Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „menu”

  • poniedziałek, 15 stycznia 2018
    • Filmowo z kuchnią japońską

       

      menu japońskie

      W czasie pierwszego w tym nowym roku filmowego party oglądaliśmy film Martina Scorsese "Milczenie". To historia dwóch jezuitów, wyruszających w XVII wieku do Japonii, na poszukiwania swojego współbrata i mistrza, o którym dochodziły słuchy, że wyrzekł się wiary. Film świetnie zrealizowany, ale bardzo przejmujący, budzący wiele pytań w widzu, na które, trzeba to uczciwie powiedzieć, nie znamy własnych odpowiedzi.

      film milczenie

      

      Rzecz jasna - przygotowałam kolację japońską.

      Niewiele wiedziałam o tej kuchni; sushi, ramen... Tak, ale nikt tu u nas nie chciał sushi; musiałam poszukać głębiej, czy jest jeszcze coś innego charakterystycznego w tej kuchni, co przypadłoby moim biesiadnikom do gustu.

      Wielką pomocą okazała się książka o kuchni japońskiej, napisana przez Polkę wraz z jej mężem, Japończykiem (jak to dobrze, że kupowałam tę wspaniałą serię kulinarną wydawnictwa Watra, o kuchniach świata!)

      ksiązka o kuchni japonskiej

      I tak powstało japońskie menu.

      Przeczytałam, że zasadą w przyjmowaniu gości jest po pierwsze to, że każdy dostaje własną tacę, i sposób ułożenia dań i naczyń jest ściśle ustalony, a po drugie, że wszystkie dania są podane jednocześnie, ustawione na tej właśnie tacy, i każdy je, na co tam ma ochotę, choć kolejność jedzenia też ponoć nie jest taka dowolna:)

      Udało mi się kupić drewniane tacki, ale nie na tyle duże, żeby wszystkie potrawy na nich się zmieściły. Podawałam więc po europejsku, po jednym daniu.

      Jako przystawka - omlet, ale w postaci rolady, bardzo dekoracyjna rzecz, i bardzo prosta, wbrew pozorom, w przygotowaniu

      omlet japoński

       Potem zupa - ramen (o którym pisałam w poprzednim poście). 

      ramen

      Danie główne to kotlet tonkatsu (schabowy, doprawiony japońskimi przyprawami i pocięty w paski), do tego ryż z imbirem, julien z warzyw i groszek cukrowy oraz miseczka z sosem słodko-kwaśnym

      tonkatsu

       Deser - to serniczek japoński z konfiturą morelową. 

      serniczek japoński

      Wyszło dość egzotycznie, ale bardzo smacznie.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Filmowo z kuchnią japońską”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 stycznia 2018 11:03
  • wtorek, 05 grudnia 2017
    • Menu na wigilijny stół

      Myśląc o dekoracji wigilijnego stołu, warto przygotować dla każdego nakrycia karteczkę z menu, które będzie w czasie Wigilii serwowane.

      menu_wigilijne_kola

      To może mało popularny zwyczaj, jak na domowe przyjęcia, ale wiem z własnego doświadczenia, że bardzo mile jest przyjmowany. No i pozwala rozłożyć swoje siły i apetyt na poszczególne potrawy:) wiemy z góry ile czego możemy i jesteśmy w stanie zjeść, na jaką dokładkę można sobie pozwolić....

      W którymś roku kupiłam nawet gotowe "okładki" na menu, z myślą, że będę tylko co roku wymieniać kartki z wydrukiem dań

      Ale tak się spodobały, że wszyscy postanowili wziąć je sobie na pamiątkę, a niektórzy nawet od razu spakowali je do torebek, żeby nie zapomnieć:)

      I tak powstał zwyczaj tworzenia wigilijnego menu co roku w innej formie. Raz przyklejałam wydruk menu na upieczonym własnoręcznie pierniczku, to znów przyklejałam menu na kartoniku w gwiazdki wraz z malutka szopką. Każdy rok przynosi inny pomysł.

      Podobnie zaczęły ewoluować malutkie stroiki przy każdym nakryciu: najpierw były to tylko gałązki jodełki z kokardą, potem pojawiły się bombki w różnych kształtach i kolorach, pierniczki, figurki aniołków.

      anioek_na_stole

      I wszystko do zabrania na pamiątkę tego uroczystego dnia (a właściwie wieczoru).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 grudnia 2017 09:17
  • czwartek, 30 listopada 2017
    • Kulinarne tropy w filmowej "Chacie"

      Najpierw była książka: "Chata" W.P. Younga. Potem pojawił się film.

      chata_ksika_i_film

      Na ogół zarówno ci, co czytali, jak i ci, co oglądali, przeżywali szok.

      Ojciec zamordowanej małej Missy, który nie umie poradzić sobie z przeogromnym smutkiem i wyrzutami sumienia, zostaje zaproszony do starej chaty. O.k. adres chaty zna. Ale kto jest nadawcą? Okazuje się, że Bóg, który używa imienia Tata. Szok!

      Kolejny szok przeżywa na miejscu. Tata czeka na niego w kuchni. I jest nim pulchna, ciepła Murzynka. Ho, ho!

      Będzie się działo!

      Ale tu skupimy się na kuchni i potrawach podawanych w "Chacie". Były niezwykle smaczne.

      Przygotowując menu kolacji, która towarzyszyła oglądaniu filmu, spróbowałam podążyć tropami opisanymi w książce.

      Zaczynamy jak zwykle od filmu, do którego nieodmiennie podawana jest kawa. Do tego koniecznie coś słodkiego.

      "Kiedy Mack zbliżył się do chaty, poczuł zapach babeczek, rogalików albo jakiegoś innego smakołyku. (...) na małym stoliku stała taca pełna kalorycznych wypieków, świeżego masła, dżemów i galaretek.

      - O rany, ale pachnie! - wykrzyknął Mack.                            

      - Bierz się do jedzenia. Ten przepis pożyczyłam od twojej prapraprababci.

      (...) Mack wziął jeszcze ciepłe ciastko i zatopił w nim zęby; rozpływało sie w ustach."

       

      Amerykańskie ciasteczka praprababci? Postanowiłam zrobić najbardziej amerykańskie chyba ciasteczka: chocolat chips cookies, z niebieskimi (koloru nieba) chipsami:

      ciasteczka

      Dania główne były na ciepło, więc żeby biesiadnikom sie nie nudziło czekając, podałam czekadełko: pieczywo z masłem i awanturką z białego sera i sardynek:

      awanturka

      A co podano w chacie na kolację? Poczytajmy:

      "Kolacja, choć prosta, okazała się prawdziwą ucztą. Pieczony drób w pomarańczowo-mangowym sosie. Świeże warzywa przyprawione Bóg wie czym, pieprzne, wonne, pikantne, soczyste. Ryż, jakiego Mack nigdy wcześniej nie próbował, mógłby sam wystarczyć za cały posiłek.

      - Hm, mógłbym dostać trochę tego ryżu?

      - Jasne. Miał być do niego niesamowity japoński sos, ale pewien niezgrabiasz - Tata wskazał skinieniem głowy na Jezusa - uparł się, że go wymiesza.

      - Daj spokój, miałem śliskie ręce. - Jezus udawał, że sie broni. - Cóż więcej mogę powiedzieć?

      - Tata mrugnęła do Macka, podając mu ryż.

      - Trudno tutaj o dobrą pomoc domową.

      Wszyscy się roześmieli."

       

      U mnie podanie kurczaka odpadało, bo wyjątkowo spotkaliśmy się w piątek, więc menu było postne.

      Ale ryż? warzywa? O, jak najbardziej!

      Zrobiłam ryż jaśminowy z sezamem białym i czarnym, do tego glazurowane marchewki baby (dwa rodzaje: jedne pikantne, drugie słodkie) i surówkę z fenkułu z pomarańczą

      ry_i_marchewka

      Kurczaka zastąpiła ryba (filet dorsza atlantyckiego) i mix owoców morza podane na sałacie rzymskiej w towarzystwie szpinaku, z sosem kardynalskim

      ryba_i_owoce_morza

      Teraz trochę się pochwalę:) Dania znikały z talerzy błyskawicznie; padł nawet wniosek formalny, że moglibyśmy już zawsze spotykać sie w piątki, skoro potrawy jarskie są tak pyszne:)

       Na zakończenie podałam misę owoców i serów - klasyk, który nie może się nie udać

      owce_i_ser

      Ponieważ tydzień temu pojawiło się młode wino z tegorocznych zbiorów - bożole nowo - zdecydowałam, że właśnie ono będzie towarzyszyć kolacji. Zwykle kupuję to wino tego samego producenta, takie z kogutem na etykiecie, mogę więc porównać kolejne roczniki. Wydaje mi się, że w tym roku wino było dość ostre, trudno było doszukać się w nim konkretnej owocowej nuty.

      bozole

      Wystrój stołu był niebieski - no wiecie, taki "niebiański" w zamyśle: ciemnoniebieski obrus, serwetki w niebieskie kwiaty, aniołki... Manu wypisałam na kartoniku wyciętym w kształt chaty

      st_do_chatymenu_do_chaty

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 listopada 2017 07:42
  • wtorek, 03 października 2017
    • Kuchnia galicyjska w tarnowskiej "Starej łaźni"

      stara łaźnia

      Oprócz kuchni żydowskiej restauracja "Stara łaźnia" proponuje jeszcze dania kuchni galicyjskiej:

      Zupy: Barszcz czerwony z uszkami z grzybami leśnymi, Krem z świeżych pomidorów, Węgierska pikantna zupa gulaszowa
      Dania główne: Konfitowane gęsie udo serwowane z ptysiami z batatów i gruszką sous-vide, Pierogi z gęsiną, Gęsie “pipki” z kluseczkami i puree z marchwi, świeża ryba, Wiener Schnitzel, Kotleciki jagnięce z zielonym groszkiem, Kofta cielęca na lasce cynamonowej z ryżem curry i musem jabłkowym, Grasica cielęca na bajglu

      Jak te dania smakują?
      Oddaję głos mojej siostrzenicy, która je próbowała:

       

      Przystawka zapowiadała naprawdę przyjemny posiłek. 

      b_figi

      Figi z kozim serem były smaczne, dobrze zbilansowane smakowo, nie narzucały nachalności smaku koziego sera.

      Ale jak mawiają, nie chwal dnia przed zachodem słońca.

       Zupa – krem ze świeżych pomidorów już tak nie zachwycał.

      b_zupa_pomidorowa_MG

      Owszem zupa była zrobiona poprawnie, ale niestety była za ostra. Prawdą jest to, że moja tolerancja na ostre przyprawy jest dość niska, ale dla statystycznej poprawności i takiego gościa należałoby wziąć pod uwagę.  Myślę, że w zamian za ciastko/pogryzadło z kruchego ciasta lepszy byłby kleks z kwaśnej śmietany. 

      Główne danie, czyli kotleciki jagnięce z zielonym groszkiem, niestety okazało się niesamowitym rozczarowaniem.

      b_jagnicina_MG

      Mięso było twardawe i w ogóle nie przyprawione, za to ziemniak dodany do dania był bardzo przesolony, myślę, że  dostała mu się porcja soli przeznaczona dla mięsa. Warzywa grillowane, które były dodatkiem do dania były naprawdę dobre. Dobrze przyprawione, nie przegotowane, naprawdę smaczne.  Dlatego trochę dziwi mnie, że dodatek przygotowany był z taką starannością, której  chyba zabrakło przy przygotowaniu mięsa. Co do puree z zielonego groszku to nie było ani złe ani dobre. Po prostu było.

      Pascha czyli żydowski sernik był dobry, ale to nie jest smak dla wszystkich, więc raczej radziłabym się zastanowić na jego zamówieniem.

      b_pascha_MG

      Próbowaliśmy jeszcze:

      Tarninówki - bardzo słodki napój

      b_napj_urawinowy

      Pasztetu z kaczki serwowanym na chałce z żurawiną - dobre

      pasztet z kaczki

      Wiener schnitzel - duże rozczarowanie, mięso totalnie nieprzyprawione!

      wiener schnitzel

       Szarlotki - olbrzymi, dobry kawał ciasta 

      szarlotka

      Siostrzenica skomentowała całość następująco: POTENCJAŁ JEST, ALE TRZEBA JESZCZE POPRACOWAĆ

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 października 2017 12:43
  • poniedziałek, 02 października 2017
    • Menu Magdy Gessler w Tarnowie

      Tarnowska restauracja "Stara Łaźnia" po programie naprawczym "Kuchennych rewolucji" ma fajną propozycję: "Kolacja Magdy Gessler".

      b_menu_M_Gessler

      Wiadomo, że każdy, kto tam przyjdzie po obejrzeniu programu telewizyjnego, będzie pytał, co zaproponowała i co poleca p. Gessler.

      To zobaczmy:

      Dwie przystawki: tatar ze śledzia po żydowsku z figami nadziewanymi kozim serem i gefilte fish

      b_tatar_sledziowy_MG1

      b_gefilte_fisch_MG

      Tatar jest pyszny, podany na ciasteczku w kształcie serca, a figi świetnie uzupełniają ten smak; jest - jak to w kuchni żydowskiej - słodko-ostro.

      Gefilte fish to galaretka z ryby (karpia) podana z chrzanem i koglem moglem - bardzo oryginalna i super!

      Tylko aż dwie przystawki to jak dla mnie za dużo.

       

      Zupa to chłodnik z awokado i ogórka ze szparagami

      zupa M Gesler

       

      Pierwsza łyżka jest zaskoczeniem - nietypowy smak z nutą lekkiej goryczki, ale szybko przyzwyczajamy się do niego i je się z przyjemnością. Jest to jednak dobra propozycja tylko na lato; myślę, że na chłodne jesienno-zimowe miesiące powinna być jakaś inna zupa; rozgrzewająca.

       

      Danie główne to czulent z baraniną, gęsiną i kotlecikami jagnięcymi

      czulent

       

      Bardzo lubię czulent, ale ten tutaj był dla mnie dużym rozczarowaniem.

      Po pierwsze - sposób podania: stłoczono wszystkie elementy składowe, których jest w tej potrawie niemało (bo i kasza, mięso, fasola, jajka, morele) w niezbyt dużej kamionkowej misce. Człowiek musi gmerać i wygrzebywać składniki, zanim zorientuje się co tam jeszcze jest. Kiedy tę potrawę w restauracji robiła p. Gessler, podano ją na szerokim głębokim talerzu. Szkoda, że właściciele wprowadzili tę kamionkową miseczkę, która na pewno jest bardzo dekoracyjna, ale nie jest odpowiednia do tej potrawy.

      Po drugie - kotlety jagnięce były twarde. Nie było nawet mowy, aby odchodziły od kości i rozpływały się w ustach. Zupełnie nie ta klasa.

      Po trzecie - danie nie było gorące; było ledwie ciepłe.

      Miało to być danie flagowe tej restauracji - może takie jest, a tylko ja źle trafiłam?

      Mam w planie za jakiś czas to sprawdzić.

       

      I deser - semifreddo chałwowe

      semifreddo

      

      Było pyszne!

       

      Cała kolacja to koszt 75 zł. P. Magda w czasie programu tv podkreślała, że ceny w restauracji są bardzo dużym jej plusem. To fakt, że po zjedzeniu takiej kolacji (czy obiadu) nikt nie będzie głodny; raczej powiedziałabym, że będzie przejedzony, ale jak na obiad rodzinny - taka cena od osoby jest chyba duża (rzeczywistość tarnowska inna jest niż warszawska).

       

      Kiedy oglądałam ten program w telewizji, zwróciło moją uwagę przede wszystkim to, że w tej restauracji nie było jakichś wielkich problemów, konfliktów międzyludzkich. Ot, po prostu właściciele nie wzięli pod uwagę usytuowania lokalu. Po drugiej stronie ulicy, widoczny z okien jest pomnik upamiętniający pierwszy transport więźniów do Oświęcimia, a restauracja proponowała dancingi i tańce na rurze.

      A poprzednie menu nie miało jakieś motywu przewodniego i nie było smaczne - jak się okazało z powodu oszczędności na surowcach.

      Czystość patelni pozostawiała wiele do życzenia (choć głównie od spodu). Zawsze mnie to dziwi, że kiedy właściciele decydują się na pomoc p. Gessler, nie wyszorują garnków; a wiadomo, że ona przede wszystkim to sprawdzi!

       

      Jeszcze przed edycją telewizyjną zaprosiłam tam na obiad rodzinę. Zamawiane były również potrawy z pozostałego, proponowanego przez restaurację menu. Relacja - w najbliższym wpisie. Zapraszam!

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Menu Magdy Gessler w Tarnowie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 października 2017 10:51
  • wtorek, 19 września 2017
  • wtorek, 25 kwietnia 2017
    • Hiszpański film - hiszpańskie menu

      Kwietniowa, kapryśna pogoda nie zachęcała do spacerów. Był to za to dobry czas na film w domowym zaciszu. A w dodatku dopisały bazie i pyszniły się te urocze białe kotki na stole.

                      Zaproponowany film, który oglądaliśmy, był produkcji hiszpańskiej, dlatego też menu było hiszpańskie.

      menu na party

      Najpierw tapas: podałam pinchos morunos - szaszłyki z polędwiczek wieprzowych, tortille z warzywami i kanapki z jamon serrano

      tapas

      Później sztandarową klasyczną fasolową fabadę asturiana

      fabada

      A jako danie główne - escudellę - kataloński zestaw mięs w rosole

      escudella

       Wino - to oczywiście rioja - moje ulubione hiszpańskie wino - niezawodne w smaku! 

      rioja

       Do kawy były meringues - bezy z dodatkiem ziarenek kawy 

      bezy meringues

       A film, który oglądaliśmy to "Ostatni szczyt" w reżyserii Juana Cotelo. 

      film ostatni szczyt

       Impulsem do nakręcenia filmu dla reżysera było spotkanie z pewnym sympatycznym, pełnym zapału, dowcipnym młodym księdzem. „Na pewno jeszcze się spotkamy” – pomyślał reżyser po krótkiej rozmowie z nim. Niestety, 12 dni później kapłan już nie żył...

      „Jeśli dziś publicznie ukrzyżuję księdza, czekają mnie sukcesy i nagrody. Jeśli księdza pochwalę, to mnie ukrzyżują!” – tymi słowami Cotelo rozpoczyna Ostatni szczyt, jedną z najlepszych filmowych opowieści o kapłaństwie, jaką widziało kino.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 kwietnia 2017 11:35
  • niedziela, 05 marca 2017
    • Włoska kuchnia Sophii Loren

      Kolejne, filmowe spotkanie i kolejny już raz kuchnia włoska (film, który oglądamy to włoska komedia "Jak Bóg da" w reżyserii Edoardo Maria Falcone)

      Nie bardzo miałam pomysł, co podać, bo kuchnia włoska była już u mnie tyle razy...

      Przypomniałam sobie o kupionej niedawno książce aktorki Sophii Loren "W kuchni z miłością" i stamtąd wzięłam przepisy.

      v_film_jak_Bg_dav_menu_spotkania

      Jako przekąskę podałam deskę serów i wędlin z dodatkiem pieczywa

      v_deska_serw_i_wdlin

      Zupa neapolitańska, porowo-serowa

      zupa_neapolitaska1

      Główne danie to rolada z piersi indyka nadziewana cielęciną z dodatkiem duszonej marchwi i brokuła

      v_rolada_z_indyka_z_cielcin_i_jarzynami1

      Na deser podałam lody z sałatką z kiwi i łyk benedyktynki

       v_deser_lody_i_kiwi

      v_benedyktynka

      A przy oglądaniu filmu, do kawy były pączki - jako że właśnie były ostatki

       v_pczki_do_kawy

      Jeszcze krótko o filmie (z portalu filmweb): "Tommaso to ceniony rzymski kardiochirurg. I ateista. Wraz z żoną Carlą i dwójką dorosłych już dzieci tworzą modelową, nowoczesną, mieszczańską rodzinę. Przynajmniej tak im się wydaje. Gdy ich syn zapowiada, że ma rodzinie coś ważnego do powiedzenia, ojciec jest przekonany, iż jego latorośl ma zamiar wyznać im, że jest gejem. Programowo brzydzący się dyskryminacją Tommaso jest dumny, że nadarza się okazja, by udowodnić sobie i całemu światu, jak otwartym i tolerancyjnym jest człowiekiem. W końcu przychodzi dzień "coming outu" i Andrea wyznaje: "Postanowiłem zostać... księdzem". I się zaczyna!!! .....

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Włoska kuchnia Sophii Loren”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 marca 2017 10:48
  • poniedziałek, 16 stycznia 2017
    • Menu bostońskie

      Dlaczego bostońskie?

      Wynikło to z filmu, który tydzień temu oglądaliśmy: „Cuda z nieba” w reżyserii Patricii Riggen (USA 2016; film można obejrzeć w najbliższą środę, 18 I 2017 w HBO o 14.45). Twórcy filmu oparli fabułę na autentycznej historii - cierpiąca na rzadką chorobę zaburzenia trawienia dziesięcioletnia dziewczynka ulega groźnemu wypadkowi. Niespodziewanie po tym dochodzi do przedziwnego zdarzenia….  

      Właściwie, to najważniejsze wydarzenia w życiu małej Annabell dokonują się w jej rodzinnej miejscowości w Teksasie, ale większość filmu dzieje się na północy, w Bostonie, gdzie dziewczynka jest leczona, dlatego też wybrałam na przyjęcie kuchnię bostońską.

      menu bostońskie

      

      Większość potraw, które podałam, już w ostatnich dniach prezentowałam: zupę bostońską z małżami (nawet ci, którzy zarzekali się, że małży nie cierpią, jedli ze smakiem), fasolkę po bostońsku i do kawy ciasteczka L.M. Montgomery, autorki „Ani z Zielonego Wzgórza” (pamiętacie, że w historii o rudowłosej Ani, Boston był miejscem marzeń o wielkim świecie).

      Dziś ostatnia z podanych potraw: przystawka – pasztecik mięsny z sosem żurawinowym.

      pasztecik z żurawiną

      

      Pasztet zrobiłam z mieszanych mięs (wśród których było również mięso z jelenia). Upiekłam go w małych foremkach z kominkiem, a środek wypełniłam sosem żurawinowym.

      100 g suszonej żurawiny

      200 ml soku z czarnej porzeczki

      50 g skórki pomarańczowej kandyzowanej

      Szczypta cynamonu i chili

      Łyżka masła

      Żurawinę wkładamy do rondelka i zalewamy sokiem porzeczkowym. Gotujemy na małym ogniu, aż żurawina rozmięknie, dodajemy skórkę pomarańczową, chili i cynamon, jeszcze całość przez parę minut dusimy, doprawiamy łyżką masła. Studzimy.

       

      Przy okazji studiowania kuchni bostońskiej, dowiedziałam się, jak niezwykłe są żurawinowe „żniwa”. Otóż we wrześniu, rozciągające się kilometrami czerwone krzewy zalewane są wodą, pod wpływem której owoce wypływają na powierzchnię i dzięki temu mogą być zebrane w stanie nienaruszonym. Niespotykany widok unoszących się na wodzie owoców żurawiny tworzy malowniczy krajobraz purpurowych jezior. Po zbiorach suszy się je na słońcu.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 stycznia 2017 10:54
  • czwartek, 22 grudnia 2016
    • Przedświątecznie

      Poprzedni wigilijny tydzień poświęciłam planowaniu i zakupom, głównie spożywczym.

      A ten tydzień to już spędzam głównie w kuchni, przygotowując wieczerzę wigilijną i dania na święta.

      Dużo czasu poświęciłam na logistykę: co, kiedy i w jakiej kolejności. I przyznam, że zawsze mam ten sam dylemat: co można zrobić wcześniej, a co dopiero w ostatniej chwili.

      Kiedy człowiek jest kobietą pracującą i na prace domowe zostają tylko wieczory (a czasem i noce) – to temat jest doprawdy istotny.

      Precyzyjny plan w końcu został jednak zrobiony i jak na razie z realizacją jest o.k.

       

      Zrobiłam już menu dla każdego nakrycia na wigilijny stół:

      Ograniczyłam znacznie liczbę potraw, bo nikt nie był w stanie zjeść wszystkiego, co przygotowywałam w poprzednich latach. Żeby liczba się zgadzała (tradycyjna dwunastka), porozdzielałam dania, np. uszka i barszcz – osobno. I ciasta – osobno.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Przedświątecznie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 grudnia 2016 09:32
  • poniedziałek, 12 września 2016
    • Coq au vin ale mniej klasycznie

       Coq au vin powinien być duszony w czerwonym burgundzie. Ale znalazłam też wersję z różowym winem prowansalskim i to akurat bardzo pasowało mi do przygotowywanego party.

      Zapraszam więc:

      Na 1 osobę bierzemy: po 1 udku kurczaka + po 2 polędwiczki kurczakowe

      5 dag boczku wędzonego

      Kilka szalotek

      Kilka ząbków czosnku

      4-5 świeżych prawdziwków

      2-3 gałązki tymianku

      Ok. 500 ml różowego wina prowansalskiego

      Oliwa

      Pół szklanki śmietanki kremowej 30%

      Sól, pieprz

      Najpierw kawałki kurczaka trzeba zamarynować: natrzeć solą i pieprzem, włożyć do salaterki, przełożyć gałązką tymianku, skropić oliwą i różowym winem. Zafoliować i odstawić do lodówki na co najmniej 12 godzin.

      Na drugi dzień: boczek pokroić w kostkę i przesmażyć do zrumienienia na patelni. Wyjąć boczek, odsączyć z tłuszczu na papierowym ręczniku.

      Na patelni przesmażyć wyjęte z marynaty kawałki kurczaka z obu stron, przełożyć je do szerokiego rondla, w którym będą się dusić.

      Na patelnię dodać obrane i pokrojone na pół szalotki, ząbki czosnku oraz pokrojone w grubą kostkę grzyby. Przesmażyć, po czym wlać połowę wina. Wymieszać, odrywając wszystko z patelni, co tam przywarło. Całość przelać do rondla z kurczakiem.

      Dodać pozostałe gałązki tymianku, wrzucić boczek, wlać pozostałe wino. Uzupełnić wodą, by mięso było przykryte. Zagotować na dużym ogniu, po czym zmniejszyć płomień i dusić pomaleńku pod przykryciem ok. 2 godzin.

      Wyjąć mięso, sos doprawić śmietanką, ewentualnie przyprawami (sól, pieprz), ale ostrożnie, bo boczek jest słony. Włożyć mięso z powrotem do sosu, podgrzać.

      Gotowe.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Coq au vin ale mniej klasycznie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 września 2016 12:40
  • poniedziałek, 05 września 2016
    • Menu filmowe do „Małego Księcia”

      To już drugie kulinarne podejście do tego filmu. Poprzednie (w czerwcu br) się nie odbyło:(((

      Tym razem się udało.

      Mała dziewczynka, wychowywana na perfekcjonistkę w atmosferze wyścigu szczurów, przez przypadek poznaje starego już Pilota, Małego Księcia, jego kapryśną, ale ukochaną różę, oswaja liska.

      Fabuła filmu szykuje nam trochę niespodzianek w stosunku do znanej opowieści Antoina de Saint-Exupery`ego: król, próżny, bankier stworzyli własny totalitarny świat, w który zaplątał się dorastający Mr Prince. Czy naprawdę zapomniał o Pilocie, Róży i Lisie?

      Przygotowałam, tak jak poprzednio, francuskie menu (z uwagi na autora książki). Ale inne niż poprzednio.

      Ty razem zaczęłam od aperitifu: był to kir – drink z likieru cassis z czarnej porzeczki (1/3) i białego wina (2/3). Kiedy pierwszy raz byłam w Paryżu, jadaliśmy w bistro, gdzie właśnie od kiru zaczynały się obiady.

      Potem była przystawka: sałatka śródziemnomorska z dodatkiem kuskusu – to takie nawiązanie do Sahary, na której rozbił się Pilot, a jak wiadomo, kuchnia francuska ma wiele zapożyczeń marokańsko-tunezyjskich.

      Jeden z moich gości w pewnym momencie mruknął wyraźnie zaskoczony:

      - Słuchaj, dobre to!

      Jako zupę podałam prowansalską cukiniową, której siła tkwi w wielkiej prostocie: cukinia, cebula, wino, przyprawy.

      Danie główne to coq au vin, ale nie w wersji klasycznej, z czerwonym burgundem, lecz marynowane i duszone w prowansalskim winie różowym. Do tego dodatki: fasolka szparagowa (złota wstęga, zielona wstęga, drobna żółta) oraz marchewka vichy.

      I typowe zakończenie francuskiego obiadu: deska serów

      Był to strzał w dziesiątkę! Szalenie się wszystkim podobało i smakowało.

      Sery, które ułożyłam: cheddar, kozi, manchego, camembert, oscypek, kulki twarożku otoczone natką pietruszki, cienkie plastry goudy z oliwką. Do tego winogrona, orzechy i migdały.

      Wystrojowi stołu towarzyszyły róże: na serwetkach, we flakonie, w kartach menu, każdy dostał też zakładkę do książki w kształcie róży (Matras ma takie w ofercie). Kawa była podana w kubeczkach w róże.

      Dodam, że moja bluzeczka też była w róże:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Menu filmowe do „Małego Księcia””
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 września 2016 11:19
  • poniedziałek, 01 sierpnia 2016
    • Obiad wolontariuszy z Papieżem Franciszkiem

      Obiad, który odbył się w domu biskupim na Franciszkańskiej (tam, gdzie słynne okno papieskie), miał charakter obiadu domowego, nie był dyplomatyczną ceremonią. Świadczą o tym zarówno menu, jak i zastawa stołowa.

      Biały obrus, zwykłe kwiaty (a nie wyszukane kompozycje), pieczywo na zwykłych talerzykach. I ten wielki stół, owalny, pozwalający się zgromadzić wokół niego, widzieć się wszystkim uczestnikom, rozmawiać.

      Trochę mi brakowało większej dbałości o wygląd stołu, talerza dla każdego uczestnika, który byłby bazą dla kolejnych podawanych dań; pieczywo w polskim domu podawane jest zwykle w koszyczku, wybrałabym polskie kwiaty na stół: maki, bławatki, rumianki…

      Ale nie ulega wątpliwości, że ten stół to był wielki atut spotkania.

      A menu?

      Były pierogi z nadzieniem z ogonów wołowych (ciekawe, prawda?), filet z nowosądeckiego indyka gotowany w niskiej temperaturze, na deser – sernik.

      Gotowały dla papieża siostry sercanki.

      W pozostałych dniach przygotowały dla papieża także: podhalańską cielęcinę, smażonego węgorza, jesiotra z sosem koperkowym, bundz marynowany z sokiem z pomidorów, stek z polędwicy. A na piątkowe śniadanie podały jajka a`la Franciszek – nie wiemy dokładnie jaką one miały postać, wiadomo tylko, że były podane z chrzanem. I że papież był mile zaskoczony.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Obiad wolontariuszy z Papieżem Franciszkiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 sierpnia 2016 08:18
  • wtorek, 12 lipca 2016
    • Obiady prezydenckie

      Wiem, wiem, że były ważniejsze sprawy niż jedzenie, na szczycie NATO w Warszawie parę dni temu, ale z ciekawością szukałam informacji co podano prezydentowi USA i szefom państw. Bo jednak, co by nie mówić, jeść coś trzeba i jest to jeden z przyjemniejszych aspektów życia:)

      A więc popatrzmy:

      b_obiad_prezydencki

      A menu z Pałacu Prezydenckiego było takie:

      • Wiejskie pomidory z twarogiem łomnickim, wino do potrawy: Seyval Blanc, Winnica Turnau 2015
      • Krem z białych szparagów
      • Dorsz z młodym szpinakiem i czerwoną porzeczką, wino do potrawy: Riesling, Winnica Pałac Mierzęcin 2014
      • Krem z pędów sosny z lodami z kory brzozowej, wino do potrawy: Johanniter, Winnica Turnau 2015

      Zastanawia mnie ten ser łomnicki – bo jest to ser kozi; niektórzy nie mogą znieść nawet jego zapachu; czy nie była to zbyt kontrowersyjna przystawka?

      Słyszałam też uwagi, że coś mało tych dań, że powinna być jeszcze przystawka na ciepło, i danie mięsne. Ale myślę, że restauracja Belvedere (na czele z Marcinem Przybyszem, zwycięzcy 3. Edycji Top Chef), która przygotowywała przyjęcie, zna się na tym i wie, co robi.

      Zresztą znalazłam  swoich zapiskach menu obiadu prezydenta Kaczyńskiego, który wydał z okazji 10-lecia wstąpienia Polski do NATO; też było krótkie: tatar z łososia, zupa-krem z dyni, kaczka w musie jabłkowym, bezy z kremem Grand Marnier.

      Albo popatrzcie na menu obiadu wydanego dla B. Obamy przez prezydenta Komorowskiego: tatar z pstrąga, krem z dyni, pieczona pierś perliczki, pralinki czekoladowe z sorbetem pomarańczowym.

       

      I jeszcze menu z Zamku Królewskiego dla monarchów i ministrów:

      • Białe szparagi z rabarbarem i bazylią
      • Młode ziemniaki z cebulą i ziołami
      • Polędwica sandacza z pietruszką i wiśniami
      • Na deser: antonówka pieczona w sianie

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2016 08:41
  • poniedziałek, 06 czerwca 2016

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl