze autentyczny góralski przepis na kwaśnicę z grzybami:

      Weż dwie gorztki
      susonych grzybecków
      i zalej w gornecku
      zimniućkom wodeckom
      worz kwile
      niek pochność grzybkowa
      ukłoni sie ścianom
      wtej zalej kwaśnickom
      z becoski cerpanom
      dej zawryć - mość olejem lnianym
      o jakie do dobre
      Jezusku kochany

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kwaśnica góralska”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 marca 2012 06:29
  • poniedziałek, 20 lutego 2012
    • Kura rosołowa

      To było ciekawe doświadczenie:)
      Od jakiegoś już czasu, w sklepie mięsnym pojawiła się nowa kategoria produktów: kura rosołowa. Zachęca się bardzo klientów do jej nabywania: wie pani, to taka prawdziwa wiejska kura, żadna tam przemysłowa hodowla, zobaczy pani jaka smaczna!
      No dobrze, skusiłam się. Kupiłam ćwiartkę. Na rosół.
      Gotowałam ten rosół zgodnie z wszelkimi zasadami sztuki kulinarnej, zalałam kurę z włoszczyzną zimną wodą, dodałam listek laurowy i ziele angielskie i pomalutku doprowadziłam do wrzenia, skręciłam ogień i pozwoliłam zupce ledwo, ledwo bulgotać. Po godzinie chciałam wbić widelec w kurę, żeby sprawdzić miękkość mięsa.
      Ha! I tu nastąpił szok!
      Pamiętacie może, jak Portos z "Trzech muszkieterów" A. Dumasa był zaproszony na obiad do pani prokuratorowej? i podali właśnie kurę rosołową? do której nie dało się wbić widelca?
      Otóż to; do mojej też się nie dało.
      Gorzej, po kolejnych trzech godzinach gotowania sytuacja nie uległa zmianie.
      Ale o dziwo, rosołek wyszedł naprawdę smaczny, piękny w kolorycie, z obowiązkowymi okami, pikantnie doprawiony - palce lizać!
      

      rosół z okami

      Spróbowałam pokroić kurę nożem o ząbkowanym ostrzu. Udało się. I wiecie, że nie była zła? Ona po prostu chyba ma bardzo, bardzo ścisłe mięso, takie ubite. Nie należy tracić nadziei gotując ją:)

      kura rosołowa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Kura rosołowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 06:05
  • środa, 15 lutego 2012
    • Oczy okrągłe ze zdziwienia jak ziarnka grochu - czyli grochówka

      Czyli Lucyny Legut "Romans kuchenny" i jej nauka gotowania dla pewnego pana:)
      Dziś propozycja na zimę złą - czyli grochówka - która zawsze wygląda znacznie gorzej niż smakuje:)
      

      grochówka

      groch łuskany (1 szklanka grochu na 1-1,5 litra wody) wędzony boczek (ew. resztki kiełbasy lub szynki)
      1 łyżka masła
      tarty majeranek, 2 ząbki czosnku
      sól, pieprz
       
      "Co to ma znaczyć? Pan tu sobie leży i czyta książkę, tak jakby kuchnia w ogóle nie istniała albo jakby zjadł pan już wszystkie rozumy na temat gotowania. Kochany! Ja pana uczę jedynie podstaw gotowania, czyli czegoś, z czego inteligentny człowiek potrafi wyczarować milion różnych potraw, ale pan przecież nawet w podstawach jest jeszcze przedszkolakiem! Na przykład: czy mógłby mi pan powiedzieć, jak się gotuje grochówkę? Dlaczego pytam? Wystarczy spojrzeć na pana minę - nic pan nie wie! Ze zdziwienia ma pan okrągłe oczy jak te ziarnka grochu. Pan by wrzucił groch do garnka, zalał wodą i niech się gotuje! Ugotowanie grochowej zupy nie jest takie proste, jak zrobienie jakiegoś tam projektu osiedla. Ugotowanie zupy grochowej, proszę pana, wymaga inteligencji i wyobraźni. Przede wszystkim należy kupić groch wyłuskany. To są takie żółte połówki okrągłego grochu ... Wyraźnie mówię: żółte nie zielone! Pewnie by się pan nie domyślił, że najpierw trzeba wymyć ten groch, więc przypominam! Weźmie pan, powiedzmy, szklankę grochu, wsypie na cedzak i porządnie pod zlewem kilkakrotnie przepłucze. Potem pan wrzuci do garnka, zaleje zimną wodą i zostawi w garnku na noc. Na rano groch napęcznieje. Już pan tej wody nie odlewa, bo jest czysta i są w niej witaminy, które się moczyły razem z grochem. Stawia pan garnek na ogień i czeka, aż się zagotuje. Nie musi pan stać przy garnku, może pan w tym czasie wynieść śmieci albo odkurzyć pokój, ale od czasu do czasu proszę zerknąć pod przykrywkę, czy groch się nie zaczyna gotować. Jeżeli pan przegapi ten moment, z całą pewnością groch wykipi i zaleje panu nie tylko maszynkę gazową, ale i pół kuchni. Groch lubi kipieć. Oj, lubi! Skoro się zagotował, zmniejszamy gaz na całkiem mały i podkładamy pod pokrywkę drewnianą łyżkę albo co pan chce, w każdym razie pokrywka musi być uchylona, bo - mówię panu - groch tylko czeka na to, aby wykipieć. Może pan od czasu do czasu zamieszać łyżką, aby ta piana na grochu opadła. Jeżeli ma pan w domu wędzony boczek, to proszę kawałek pokroić w kostkę i wrzucić do garnka. Można też wrzucić resztki kiełbasy czy szynki. Jeżeli pan nic z tych rzeczy nie ma, to dodaje pan łyżkę masła. Od razu, gdy zaczynamy gotować zupę grochową, dajemy tarty majeranek, pieprz i dwa ząbki zgniecionego czosnku. Sól dajemy na końcu, gdy groch się już rozgotuje na papkę. Ta szklanka grochu powinna się gotować w litrze wody albo nawet litr i pół, i proszę pamiętać, aby dolewać wody w czasie gotowania, bo przecież zupa paruje i będzie wody ubywało. Ale dolewać wodę GORĄCĄ.! Jeśli pan zapomni i doleje zimnej, to groch nigdy nie będzie już miękki. Radzę więc uważać na to, co ja mówię. Wiem, że panu teraz co innego w głowie niż zupa grochowa, ale ja upieram się przy zupie. Nie obchodzą mnie pana romanse. Więc gotuje pan tę zupę jakieś trzy godziny. Co mnie obchodzi, że to się panu wydaje długo? Może pan gotować w niedzielę. Nie musi pan cały czas stać przy garnku; zdąży pan w telewizji obejrzeć film przyrodniczy, a nawet poczytać prasę, byleby pan, od czasu do czasu, spojrzał, co się dzieje w garnku. Po tych trzech godzinach groch powinien się całkiem rozgotować. Musi pan tylko pokosztować, czy zupa jest dosyć słona i pieprzna. Najlepiej taką zupę jeść z grzankami. Uczyłam pana, jak się robi grzanki i nie mam zamiaru powtarzać. Tę zupę będzie pan miał co najmniej na dwa dni, więc, na miłość boską! niech pan nie wsypuje do garnka wszystkich grzanek, bo się na drugi dzień zrobi papka. Za każdym razem trzeba dać do talerza trochę grzanek, a reszta zupy niech stoi w lodówce bez niczego. Taka zupa jest bardzo dobra z lanym ciastem, ale musiałby pan zrobić ją tylko na jeden obiad, bo jak postoi, to zaraz strasznie zgęstnieje od lanego ciasta. Proszę więc zrobić jedną porcję. Na to wystarczy pół szklanki grochu i niecały litr wody. Tylko że takie gotowanie na jeden raz nie opłaca się. Znam już pana na tyle, aby wiedzieć o pana lenistwie."

      Trudno się nie uśmiechnąć, prawda?
      Ja dodałam do grochówki jeszcze 1 sporego ziemniaka pokrojonego w kostkę i jedną cebulę pokrojoną w piórka i podsmażoną.
      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Oczy okrągłe ze zdziwienia jak ziarnka grochu - czyli grochówka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 15 lutego 2012 08:25
  • czwartek, 24 listopada 2011
    • Chiński rosół z kurczaka

      Czasem ma się tylko kilka dosłownie produktów w lodówce, a jeść coś trzeba:)
      A czasem jest fajna zabawa w kreatywne gotowanie z tych kilku składników, ot, taka tutaj:
      http://www.mniammniam.com/wybieramgotuje.php

      Mnie powstał z tego bardzo szybki, ale też bardzo porządny, smaczny rosół:)
      


      chiński rosół

      pierś z kurczaka
      cebula
      kawałek pora (biała część)
      sól, pieprz, kilka ziaren ziela angielskiego
      1-2 łyżki sosu sojowego
      płaska łyżka mąki ziemniaczanej
      natka pietruszki lub zielona cebulka (zielona cebulka byłaby lepsza, ale akurat jej nie miałam)

      na kluseczki: 2 łyżki śmietany, kilka kropli sosu sojowego, sól, mąka pszenna

      Pierś z kurczaka, obraną cebulę i umyty dobrze por zalać w rondlu zimną wodą (ok. 2 l). Lekko osolić, dodać ziele angielskie. Gotować pomalutku na małym ogniu, tak aby kurczak oddał cały swój smak rosołowi, ok. 40 minut. Doprawić solą, pieprzem i sosem sojowym.
      Kiedy kurczak się gotuje, zrobić kluseczki: w miseczce wymieszać śmietanę z sosem sojowym i szczyptą soli, dodawać mąkę, mieszając, tyle, aż powstanie ciasto, które będzie można uformować palcami w kluseczki.
      Kluseczki wrzucić do gotującego się rosołu, gotować razem ok. 10 minut.
      Rosół przecedzić.
      Kluseczki i kurczaka podzielonego na paseczki rozłożyć do miseczek, dorzucić natkę pietruszki lub zieloną cebulkę (lub jedno i drugie).
      Mąkę ziemniaczaną wymieszać z niewielką ilością wody, wlać do gorącego rosołu, chwilę jeszcze pogotować. To nada rosołowi ten szklisty, chiński szlif:)
      Napełnić przygotowane miseczki rosołem.
      

      Zapraszam!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Chiński rosół z kurczaka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 listopada 2011 05:34
  • środa, 02 listopada 2011
    • Krem jarzynowy

      Jak powstają nasze obiady? No, choćby w wyniku takich rozmów między koleżankami:
      - Sama nie wiem, co by tu ugotować na obiad.... A ty, co gotujesz?
      - Mam jeszcze z wczoraj jarzynówkę, tyle, że zmiksowałam ją na krem i podałam z grzankami.
      - Oooo! to jest pomysł:)
      I tak powstał mój rozgrzewający, gęsty, kolorowy i niesamowicie smaczny krem jarzynowy

      krem jarzynowy

      składniki:
      jarzyny, jakie tam się ma w lodówce;
      ja miałam: marchewkę, pietruszkę, cebulę, por, ziemniak, paprykę, pomidor, kawałek selera, ząbek czosnku
      przyprawy: sól, pieprz, mielona papryka, nieco pasty paprykowej, przyprawa prowansalska
      oliwa, masło
      lampka białego wytrawnego wina
      2-3 łyżki gęstej śmietany

      Cebulę, czosnek i por posiekać i przesmażyć na rozgrzanej oliwie z dodatkiem masła.
      Zalać gorącą wodą i dodać pokrojonego w kostkę ziemniaka oraz utarte na grubej tarce marchewkę, pietruszkę i seler.
      Doprawić solą i pieprzem i gotować do miękkości warzyw, w miarę potrzeby uzupełniając wodą.
      Pod koniec gotowania dodać pokrojoną paprykę i pomidora, dodać wino, jeszcze z jakieś 15 minut pogotować.
      Doprawić przyprawami i pastą paprykową.
      Zmiksować zupę na krem, jeśli będzie zbyt gęsta rozcieńczyć nieco gorącą wodą.
      Dodać śmietanę, wymieszać.
      Podałam ją bez niczego, do picia w bulionówkach.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Krem jarzynowy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 02 listopada 2011 06:04
  • niedziela, 28 sierpnia 2011
    • Słynna zupa gulaszowa

      Jadłam na Węgrzech dwie zupy gulaszowe:
      Jedną w czardzie, na przedmieściach Budapesztu - była podana w kociołku, esencjonalna, ostra, ale bez przesady, gęsta, przepyszna!
      

      gulaszowa w czardzie

      Drugą - w  Wyszehradzie, w robiącej eleganckie wrażenie, przydrożnej restauracji - była fatalna! wodnista, bez smaku, bleee!
      

      gulaszowa w Visegradzie

      A to moja propozycja, robiona według wskazówek Klary Molnar, autorki książki (napisanej wespół z Tadeuszem Olszańskim) "Na węgierskim stole", z dodatkiem węgierskich kluseczek zacierkowych, które sobie przywiozłam:)
      

      moja gulaszowa

      tarhonya

      Autorzy byli nie tak dawno w moim mieście i mam ich książkę z dedykacją
      

      dedykacja

      A zupę robiłam tak:

      30 dag wołowiny na gulasz
      2 łyżki smalcu,
      2 posiekane w kostkę cebule,
      łyżka słodkiej papryki w proszku,
      pół łyżeczki ostrej wędzonej papryki w proszku,
      1 zgnieciony ząbek czosnku,
      1 pokrojona w drobną kostkę marchewka,
      1 pokrojona w drobną kostkę pietruszka (korzeń)
      1 czerwona papryka pokrojona w kostkę,
      plaster pokrojonego selera bulwiastego,
      2 pomidory bez skórki,
      łyżka węgierskiej pasty paprykowej lub gulaszowej (z tubki)  lub i ta i ta pasta
      2 czubate łyżki kluseczek zacierkowych tarhony
      sól, świeżo zmielony czarny pieprz
             
      Roztopić smalec, wrzucić cebulę i lekko zezłocić. Pokroić mięso w kostkę, dodać do cebuli. Obsmażyć ze wszystkich stron. Odstawić rondel z ognia, dodać paprykę w proszku, wymieszać. Dodać czosnek, sól, pieprz i podlać gorącą wodą. Dusić, aż mięso będzie prawie miękkie, w razie potrzeby podlewając wodą. Dodać jarzyny i kluseczki, pastę parykową oraz dodać tyle wody, by całość osiągnęła konsystencję gęstej zupy. Gotować, aż kluseczki zmiękną. 

      Smacznego!!!!!!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Słynna zupa gulaszowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 sierpnia 2011 05:47
  • czwartek, 07 lipca 2011
    • Polska prezydencja w UE od kuchni

      Fajny news wokół wielkiej polityki się pojawił:

      Naczelnym kucharzem, który będzie rządził kuchnią Unii Europejskiej w czasie polskiej prezydencji, został Adam Chrząstowski, znany z programu kulinarnego „Adam po pracy”. Jest też właścicielem krakowskiej restauracji „Ancora” (jeszcze tam nie byłam).
      Adam ma zamiar karmić polityków polskimi produktami regionalnymi i sezonowymi. I na pewno nie będzie to osławiony schabowy. Planuje dania kuchni dworskiej: dziczyznę, kaczki, gęsi, raki, grzyby, sery zagrodowe. Na spotkanie polityków w Sopocie zaproponował chłodnik z kalarepki z karmelizowanymi w miodzie kurkami.
      O! pomyślałam sobie – chłodnik z kalarepki to ja też mogę sobie zrobić:)

      chłodnik z kalarepki

      Okazało się, że naczelny kucharz podał na niego przepis, łatwo go znaleźć w necie. Zmodyfikowałam go troszkę, przede wszystkim do ilości dla singielki:

      Składniki:
      1 mała kalarepka
      1 jogurt naturalny (p. Adam proponował maślankę, ale akurat nie miałam, a jogurt zawsze w domu się plącze)
      1 ząbek czosnku
      pół małej cebuli
      garść kurek
      łyżka miodu
      2 łyżki masła, łyżka oliwy
      sól, pieprz, mielona papryka
      gałka muszkatołowa
      koperek

      Przygotowanie:
      Na łyżce oliwy i łyżce masła trzeba zeszklić posiekaną cebulę i czosnek i dodać startą na julienkę kalarepkę. Chwilkę przesmażyć, podlewając niewielką ilością wody. Doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Odstawić do przestygnięcia.
      Następnie trzeba roztrzepać jogurt i dodać do niego kalarepkę, wymieszać. I to  odstawiamy do lodówki na 3 godziny.
      Potem na patelni rozgrzewamy łyżkę masła i obsmażamy kurki. Doprawiamy je solą, papryką i dodajemy łyżkę miodu. Smażymy, mieszając, aż miód się skarmelizuje.
      Dekorujemy miseczkę z chłodnikiem kurkami i posiekanym koperkiem.
      Pyszne wyszło.
      P. Adam miksował składniki na krem, ale ja w chłodniku wolę chrupać dodane warzywa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Polska prezydencja w UE od kuchni”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lipca 2011 06:19
  • niedziela, 26 czerwca 2011
    • Nowalijkowa z botwinki

      Gościom na moim ostatnim przyjęciu bardzo smakowała zupa z młodej botwinki; przyznam, że i ja za nią przepadam

      nowalijkowa z botwinki

      A robię ją tak:

      pęczek botwinki z malutkimi buraczkami
      2 ziemniaki
      4 jajka ugotowane na twardo (jedno na osobę)
      szklanka gęstej kwaśnej śmietany 18%
      łyżka masła
      2 łyżki oleju
      sól, pieprz
      szczypta cukru
      sok z połowy cytryny
      1 l bulionu warzywnego
      Posiekane: natka pietruszki, koperek

      sposób przygotowania
      Botwinkę umyć, malutkie buraczki przy liściach botwinki oskrobać z łupinek, pokroić liście i buraczki na kawałki.
      Rozgrzać olej i masło w rondlu, wrzucić pokrojoną botwinkę, smażyć na małym ogniu, mieszając, ok. 5 minut. Skropić sokiem z cytryny.
      Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, dorzucić do botwinki.
      Całość zalać gorącym bulionem, uzupełnić gorącą wodą, lekko posolić, gotować ok. 30 minut, aż ziemniaki będą miękkie. W miarę potrzeby uzupełniać wywar gorącą wodą.
      Śmietanę wymieszać z 2 łyżkami gorącej zupy, wlać do zupy, dobrze roztrzepać, zagotować. Doprawić solą i pieprzem, wrzucić szczyptę cukru. Odstawić z ognia, wrzucić zieleninę.
      Jajka dodaje się, pokrojone w drobną kostkę, dopiero po rozlaniu zupy, na poszczególne talerze (licząc po 1 jajku na talerz).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nowalijkowa z botwinki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 czerwca 2011 06:06
  • wtorek, 24 maja 2011
    • Zupa podawana na statku Titanic

      Ostatni odcinek "Podróży R. Makłowicza" (po Irlandii Północnej) omawiał m.in. menu podawane na transatlantyku Titanic.
      To jest właśnie to, co szalenie lubię: odkrywanie historycznych, kulinarnych ciekawostek.
      Makłowicz, będąc w stoczni Harland & Wolff w Belfaście, w której zbudowano Titanica, w asyście miejscowego szefa kuchni przygotował danie z menu statku, podane w czasie ostatniej kolacji przed zatonięciem: zupę-krem z kaszy jęczmiennej (pęczaku) doprawianą śmietaną i irlandzką whiskey: cream of barley soup
      Od razu wiedziałam, że muszę tę zupę zrobić:)


      zupa z Titanica

      Jest pyszna, przypomina oczywiście w smaku nasz krupnik, ale dodatek whiskey czyni ją bardziej finezyjną.
      A jej szaro-bury wygląd (jak to w krupniku) łagodzi się cienką porcelaną bulionówki i lnianą serwetką
      A oto przepis, o zmniejszonych proporcjach składników (jak to zwykle u mnie):

      1 łyżka oliwy
      50 g bekonu
      1 cebula
      1 marchewka
      1 ząbek czosnku
      1 liść laurowy
      natka pietruszki
      graść pęcaku
      2 l bulionu
      1 łyżka octu balsamico
      100 ml śmietanki
      2 łyżki whiskey

      W garnku rozgrzać oliwę, dodać pokrojony w kostkę bekon, smażyć ok. 2 min.; dodać posiekaną w kostkę marchewkę, cebulę i czosnek, dusić na małym ogniu, aż jarzyny nieco zmiękną. Wrzucić liść laurowy i gałązkę natki pietruszki. Dodać wypłukany pęcak, wlać bulion, zagotować i trzymać na małym ogniu ok. 1 godz. aż kasza zmięknie.
      Zdjąć garnek z ognia, wyjąć listek laurowy i pietruszkę, zmiksować zupę tak, by pozostawić nieco grudek ze składników, podgrzać, dodać ocet i większość whiskey oraz śmietanki, doprawić do smaku solą i pieprzem, wymieszać, nalewać, doprawiając każdą porcję odrobiną whiskey i śmietanki. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa podawana na statku Titanic”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 06:27

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl