Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „menu”

  • środa, 26 listopada 2014
    • Party jesienne, wokół św. Marcina

      Tym razem party było bardzo polskie, z uwagi na termin przyjęcia: parę dni przed 11 listopada (dzień św. Marcina, w którym tradycyjnie w Polsce jadano gęsinę, a w Wielkopolsce – rogale z białym makiem). Był jeszcze jeden polski akcent, ale o tym na końcu:)

      rogale marcinskie

      Były więc na party rogale świętomarcińskie, faszerowana gęś z kluseczkami, bulion na gęsinie z pierożkiem, jesienna sałata ze śliwkami i papryką, polski cydr lubelski.

      stól na party

      bulion z pierożkiem

      gęś luzowana

      sałata ze śliwkami

      menu z liściem

      I było to jednocześnie pożegnanie złotej, polskiej jesieni – a więc kolorowe liście, kolory złota i pomarańczy w wystroju stołu.

      liście na stole

      liście na stole

      cydr

       

      Film, który oglądaliśmy to „Księga ocalenia”

      film na party

       

      Jest to film s-f, z 2010 roku, w reżyserii braci Hughes, a opowiada o niezwykłej i długiej wędrówce czarnoskórego Eli (Denzel Washington), który przedziera się przez zniszczony jakąś kosmiczną katastrofą, apokaliptyczny świat, niosąc księgę, której chroni jak oka w głowie, i w obronie której nie waha się narazić swojego życia.

      Jego kontr-przeciwnikiem jest napotkany w jednym ze skupisk ocalałych ludzi, Carnegie (Gary Oldman), który od dawna poszukuje jedynej, najważniejszej księgi ludzkości, wierząc, że ona da mu absolutną władzę nad ludźmi. Ale nie pożąda tej władzy w dobrych celach. Domyślacie się, że chodzi każdemu z nich o Biblię, i o wiarę.

      Wydawać by się mogło, że film będzie schematyczny, niczym nie zaskoczy, i że Eli nie ma szans w zetknięciu z brutalną siłą. O, jak bardzo się mylicie! Zakończenie dosłownie wbija w fotel, ledwo można złapać przysłowiowy dech w piersiach….

      Zobaczcie koniecznie…

      A właśnie w tych dniach, w Polsce ukazało się zrekonstruowane cyfrowo wydanie tzw. Biblii gnieźnieńskiej, pochodzącej z 1414 roku. Pauliści w sfotografowane misterne iluminacje figuralne w inicjałach oraz ornamenty roślinne na marginesach księgi wstawili współczesny przekład Pisma Świętego.

      Gospodarz naszego party przygotował piękne zakończenie projekcji filmu; mogliśmy podziwiać tę niezwykłą nowo wydaną księgę

      biblia gnieznienska

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Party jesienne, wokół św. Marcina”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 26 listopada 2014 06:30
  • czwartek, 03 lipca 2014
    • Jak tworzyć menu na domowe przyjęcie? dylematy!

      Zwykle moje cykliczne domowe przyjęcia towarzyszą filmowi, wspólnie oglądanemu.

      Staram się dobrać menu nawiązujące do tego filmu. Czasem zdarza się, że znam film, który mamy oglądać, i jeśli jest tam jakaś potrawa, zwykle pojawia się ona również u nas. Często nawiązuję do kuchni narodowej akcji filmu, wybierając najbardziej znane i charakterystyczne potrawy danego kraju.

      przykładowe menu

      (przykładowe moje menu)

      I tu już zaczynają się schody, bo nie zawsze obowiązuje schemat znany z naszej kuchni: przystawka-zupa-danie główne-deser (jest to zresztą schemat europejski, przejęty jako wzorzec z kuchni francuskiej). Różnie to jest w różnych kuchniach. W kuchni chińskiej na przykład stawia się w centralnym punkcie stołu misę z ryżem, a wokół niej miseczki z przeróżnymi dodatkami, i wszystko to od razu. Gdzie indziej obowiązują zasady, że  pewnych składników nie łączy się z innymi, jak u nas. Miałam raz taką ewidentną wpadkę z kuchnią włoską, kiedy jako dodatek do mięsa w daniu głównym podałam makaron. Oj, wytknięto mi to bezlitośnie – w sumie słusznie (nie zrobili tego goście!) Od tamtego czasu studiuję dokładnie zwyczaje kulinarne danego kraju, który chcę zaprezentować.

      Czasem kieruję się narodowością reżysera. Raczej jest to jednak bezpośredni związek menu z filmem.

      Ale ostatnio namącił mi nieco w głowie przeczytany wywiad z p. W.M. Amaro, który został poproszony o stworzenie menu do festiwalu filmów kulinarnych.

      Powiedział: „Za wszelką cenę starałem się uniknąć oczywistości wynikających z filmu. Nie sugeruję się tytułem, krajem, w którym wyprodukowano film, wątkiem przewodnim. Staram się znaleźć coś ciekawego, detal, który mógłbym wyeksponować. W przypadku filmu „The Recipe” – „Przepis” tym punktem zahaczenia była sól, która w filmie zmienia smak gulaszu, a także – zmienia oblicze głównego bohatera, reportera poszukującego receptury perfekcyjnej potrawki (…) pobawiliśmy się różnymi solami. Co prawda nie udało nam się zamrozić łez ciekłym azotem, by udekorować takimi słonymi kryształkami talerze, jednak to chyba byłaby już ta oczywistość, której starałem się unikać. (...) Sól to wiele różnych odmian, kolorów, smaków. W menu pojawiła się m.in. sól waniliowa, sól wędzona czy sól limonkowo-kokosowa, którą wykończyliśmy deser z czekolady i mrożonego ciekłym azotem jogurtowego musu"

      No tak…. Ale on jest artystą…

      I dla niego dania flagowe danego kraju – to przedszkole.

      A ja – idąc dalej tym tokiem obrazowania – ciągle nadal jestem w przedszkolu, ot, co. I pewnie jeszcze długo będę.

       Dodam, że właśnie studiuję kuchnię nowojorską – bo we wrześniu mamy w planie obejrzeć film „Sunset Limited”, który dzieje się właśnie w N.Y.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jak tworzyć menu na domowe przyjęcie? dylematy!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 lipca 2014 10:30
  • czwartek, 05 czerwca 2014
    • Warszawskie menu dla B. Obamy

      Póki co, mało jest zdjęć potraw i wystroju stołów w czasie wizyty w Polsce amerykańskiego prezydenta.

       Obama w arkadach

      Wiadomo, jak wyglądał stół w Zamku Królewskim, w arkadach Kubickiego: śnieżnobiały obrus, wizytówki w rameczce dla każdego z gości, przy każdym nakryciu 3 kieliszki i kieliszek do wody, talerzyk z kromką chleba, bułeczką i nożykiem do smarowania. Grube, proste białe świece na podstawce równo z poziomem stołu – bez żadnych osłonek, bez świecznika – niezbyt mi się podobały, takie przaśne były. Kwiaty - centralna kompozycja przed prezydentami i mniejsze bukiety wzdłuż stołu. Wydaje się, patrząc na zdjęcia, że tam ciemnawo nieco było; ale to może jednak złudzenie.

      miejsce dla B. Obamy

      Z lunchu przygotowanego przez W. Amaro nie znalazłam nigdzie zdjęć.

      Ale wiadomo już jakie było menu głównych, reprezentacyjnych posiłków: wtorkowego obiadu wg W.M. Amaro i kolacji wg p.p. Kręglickich.

      Zapiszę je tu sobie, dla pamięci i szkoleniowo:), dla porównania:

      W.M. Amaro:

      1. chłodnik z zielonych truskawek, zielonych szparagów i szczawiu, białe szparagi, olej bukowy, krwawnik, zioła, kwiaty nasturcji, słynne czarne pieczywo Atelier Amaro z czarnuszką i palonym sianem łąkowym, do chleba masło kurkowe

      2. jagnięcina podhalańska podwędzana igłami modrzewiowymi, kasza gryczana niepalona, karmelizowana maślanka, małe chrupiące kurki, seler pieczony z trawą żubrową, olej z dzikiego czosnku niedźwiedziego

      3. Deser: truskawki – czerwone oraz twarde, zielone z kwiatami czarnego bzu, do tego odrobina rabarbaru i czereśni z werbeną cytrynową, lody z natki pietruszki.

       

      pp. Kręgliccy

      1. Wędzony jesiotr warmińsko-mazurski w postaci musu, płatków ryby i ikry, z emulsją z rokitnika oraz sałatka z rzodkiewki, kalarepki i trybuli

      2. Zupa krem z białych szparagów z pokruszonym serem korycińskim, olejem rzepakowym z Góry św. Wawrzyńca i płatkami bratków

      3. Jagnięcina pieczona z trawą żubrową, ziemniaki zapiekane ze śmietanką, czerwoną kapustą i żurawiną

      4. Deser: mus chałwowy (czyli bita śmietana z chałwą i białą czekoladą) obsypana truskawkami i listkami werbeny, udekorowany sezamkami i karmelową siateczką

       

      Jest dużo punktów stycznych i podobieństw w tych jadłospisach, prawda?

      Wykorzystanie produktów sezonowych: te truskawki, szparagi, płatki kwiatów, zioła, w obu przypadkach jako danie główne jagnięcina.

      Obydwie ekipy deklarowały i stawiały na produkty polskie, regionalne.

      Ale preferowały kuchnię lekką, nietłustą, nie zawiesistą.

      Na pewno było bardzo dekoracyjnie. Czy smacznie? I czy zaspokoiły te dania głód? Pewnie tak:)

      Zdziwiła mnie ta jagnięcina. Oczekiwałam raczej jakiejś dziczyzny, czy dzikiego ptactwa.

      Nic nie wiemy o doborze win i napoi do potraw, a szkoda.

      P. A. Kręglicka zapowiadała, że poda przepisy na dania przez nią serwowane; będę to śledzić.

      Kolejność i łączenie potraw było w zasadzie tradycyjnie polskie: przystawka, zupa, danie główne, deser. W daniu głównym: mięso, ziemniaki u Kręglickich, kasza u Amaro, plus dodatek warzyw; Kręgliccy poszli w typowo polską kapustę.

      W deserze (i chłodniku) intrygują mnie najbardziej zielone niedojrzałe truskawki Amaro; ciekawe, jak to smakowało! On jednak naprawdę ma duszę eksperymentatora i łowcy smaku!

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Warszawskie menu dla B. Obamy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 czerwca 2014 12:27
  • wtorek, 03 czerwca 2014
    • Menu filmowe do „Grawitacji”

      Jak dobrać menu do filmu, który ogląda się wspólnie, a potem zasiada się do stołu?

      Do tej pory nie miałam z tym specjalnych trudności, ale ostatnio namieszała mi nieco w głowie wypowiedź na ten temat W.M. Amaro; o tym wkrótce napiszę szerzej.

      A póki co moje ostatnie przyjęcie, towarzyszące filmowi „Grawitacja”: szafirowy (jak niebo) wystrój stołu, granatowe, z orbitami kartoniki menu

      menu grawitacja

      Film opowiada o niespodziewanej katastrofie w kosmosie, kiedy szczątki zestrzelonego satelity szpiegowskiego uderzają w stację kosmiczną na orbicie ziemskiej, niszcząc i zabijając w reakcji łańcuchowej niemalże wszystkich, poza parą astronautów, którzy walczą o przetrwanie i powrót do domu. Film zdobył w tym roku aż 7 oskarów: za najlepszą reżyserię (Alfonso Cuaron), najlepsze zdjęcia, najlepszy montaż, muzykę, dźwięk, montaż dźwięku i najlepsze efekty specjalne.

       

      Jakie menu mogłoby być na stacji kosmicznej??? Tubki, plastikowe woreczki, mrożonki na tackach?

      Poszłam w innym kierunku, zwłaszcza, że główna bohaterka (Sandra Bullock) nie miała ani czasu, ani możliwości próbować cokolwiek. Tematu jedzenia w tym filmie nie ma.

      Ale pomyślałam sobie, że spróbuję przygotować coś odlotowego. I przyszła mi do głowy niezwykła, molekularna kuchnia Wojciecha Modesta Amaro. Oczywiście, moja propozycja to tylko luźna dość inspiracja jego kuchnią, bo i składniki oryginalne trudno byłoby zdobyć, i nowoczesne techniki kulinarne są dla mnie niedostępne.

      Poszperałam w necie i w jego książce „Natura kuchni polskiej” i wyszukałam jego przepisy, które da się dość dokładnie odtworzyć w warunkach domowych.

      I oto moje menu:

      Jako przystawkę podałam pieczone warzywa z rukolą, pestkami

      i kozim serem

      pieczone warzywa

       Pierwsze danie to filiżanka czystego barszczu z paluchem drożdżowym i kolorowymi jajkami na listkach młodego szpinaku 

      barszcz i kolorowe jajka

      Danie główne to rolada z piersi kaczki (z nadzieniem morelowym, zawinięta w liść botwiny), pure z kalafiora z plastrem buraka, plastrem batata i śliwką suszoną

      rolada z kaczki

        Deser nie był już kosmiczny, po prostu zaczął się sezon truskawek, więc podałam Eton mess 

      Eton mess

      A do kawy w czasie filmu było ciasto „Leśny mech” – odlotowe z uwagi na kolor:)

      leśny mech

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 czerwca 2014 12:44
  • wtorek, 27 maja 2014
    • Menu degustacyjne z finału Top Chef

      Przyznam, że zaraz na drugi dzień po zakończeniu finału Top Chef, pobiegłam na blogi i internetowe fora, szukając relacji i jakichś podsumowań – a tu Cisza! Na Fb było trochę wpisów, ale raczej typu: to nie ten powinien wygrać, kto inny był najlepszy, itp.

      To prawda, że ja też nie od razu miałam coś do powiedzenia. Ale już to sobie wszystko przemyślałam, poukładałam w głowie, fragmenty obejrzałam sobie ponownie.

      To co? Pogadajmy o stronie stricte kulinarnej finału, co? O menu degustacyjnym.

      menu degustacyjne

      (zdjęcie z sieci)

      Mnie osobiście bardzo takie coś się podoba, taka możliwość spróbowania po troszku wszystkiego, co kuchnia ma do zaproponowania.

      Gdybym miała wybierać, czyje menu degustacyjne z finału chciałabym spróbować, to wizualnie na pewno wybrałabym Przemka; jego talerze były pięknymi obrazami, o cudownie zestawionych kolorach, pięknej kompozycji, a już jego fiołkowa wata cukrowa była rozczulająca – przenosiła w odpustowo-jarmarczny świat dzieciństwa:)

      Przypomnijmy menu Przemka:

      Tatar z żubra z żółtkiem przepiórczym i emulsją z czosnku niedźwiedziego, łosoś bałtycki z lodami chrzanowymi na ziemi z pumpernikla, grasica cielęca z galaretkami z zielonych szparagów i pomidorów, sandacz ze skorzonerą, sałatką z ogórka z rakami i pianą rakową, mus czekoladowy z kaczą krwią, bezami porzeczkowymi i fiołkową watą cukrową

       

      Ale wyobrażając sobie spodziewane smaki potraw – wybrałabym menu Adama; bardziej przemawiają do mnie jego tradycyjne propozycje.

      Menu Adama: młodziki opolskie (gołąbki) z kaszą i jajkiem, łosoś z tatarem z morskiej kaczki i granitą ogórkową, żubr z grzybami i sufletem serowym, pierś z kaczki ze skorzonerą, praliną orzechową, kaczymi sercami i foie gras z wędzonym węgorzem, tarta czekoladowa z wiśnią molekularną.

      Adaś poszedł w ciekawe, molekularne formy; „Harry Potter kuchni nam wyrósł” – to ładne określenie.

       

      Menu finalisty, Sebastiana było takie:

      Burak z kozim serem, miodem i roszponką, smażone foie gras z rzepą, kalarepą i chrzanem, halibut z koprem włoskim, kalafiorem i orzechem laskowym, zając marynowany z jałowcem, skorzonerą i owocami leśnymi, ravioli z ananasa z musem z mango, pure malinowym i pomarańczą

      Najmniej przypadł mi do gustu deser Sebastiana; pierożki na słodko. Takie w sumie mało efektowne, niezbyt dekoracyjne.

       

      Przyjrzałam się dokładnie kompozycjom na talerzach. Taki np. Adam był kilkakrotnie krytykowany za rozczłonkowanie składników potrawy po talerzu. A z kolei u Sebastiana to właśnie się jury podobało. Nie umiem, niestety, ocenić w czym tkwi błąd takiej kompozycji, w czym jej siła, i kiedy można sobie na to pozwolić, a kiedy nie.

       

      Ciekawe, że żaden z szefów nie podał w swoim menu zupy. Dla mnie, która jestem ich fanką, to zdecydowany brak. Może nadeszła taka moda, że zupę uważa się za mało wykwintną? I jest zdradliwa, to fakt; były tu w top chefie wpadki z nią.

       

      Jednak te propozycje stoją o niebo wyżej (jeśli chodzi o kunsztowność i wyrafinowanie) w stosunku do propozycji finalisty I edycji top chef, Martina. Bo menu Martina było bardzo tradycyjne: homar z marakują i sałatką, grillowane ośmiornice z sosem chrzanowym i ziemniakami, agnolotti (pierożki) z łososiem, polędwica wołowa z foie gras, bazyliowa pana cotta.

      A finaliści II edycji nie bali się eksperymentów, zestawień smakowych i nowoczesnych technik.

       

      Jeszcze sprawa zakupów. „Alma” się przygotowała, prawda? Ależ oferta była do dyspozycji: młode gołąbki, mięso z żubra, grasica, foie gras….. nic dziwnego, że szefowie rzucili się na te tak nietypowe i trudne do zdobycia produkty.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 maja 2014 10:38
  • niedziela, 27 kwietnia 2014
    • Podsumowanie świątecznego menu

      1)      W zasadzie jestem zadowolona.

      Ale jednak było tego wszystkiego za dużo. Robi się jak dla pułku wojska, a potem nie ma kto tego jeść. Co roku historia się powtarza – kiedy zaczynam czytać propozycje innych na święta – dopada mnie maksymalizm i obawa, żeby nie było za mało. Zapisz sobie, dziewczyno, dużymi literami na zaś: NIE BĘDZIE za mało.

      2)      Z wypróbowanych nowości średnio sprawdziła się rolada z jajek, z szynką, groszkiem i brokułami - przepis z gazety. W smaku była o.k., ale wizualnie to trzeba by nad nią popracować. Myślę, że sobie to zmodyfikuję i wprowadzę do moich domowych przepisów, ale żelatynę rozpuszczę w śmietance, no i na pewno dodanie jajek na twardo w całości nie sprawdza się, bo przy krojeniu konstrukcja galarety rozpada się. Myślę, że jajka po prostu grubo posiekam. I brokuły zrobiłam zbyt jędrne, tutaj powinno się je ugotować do miękkości.

      3)      Nie wypróbowałam przepisu na nowy mazurek.

      Właściwie, to jakbym się sprężyła w Wielką Sobotę, to bym jeszcze zdążyła go zrobić, ale… patrz punkt 1) – kto by to zjadł? Jednak on mnie kusi i przy okazji go wypróbuję.

      4)      Chcę mieć foremkę na mazurek w kształcie jajka, taką owalną. I to najlepiej, żeby nie była duża, bo zaczynają mi się marzyć malutkie mazurki.

      5)      Dostałam w prezencie mazurek czekoladowy

      mazurek czekoladowy

      Piękny, prawda?

      Może uda mi się zdobyć przepis, jest możliwość, tyle że okrężną trochę drogą. Mazurek jest bardzo smaczny; jest w nim cieniutka warstwa ciasta kruchego, przykryta powidłem, na to ciasto ucierane, może biszkoptowe (???) z bakaliami w środku i orzechami, przykryte wszystko polewą czekoladową.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Podsumowanie świątecznego menu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 kwietnia 2014 07:12
  • środa, 09 kwietnia 2014
    • Logistyka świąt

      Najpierw jest etap, który bardzo lubię – planowanie menu świątecznego: śniadania wielkanocnego, obiadu, wypieków, wędlin i mięs. Przeglądanie rodzinnych przepisów, szperanie po książkach, podczytywanie forów kulinarnych i blogów – to etap szukania inspiracji, pomysłów, co zrobić. Zwykle kupuję jedną - dwie gazety, żeby podpatrzyć dekoracje. To trzeba zrobić w miarę wcześnie, żeby zdążyć zgromadzić wszystkie potrzebne składniki.

      O.k. mam już menu.

      Zakładam skoroszyt i drukuję przepisy, lub przynajmniej piszę numery stron książek, z których pochodzą. Wolę się zabezpieczyć: bo może zawieść internet, lub będzie chodził jak zepsuty traktor (przed świętami łącza lubią być przeciążone), bo skończy się tusz w drukarce, bo zapomnę z której książki pochodzi interesujący mnie przepis.

      O.k. to już jest!

      Teraz następuje etap, którego nie cierpię: żmudne wypisywanie listy zakupów i ułożenie ich kategoriami: ile jajek (wiecie że wyszło mi 79????), ile kostek masła, ile cukru, śmietany, jarzyn…. Itp.

      Wypisuję wszystko, nawet tak banalne rzeczy jak sól, pieprz czy listek laurowy – bo teoretycznie to te produkty powinnam w domu mieć, ale …. Diabeł nie śpi. I w dodatku nie mam kogo wysłać w ostatniej chwili na awaryjne zakupy.

      Zmobilizowałam się. Lista zakupów jest!

       PLAN ŚWIĄT

      To jeszcze opowiem o menu:

      Wypieki: piegusek specjalnie dla mamy, sernik wiedeński, babeczki marcepanowe do koszyka, pascha, mazurek różany i nowość – ślizgoński mazurek czekoladowy

      Do śniadania: karkówka, pasztet drobiowy z żurawiną, pasztet z jajek, brokuła i szynki, sałatka jarzynowa z dodatkiem buraczków, chrzan do szynki z jajkiem i ananasem. Wiejskie kiełbasa i szynka - kupne

      Obiad:

      Żurek wg Magdy Gessler z dodatkiem grzybów

      jajka faszerowane od Fukiera i barszcz czerwony czysty

      gulasz ochmistrzyni, knedel Radziwiłłów i zielona sałata z winegretem i całym mixem dodatków

      Tyle. Mam nadzieję, że wystarczy

       

      Teraz czeka mnie jeszcze gorszy etap: podjęcie decyzji, w który dzień co zrobić. Większość chciałabym robić w ostatniej chwili, żeby było świeże, ale to niemożliwe, nie zdążyłabym. Dlatego te decyzje są zawsze takie trudne.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 09 kwietnia 2014 06:36
  • wtorek, 01 kwietnia 2014
    • Menu filmowego party

      stół na party

      Oglądaliśmy film „Celestyn V”, którego każdy z nas był ciekaw, bo okazało się, że papież Benedykt XVI nie był wcale pierwszym papieżem, który zrezygnował z urzędu. Dość dawno temu, u schyłku XIII wieku, taką samą decyzję podjął papież Celestyn V – Włoch, pustelnik, zamieszkujący przed wyborem u podnóża góry Morrone k. Neapolu.

      film Celestyn V

      Miałam właściwie łatwe zadanie przy konstruowaniu menu do kolacji towarzyszącej filmowi: włoska i papieska. Dużo o tym pisano, mam kilka książek na ten temat, ale …. zawsze jest jakieś ale, prawda?

      Otóż na naszych spotkaniach już kilkakrotnie ta właśnie kuchnia występowała, a nie chciałabym się powtarzać. Potrawy z uczt koronacyjnych papieży, ulubione papieskie – wszystko to już było.

      Ostatecznie wyszukałam z potraw włoskich głównie te z rejonu Neapolu (region Kampanii) i menu było następujące:

      menu papieskie

      Przystawka: zielona, z sałaty lodowej i rzymskiej, z winogronami i mozarellą z winegretem, z bagietką wiejską, na zakwasie (mozarella to w Kampanii klasyk Nr 1)

      sałata

      chleb i sztućce

      Danie pierwsze – we Włoszech jest to zwykle jakaś pasta (makaron) – u mnie były tortellinii alla pappalina, z sosem grzybowym. Tu poszłam troszkę na łatwiznę; różnego rodzaju pierożki kupiłam gotowe (tortellini, cappeletti, ravioli), a własnoręcznie przygotowałam jedynie sos grzybowy (z suszonych prawdziwków i świeżych pieczarek)

      pierożki

      Daniem głównym  powinno być mięso (lub ryba) otoczone warzywami; zdecydowałam się na warkocz z polędwiczek wieprzowych, ułożonych na fasolce szparagowej, z dodatkiem zoppoli z kalafiora i plastrami batatów

      warkocz z polędwiczki

      Zoppoli (zeppole) to typowa neapolitańska przekąska z warzyw smażonych w cieście drożdżowym (zoppoli z kalafiorem smaży się w Neapolu zawsze na Wigilię)

       Towarzyszyło temu wino Châteauneuf-du-Pape; jest to wprawdzie wino francuskie, z okolic Awinionu, ale do kolacji papieskiej (choć włoskiej) aż się prosiło

      wino

      Wina te rozsławił na przełomie XII  i XIII w. zachwycony nimi papież Jan XXII, w czasach tzw. Niewoli awiniońskiej papieży. Nazwę Châteauneuf-du-Pape (Nowy Zamek Papieża) usankcjonowano w 1893 roku. Nawiązanie do nazwy widoczne jest też na butelce – znajdziemy na niej papieską tiarę nad dwoma kluczami świętego Piotra. Wokół tego emblematu, wytłoczone są gotyckie litery tworzące napis: Châteauneuf-du-Pape.

       Postanowiłam podać po kolacji deser (mimo, że osobiście tego nie lubię; psuje mi wspomnienie smaku), ale uczestnicy byli z tego bardzo zadowoleni. Podałam lody czekoladowe z sorbetem z pomarańczy.

      Dominującym kolorem był kolor papieski, żółty.

      żółty tulipan

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Menu filmowego party”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 kwietnia 2014 10:20
  • czwartek, 16 stycznia 2014
    • Menu kuchni marokańskiej

      Tak wyglądało menu naszego filmowego party (ciągle jeszcze z elementami wystroju świąteczno-choinkowego)

      nakrycie stołu

      menu marokańskie

      motywy świąteczne

      Przystawka: żydowskie holiszkies – czyli gołąbki, wegetariańskie, z kaszy gryczanej z kawałeczkami papryki, w słodko-pikantnym pomidorowym sosie

      holiszkies

      Zupa: harira, będąca typową, bliskowschodnią zupą strączkową (ciecierzyca, soczewica) z mięsem (najczęściej z jagnięciny) i zwykle z dodatkiem pomidorów. Robiłam ten typ zupy już wielokrotnie (zawsze troszkę inaczej) i nieodmiennie cieszy się olbrzymią popularnością. Te, tutaj, zrobiłam z zielonej soczewicy, ciecierzycy, mięsa wołowego, pomidorów z dodatkiem przyprawy ras-el-hanut

      harira

      Danie główne to tażin z indyka z kuskusem (z dodatkiem zeszklonej cukinii) i surówką z marchewki. Surówka wzbudziła sensację, dopytywano się co w niej jest; a były tam cząstki pomarańczy, sok z cytryny i cynamon. Tażin winien być przygotowany w specjalnym naczyniu z pokrywą w kształcie wysokiego komina; nie mam takiego, więc dusiłam go w stalowym garnku ze szczelnie dopasowaną pękatą pokrywką, umożliwiającą warunki gotowania podobne do oryginalnego garnka

      tażin z indyka

      Zakończyliśmy biesiadowanie filiżanką mocnej herbaty (African tunda londyńskiej firmy Twinings)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 stycznia 2014 10:13
  • środa, 15 stycznia 2014
    • Party filmowe - pierwsze w tym roku

      Zapraszam karnawałowo, na musical: Józef i cudowny płaszcz snów.
      Jest to lekko, z przymrużeniem oka potraktowany temat biblijnego Józefa, znanego z umiejętności interpretacji snów, a sprzedanego przez braci do Egiptu.


      musical

      Mamy tu dynamiczne, kolorowe, głośne i piękne cudeńko kompilacyjne: kompilacja różnych stylów muzyki, kompilacja kostiumów, kompilacja choreografii.
      Pamiętacie piktogramy z egipskich piramid, pokazujące postaci w profilu, poruszające się jak gdyby zawsze bokiem? Genialnie wykorzystał to tutaj, w scenach na dworze faraona, twórca choreografii.
      A kostiumy? moja ulubiona stylizacja to gruby bankier Putyfar z liczydłem i stosem monet.
      Chyba każdemu spodoba się faraon, stylizowany na Elvisa Presleya, a niezrównana Joan Collins (tak, tak, to Alexis z "Dynastii") jak zawsze piękna, jak zawsze uwodzicielska i ... niebezpieczna.
      Oprócz zauroczenia muzyką, bawimy się świetnie, odczytując analogie i ukryte znaczenia (w tym kierunku, co ów musical, poszedł na przykład później film "Asterix i Kleopatra").
      Do filmu zrobiłam znane wam już malutkie marokańskie ciasteczka, rożki gazeli

      rożki gazeli

      A jaką kuchnię dobrać do po-filmowej kolacji?
      Szukajmy: Józef - a więc żydowska, faraon - egipska.... skończyło się na północno-afrykańskiej, sefardyjskiej (tj. żydowskiej z basenu Morza Śródziemnego), z inspiracjami marokańskimi, jako że wszystkie te kuchnie przenikały się nawzajem. A kuchnia marokańska, od czasu drugiej edycji Masterchefa (odcinki wyjazdowe kręcone były właśnie w Maroku), kusiła mnie ogromnie:)

      Prezentacja menu w następnym wpisie, zapraszam!
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 15 stycznia 2014 00:09
  • wtorek, 07 stycznia 2014
    • Wspomnienie z Wigilii

      stół wigilijny

      Dwanaście potraw na wigilijnym stole - czy to nie za dużo?
      Oczywiście, że za dużo!

      W tym roku to ja przygotowywałam Wigilię dla najbliższej rodziny. I było moją ambicją, aby wszystko było zgodnie z Tradycją - a więc przede wszystkim 12 dań.
      Były! Oto menu:

      menu wigilijne

      Nie dało się tego przejeść, mimo, że jedliśmy nieśpiesznie, z przerwami, a dania były serwowane w malutkich porcjach, jako coś w rodzaju menu degustacyjnego.
      Najbardziej dumna jestem z dań rybnych; niespecjalnie są u nas lubiane, ale wyszukałam przepisy, które naprawdę były smaczne:)
      Pasztecik z dorsza z żurawiną

      pasztecik z dorsza
      

      Rolada z sandacza w galarecie


      rolada z sandacza

      Śledzie po łowicku


      śledzie po łowicku

      Sola pieczona w porach z pure ziemniaczanym


      sola w porach

      I sałatka śledziowa mojej siostry, z fasolką, zawsze przez nią robiona w większej ilości, żeby każdy chętny mógł sobie ją zabrać również do domu i by nie było kłótni, kto ile weźmie:))))


      sałatka śledziowa

      Był ciemny barszcz grzybowy z uszkami


      barszcz wigilijny z uszkami

      Była kapusta z grochem (podana na chrupkiej macy)


      kapusta z grochem

      Jako zupełną nowość u nas wprowadziłam kluski z makiem i pierożki z suszonymi śliwkami

      kluski z makiem

      Niektóre z dań w ogóle nie pojawiły się na stole, zwłaszcza te z końca listy menu:) Ale spróbować je każdy miał szansę, bo każdy wychodzący dostał na drogę paczkę z prowiantem - to nasza stara rodzinna tradycja - i przyznać trzeba, że każdy lubi te żywnościowe paczuszki:)
      Były, rzecz jasna również ciasta, w tym makowa gwiazda z białego i niebieskiego maku, ale ich nie wliczam do wigilijnego menu. To dodatki spoza kanonu:)

      Był biały obrus z wytłaczanym motywem srebrnej choinki, na nim szyfonowy bieżnik ze złotymi gwiazdkami.
      Było nakrycie dla niespodziewanego gościa - kolorowe, żeby odróżniało się od innych. Dodam, że w czasie którejś z Wigilii przedyskutowaliśmy w naszej rodzinie taką możliwość; gdyby ktoś zapukał - przyjęlibyśmy go, choćby to był podchmielony bezdomny (!)
      
      miejsce dla zamorskiego pana

      Były gałązeczki jodełki i pierniczki przy każdym nakryciu

      stroik do nakrycia

      Było obłędnie pachnące, z podtarnowskiej wsi siano, na nim opłatki


      siano i opłatki

      Były świąteczne świece i aniołki

      aniołek na wigilijnym stole
      
       I co najważniejsze, wszyscy najbliżsi wokół stołu, wszyscy w komplecie:) !!!
      


      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wspomnienie z Wigilii”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 stycznia 2014 21:41
  • piątek, 06 grudnia 2013
    • Menu żydowskiej kuchni aszkenazyjskiej

      „Gdy Jazz Singer - Śpiewak z Jazzbandu trafił do kin, zmieniła się przyszłość Hollywood. Po raz pierwszy w filmie pełnometrażowym aktor przemówił na ekranie, wprawiając w zdumienie publiczność i zamykając erę filmu niemego. Al Jolson zmienił historię filmu wcielając się w rolę żydowskiego kantora, który, by spełnić swoje marzenia i trafić do show biznesu, musi sprzeciwić się ojcu rabinowi” – tak reklamuje „Merlin” zremasterowany film z 1927 roku, wydany na Blu-Ray.

      A ponieważ oglądaliśmy go w naszym domowym kinie, na kolejnym party, sprawa menu kolacyjnego nie budziła wątpliwości: kuchnia żydowska (po raz kolejny).

       film na party

      W zasadzie zaproponowałam potrawy z kuchni aszkenazyjskiej – kuchni Żydów kontynentalnych, środkowo-europejskich (choć jako dodatek do mięsa znalazły się tam warzywa po sefardyjsku, a więc z kuchni żydowskiej basenu Morza Śródziemnego – a są to zupełnie różne kuchnie).

      Przyznam się, że jestem świeżo pod wrażeniem oglądanych Top Chef i Master Chef i przepięknych propozycji serwowania tam potraw – i starałam się, żeby i u mnie troszkę było widać sztukę podawania. Choć jasne, że jeszcze wiele, wiele mi brakuje do poziomu, który chciałabym osiągnąć!

      Ale zapraszam do stołu:

      menu

      Jako przystawki podałam:

      Klasyczną sałatkę żydowską z ziemniaków, porów i ogórków kiszonych z sosem majonezowym

       sałatka żydowska

      Smażone pierożki z ciasta ziemniaczanego z nadzieniem z mielonej wołowiny z papryką

      pierożki ziemniaczane

      Tzw. żydowski kawior na bagietce (z posiekanej podsmażonej wątróbki drobiowej z cebulką i jajkiem na twardo)

      żydowski kawior

      Kolejne danie to zupa berdyczowska, znana też jako zupa Jankiela. Występuje w menu wielu żydowskich restauracji w Polsce, a jest swego rodzaju zupą gulaszową z warzywami, z dodatkiem miodu lub dżemu; które przełamują jej ostrość; bardzo syta; fantastyczne pole do popisu dla miłośników zup

       zupa berdyczowska

      Jako danie główne podałam duszony udziec indyczy, zamarynowany przyprawami, czosnkiem i ciemnym piwem. Jako dodatek podałam cymes z marchwi na słodko i duszone, nadziewane warzywa: cebule, ziemniaki i cukinię.

      indyk cymes i warzywa

      Jako że właśnie kilkanaście dni temu pojawiło się tegoroczne beaujolais nouveau, właśnie ono towarzyszyło kolacji. Lekko cierpkie, ale o wyraźnym owocowym smaku, bardzo dobrze się komponowało z moimi potrawami, w których dominowała wołowina.

       bożole 2013

      A do kawy przygotowałam szarlotkę a`la Roman Polański z jego filmu „Rzeź”.

      szarlotka Polańskiego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 06 grudnia 2013 00:13
  • czwartek, 28 listopada 2013
    • „Ugotowani” w moim mieście

      Kto uczestniczył w zmaganiach, gdzie one dokładnie były i kto zwyciężył? – przeczytać można na stronie http://ugotowani.tvn.pl/aktualnosci,893,n/uczestnicy-sezon-5-tarnow,106674.html

       A tu moi faworyci: potrawy, które chętnie bym spróbowała (suflet i zupa dyniowa z nutą pomarańczy) i stoły, które bardzo mi się podobały:

      ugotowani w Tarnowie

      Nie przepadam za formułą tego programu. Ale…. Oglądam go dość często, bo…. po prostu ciekawa jestem wystroju mieszkań, uczestników, propozycji menu, które serwują.

      W „naszym”, tarnowskim odcinku zaskoczyło mnie, że tylko panowie byli z naszego miasta; panie natomiast są z miejscowości znacznie od Tarnowa odległych.

      Jeśli chodzi o mieszkania, to zdecydowanie mam jednego faworyta: absolutnie fantastyczne, niebanalne mieszkanie ma p. Tomasz, urządzone pięknie, nowocześnie, z żelazną konsekwencją, bez mieszanki stylów, niezagracone.

       

      Ale wróćmy do kulinariów.

      W programie każdy gości pozostałych uczestników trzema daniami: przystawką, daniem głównym i deserem. U „nas” piętą achillesową gospodarzy były desery. Chyba tylko p. Tomasz się obronił, podając suflet czekoladowy z musem malinowym i lodami miętowymi. Odważnie! Bo wiadomo, jak to z sufletami bywa: kapryśne, lubią opadać. Ten smakował wszystkim. Wpisałam go sobie do wypróbowania.

      Trzy osoby przygotowały spójne, jednorodne (w miarę) menu, z przewodnią nutą smakową lub choćby tylko wiodącym motywem w nazwie potrawy. I tak:

      - mieliśmy menu inspirowane klimatami kuchni hinduskiej – pani Agnieszki – zupa dyniowa, cukinia nadziewana mieloną polędwicą wołową z kaszą jaglaną i duszonymi warzywami oraz bakalie z ryżem polane zmiksowanymi malinami

      - pan Grzegorz – aktor – przedstawił menu inspirowane literaturą: naleśniki ze szpinakiem (a`la Pinokio),  polędwicę wieprzową z kurkami z pieczonymi ziemniakami (trylogia smaku) oraz sekret Balladyny – warstwa pokruszonych ciastek przykryta mascarpone z bitą śmietaną i polane zmiksowanymi malinami

      - pani Krystyna – z wykształcenia śpiewaczka – przygotowała dania, którym nadała muzyczne nazwy: błękitna rapsodia (mix sałat z niebieskim serem pleśniowym), przysmak wirtuoza (duszony królik z drożdżowymi kluchami) oraz pikantne wariacje (lody w syropie i likierze).

      W menu p. Tomasza trudno było doszukać się motywu przewodniego, choć potrawy były interesujące:  śledź marynowany z farszem kurkowym, złoty but generała czyli polędwica Wellington zapiekana w cieście francuskim z sosem szpinakowym oraz gorzki wulkan – suflet, o którym pisałam wyżej.

       

      Patrzyłam tez pilnie na sposób podania. Ciekawe, że najpiękniej nakryte stoły zaprezentowali panowie.

      Stół p. Grzegorza przykryty był czerwono-rdzawym obrusem, na którym położono w poprzek dwa białe bieżniki, które wyznaczały miejsca na 4 nakrycia, po dwa naprzeciw siebie. Serwetki , zwinięte w rulon, były związane rafią w kolorze obrusa. Talerze były białe, trójkątne. Potrawy, pięknie na nich ułożone, kusiły…. Najmniej podobały mi się kieliszki do wina, o zielonkawych czarach, co zdecydowanie zniekształca kolor wina.

       

      Przepiękne nakrycie było w domu p. Tomasza; stół przykryty ciemnym, miało się wrażenie, że wręcz czarnym czy grafitowym w kolorze obrusem, z jaśniejszymi o ton serwetkami, na tym ciemnym tle świetnie grały rozrzucone jako dekoracja owoce gruszek i śliwek. Deser był podany na białych, owalno-trójkątnych porcelanowych tacach, w pięknych kształtem kokilkach, a kieliszki do wina były czarne. Nie jest to korzystne dla wina, ale prezentuje się, trzeba przyznać, świetnie.

      Przystawkę i danie główne p. Tomasz podał w swoim pubie, który nawiązuje wystrojem do czasów PRL-u: obrus w biało-czerwoną kratkę, aluminiowe łyżki i widelce na łańcuchach jak w „Misiu”, kwiaty w butelce, oczywiście goździki, dyżurne kwiaty Polski Ludowej.

       

      Zdecydowanie najmniej ciekawy był stół p. Agnieszki. Biały obrus, przykryty mniejszym, złotawym, ale o nierozprasowanych zagięciach, a talerze były raczej małe (zbyt małe do ilości potraw) i w dodatku we wzory – na takich talerzach bardzo trudno stworzyć kompozycję potrawy. Wystrój tego stołu zupełnie nie oddawał klimatu Indii, założonego w menu.

       

      Moim faworytem zdecydowanie został p. Tomasz, który miał najbardziej dopracowane szczegóły swojego przyjęcia i jego program był chyba najciekawszy. Ale to nie on wygrał…..

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „„Ugotowani” w moim mieście”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 listopada 2013 13:32
  • środa, 06 listopada 2013
    • Kuchnia indyjska – taką ją poznałam

      Po lekturach, po degustacjach w bardziej czy mniej indyjskich lokalach (o czym wcześniej tu już pisałam) – przyszedł czas na indyjskie party mojego autorstwa.

      Jak mi wyszło?

      Och, potrawy na pewno były grzeczne (!) nie za ostre, nie za pikantne. Spójrzmy na menu:

      menu indyjskie

      Menu jest na żagielku, żagielek na łódce z papryki, a na niej siedzi tygrysek. Łódka płynie sobie po lazurowym obrusie.

      stół indyjski

      Czemu tak?

      Bo towarzyszył nam film: Życie PI

      Młody Hindus, przez niefortunny zbieg okoliczności, po katastrofie statku, odkrywa, że na łódce, dzięki której ocalał, znajduje się zebra, hiena, szczur, i …. No właśnie. I tygrys.

      Och, nie będzie to takie proste przeżyć w tych okolicznościach.

       Ale wróćmy do menu:

      Najpierw samosy: z rewelacyjnego ciasta wyszperanego w necie (wkrótce podam przepis), nadziewane farszem ziemniaczanym z zielonym groszkiem

      samosy

      samosy

      Kolejna potrawa to dal z soczewicy, coś pośredniego między gęstą zupą a duszoną potrawką

      dal z soczewicy

      Z dalu najmniej byłam zadowolona, jakoś bardzo źle mi się komponowały smaki przypraw, a tu okazało się, że właśnie dal był przez gości bardzo chwalony. Do tego podałam chlebki chapati (kupne! bo te, które sama upiekłam po kilku godzinach robiły się zbyt twarde).

       Danie główne to kurczak tikka masala, z ryżem szafranowym i raitą. Raita była tak pyszna, że ledwie się opanowałam, żeby samej wszystkiego nie zjeść:)

      tikka masala

      Na zakończenie – zielona herbata

      Nie piszę nic o napojach, bo wszelki alkohol w kuchni indyjskiej ze względów religijnych jest wykluczony, ale u nas jednak alkohol był – wino, o którym napiszę osobno, bo warte jest tego:)

       

      A! i zapomniałam zapalić kadzidełka!

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kuchnia indyjska – taką ją poznałam”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 06 listopada 2013 12:13
  • piątek, 20 września 2013
    • Kolacja na toskańskiej prowincji

      Kuchnia toskańska to temat główny mojego kolejnego przyjęcia tematycznego. Dlaczego kuchnia toskańska? Towarzyszyła oglądanemu filmowi Andrieja Tarkowskiego „Nostalgia”, a tam główna akcja toczy się na toskańskiej prowincji, w miejscowości Bagno Vignone, koło Sieny, w centrum Toskanii. Pewnie wiele osób ma w oczach toskańskie krajobrazy: soczystą zieleń rozległych pól, obramowaną ciemną zielenią stojących równym rządkiem cyprysów, domy w kolorze sieny palonej, ochry, żółci i wyblakłej bieli. Na początku jesieni zieleń Toskanii nabiera coraz więcej żółtych, spłowiałych nut, dlatego też ten kolor był bazą wystroju stołu.

      stół toskański

      Do kawy, towarzyszącej filmowi wybrałam najsławniejszy sieneński smakołyk: panforte - ciasto korzenne z migdałów, orzechów laskowych, skórki pomarańczowej, miodu i mąki. Jest to w zasadzie ciasto jedzone w Boże Narodzenie, ale z uwagi na turystów - do kupienia o każdej porze roku.

      panforte

      Do tego wspaniały toskański cytrynowy likier: limoncello i kawa Lavazza (nieodmiennie uważam, że to najlepsza kawa na świecie! Oczywiście ta 100-procentowa arabica)

      limoncello

      Wino, które najczęściej kojarzone jest z Toskanią - to czerwone wytrawne chianti (te najlepsze mają znak czarnego koguta na etykiecie), ale tak naprawdę najlepsze jest tutaj Brunello di Montalcino, dojrzewające nie krócej niż 4 lata, wytwarzane ze szczepu Sangiovese. I to właśnie wino wybrałam do naszej kolacji.

      brunello

      Jak wyglądało menu:

      toskańskie menu

      Najbardziej charakterystyczna przystawką kuchni toskańskiej jest panzanella: czyli sałatka z pomidorów, cebuli, bazylii, oliwy i suchego namoczonego chleba. Podawałam ją jednak już kiedyś na naszym party, więc tym razem zrezygnowałam z niej, na rzecz pinzimonio - chrupiących świeżych kawałków warzyw podanych z dipem do maczania (u mnie była to odmiana vinegretu z sokiem pomarańczowym).

      pinzimonio

      I nie oparłam się pokusie kanapki; a tych we Włoszech jest mnóstwo: prostokątna pannini z ciabatty, grzanka bruschetta z pomidorem i mozarellą, grzanka crostini z pastą z wątróbek drobiowych, trójkatny sandwich tramezzini z majonezowym nadzieniem z kurczaka. Wybrałam tramezzini:

      tramezzini

      Tramezzini podano po raz pierwszy w 1925 roku w Caffe Mulassano w Turynie; do dziś kawiarnia istnieje i oferuje ponad 40 rodzajów kanapek, a twórcą ich nazwy jest pisarz Gabriele D`Annunzio.

      Następnie podałam zupę – wybrałam ribollitę, chyba najsłynniejszą zupę toskańską; jej nazwa znaczy - ponownie gotowana; gotuje się ją jak polski bigos, kilka dni, codziennie podgrzewając, by smaki doskonale sharmonizowały się. Podstawowe składniki ribollity to fasola, kapusta i pomidory, ale obowiązkowo musi być też obecny czerstwy chleb, najlepiej ten toskański, pieczony bez soli. Najczęściej turyści uważają że ten chleb jest wstrętny, bez smaku, i nie przyjmują do wiadomości, że robi się go głównie jako neutralne tło do sosów i zup. W naszej zupie był zwykły, polski chleb

      ribollita

      Nie ma Italii, w tym także i Toskanii, bez pasty (makaronu). Na party przygotowałam tagliatelle (oryginalne, toskańskie) z pancettą (dojrzewający w soli i przyprawach suszony boczek) oraz grzybami (prawdziwkami) – bo Toskania to prawdziwy raj dla grzybiarzy. Dodatkiem do sosu były orzeszki pinii, smakołyk, z uwagi na cenę trudno dostępny, ale też nie ma się co dziwić, bo te drobinki, kremowe perełki, są po prostu obranymi z łusek, jadalnymi nasionami sosny, więc dość to pracochłonne jest, a poza tym, ile szyszek trzeba na kilka deko nasionek! Ale trzeba przyznać, że pini są pyszne.

      tagliatelle

      Jako główne danie wybrałam schab w sosie jabłkowo-porowym, według przepisu Leonardo da Vinci. Wykorzystałam tu książkę autorstwa Dave'a DeWitta Kuchnia Leonarda da Vinci, rozpatrującą tematykę historii włoskiej od renesansu po czasy współczesne od strony kulinarnej.

       Mięsa we włoskiej kuchni powinny być ugarnirowane jarzynami, przy czym raczej nie wchodzą tu w grę ziemniaki; często jest to cukinia, fasolka, bakłażan, groszek. Zdecydowałam się na fasolkę szparagową i smażone płatki cukinii.

      schab Leonarda

      Właściwie najbardziej charakterystycznym mięsem jadanym w Toskanii są bistecci alla fiorentina – solidny plater wołowiny rasy Chianina, z chrupiąca skórką, opiekany na rozżarzonym węglu drzewnym. Ale u nas trudno kupić wołowinę na steki, a próby podróbek z twardego mięsa naszych krów kończą się porażką.

       

      Do zobaczenia na przyjęciu za miesiąc! Tym razem w kuchni indyjskiej.

       

      

      

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kolacja na toskańskiej prowincji”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 20 września 2013 09:22

Kalendarz

Marzec 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl