Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „kuchnia regionalna”

  • poniedziałek, 20 sierpnia 2018
    • Święty Jacku z pierogami

      Nie zapominam o dniu świętego Jacka w sierpniu (17-tego) i o pierogach, którymi karmił głodnych. Pamiętam o tym również ze względu na dziadka, ojca mamy, który nosił to imię w rzadkim już dzisiaj, starodawnym brzmieniu: Jacenty (nie znałam go, zmarł wiele lat przed moim urodzeniem).

      Z tych względów robię co roku w ten dzień pierogi. W tym roku siedemnasty sierpnia wypadł w piątek, więc były to pierogi jarskie, z grzybami (mieszanka pieczarek i kurek).

      pierogi św Jacka

      (przepis od lat ten sam, kilka dni temu był na moim blogu).

      A w Krakowie, już szesnasty raz odbył się festiwal pierogów; czasami bywałam na nim, ale tegoroczne upały zniechęcają do podróży.

      W tym roku konkurs był tematyczny: oceniano pierogi ruskie; statuetkę św. Jacka zdobyły pierogi Babci Władzi z Trzciany, zaś nagrodę publiczności, statuetkę św. Kazimierza, zdobyła firma "Pierogowe Fantazje".

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2018 12:12
  • poniedziałek, 06 sierpnia 2018
    • Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?

      W końcu, czego, jak czego, ale jabłek to nam w Polsce nie brakuje.

      A jabłka wszyscy w Polsce lubią. Ba! każdy ma swoją ulubioną odmianę!

      I dżemy też wszyscy lubią. Do świeżej chrupiącej bagietki, na grzankę...

      Ale dżemów jabłkowych w sklepach nie ma. Są wszystkie inne: truskawkowe, śliwkowe, wiśniowe, agrestowe, pomarańczowe....

      Czemu nie jabłkowe? Zbyt banalne w smaku? Mało ciekawy kolor? Czy zbyt rozciapana konsystencja?

      Naprawdę nie wiem.

      Ale ja sobie zrobiłam trochę dżemów jabłkowych. Może z uwagi na dodatki (cebulka, ostre przyprawy, jak choćby pieprz) trzeba by je nazwać chutneyem?

      Ale dla mnie to jednak ciągle dżem, z uwagi na zastosowanie. To słodkie, acz z pikantną nutą, smarowidło na chleb.

      dżem jabłkowy

      

      Bawię się tą manufakturą dżemową, bo dostaję ostatnio sporo papierówek, głównie w formie spadów, i znudziły mi się już naleśniki z jabłkami, racuszki z jabłkami i kompoty.

      Nie robię pulpy do szarlotki, bo nie lubię. Nadzienie do szarlotki, którą lubię, jest zawsze ze świeżych jabłek, startych na grubej tarce, i położonych na warstwie ciasta, bez żadnej wstępnej obróbki cieplnej. Żadne rozprażanie czy zasmażanie jabłek.

      Ale wróćmy do dżemów.

      Jabłka obieram, kroję na kawałki, wkładam do rondla, zasypuję cukrem (ilość cukru do smaku, trzeba próbować) i zaczynam podgrzewać na małym ogniu.

      Kroję cebulę na drobniutką kosteczkę, dodaję do jabłek, podlewam niewielką ilością wrzątku.

      Dodaję dodatki typu rodzynki, suszoną żurawinę, pokrojone śliwki, co tam mam akurat pod ręką.

      Doprawiam pieprzem, szczypta cynamonu, szczyptą papryki.

      Smażę, mieszając (!) aż masa zgęstnieje.

      Po czym przekładam do słoiczków twist, zakręcam, obracam denkami w dół i zostawiam do wystygnięcia.

      Naprawdę pyszne!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 sierpnia 2018 12:05
  • czwartek, 02 sierpnia 2018
    • Są już kozaczki - czas na pierogi

      Ponoć grzybów jest już zatrzęsienie.

      Cóż, ja jako mieszczuch, mogę powiedzieć coś o tym tylko na podstawie tego, co widzę na Burku - naszym tarnowskim targu.

      A widzę teraz przede wszystkim kozaczki, głównie te brązowe, ale i te czerwone już się pojawiły. Są moimi ulubionymi dla letnich dań, mają tę rewelacyjną chrupkość, nawet po obróbce cieplnej. Do pierogów, do zupy, do sosów - nie do zastąpienia!

      Dziś proponuję farsz do pierogów.

      pierogi z kozaczkami

      

      Przepis przywędrował wraz z mamą i babcią ze Świętokrzyskiego.

       

      ok. 5-6 sporych czerwonych kozaczków oczyścić, wrzucić na osolony lekko wrzątek i zblanszować przez ok. 4-5 minut. Odcedzić, przestudzić.

      Przełożyć na dużą deskę i drobno posiekać. Mama i babcia robiły to tasakiem - mieliśmy taki. Dużo było hałasu i stukania, może dlatego, że deski były raczej cienkie.

      Ja robię to na masywnej, grubej desce, a zamiast tasaczka używam do siekania szerokiego ząbkowanego noża do krojenia pieczywa.

      Teraz sporą cebulę drobniutko posiekać, przesmażyć kilka minut na łyżce masła, dodać posiekane grzyby i 1-2 łyżki bułki tartej, żeby farsz był zwarty. Doprawić solą, pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim. Zostawić do ostudzenia.

      Ciasto:

      do pół kilograma mąki wsypać sporą szczyptę soli, zalać wrzątkiem 250 ml, wymieszać łyżką, zostawić by nieco przestygła.

      Dodać 5 łyżek oleju i 1 jajko, wyrobić na miękkie, elastyczne ciasto, zostawić na pół godziny, żeby odpoczęło.

      Ciasto rozwałkować i wyciąć krążki, na każdy nakładać farsz, zlepiać, wrzucać na osolony wrzątek  i gotować 2-3 minuty od wypłynięcia.

      Najlepsze są – moim zdaniem – odsmażane, ale świeżo ugotowane też pyszne.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Są już kozaczki - czas na pierogi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 sierpnia 2018 11:34
  • poniedziałek, 30 lipca 2018
  • czwartek, 19 lipca 2018
    • Krupnik pani Ćwierczakiewiczowej

      Kiedy czytałam "Córkę kucharki" (o losach Tosi, przybranej córki słynnej pani Lucyny Ćwierczakiewiczowej), od razu wiedziałam, że muszę wypróbować przepis na krupnik. Bo, po pierwsze, zachwycali się nim bohaterowie książki i po drugie, bo był robiony inaczej niż robię go ja i wszyscy moi znajomi.

      Jak więc?

      Pani Ćwierczakiewiczowa zaleca:

      "Ugotować rosół jak zwyczajnie z tych kości i żyłowatych kawałków, osobno także ugotować kwaterkę kaszy jęczmiennej na gęsto, lejąc parę łyżek tłuszczu z rosołu i gdy się dostatecznie rozklei, wziąć jeszcze kawałek masła, włożyć w kaszę, ubić ją z tym masłem doskonale i rozprowadzić ugotowanym rosołem. Wiele osób zasypuje od razu rosół kaszą jęczmienną; nie jest to dobrze, bo krupnik nie będzie kleisty i biały, a kasza będzie oddzielać się od rosołu".

      Czyli cały sekret w tym, żeby osobno ugotować rosół z jarzynami, a osobno kaszę i dopiero później wszystko razem połączyć.

      Tak też zrobiłam. I wyszło pysznie, chyba będę zawsze tak krupnik gotować.

      krupnik

      

      Przepis? proszę bardzo, choć jeśli ktoś czytał książki kucharskie pani Ćwierczakiewiczowej, to wie, że nie ma tam dokładnych proporcji składników, dokładnych wskazówek (ot, choćby to stwierdzenie: "ugotować rosół jak zwyczajnie" - co wtedy znaczyło to: zwyczajnie?)

      Tak więc przepis, który podam, będzie moją interpretacją tego bardzo ogólnego z książki. Ot, choćby dodanie ziemniaków; pani Lucyna pisze tylko o dodaniu włoszczyzny, a ziemniaki na pewno nie zaliczają sie do tej kategorii. Ale ja po prostu MUSZĘ mieć w krupniku ziemniaki. U nas w domu nikt nie wyobrażał sobie, że może ich w krupniku nie być.

      Co do jarzyn, to albo mają się gotować w całości i potem zostaną pokrojone, albo ściera się je na tarce - nie kroi!

      Bardziej mi się podoba to tarkowanie:)

      To zacznijmy:

       

      kawałek wołowiny (mogą być też kości)

      skrzydełko z kurczaka

      liść laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego

      2-3 suszone grzybki

      sól, pieprz

      Wrzucamy wszystko do rondla, zalewamy zimną wodą i gotujemy na małym ogniu ok. 2 godzin (uzupełniając wodę).

       

      marchew

      pietruszka

      kawałek selera

      cebula

      kawałek pora

      3-4 ziemniaki

      Marchew, pietruszkę i seler po obraniu zetrzeć na grubej tarce, pora pokroić w plasterki, cebulę w piórka, ziemniaki w kostkę, dodać wszystko do rosołu i gotować dalej do miękkości warzyw, ok. godziny.

       

      filiżanka kaszy pęczaku

      2-3 łyżki masła

      Wypłukać pęczak, po czym wrzucić do zagotowanych w rondelku trzech filiżanek wody (lekko osolonej) i gotować do miękkości, mieszając i uzupełniając wodę. Kiedy kasza się już rozklei (będzie gęsta, klejąca się), dodać do niej kilka łyżek rosołu i masło, po czym zdjąć z ognia, rozetrzeć pałką lub drewnianą łyżką i połączyć ją z naszą zupą.

      Mięso wyjąć i pokroić na małe kawałki, po czym z powrotem wrzucić do zupy.

      Doprawić solą i pieprzem, dosypać posiekaną zieleninę (pietruszka, koperek, szczypiorek).

      Można jeszcze dodać każdemu na talerz łyżeczkę gęstej śmietany.

      Smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Krupnik pani Ćwierczakiewiczowej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2018 12:26
  • piątek, 22 czerwca 2018
    • Regionalne pierogi z Zalipia

      Pozostańmy jeszcze chwilę w kręgu kuchni regionalnej Małopolski.

      Moje zauroczenie malowaną wsią Zalipie trwa i ciągle szukam również kulinarnych tropów tej niezwykłej kultury. Przyznam, że idąc do krakowskiej restauracji "Zalipianki", liczyłam na regionalne dania właśnie z okolic Zalipia, choćby na sławne tam pierogi z farszem ze słodkiej kapusty i kiełbasy. No, ale niestety, nie; inspiracja kultura Zalipia ograniczona została tylko do wystroju lokalu.

      Ostatnio trafiłam na prawdziwą perełkę: "Pamiętnik kulinarny Ponidzia i  Powiśla", gdzie znalazłam przepis na "pirogi zalipskie". Wyszukałam już kiedyś recepturę na te pierogi, robiłam je, ale ten tutaj przepis ma dodatkowy składnik, który dodaje nadzieniu pełniejszego smaku: to tarta marchewka, dodana w końcowej fazie robienia farszu. Zrobiłam według wskazówek, dostosowawszy tylko proporcje do kuchni singla i proszę, oto rezultat:

      pierogi_zalipiaskie_2

      A oto przepis:

      Słodka kapusta – pół małej główki

       wiejska  kiełbasa około 10 dag,

      cebula  –  2, marchew- 1 szt, czosnek –  4  ząbki, 

       ziele  angielskie  – 2-3 ziarenka,  liście  laurowe  –  1  szt,

      sól,  pieprz  do  smaku, 

      słonina  do smażenia  kapusty  i omaszczenia pierogów 

      Składniki na ciasto na pirogi:

      0,5kg   mąki  

       1 jajko

      1 szklanka dobrze ciepłej wody.

      Opis przygotowania nadzienia do pirogów:

      Kapustę obgotować, dodając ziele angielskie i liść laurowy, następnie odcisnąć i drobno poszatkować.

      Drobno pokroić słoninę i podsmażyć na patelni, dodać pokrojoną w kostkę cebulę, czosnek  i pokrojoną wiejską kiełbasę, zeszklić, następnie   wymieszać   z kapustą.

      Dodać  marchewkę  startą  na  grubych oczkach, wszystko razem smażyć do miękkości. Doprawić solą i pieprzem do smaku.

      Wystudzić.

      Opis przygotowania ciasta na pirogi:

      Składniki   na   ciasto   dokładnie  wymieszać,   dodawać   odrobinę ciepłej  wody,  aby  wyrobione  ciasto  miało  elastyczną  i jednolitą konsystencję.   Następnie   należy je  rozwałkować  i wyciąć  kwadraty. Na każdy kwadrat, nakładamy nadzienie  i każdego  piroga  pięknie  sklejamy  tak,  aby  miał  ładną i zgrabną falbankę. Tak przygotowane  pierogi  wrzucamy  do  gotującej  wody  i gotujemy  przez  trzy minuty.  Po  ugotowaniu  należy  je przelać  zimną  wodą,  żeby  pierogi  nie  sklejały  się.  Dla  pięknego apetycznego wyglądu oraz dobrego  smaku,  omaszczamy  je  usmażoną  słoniną  z

      cebulą.

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Regionalne pierogi z Zalipia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 22 czerwca 2018 11:12
  • wtorek, 19 czerwca 2018
    • Czy gotuje jeszcze ktoś zalewajkę?

      Zalewajka to dla mnie zupa dzieciństwa, rodzinna tradycja i często pojawia się na moim stole.

      Ja jestem już małopolanką, od urodzenia, ale moja rodzina wywodzi się ze świętokrzyskiego, i stamtąd przywędrowała moja zalewajka.

      Parę dni temu jadłam zalewajkę w krakowskiej restauracji "Zalipianki" Ewy Wachowicz, bardzo ucieszona, że tak prosta, chłopska właściwie zupa, pojawiła się w tak renomowanym lokalu. I okazało się, że to, co nam podano, zalewajką chyba jednak nie jest. To był raczej wielkanocny żurek, z dużą ilością kiełbasy, jajek i chrzanu. A nie było w zupie ziemniaków, a są one nieodłącznym elementem zalewajki.

      Sprawdziłam to sobie; ziemniaki to naprawdę niezbędny element zalewajki. Zupa wpisana jest na ministerialną listę produktów tradycyjnych i rozumie się przez nią zupę wiejską, zawierającą ugotowane, pokrojone w kostkę ziemniaki, zalane (stąd właśnie nazwa zupy) żurem z zakwasu chlebowego. Wywodzi się z centralnej Polski (Łódź, Kielce), a jej regionalne odmiany różnią się jedynie dodatkami; ale sposób przygotowania jest niezmienny.

      Zaraz więc po powrocie z Krakowa, ugotowałam naszą, rodzinną zalewajkę.

      moja_rodzinna_zalewajka

      Robię ją tak, jak robiły babcia i mama. Nawet miejsce przygotowania jest to samo. Ta sama kuchnia, te same składniki, ta sama kolejność przygotowania. Dawno już nie przemówiła tak bardzo do mnie  tradycja i wspomnienia. To był nasz rodzinny, domowy czas. To jest teraz mój czas, mój udział w zachowywaniu i tworzeniu domowej tradycji.

       

      Jak tę zupę u nas robimy? Proszę bardzo, oto przepis:

      Na 2-3 osoby biorę 2 duże ziemniaki, obieram, kroję w kostkę, wrzucam do rondla, zalewam zimną wodą gdzieś tak do połowy garnka. Dodaję 1 cebulę pokrojoną w kostkę. Lekko solę. Wrzucam listek laurowy i 2 ziarna ziela angielskiego oraz 1-2 ząbki czosnku. Gotuję do miękkości ziemniaków.

      Teraz dodaję zakwas żurkowy, jakieś pół szklanki. Trudno powiedzieć, ile go dać, bo wszystko zależy od tego, jaki on jest, czy bardzo kwaśny. Trzeba dodawać po troszku i próbować, czy smak nam już odpowiada. Chwilę jeszcze trzeba pogotować i na końcu dodaję śmietanę. Taką porządną, kwaśną, gęstą (18 % co najmniej), jakieś 2-3 łyżki. Mieszam mątewką, żeby nie było grudek. Posypuję posiekanym szczypiorkiem lub zieloną cebulką.

      Próbuję, ewentualnie doprawiam solą i pieprzem. Gotowe.

      W wersji bardziej bogatej, razem z ziemniakami dodaje się do garnka kawałek kiełbasy drobno posiekanej. Ja lubię jeszcze dorzucić 2-3 suszone grzyby.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Czy gotuje jeszcze ktoś zalewajkę?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 czerwca 2018 12:07
  • wtorek, 20 lutego 2018
  • piątek, 16 lutego 2018
  • wtorek, 06 lutego 2018
  • środa, 20 grudnia 2017
    • Wigilijny bigos literacki M. Musierowicz

      Jak ja lubię wigilijne kapusty!

      Odmian tych kapust są dziesiątki! Co dom - to przepis.

      Kapusta z grochem, kapusta z grzybami, farsz z kapusty i grzybów do uszek i pierogów, kapusta kiszona, kapusta biała, czy wreszcie - już nie wigilijny, a świąteczny - bigos.

      Ja zapraszam dziś na wigilijny bigos literacki.

      Kiedy wstawiłam gar kapusty kiszonej, przypomniała mi się scena z książki M. Musierowicz "McDusia", kiedy Józinek, zupełnie już duży syn Idy, pałaszuje wigilijny bigos babci, Mili Borejko; posłuchajcie:

       

      "Wtedy to właśnie mama wbiła w Józefa zielone spojrzenie znaczące i naglące, co niestety przypadło na moment, gdy jeszcze miał pełen talerz tego rewelacyjnego, ciemnego bigosu ze śliwkami, rodzynkami i borowikami (o, jak on lubił babciny wigilijny bigos!) - właśnie nałożył sobie szczodrą ręką dokładkę."

       

      Ech, nie oparłam się pokusie zrobienia czegoś podobnego u siebie:)

      wigilijny bigos

      

      Proporcje właściwie dowolne. Korzystałam z tego, co miałam już przygotowane na inne wigilijne potrawy.

      A więc przede wszystkim kapusta kiszona, obowiązkowo z wióreczkami marchwi w środku, ugotowana z dodatkiem kminku, ziela angielskiego i liścia laurowego.

      Do tego: kapusta biała cieniutko poszatkowana, lekko osolona, podduszona na oleju z dodatkiem wody, koniecznie z cieniutkimi półkrążkami cebuli.

      Koniecznie grzyby: garść suszonych zalewam wodą, lekko solę i gotuję do miękkości. Odstawiam, kiedy przestygną, wyławiam grzyby, kroję je na paseczki.

      Teraz pieczarki i boczniaki: drobno je siekam, podsmażam na maśle, dodaję posiekaną cebulkę.

      Kiedy kapusty są już miękkie, łączymy je razem i dodajemy grzyby suszone, grzyby podsmażone, wlewamy wodę z gotowania grzybów suszonych.

      Dodajemy drobno posiekane śliwki suszone, garstkę rodzynek i garstkę suszonej żurawiny.

      Mieszamy wszystko, doprawiamy solą i pieprzem.

      Ostawiamy na noc.

      Niech się smaki przegryzają.

      Potem już smacznego!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wigilijny bigos literacki M. Musierowicz”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      środa, 20 grudnia 2017 10:23
  • piątek, 17 listopada 2017
  • czwartek, 16 listopada 2017
    • Regionalna zarzucajka

      Zapraszam na galicyjską zarzucajkę - gęstą zupę z kiszonej kapusty

      zarzucajka_na_blog

      pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku; jeśli w kapuście nie ma marchewki - to 1 marchewkę surową)

      kawałek boczku wędzonego

      kawałek wiejskiej kiełbasy
      2 cebule
      2 duże ziemniaki
      sól, pieprz, szczypta ziarenek kminku, liść laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego
       łyżka masła
      2 łyżki mąki

      Boczek, kiełbasę i  1 cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy w rondlu (nie trzeba żadnego tłuszczu, bo wytopi się on z boczku). Oprószamy łyżką mąki. Dodajemy lekko przesiekaną kapustę i zalewamy zimną wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucamy ziele angielskie i listek laurowy i gotować aż do miękkości, jakieś 40 minut.
      W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i drugą cebulę, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.
      Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz i kminek (uwaga z kminkiem! Jak będzie go za dużo, zepsuje smak zupy). Gotujemy razem jakieś 15 minut.
      Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy.
      Całość gotujemy jeszcze jakieś 10 minut.
      Ostawiamy. Najlepsza jest po kilku godzinach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Regionalna zarzucajka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 listopada 2017 12:05
  • poniedziałek, 23 października 2017
    • Regionalne gołąbki z kaszą i grzybami

      Ciągle jeszcze mamy sezon na leśne grzyby. Tym razem miałam kilka podgrzybków, kilka maślaczków, garść kurek. Dołożyłam kilka pieczarek. Było w sam raz na świętokrzyskie gołąbki z kaszą pęczak i grzybami. Zapraszam!

      gobki_z_kasz

      Grzyby leśne: podgrzybki, maślaczki, kurki

      Grzyby suszone - kilka prawdziwków

      Pieczarki - kilka sztuk

      cebula

      szklanka kaszy pęczak

      1 jajko

      kapusta na gołąbki (najlepiej odmiana coolwrap, taka o luźno zwiniętych liściach, które łatwo oddzielić bez parzenia całej główki)

      olej, masło

      sól, pieprz, papryka

       

      Liście kapusty zblanszować, odciąć sztywny rdzeń z każdego liścia

      Szklankę kaszy wypłukać, zalać 2 szklankami wody, posolić, gotować aż cała woda wyparuje. Garnek przykryć, zawinąć w gazetę lub ręcznik - w ten sposób kasza dojdzie, będzie miękka i ziarna nie pozlepiają się.

      Teraz grzyby: suszone namoczyć w niewielkiej ilości wody, a pozostałe oczyścić i drobno posiekać. Wrzucić na olej i masło, lekko posolić, smażyć aż cała woda z nich wyparuje. Dodać pokrojone grzyby suszone i wodę w której się moczyły. Dodać pokrojoną drobno cebulę. Smażyć wszystko jeszcze kilka minut. Odstawić do ostygnięcia.

      Przełożyć grzyby do salaterki, dodać kaszę, doprawić przyprawami, dodać jajko, wymieszać.

      Nadziewać kaszą z grzybami zblanszowane liście kapusty, zwijać gołąbki, ułożyć w rondlu wyłożonym liściem kapusty, podlać wrzątkiem, dodać łyżkę-dwie masła, dusić na małym ogniu do miękkości.

      Podawać z sosem, np. pomidorowym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 października 2017 10:32
  • piątek, 20 października 2017

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl