Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „zupy”

  • piątek, 24 września 2010
    • Lecznicza moc rosołu

      Jesień przyniosła nie tylko piękne złoto liści, ale i przeziębienia, katar, chrypki.
      Zerwana kartka z kalendarza przewidziała to:) podano przepis na leczniczy rosół. Pomyślałam sobie: czemu nie? można spróbować.
      Powstała świetna zupa-krem.
      A czy pomoże na mój katar, to zobaczymy:)

      leczniczy rosół

      udko i pierś kurczaka
      2 pietruszki
      3 marchewki
      4 cebule
      kawałek selera
      kawałek pora
      suszony grzybek
      sól, pieprz, chili, ziele angielskie, liść laurowy
      duży ząbek czosnku

      Kurczaka, jarzyny i grzybek zalać zimną wodą, lekko osolić, dodać ziele angielskie i liśc laurowy.
      Gotować do miękkości jarzyn na malutkim ogniu.
      Wyjąć z rosołu mięso i grzybka. Pozostałość zmiksować, doprawić solą, pieprzem i chili, wcisnąć ząbek czosnku.
      Pić codziennie gorący, małymi łyczkami:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Lecznicza moc rosołu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 24 września 2010 06:12
  • wtorek, 21 września 2010
    • Świeża fasola ciągle jeszcze jest...

      Teraz jest najlepszy czas na fasolę jasiek; jest młodziutka, leciutko zielonkawa, miękka i delikatna, szybko się gotuje.
      Na targu częstym zjawiskiem jest widoczek, kiedy tzw. baba łuska fasolę, przywiezioną w strąkach.
      Kiedy trafię na coś takiego, zawsze kupię choćby jeden garnuszek (bo fasolę na targu sprzedaje się na półlitrowe garnuszki). Wiem, że jest świeża i nie zaparzona w tych nieszczęsnych plastikowych reklamówkach (!)
      I właśnie proponuję zupę ze świeżej fasoli.

      zupa fasolowa

      Przyznam, że przygotowując ją, zdradziłam nieco nasz rodzinny sposób gotowania fasolowej:) ani cukinii ani pora w zupie fasolowej u nas nie bywało:)
      Ale warto było je dodać; zupa jest pyszna!

      pół garnuszka fasoli jasiek
      pół małej cukinii
      mała marchewka
      mała pietruszka
      plaster selera
      mały kawałek pora
      1 cebula
      spory ząbek czosnku
      gruby plaster szynki
      łyżkę makaronu zacierkowego
      natka pietruszki
      łyżka smalcu
      sól, pieprz, szczypta papryki ostrej, majeranek

      Fasolę namoczyć na godzinę, zmienić wodę, lekko osolić, po czym ugotować na wpół miękko.
      W osobnym rondlu roztopić łyżkę smalcu, dorzucić pokrojoną w półplastry cebulę i pokrojoną w kosteczkę szynkę. Przesmażyć.
      Dodać resztę pokrojonych jarzyn, chwilę przesmażyć i zalać wrzątkiem. Lekko osolić.
      Po zagotowaniu dodać do rondla ugotowaną fasolę wraz z wodą w której się gotowała oraz zacierki.
      Gotować do miękkości, ok. pół godziny. Dodać przeciśnięty ząbek czosnku.
      Doprawić, posypać natką pietruszki.
      Smacznego!!!!!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Świeża fasola ciągle jeszcze jest...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 września 2010 06:13
  • piątek, 03 września 2010
  • środa, 01 września 2010
    • Zupa z cukinii Hildegardy z Bingen

      Właśnie obejrzałam film o średniowiecznej mniszce benedyktyńskiej, świętej Hildegardzie z Bingen. Fascynująca kobieta! Mistyczka, gruntownie wykształcona, kompozytorka, zielarka i znawczyni kuchni. Po filmie sięgnęłam po jej książkę kucharską, która już od pewnego czasu leżała u mnie na półce czekając na swój czas. Muszę przyznać, że wskazówki Hildegardy dot. jedzenia czyta się momentami jak bajkę o żelaznym wilku:) Nam, wychowanym w kulcie witamin, wartości surowych jarzyn i owoców, trudno przyjąć tezę Hildegardy, że wszelkie surowizny to fatalne obciążenie organizmu człowieka.
      Ale przepisy ma ciekawe. Od razu wpadła mi w oko zupa z cukinii; dodatek białego wina nadaje jej niezwykły, wykwintny smak:

      zupa z cukinii Hildegardy

      1 mała cukinia
      1 cebula
      ząbek czosnku
      pół litra bulionu warzywnego
      lampka białego wina
      2 łyżki kwaśnej śmietany
      sól, pieprz, przyprawa śródziemnomorska
      łyżka masła

      Obraną cebulę posiekać i zeszklić na roztopionym w rondlu maśle.
      Dodać obraną i pokrojoną w kostkę cukinię, przesmażyć, po czym zalać gorącym bulionem warzywnym.
      Dodać wino i gotować, aż warzywa będą miękkie.
      Pod koniec gotowania dodać przeciśnięty czosnek.
      Całość zmiksować.
      Dodać śmietanę i przyprawy.

      Ponieważ Hildegarda nie wypowiadała się negatywnie na temat grzybów, pozwoliłam sobie dodać do tej zupy graść podsmażonych na maśle kurek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa z cukinii Hildegardy z Bingen”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 01 września 2010 06:06
  • środa, 25 sierpnia 2010
    • Tylko jeden prawdziwek

      Tylko jeden prawdziwek, a jaka mi zupa wyszła, ho, ho!!!
      Przepyszna:)

      zupa z prawdziwkiem

      Wszyscy w moim otoczeniu wiedzą, że jestem wielką fanką grzybów:) I właśnie mój kolega z pracy, przy okazji służbowego wyjazdu, trafił na skraju lasu na prawdziwka. Ot, rósł sobie taki jeden, dość spory. Kolega zaraz pomyślał o mnie. I przywiózł mi go:)))
      Postanowiłam zrobić zupę.
      Pokroiłam w półkrążki cebulę, zeszkliłam ją na łyżce smalcu ze skwarkami. Dodałam pokrojonego w paski prawdziwka.
      Dorzuciłam łyżkę suchej kiełbasy krakowskiej pokrojonej w kosteczkę. Lekko osoliłam i popieprzyłam.
      Dolałam wody, tak na dwie porcje zupy.
      Dorzuciłam garść kluseczek typu spaetzle (gotowych, z Lidla), kilka plasterków marchewki i kawałek selera bulwiastego, pokrojonego w paski.
      Gotowało się to wszystko do miękkości, jakieś pół godziny.
      Dodałam na końcu 2 łyżki śmietany i doprawiłam ziołami prowansalskimi i papryką.
      Wkroiłam trochę szczypiorku.
      Zupa wyszła - paluszki lizać!
      Przy okazji, tak sobie myślę, że nie nadawałabym się do pracy w restauracji, czy pensjonacie, o czym  kiedyś marzyłam.
      Bo moje potrawy są za każdym razem trochę inne.
      Weźmy takie zupy; choćby tę z grzybami. Niby każdą zaczynam tak samo, ale zawsze wyjdzie mi coś trochę innego; to dodam jakiś inny składnik, to inaczej przyprawię.
      I zawsze jestem skora do eksperymentów. A te czasami różnie się kończą.... :))))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Tylko jeden prawdziwek”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 25 sierpnia 2010 06:01
  • wtorek, 03 sierpnia 2010
    • Kalafiorowa z kurkami

      Moja codzienna droga do pracy prowadzi obok targu. Nigdy nie mogę się oprzeć ciekawości i zawsze wchodzę między stragany, wdychając wspaniały zapach jarzyn i owoców. Nie ma to jak zakupy na targu:)
      Ostatnio nie mogę oprzeć się pokusie kupowania kurek; tak pięknie złocą się na stołach.
      Marynuję je, mrożę, suszę, i rzecz jasna jem na świeżo:) Dziś proponuję zupę kalafiorową z kurkami.

      kalafiorowa z kurkami

      1 cebulę pokrojoną w piórka i garść kurek podsmażam na niewielkiej ilości rozgrzanej w rondlu oliwy, do której dodaję nieco masła. Dodaję klika różyczek kalafiora, pokrojonego w małe kawałeczki, zalewam wrzątkiem, dodaję garść makaronu zacierkowego, szczyptę ziół prowansalskich i gotuję do miękkości, jakieś 20-30 minut. Doprawiam solą, pieprzem, szczyptą papryki i szafranem (ostatnio nie mogę się oprzeć tej przyprawie). Dodaję 2 łyżki śmietany i pół łyżki masła. W ostatniej chwili gotowania dorzucam natkę pietruszki. Teraz najlepiej zostawić zupę pod przykryciem na jakieś 10 minut. Po tym czasie trzeba sprawdzić smak, może konieczne będzie dodanie jakiejś przyprawy jeszcze.
      I smacznego!
      Słodycz kalafiora świetnie komponuje się z ostrym nieco, pieprznym smakiem kurek.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kalafiorowa z kurkami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 sierpnia 2010 06:19
  • piątek, 30 lipca 2010
  • wtorek, 04 grudnia 2007
    • Polewka ze Swystowego Sadu

                  W niedzielnych Podróżach kulinarnych Robert Makłowicz prezentował łemkowskie smaki, z okolic Wysowej. Ależ było miło zobaczyć znajome tereny! bo ja tam bywam, i te górskie ścieżki mam zdeptane, i te krajobrazy w oczach.... I w Swystowym Sadzie byłam (to takie gospodarstwo agroturystyczne).

       

       

      I właśnie tam, na werandzie, pan Robercik zrobił polewkę z suszonych grzybów i śliwek, typowo wigilijną potrawę, którą podaje się jednak i w zwykłe zimowe wieczory. Zdążyłam zapisać szkic przepisu, przejrzałam jeszcze raz program w interaktywnej tv, uzupełniłam. A że akurat dziś miałam wszystkie produkty pod ręką, i miałam wielką ochotę na kulinarne eksperymenty, polewka została wypróbowana. Ot, taka przed-wigilijna wprawka.

      Zupa ma mocny, grzybowy smak, podkreślony lekko cebulą i czosnkiem i złagodzony słodkością śliwki. Pycha! jeśli ktoś lubi takie rustykalne, grzybowe klimaty, to zapraszam!

       

       

      Potrzebne będą (na dwie słuszne porcje):

       

      spora garść suszonych prawdzików

      pół garści śliwek

      1 cebula

      2 małe ząbki czosnku

      czubata łyżka mąki

      łyżka oliwy, łyżka masła

      liść laurowy, 2-3 ziarna ziela angielskiego

      sól, pieprz, szczypta cukru

      Grzyby zalewamy wodą, dodajemy listek laurowy i ziele angielskie i gotujemy aż grzyby będą miękkie, ok. pół godziny.

      W osobnym garnku gotujemy śliwki, ok. 15 minut.

      Z wywaru grzybowego wyjmujemy grzyby, siekamy je na paseczki, z powrotem wrzucamy do wywaru.

      Z wywaru śliwkowego wyjmujemy śliwki, siekamy je na paski i wrzucamy do garnka z grzybami. Gotujemy razem parę minut.

      W tym czasie obieramy cebulę i czosnek, siekamy w dość drobną kostkę i wrzucamy na rozgrzany na patelni olej i masło, smażymy do lekkiego zezłocenia, dodajemy mąkę i robimy zasmażkę. Przekładamy cebulową zasmażkę do zupy, chwilę jeszcze gotujemy.

      Doprawiamy do smaku.

      Zupa powinna chwilę „odpocząć”, po jakiejś godzinie będzie znacznie lepsza.

      Świetnie smakuje z razowym chlebem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Polewka ze Swystowego Sadu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 grudnia 2007 22:39
  • poniedziałek, 03 grudnia 2007
    • Sekrety kuchni tynieckiej

      Od paru dni wszędzie widać biegających za prezentami ludzi. Cóż, dodam, że nie jestem wyjątkiem. Mikołajowe paczki muszą być przygotowane, a tu już 3 grudnia! W tym pośpiechu i zabieganiu spotkało mnie dziś coś niezwykłego; chyba sam św. Mikołaj poprowadził mnie dziś do księgarni Biblosu i pociągnął w stronę półek z książkami (a miałam kupić tylko opłatki wigilijne!). I była tam TA książka!: Benedyktyńskie smaki i smaczki. Sekrety kuchni opactwa w Tyńcu. To kolejny, nieoczekiwany prezent św. Mikołaja. Ależ się ucieszyłam! W ogóle nie wiedziałam, że ma taka książka wyjść. I okazało się zresztą, że wydawca (Świat Książki) planuje ją dopiero na styczeń, i tylko taka pilotażowa przedsprzedaż gdzieniegdzie się trafiła. MNIE się trafiła! to dopiero jest coś!

      Tak lubię te stare klasztorne przepisy, i proszę: nowa książka czekała na mnie na półce. I to o kuchni w Tyńcu! który jest mi tak bliski.

      Kiedy dokładnie rok temu powstawała w Tyńcu wytwórnia i sklep produktów benedyktyńskich, i zaczynała działalność restauracja w klasztornych murach, pojechałam czym prędzej zobaczyć i popróbować ich specjałów. Na szczęście mam blisko do Krakowa, a stamtąd do Tyńca to się kiedyś chadzało pieszo, w ramach przechadzki, rzut beretem:)))

      To wtedy jadłam tam żurek, jak dla mnie nietypowy, bo z białym twarogiem, i spróbowałam go potem odtworzyć w domu. Tak wyglądał ten mój:

       

       

       

       

      A teraz, proszę, mogę sobie porównać, czy dobrze odgadłam składniki i sposób przygotowania. Żurek św. Placyda jest w książce.

      No, więc troszkę uboższa smakowo była moja wersja; nie pomyślałam, żeby dodać pieczarki, ogórek konserwowy i chrzan. No i na pewno nigdy nie pomyślałabym o marchewce. A tu jest.

      Natomiast Placyd nie pomyślał o ziemniaku i cebuli:)))) Muszę teraz zrobić jego wersję i porównać:)))

      Póki co, podaję mój przepis:

      jarzyny na wywar: 1 ziemniak, 1 cebula, 1 pietruszka, gruby plaster selera bulwiastego

      listek laurowy

      2 ziarnka ziela angielskiego

      ok. 100 ml zakwasu żurkowego (w płynie)

      250 ml śmietany 18%

      2 łyżki mąki

      4-5 grubych plastrów chudej kiełbasy

      10 dag sera białego - twarogu

      sól, pieprz

      spora szczypta majeranku

      ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę

      szczypta cukru

      sposób przygotowania:

       

      Jarzyny na wywar włożyć do rondla, zalać zimną wodą, tak, aby były dobrze przykryte wodą, dodać listek laurowy i ziele angielskie, lekko osolić i gotować do miękkości, ok. 30– 40 minut, uzupełniając wodą. Gotowy wywar odcedzić, odkładając jarzyny (nie będę już potrzebne).

      Do wywaru dodać kiełbasę pokrojoną w półplasterki (jeśli była szersza – to w ćwierćplasterki). Dodać zakwas żurkowy – trzeba uważać, żeby nie dać go zbyt dużo, aby żurek nie był zbyt kwaśny (ilość zależy od tego jaki mamy zakwas, ja miałam akurat dość ostry). Wsypać szczyptę majeranku, przeciśnięty ząbek czosnku i gotować około 10 minut.

      Śmietanę zahartować 1-2 łyżkami gorącego żurku, wymieszać z mąką i wlać do żurku, gotować ok. 5 minut. Dodać szczyptę cukru, pieprz, ewentualnie dosolić. Zostawić na jakieś 10 minut. Sprawdzić smak, ewentualnie doprawić (solą, pieprzem i majerankiem).

      Twaróg pokroić w kostkę (niezbyt dużą).

      Żurek wlać na talerze, dodać do każdego talerza twaróg.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 grudnia 2007 23:19
  • środa, 21 listopada 2007
    • Test zupy przed sobotnim party

      Wyszukałam sobie przepis na włoską zupę Vesubio, właśnie go przetestowałam i pożarłam uzyskany produkt łapczywie!!! Ledwo zdążyłam pstryknąć fotkę. Zupa jest pyszna, taka w sam raz na zimowe wieczory. 

       

       

       

       

       

      A przepis pochodzi z książki: Zupy na cały rok, autorstwa Francuza, Brata Victora, benedyktyna w opactwie Notre Dame w Millbrook w stanie N.Y.

      Bardzo sobie cenię klasztorne przepisy, zwykle są pyszne, a zarazem proste.

      A ta książka należy chyba do najlepszych książek o zupach, jakie mam w swojej biblioteczce. Robiłam już z niej klasztorną minestrone i cukiniową, obie były super!

      I jeszcze taka ciekawostka: jest w niej zamieszczony przepis na zupę polską z kaszą jęczmienną. Sądząc z opisu, chodzi o krupnik. Raczej jest to poprawny przepis, aczkolwiek wśród dodawanych jarzyn wymieniono seler naciowy! Kto w Polsce dodałby do krupniku seler naciowy????? Myślę, że wynika to z faktu, że w Ameryce, gdzie brat Victor gotuje, seler bulwiasty jest – jak słyszałam – niemal na wagę złota. Za to naciowy jest w powszechnym użytku, na co dzień.

       

      okladka

       

      A`propos selera naciowego: przypomniała mi się historyjka, kiedy – spory kawałek temu – usiłowałam kupić na mojej prowincji seler naciowy. Wtedy jeszcze nie był tak popularny, i u nas był zupełną nowością, o której mało kto słyszał. Szukałam bezskutecznie po sklepach, w końcu zdesperowana i raczej bez nadziei, pomyślałam: zapytam na targu. Zapytałam.

      „Baba”, która na swoim miejscu na stole miała zawsze wszystko, co klientki mogą pragnąć, mówi:

      - Zaraz, gdzieś tu był...

      Ja wytrzeszczyłam z niedowierzaniem oczy.

      Niepotrzebnie.

      „Baba” wyciągnęła z zawiniątek nać selera bulwiastego. I nie mogła zrozumieć, o co mi właściwie chodzi.:)))))

      Ale czas na zupkę Vesubio:

      4 ziemniaki

      4 marchewki

      1 duża cebula

      1 czerwona papryka

      250 g mozarelli

      2 l bulionu warzywnego (ja dałam z kostki)

      oliwa

      sól, pieprz, mielona papryka (najlepiej wędzona)

      Ziemniaki i marchew obrać, pokroić w kostkę, wrzucić do rondla, zalać bulionem i gotować do miękkości. Zmiksować. Jeśli zupa będzie zbyt gęsta, dolać wody.

      Cebulę pokroić w bardzo cienkie półplasterki, paprykę - w paski (po wyjęciu pestek, rzecz jasna). Rozgrzać lekko oliwę, wrzucić cebulę i zeszklić ją, dodać paski papryki i chwilę jeszcze podsmażyć. Dodać cebulę i paprykę do zupy, przyprawić solą, pieprzem i mieloną papryką, gotować razem ok. 20 minut.

      Zupę rozlać do kokilek i do każdej dodać 2-3 plasterki mozarelli. Wstawić do gorącego piekarnika na kilka minut, aż się ser rozpuści (lub do mikrofalówki, 1-2 minuty na pełną moc).

      Podawać z razowym chlebem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Test zupy przed sobotnim party”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 21 listopada 2007 00:22
  • niedziela, 21 października 2007
    • Zupka czosnkowa na wieczór wyborczy

      Zimno dzisiaj było, choć jak poranna mgła opadła, wyszło piękne słonko. Wywiało mnie jednak porządnie, więc na wieczór  i na czas oczekiwania na wyniki,  przydała się rozgrzewająca zupa-krem czosnkowa

       

       

       

      Tę zupę można było swego czasu zjeść w korsykańskiej restauracji Paese w Krakowie, ale ostatnio już jej nie widziałam. Przepis na zupę podała w jednej z kolorowych gazet właścicielka; oczywiście podała tylko zarys przepisu, który uściśliłam, wypróbowałam i często powtarzam, mniam!

       

      A tak się zupkę robi:

      1 główka czosnku

      4 ziemniaki

      2 łyżki oliwy

      listek laurowy

      10 dag żółtego sera

      sól, pieprz

      pół bagietki na grzanki

       

      Obrać ziemniaki, pokroić w kawałki.

      Obrać czosnek.

      Na rozgrzanej oliwie podsmażyć kawałki ziemniaków i ząbki czosnku, wrzucić do rondla, zalać 1 l gorącej wody, dodać listek laurowy, sól, biały pieprz.

      Gotować ok. 30 minut.

      Wyjąć listek, zmiksować, dodać utarty ser.

      Bagietkę pokroić na kromeczki, natrzeć czosnkiem, podsmażyć na patelni z obu stron.

      Gorącą zupę rozlać do miseczek, wrzucić do każdej grzankę.

      Można też podać zupę w bulionówkach, a grzanki osobno.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2007 21:16
  • czwartek, 18 października 2007
    • Zupy to moja specjalność

      Lubię zupy i umiem je robićJ)) Cały sekret tkwi – moim zdaniem – w ich doprawieniu. A z tym nie należy się śpieszyć, tylko pomalutku, po troszku, dorzucać, dosypywać, smakować… Odczekać trochę, znów spróbować… Gotowanie zup – to poezja w życiu czarownicyJ))

      Tym razem prezentuję zarzucajkę – zupę z kiszonej kapusty, od zawsze robioną w naszej rodzinie, bardzo przez wszystkich lubianą.

       

       

      To nie jest klasyczny kapuśniak, to taka prosta, wiejska zupa. Spisałam ten prościutki przepis, żeby nie zginął, żeby go zachować, łącznie z nazwą, jako rodziną tradycjęJ)))

      Dawniej tę zupę gotowało się u nas na kościach, ale teraz jemy bardziej dietetycznie i raczej nie stosujemy takich dodatków.

       

      pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku)

      2 cebule

      2 duże ziemniaki

      sól, pieprz, szczypta ziarenek kminku, liść laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego

      łyżka masła

      2 łyżki mąki

       

      Kapustę trzeba lekko posiekać, zalać zimną wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucić ziele angielskie i listek laurowy i gotować aż do miękkości, jakieś 40 minut.

      W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i cebule, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.

      Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz i kminek (uwaga z kminkiem! Jak będzie go za dużo, zepsuje smak zupy). Gotujemy razem jakieś 15 minut.

      Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy.

      Całość gotujemy jeszcze jakieś 10 minut.

      I już zupa gotowa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 października 2007 21:03
  • niedziela, 14 października 2007
    • Kuchnia wiedeńska

      Wiele osób uważa ją za nieco siermiężną i przyciężkawą... te ziemniaki, ta śmietana, te koszmarne kalorie... nie warto próbować!

      Ja jednak myślę inaczej, a znikające wczoraj na moim przyjęciu potrawy z talerzy świadczą, że mam rację. To bardzo smaczna kuchnia.

      Oto zupa grzybowo-ziemniaczana

       

       

       

      pół kilograma ziemniaków

      1 dag suszonych kapeluszy prawdziwków

      1/4 łyżeczki kminku

      1 spora cebula

      2-3 łyżki masła

      2 łyżki mąki

      1 łyżka gęstej kwaśnej śmietany (co najmniej 18%)

      szczypiorek

      sól, pieprz

      sposób przygotowania

       

      Kapelusze prawdziwków namoczyć, zalewając ciepłą wodą; po ok. 1 godzinie, kiedy będą już miękkie, pokrajać je w paseczki. Przełożyć grzybki do rondla, zalać 2 litrami ciepłej, lekko osolonej wody, dodać kminek, gotować ok. pół godziny. Dorzucić ziemniaki, obrane i pokrojone w niezbyt grubą kostkę, dalej gotować na małym ogniu, aż ziemniaki będą bardzo miękkie, ok. 30-40 minut. W razie potrzeby uzupełniać ilość, dolewając gorącej wody.

      Cebulę obrać posiekać w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać masło, wrzucić cebulę, lekko ją podrumienić. Wsypać mąkę, rozmieszać, smażyć chwilę, aż powstanie lekko rumiana zasmażka.

      Przełożyć zasmażkę do zupy, wymieszać, chwilę razem gotować. Na samym końcu dodać łyżkę śmietany, chwilę razem pogotować.

      Doprawić świeżo mielonym pieprzem, ewentualnie, w razie potrzeby dosolić.

      Na talerzach posypać siekanym szczypiorkiem.

      A to Tafelspitz – sztuka mięsa w sosie chrzanowym

       

       

       

      Tak o tym daniu pisał Robert Makłowicz w książce C.K. Kuchnia:

                  We Francji kiwano głowami z powątpiewaniem. Najlepsi agenci uparcie donosili, że ulubionym daniem Franciszka Józefa I, cesarza Austrii i króla Węgier, jest sztuka mięsa.

      Jak to, cesarz i kawałek wołowiny wątpliwej jakości? Żeby choć ostrygi, homary lub przynajmniej pasztet gęsi z truflami, ale sztuka mięsa? Jakie uczucia budzić może imperator jedzący gotowane w wodzie (z dodatkiem jarzyn, co prawda) mięso?

      Trudno, nie było wyjścia! Należało zlecić któremuś z agentów, by choć skosztował owej sztuki mięsa (zjedzenie całej porcji wydawało się ponad siły przeciętnego Francuza). Nie było to jednak łatwe zadanie. Pierwsi dwaj ludzie, którzy mieli je zrealizować, zastrzelili się na progu restauracji po otworzeniu zalakowanej koperty z nazwą dania.  Z trzecim agentem sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Zjadł potrawę i zniknął. Wkrótce okazało się, że przeszedł na stronę austro-węgierskiego wywiadu.

      Francuzom opadły łuski z oczu. Toż ta sztuka mięsa, mimo całej swej niepozorności, to prawdziwa Wunderwaffe wiedeńskiej kuchni! Dość nikczemna forma kryje w sobie treści niepowtarzalne, zaiste genialne połączenie prostoty z finezją. Ta finezja to sos, serce każdej potrawy, a sztuki mięsa w szczególności.

       

       

       A ten sos robiłam tak:

      Z dwóch łyżek mąki i dwóch łyżek masła zrobiłam rumianą zasmażkę, rozprowadziłam ją niepełną szklanką zimnego rosołu (tego, w którym gotowała się sztuka mięsa) i mieszając zagotowałam. Dodałam 3 łyżki kremu chrzanowego ze słoiczka (starty chrzan wymieszany z majonezem), całość chwilę jeszcze pogotowałam, doprawiłam świeżo startym pieprzem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 października 2007 23:25
  • wtorek, 18 września 2007
    • Zupa pomidorowa

      Klasyka domowej kuchni

       

       

      Zawsze myślałam, że nie ma nic prostszego od zupy pomidorowej. Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy mama zaczęła pracować zawodowo i musiałyśmy z siostrą włączyć się w prowadzenie domu, to już w czwartej klasie podstawówki umiałam robić zupę pomidorową. I bardzo byłam z tego dumnaJ)))

      Tak się niedawno zdarzyło, że nie zdążyłabym zjeść obiadu w domu i musiałam coś przegryźć na mieście. W zestawie lunchowym była pomidorowa, pomyślałam: świetnie, na pewno będzie pyszna. Ależ się myliłam! zupa była naprawdę niesmaczna. Okazuje się, że można zepsuć nawet pomidorówkę!

       

      To może ja podam nasz domowy przepis, jak zrobić, żeby była dobra:

      5 pomidorów

      1 cebula

      2 marchewki

      1 pietruszka

      kawałek selera bulwiastego

      sól, pieprz, szczypta ostrej papryki, szczypta cukru, zioła prowansalskie

      200 ml gęstej kwaśnej śmietany (18 lub 22%)

      2 łyżki mąki

      natka pietruszki

      łyżka oliwy, łyżka masła

      Cebulę, marchewki, pietruszkę i seler zalać wodą, lekko osolić, gotować do miękkości.

      Z pomidorów odciąć końcówki (tam gdzie ogonek), pokroić je na kawałki. W szerokim rondlu rozgrzać olej i masło, wrzucić pomidory, podlać niewielką ilością gorącej wody, dusić pod przykryciem, aż rozpadną się na miazgę.

      Warzywa odcedzić. Do wywaru warzywnego przetrzeć łyżką przez durszlak (lub sito) uduszone pomidory, chwilę razem pogotować, doprawiając solą, pieprzem, papryką, ziołami prowansalskimi, szczyptą cukru. Utrzeć na grubej tarce jedną z ugotowanych marchewek, dodać do zupy.

      Mąkę rozetrzeć ze śmietaną, zahartować kilkoma łyżkami zupy, wlać całość do garnka z zupą, chwilę pogotować.

      Podawać z ugotowanym osobno ryżem (lub makaronem), posypać natką pietruszki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 września 2007 00:28
  • środa, 05 września 2007
    • Na deszczowe dni: zupa-krem z cukini

      Ciągle pada! i zrobiło się tak zimno, że chyba czas na rozgrzewającą zupę. Na pożegnanie lata proponuję krem z cukini, o  wyraźnym smaku ziołowo-czosnkowym

       

       

      składniki na 2 porcje:

      Pół młodej, cienkiej cukini

      2 ziemniaki

      1 słodka cebula

      4 duże ząbki czosnku

      pół litra bulionu warzywnego z kostki

      po 1 łyżce masła i oliwy

      zioła prowansalskie

      sól, pieprz

       

      sposób przygotowania

      Cebulę, czosnek i ziemniaki obrać, pokroić w kostkę. Cukinię umyć (nie obierać), pokroić w półplasterki.

      Rozgrzać w szerokim rondlu oliwę i masło, wrzucić cebulę i czosnek, zeszklić je (nie rumienić), popieprzyć, dodać troszkę ziół prowansalskich, dorzucić ziemniaki, chwilę przesmażyć, dorzucić cukinię, smażyć aż stanie się ona szklista.

      Przygotować bulion warzywny z kostki, wlać go do rondla z warzywami, gotować ok. 30-40 minut, aż warzywa będą miękkie. W razie potrzeby, uzupełniać zupę gorącą wodą.

      Wyjąć kilka półplasterków cukini.

      Pozostałość zmiksować na krem. Sprawdzić, czy nie trzeba doprawić solą lub pieprzem.

      Do każdej bulionówki wlewać zupę i dorzucić kilka półplasterków cukini (tych odłożonych).

      Smacznego!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Na deszczowe dni: zupa-krem z cukini”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 05 września 2007 22:43

Kalendarz

Styczeń 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl