Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „kanapki”

  • piątek, 14 września 2018
    • Kanapki żydowskie

      Nasze powakacyjne spotkanie filmowe odbyło się znienacka; okazało się, że jest tylko jeden jedyny dzień, który wszystkim pasuje i w dodatku wypada on za kilka dosłownie dni. Musiałam więc bardzo sprężyć się z przygotowaniem menu i siłą rzeczy jest ono trochę mniej wyszukane niż zwykle.

      Tematyka filmu ("Sprawa Chrystusa" z 2017 roku) zdecydowała o kuchni żydowskiej.

      Niewątpliwym przebojem menu były kanapki żydowskie - podane jako przystawka. Kanapki w ogóle cieszą się zawsze wielkim powodzeniem i myślę, że może powinnam się wyspecjalizować w ich przyrządzaniu:)

      Kanapki żydowskie - tak je nazwałam - to malutkie kromeczki bagietki posmarowane masłem i obłożone tzw. żydowskim kawiorem, tj. pastą z kurzych wątróbek i jajek na twardo, ozdobione kiszonym ogórkiem i pomidorem.

      kanapki żydowskie

      

      Przepis na kawior (według Kuchni żydowskiej Rebeki Wolff, opracowanej przez Barbarę Adamczewską, z moimi lekkimi modyfikacjami - np. nie grillowałam wstępnie wątróbek i nie miksowałam cebuli, bo lubię jak mi chrupie)

      20 dag kurzych wątróbek

      4 jajka na twardo

      1 duża cebula

      1-2 łyżki majonezu

      sól, pieprz

      siekany szczypiorek i koperek

       

      Wątróbki wrzucić do lekko osolonego wrzątku i gotować kilka minut. Odcedzić, wystudzić, po czym zmiksować.

      Cebulę obrać i pokroić w drobniuteńką kosteczkę.

      Jajka zetrzeć na drobnej tarce.

      Połączyć wątróbkę, cebulę i jajka, dodać szczypiorek, koperek, sól, pieprz i majonez. Wymieszać, rozgniatając widelcem, aż powstanie pasta. Oziębić ją w lodówce.

       

      Jako danie główne podałam czulent - jednogarnkowa, bardzo sycąca potrawa z wołowiny, fasoli i kaszy, do której świetnie pasowało czerwone wytrawne wino przywiezione z Kany Galilejskiej.

      czulent

       Do kawy upiekłam szarlotkę - są już szare renety. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kanapki żydowskie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 14 września 2018 09:32
  • piątek, 07 października 2016
  • wtorek, 16 sierpnia 2016
    • Tort kanapkowy

      Myślę, że to fajna propozycja na małe przyjęcie

      b_tort_kanapkowy

      Z tym tortem to u mnie jest cała historia.

      Już kiedyś go robiłam, dawno, dawno, w latach 80-tych, kiedy w sklepach było biednie, chudo. A ja ambitnie wczytywałam się w różne porady, jak by można mimo to robić swoje przyjęcia smacznie i atrakcyjnie. Tort kanapkowy zrobił na mnie wrażenie.

      Ale, jak się okazało, nie na wszystkich moich gościach. Jeden chłopak wyśmiał mnie po prostu.

      Do dnia dzisiejszego nigdy więcej go nie powtórzyłam.

      Ale ciągle miałam go w pamięci. I w końcu pomyślałam sobie, a co tam, zrobię go dla siebie, tak na próbę.

      Polecam.

      Może wasi goście będą bardziej otwarci.

      b_kanapkowy_porcja

      Składniki:

      1 okrągły chlebek (miałam pszenno-żytni, ale lepszy byłby pszenny)

      Należy obkroić skórkę ze wszystkich stron, a zwłaszcza ze spodu, po czym przekroić chleb na cienkie plastry (ważne aby plastry były cienkie, te które mnie wyszły są trochą za grube).

      Każdy plaster smarujemy z obu stron majonezem, a kiedy się wchłonie, smarujemy jeszcze masłem (pieczywo  nie może być suche).

       

      Pasta jajeczna:

      2 jajka ugotowane na twardo zetrzeć na tarce, dodać pół cebuli pokrojonej w drobniutką kostkę, doprawić solą i pieprzem, wymieszać z czubatą łyżką majonezu

       

      Pasta z szynki

      10 dag szynki pokroić w drobniutką kostkę

      5 dag sera żółtego zetrzeć na grubej tarce

      Wszystko wymieszać z łyżką majonezu

       

      Pasta twarogowa

      5 dag białego sera rozdrobnić widelcem, dodać 5 dag bryndzy lub słonego sera typu bałkańskiego, dodać pół cebuli pokrojonej w drobniutką kostkę, dodać pokrojony drobno szczypiorek, doprawić solą i pieprzem, wymieszać z czubatą łyżką majonezu

       

      Przekładać kolejne plastry chleba pastami.

       

      Dekoracja:

      Posmarować cały tort serkiem almette (np. z ziołami), udekorować plastrami ogórka konserwowego i rukolą, pomidorkami koktailowymi, oliwkami  i różyczką z szynki, oprószyć pieprzem.

      Zostawić w lodówce na kilka godzin.

      Kroić jak tort, podawać na talerzykach ozdobionych dowolnymi dodatkami: rukolą, szynką, ogórkiem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Tort kanapkowy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 sierpnia 2016 08:55
  • sobota, 13 sierpnia 2016
    • Szef - film dla miłośników kanapek

      Lekki, ciepły film na wakacje, zwłaszcza dla tych, którzy pasjonują się sztuką kulinarną.

      Świetny szef kuchni w Los Angeles, Carl Casper, pełen pomysłów i autentycznej wiedzy kulinarnej (świetne migawki pracy kucharzy w restauracji), traci pracę, bo właściciel restauracji nie akceptuje jego nowatorstwa. A ponadto wdaje się w polemikę ze znanym blogerem i niestety, przegrywa, jest spalony w branży.

      Jednak odnajduje swoją pasję w przygotowaniu i sprzedawaniu kanapek w mobilnym food trucku.

      szef_kanapka

      To tak w skrócie akcja tego amerykańskiego filmu z 2014 roku.

      Jest tu jednak ponadto sporo ciekawych wątków, wartych bardziej wnikliwej analizy, jak choćby sprawa blogerów, którzy swoimi wpisami mogą zniszczyć restaurację; no, u nas w Polsce też jest kilku znanych recenzentów kulinarnych, choć znacznie więcej na blogach pojawia się wpisów sponsorowanych: zaprasza się blogerów na degustacje i nie wypada im napisać czegoś negatywnego.

      Ale - to temat rzeka, z mnóstwem odgałęzień i strumyczków.

      Ciekawszy dla mnie był temat stosunku do tworzonej przez kucharzy potrawy. Mamy w filmie scenę, kiedy szef Carl przygotowuje darmowy poczęstunek dla ludzi, którzy mu pomogli w instalacji sprzętów .Jedna z kanapek przypala się, a mimo tego mały syn Carla chce ją podać gościom:

      - Przecież oni za to nie płacą!

      Ojciec natychmiast reaguje: to nie tak, ja daję im siebie, swoje umiejętności, i nie ma znaczenia czy robię to za darmo, czy za pieniądze. Moje kanapki świadczą o mnie, o moim kunszcie.

      Piękne, prawda?

      I, jak pisałam w tytule, to film dla miłośników kanapek. Widzimy proces ich przygotowania, perfekcję smaku i wyglądu. A w dodatku wszystko to w scenerii Nowego Orleanu, Miami, Kalifornii.

      Wszyscy twierdzą, że Ameryka to kanapkowy raj, i film jest na to dowodem.

      Nie wystarczy - jak to często bywa u nas - sucha buła, plaster wędliny i sera, czasem listek sałaty, żeby to była naprawdę kanapka, ot, co!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Szef - film dla miłośników kanapek”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      sobota, 13 sierpnia 2016 09:18
  • piątek, 27 marca 2015
    • Amerykański kanapkowy raj

      Jednym z zadań ostatniego odcinka Top Chefa było odtworzenie sławnych amerykańskich kanapek. Jak dla mnie przeciekawe zadanie!

      kanapki w top chef

      Bo właśnie jest kilka powodów, dla których chciałabym pojechać do Ameryki (znaczy się, do USA). Jednym z nich są kanapki!

      Mówi się, że raj dla kanapkożerców zlokalizowany jest właśnie w USA. Dopracowane, standardowe rodzaje, o określonych nazwach, pysznie zbalansowanych smakach, olbrzymie różnorodności – poezja!

      Uwielbiam złożone kompozycje smakowe, zwłaszcza na śniadanie. Jak kanapka – to ma być na niej/w niej kolorowo i różnorodnie.

      A niestety, propozycje kanapkowe, które oferują polskie piekarnie i sklepiki są raczej ubogie: zwykle podstarzała nieco buła, plasterek wędliny, jakiś listek sałaty. Wszystkiego mało. A gdzie różne dodatki, warzywa, sosy? Chyba tylko sieciówki (typu McDonald) mają bogatszą, bardziej różnorodną ofertę.

      A jury dzisiejszego odcinka – o długoletnim stażu smakowania kanapek w USA – opowiada o pysznych, bogatych propozycjach; na przykład: jak w kanapce ma być pieczony rostbef, to naprawdę jest i jest go ilość niemal nie do przejedzenia.

      Czytałam mnóstwo relacji „kanapkowych” – wszyscy amerykańskimi kanapkami się zachwycają i nie mówią, że to fast food, tylko zajadają.

      Coś w tym musi być. Chciałabym tego kiedyś spróbować.

      A w programie wystąpiły następujące kanapki:

      - nowojorski bajgiel z łososiem

      - reuben sadwich z rostbefem

      - PB&J – ulubiona kanapka Elvisa Prestleya – z bananem i masłem orzechowym

      - Po`Boy – kanapka z Luizjany z krewetkami (najczęściej, bo są tez wersje z mięsem)

       

      Najgorzej wypadł nowojorski bajgiel, bo przygotowujący go kucharz z Krakowa, nie wyjął ości z ryby (a były to ości długości niemal zapałki!). Kucharz trafił do dogrywki, ale i tam nie obronił się i musiał opuścić program. Przyznam, że miałam na niego oko, z uwagi na to, że był z Krakowa, i nawet przymierzałam się, aby odwiedzić jego restaurację w Krakowie na Zabłociu, ale po tym odcinku programu straciłam ochotę. Kucharz nie przyznał się, że to on był odpowiedzialny za przygotowanie ryby do kanapki (uczestnicy w tym zadaniu pracowali w parach), wyrzucał żywność do kosza (!), był arogancki.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Amerykański kanapkowy raj”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 27 marca 2015 12:08
  • środa, 04 lutego 2015
    • Menu inspirowane kuchnią Nestora Grojewskiego

      P. Nestor Grojewski – kucharz, który gotował dla filmowców Hollywood, na planach kręconych filmów, m.in. dla reżysera „Gangów Nowego Jorku” Martina Scorsese, a obecnie szef kuchni własnego lokalu w Rzymie „Cru.dop”. P. Nestor specjalizuje się w rybach i owocach morza (na surowo!), ale ma też i inne propozycje kulinarne.

      To był bardzo ciekawy kulinarny eksperyment.

      Przygotowując przyjęcie, wykorzystałam znalezione w sieci jego przepisy na brownie z białą czekoladą, tagliatelle z truflami oraz na podstawie wywiadów z nim stworzyłam kanapkę z tatarem.

      kanapka tatar

      Nie chciałam podawać tatara w sposób klasyczny, kiedy każdy komponuje sobie na talerzu własną wersję, dobierając dodatki, jakie mu pasują – moi goście chyba nie mieliby ochoty na to (przynajmniej nie wszyscy).

      Kupiłam 30 dag ligawy wołowej (polędwicy akurat nie udało mi się kupić), zmieliłam ją dwukrotnie z użyciem gęstego sitka, po czym dodałam drobniuteńko posiekaną i sparzoną cebulę, drobniuteńko posiekane korniszony, sól, pieprz, ostrą paprykę, oczywiście żółtko jajka i jeszcze jeden dodatek, o którym mówił p. Nestor. Otóż latem, w ramach akcji „jabłka na złość Putinowi”, przywiózł z Polski do Rzymu dwie skrzynki jabłek i wykorzystał je m.in. do tatara. Tak zrobiłam i ja. Obrane, drobno posiekane ligole okazały się w tatarze przepysznym dodatkiem. Tak przygotowanego tatara położyłam na małych kromkach bagietki wiejskiej (takiej na zakwasie) i ozdobiłam chipsami jabłkowymi (ma je w swojej ofercie Lidl) i korniszonami.

      Ponieważ zdecydowałam się na menu degustacyjne, porcje były malutkie i już przy tej przystawce niektórzy goście dopytywali się o repetęJ

      Trufli nie udało mi się kupić, choć czasem można je kupić w słoiczkach (jadłam już takie, ale przyleciały one do mnie z USA). Cóż, zrobiłam tagliatelle z pieczarkami z sosem truflowym, z wykorzystaniem oliwy truflowej. Smak był boski.

      tagliatelle

      Zupa - ziemniaczano-porowa, z podprażonymi płatkami migdałów, kosteczkami podpieczonego boczku i koperkiem.

      zupa ziemniaczano-porowa

       Danie główne to pulpeciki z mielonego mięsa z mozarellą w środku, w sosie pomidorowym, z dodatkiem brokuła, kalafiora i roszponki. 

      pulpeciki mafijne

       A do kawy – brownie według receptury p. Grojewskiego, z białą czekoladą. 

      brownie z białą czekoladą

      Był to wieczór żegnający okres Bożego Narodzenia i choinki (w tle), a serduszko powtarzało się w dekoracji stołu i podkładkach, na których rysikiem z kredy można napisać dla każdego gościa imię (zdradzę wam, że takie podkładki można zamówić u konsultantki Avonu)

      stół na przyjęciu

      nakrycie z imieniem

      wystrój stołu

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Menu inspirowane kuchnią Nestora Grojewskiego”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 04 lutego 2015 13:46
  • piątek, 17 października 2014
    • Bardzo już tęskniłam za dobrym twarożkiem

      Ostatnio moje kanapki zdominowały wędliny i pieczone mięsa; pyszne, ale wczoraj poczułam, że tęsknię już za serami, a zwłaszcza za twarożkiem. I dzisiaj był

      twarożek benedyktyński

      Robię go z dodatkiem drobniutko siekanej cebulki, zieleniny i tradycyjnych przypraw: soli, pieprzu, majeranku, czosnku. Dodaje zwykle trochę gęstej śmietany, czasem trochę majonezu. Wszystko zależy od twarogu, jaki się kupi. Właściwie to on decyduje o wszystkim; jak ser nie jest dobry, to dodatki niewiele pomogą. Dzisiaj miałam twarożek benedyktyński – naprawdę pycha! Do tego ciemny benedyktyński chleb pielgrzyma, pieczony na zakwasie, z bakaliami.

      A jeśli chodzi o żółty ser, to moim faworytem do kanapek jest ostatnio ser mierzwiony z „Biedronki” – gouda albo edamski, w cieniutkich plasterkach. Właśnie te cieniutkie plasterki tak mnie urzekły. Cały czas się zastanawiam co znaczy „mierzwiony”. Czyżby chodziło o cienkość plasterków? Bo potocznie zmierzwiony oznacza: potargany, rozwichrzony. :) Jakąś instrukcję powinni dołączyć do produktu o takiej nietypowej nazwie.

      A o cieniutkich plastrach sera do śniadania marzyłam od wieków! Znaczy się od ładnych kilkunastu lat, kiedy coś takiego dostałam na śniadanie w krakowskim hotelu „Po Kopcem”, z tym, że tam plastry sera, cieniuteńkie jak bibułka, były wielkości talerza :)

      Mierzwione plastry Biedronki nie są zbyt duże, ale jednak cienkie.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 17 października 2014 11:16
  • wtorek, 09 września 2014
    • Jesień – to czas na fasolę

      Tylko teraz, przez kilka tygodni, fasola  jest młoda, miękka, i ma piękny zielonkawy kolor. Krótko się gotuje, świetnie obiera z wierzchniej łuski. Nic tylko korzystać, póki nie stanie się sucha. A najlepsza fasola to „Piękny Jaś” z doliny Dunajca.

      W sobotę i niedzielę w Zakliczynie odbyło się jubileuszowe, 15. święto fasoli. Szukałam informacji o jego przebiegu i potrawach, które zwyciężyły w konkursie, który zapowiadano, ale niestety, niestety. Już dwa dni minęły, a relacji nigdzie nie ma (może nie umiem znaleźć?).

      Często, niestety, tak jest, że różnym terenowym imprezom nadaje się duży rozgłos, zapowiadając je, a później – jakby nikogo już to nie interesowało. Szkoda.

      Dla mnie fasolowe święto to okazja do przetestowania nowego dania z fasoli. Tym razem wypróbowałam pastę do kanapek.

      pasta z fasoli

      Jeśli macie ochotę na coś niebanalnego i bardzo smacznego, i macie trochę czasu do dyspozycji, to zapraszam:

       

      Potrzeba będzie:

      Półlitrowy garnuszek fasoli „Piękny Jaś” ( najlepiej młodej)

      1 cebula niezbyt duża

      Pół jabłka

      Sól, pieprz, majeranek, olej

       

      Fasolę trzeba namoczyć i odstawić na klika godzin (przy młodej fasoli wystarczy 2-3 godziny).

      Następnie zmieniamy wodę, lekko solimy i gotujemy do miękkości.

      Odcedzamy, ale zachowujemy wodę z gotowania.

      Po przestudzeniu, obieramy ziarnko po ziarnku ze skórki, naciskając ją palcami. Jeśli mamy młodą fasolę, łuska schodzi bardzo lekko. Do obranych ziaren dodajemy trochę wody z gotowania fasoli i blendujemy na gładką masę.

      Cebule kroimy w drobniuteńka kostkę, podsmażamy na oleju.

      Ścieramy obrane jabłko na średniej tarce.

      Cebulę i jabłko dodajemy do zblendowanej fasoli, doprawiamy solę, pieprzem i majerankiem.

      Chłodzimy w lodówce.

      Nakładamy na kanapki, ozdabiając plastrem kiszonego ogórka.

      Pycha!

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 września 2014 09:45
  • środa, 30 kwietnia 2014
    • Kanapka z ogórkiem królowej Wiktorii i panien z Wilka

      Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy przeczytałam, że w czasie słynnych angielskich cup of tea (już w czasach królowej Wiktorii) podawano kanapki z ogórkiem. Wyobrażałam sobie, że do popołudniowej herbaty podaje się jakieś suche ciasteczka, beziki, ot, takie drobne słodycze, ale wyrafinowane – a tu proszę: zwykły chleb z masłem, świeży ogórek.

      Ale czemu nie? Jak dla mnie pychota! Tyle, że angielskie sandwicze są z reguły z białego chleba tostowego, bez skórki, krojone na małe porcyjki, takie na jeden ząb. Ja preferuję mieszany, pszenno-żytni chleb na zakwasie. O wiele smaczniejszy!

      kanapki z ogórkiem

      Jak na mój gust, fajniejsze by to jeszcze było z ogórkiem kiszonym, ale te proste kanapeczki też mają swój staroświecki urok. Doceniane były dawniej. Pamiętacie opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza „Panny z Wilka” (przepięknie sfilmowane przez A. Wajdę)? I jego nastrojowy opis słonecznego poranka w jadalni? Wróćmy tam na chwilę:

      „Jola zabrała Wiktora do jadalni, gdzie jadła drugie śniadanie, składające się z chleba, masła i długich zielonych ogórków, które zręcznie obierała srebrnym nożykiem i krajała na blade plasterki. Jadła żwawo i dużo, tak samo mówiła. Trochę raziło to Wiktora, że nie zdradzała najmniejszego zażenowania, że się nawet niespecjalnie wdzięczyła do niego, lecz okazywała towarzyską uprzejmość i obojętność. Słońce zjawiało się za chmurami od czasu do czasu i oświetlało porywiście stołowy pokój, biały jej strój i srebrny nożyk, którym operowała. [...]

      W tej chwili weszła Julcia wyspana, wyczytana, wyleżana, biała, różowa, też pełna wstawek i koronek, tyle tylko, że pod suknią lekką i białą rysował się staromodny gorset. Julcia zaczęła się śmiać z Joli, że ile razy kto wejdzie do sali jadalnej, zawsze ją zastanie przy stole, łakomstwo Joli znane, zresztą, było powszechnie. Ale Julcia, pośmiawszy się do woli, przysunęła sobie talerz i niby to żartami także zaczęła zmiatać chleb z masłem i ogórki, wreszcie zadzwoniła na służącą i kazała sobie podać białego sera.

      Wiktor przysłuchiwał się ich przekomarzaniu, potem wstał i chodząc po pokoju przypatrywał się obu kobietom, ładnym i miłym, jak wiele jadły i dość łapczywie przy tym. Patrzył, jak długie, białe zęby Julci pogrążały się w matowym twarogu, jak Jola pochylała się nad stołem, smarując chleb masłem, gdyż jej krótki wzrok zmuszał ją do tego: przypatrywała się z uwagą swoim czynnościom na stole, co robiło wrażenie, że usuwa swoje białe czoło spod kontroli Wiktora.”

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kanapka z ogórkiem królowej Wiktorii i panien z Wilka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 30 kwietnia 2014 10:12
  • środa, 04 września 2013
    • Kanapkolandia

      Kanapki – czyli pieczywo z dodatkami – zna, i to od wieków niemal, cały świat, a lokaliki z kanapkami powstają jak grzyby po deszczu.

       kanapkolandia

      Jakoś ostatnio, co i rusz, wpada mi pod pióro ten temat.

      Ot, właśnie poszłam po zakupy do Lidla i już przy wejściu czekała broszurka z przepisami Pascala i Okrasy, zatytułowana: „kanapko ty moja”, z fajnymi propozycjami: kanapka rybaka, kanapka drwala, słoneczna, selerowa, grillowana, z kurczakiem. Są to propozycje na sandwicze (a więc dwie warstwy pieczywa przełożone dodatkami), ale równie dobrze można zaproponowane nadzienia wykorzystać do tartinek, a więc kanapek „otwartych”, z jedną tylko, spodnią, warstwą pieczywa.

      Sandwich jest wygodny na wynos, jako drugie śniadanie czy lunch. Ja jednak preferuję kanapki w wersji tartinki.

      Uwielbiałam czas, kiedy mama robiła nam, dzieciom, kanapki. Przy czym kromka chleba z masłem i wędliną na przykład – wcale nie była jeszcze kanapką. Kanapka – to było coś więcej. Mała kromeczka pieczywa (kiedyś najlepsza do tego była weka) posmarowana masłem i obłożona przeróżnymi dodatkami: wędliną, plasterkami pomidora, ogórka, rzodkiewki, jajka na twardo, krążkami cebuli, wiórkami startego żółtego sera, z kroplami majonezu i keczupu, obsypana mielonym pieprzem.

      A później – w czasach studenckich – kanapki były obowiązkowym menu imprezek. I zawsze cieszyły się niesłabnącym uznaniem, znikały z talerzy tak szybko, że ledwo można było nastarczyć z ich dorabianiem.

      Zapraszam na domową kanapkę!

      kanapka domowa

      Jakoś te, oferowane przez różne kanapkolandy, piekarnie i knajpki, ciągle nie dorównują tym domowym.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 04 września 2013 07:39
  • piątek, 02 listopada 2012
  • środa, 01 czerwca 2011
  • poniedziałek, 26 listopada 2007
    • Kanapka Trześniewskiego

      Oglądałam w kuchni.tv program Para w kuchni poświęcony kanapkom. Od razu pomyślałam sobie, że muszę wypróbować pastę jajeczną, podawaną w wiedeńskiej kanapce Trześniewskiego.

      Temat kanapek jest mi szalenie bliski, uwielbiam je, a kiedyś, w głębokich czasach PRL-u, to właśnie kanapki były podstawowym daniem imprezowym. Kiedy w sklepach, zamiast towarów były puste półki, kanapki święciły triumfy, bo dało się je zrobić niemal z niczego. A jakie były kolorowe!

      Nie wiedziałam, że polska kanapka (rodzina Trześniewskich to Polacy) jest tak popularna w Wiedniu. Bardzo lubię klimat tego miasta, może dlatego, że jest tak podobny do mojego ulubionego Krakowa? I koniecznie muszę kiedyś wpaść na Dorotheergasse, gdzie serwują te kanapki; już sobie zapisałam w przewodniku adres.

      Póki co, w weekend zrobiłam podstawową wersję kanapki Trześniewskiego, mhmmm, pychota!

       

       

       

      Jak się ją robi?

      Kanapka ma mieć rozmiar 4,5 x 8 cm, chleb ma być ciemny, razowy.

      Ugotowałam 4 jajka na twardo, trzy z nich posiekałam w drobną kostkę, dodałam pół małej cebulki drobniutko posiekanej, lekko osoliłam, dodałam pieprz czarny, i łyżeczkę majonezu Babuni (Hellmans). Roztarłam razem widelcem.

      Kromki chleba posmarowałam masłem, obłożyłam pastą i na wierzch dałam plasterki tego czwartego ugotowanego jajka.

      Bo testowałam kanapkę "jajko z jajkiem", czyli słynną pastę jajeczną ozdobioną plasterkiem jajka na twardo - tę kompozycję sprowokowali sami konsumenci, którzy pytali o kanapki z samą pastą jajeczną, która była największym przebojem Trześniewskiego ... od zawsze. A żeby nie było "nudno" optycznie, postanowiono ozdobić kanapkę słoneczkiem z plasterka jajka.

      Oczywiście, można do pasty dodawać różne dodatki, np. szczypiorek, ogórek kiszony lub konserwowy, grzybki marynowane, twaróg. Możliwości są niemal nieograniczone.

      Bufet z kanapkami otworzył w Wiedniu w 1902 roku Krakowianin, Franciszek Trześniewski, który tu przybył na przełomie XIX i XX wieku. I tak powstał jeden z pierwszych fast foodów  w EuropieJ)))

      Klient z ulicy zamawia przeciętnie cztery kanapki. A do tego tak zwany "Pfiff",  czyli 1/8 litra piwa.

      Od założenia firmy produkuje się stale te same 18 rodzajów past kanapkowych według niezmienionych przepisów. Po 1978 roku, kiedy sędziwa Maria Trześniewska oddała firmę spółce handlowej Demmers Teehaus, rozszerzono paletę do 21 rodzajów. Z pierwotnego zestawu wycofano tylko jedną kompozycję o nazwie "zielona papryka", bo było na nią coraz mniej amatorów. Doszły natomiast pasty marchewkowo-twarożkowa i tuńczykowa, a na stuletni jubileusz firmy podano również kanapki z łososiem. 

      A wracając do tematu kanapek w programie Para w kuchni – to zszokowała mnie kanapka (chyba) kopenhaska: na posmarowanej kromce chleba układa się plastry ugotowanego ziemniaka, na to plastry cebuli i voila! pięć euro!!! Czysty biznes!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Kanapka Trześniewskiego”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 listopada 2007 22:34

Kalendarz

Październik 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl