Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „przetwory”

  • czwartek, 21 lipca 2016
    • Masz kilogram prawdziwków i .......

      Kupiłam kilogram prawdziwków na targu.

      Drogie są - kosztowały 35 zł.

      prawdziwki

      Kupiłam, aby je ususzyć na zimę.

      Z tego kilograma wyszło mi prawie 100 g. Niewiele, prawda?

      Pytanie - czy się opłaca samodzielnie suszyć? Zajrzałam do sklepów, by zobaczyć cenę suszonych. Wychodzi, że przeciętnie za 10 gram krajanki prawdziwków, łepków i ogonków, w których przeważają ogonki (bo cena samych kapeluszy jest znacząco wyższa) trzeba zapłacić jakieś 3-4 zł.

      Czyli cenowo wychodzi właściwie na to samo.

      Ale są plusy samodzielnego suszenia: wiadomo, że nie ma w nich robali, no i ta satysfakcja łowcy: upolowałam (znaczy się kupiłam), zajęły mi sporą część blatu, co robi wrażenie, przetworzyłam, ten zapach w czasie suszenia.... i ten moment wsypywania do pudełka, to grzechotanie....

      Ale są i minusy: kupujesz kilogram grzybów - ale ile z tego będzie zdrowych, nie robaczywych? Loteria. W moim kilogramie jeden był do wyrzucenia.

      Marzy mi się, żeby można było kupować tak, jak to widziałam na targu we Francji: grzyby są przekrojone na pół wzdłuż i widzisz, co kupujesz; tak to na przykład wyglądało na targu w Cannes:

      grzyby we Francji

      Marzenie! co nie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2016 06:45
  • piątek, 15 lipca 2016
    • Policzmy, ile tych słoików ci wyszło?

      Kot, jak zwykle, żywo jest zainteresowany wszystkim, co dzieje się w kuchni. W kuchni bowiem zawsze może trafić się jakaś miła przegryzka.

      Tym razem tylko ogórki?? Nieee…. ale ten koper pachnie zachęcająco, można by otrzeć o niego łepek.

       b_kot_i_ogrki

      Rodzinny przepis na ogórki konserwowe mamy ze Starachowic, od ś.p. cioci Reni.

      Do marynaty dodaje się cukier, dzięki czemu  ogórki nie wykręcają „gęby” swoją ostrością, mają łagodną nutę.

      Na każde ½ l wody potrzeba: 7 łyżek octu, 2 łyżki cukru, 1 łyżeczka soli, 2 liście laurowe. Na słoik o pojemności 1 litra na pewno wystarczy te ½ l wody, a zwykle trochę mniej, to zależy jak ciasno uda się nam ułożyć ogórki; najlepiej żeby były w pozycji stojącej.
      Ponadto do każdego słoika: baldachim kopru, kawałek chrzanu, ząbek czosnku, kilka ziarenek ziela angielskiego


      Ogórki dobrze jest po umyciu i obcięciu ogonków zalać zimną wodą i zostawić na jakieś 2 godziny, będą bardziej jędrne.

      Do każdego wyparzonego słoja włożyć baldachim kopru, kawałek chrzanu, ząbek czosnku, kilka ziarenek ziela angielskiego. Ułożyć pionowo dość ściśle ogórki.
      Przygotować odpowiednią ilość zalewy, zagotować ją i gorącą zalać ogórki w słoikach. Do każdego słoika dołożyć po 2 liście laurowe wyjęte z zagotowanej zalewy. Wytrzeć dokładnie brzegi słojów i wieczka, zamknąć. Wstawić słoiki do dużego garnka, zalać ciepłą wodą, doprowadzić do zagotowania wodę, zmniejszyć ogień i pasteryzować 5 minut. Zaraz potem wyjmować, nie powinny stać we wrzątku dłużej. Odwrócić pokrywkami w dół, zostawić by wystygły.

      Gotowe do spożycia są - jak każda marynata - po jakichś 2 tygodniach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lipca 2016 06:39
  • niedziela, 05 czerwca 2016
  • poniedziałek, 15 września 2014
    • Długo oczekiwane rydze

      Pomarańczowo-rdzawe, w kolorze polskiej jesieni, wreszcie są.

      Poluję zwłaszcza na te małe, do słoików, ale i duże mile widziane. Podsmażone, świetnie smakują posypane gruba solą, albo, pokrojone w paski,  jako dodatek do jajecznicy. Pycha!

      rydze marynowane

      I jeszcze przepis na marynowane, ten sam od lat, z zalewą ostro-słodką.

      Na 4 szklanki wody bierzemy 1 szklankę octu spirytusowego

      pół szklanki cukru

      łyżkę soli

      Trzeba to zagotować i lekko przestudzić.

      Ponadto potrzebna będzie cebula, mała marchewka, pieprz, ziele angielskie i listki laurowe

      Grzyby trzeba bardzo dobrze wypłukać, zwłaszcza te blaszkowe, jak rydze, czy kurki, żeby w blaszkach nie pozostał piasek. Następnie trzeba je zalać wrzącą wodą, lekko osoloną i obgotować kilka minut. Odcedzić i przestudzić.

      Cebulę pokroić w cienkie dość półplasterki, marchewkę w plastry.

      Do każdego wyparzonego słoika dodajemy: plastry cebuli, plastry marchewki, kilka ziaren pieprzu, kilka ziaren ziela angielskiego, listek laurowy oraz przestudzone grzyby.

      Zalewamy zalewą, zakręcamy, po czym wstawiamy słoiki do dużego garnka, zalewamy zimną wodą, tak, żeby były zanurzone, doprowadzamy do zagotowania po czym zmniejszamy ogień i pasteryzujemy 15 minut.

      Następnie odlewamy z garnka wodę, wyjmujemy słoiki, odwracamy do góry dnem i zostawiamy do ostygnięcia.
      Grzyby gotowe są do jedzenia najwcześniej po miesiącu.

      Ta zalewa wystarcza na ok. 6 słoiczków o pojemności 300 ml. Piszę około, gdyż zależy to od tego, jak ciasno ułożyliśmy grzyby.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Długo oczekiwane rydze”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 września 2014 08:57
  • czwartek, 22 maja 2014
    • Konfitura z płatków róży

      Krzewy róży cukrowej już przepięknie rozkwitły, słodko i amarantowo.

      Na stołach targowych pojawiły się charakterystyczne reklamówki wypełnione główkami róż, pakowanymi (teoretycznie) po 1 kopie. Myślę, że jest ich tam mniej, ale niech tam, 3 złote to przyzwoita cena, a wychodzi z tego 2 małe słoiczki konfitury. A dodam, że przed Wielkanocą, za taki mały słoiczek róży płaciłam w sklepie ok. 15 zł (były i droższe!); musiałam kupić, bo w ubiegłym roku nie miałam głowy do żadnych przetworów, a koniecznie chciałam zrobić mazurek różany.

      płatki róży

      Wielkiej filozofii w robieniu konfitury z róży nie ma:

       

      Waży się suche, przebrane z listków i środków płatki róży i bierze się 2 razy tyle cukru pudru.

      Płatki zalewa się wrząca wodą, po chwili odcedza i odciska.

      Wrzuca się do makutry z cukrem i uciera aż powstanie zadawalająca nas konsystencja masy. Mogą być płatki bardziej lub mnie rozdrobnione, jak tam lubimy.

      Dodaje się trochę soku z cytryny, żeby przełamać tę szaloną dość słodycz.

       

      Pakuje się w wyparzone słoiczki typu twist, na wierzch można położyć kółko z pergaminu posmarowane spirytusem, zakręca się szczelnie.

      Nie trzeba pasteryzować, tyle że powinny stać w ciemnym chłodnym w miarę miejscu.

      Ja po prostu trzymam je w kącie, na najcieplejszej półce lodówki. Nie robię róży dużo, więc mogę sobie na to pozwolić.

       

      Dużo czytałam o tym, że trzeba najpierw odciąć białe końcówki płatków, bo mają w sobie gorycz. Eeee, tam! Od wielu, wielu lat robię tę konfiturę, nigdy nie bawiłam się w żadne odcinanie końcówek, i nigdy konfitura gorzka nie była.

      Moim zdaniem – co innego jest ważne.

      Otóż w pączkach kwiatowych lubią sobie siedzieć robaczki, czasem wyglądające jak zwykły okruszek ziemi. I trzeba się naprawdę przyłożyć do dokładnego przebrania płatków, żeby nie trafiła się nam taka niemiła niespodzianka w makutrze.

      Ach, i oczywiście, można zamiast ucierania ręcznego zmiksować płatki z cukrem, jednak przy ręcznym ucieraniu łatwiej uzyskać strukturę konfitury taką, jaką się lubi. A poza tym, czasem tęsknię do dawnych staroświeckich technik kulinarnych.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Konfitura z płatków róży”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 maja 2014 10:15
  • niedziela, 07 października 2012
    • Marynowane rydze - już czas!

      Było trochę deszczu. Jest ciepło. Jest jesień. Powinny być grzyby.
      Ba! powinny być już rydze!
      Był dzień targowy, trzeba wyjść wcześniej z domu, zajrzeć na targ przed pracą, może będę rydze.
      No, i jak nie kochać tego miasta?! oczywiście że są!:)
      

      rydze

      Robimy marynatę:
      4 szklanki wody
      1 szklanka octu
      pół szklanki cukru
      czubata łyżka soli
      Zagotować składniki marynaty, lekko przestudzić.

      Grzyby dokładnie umyć, po czym zalać gorącą wodą i zagotować.
      Odcedzić, przestudzić.
      Wkładać do wyparzonych słoiczków twist, dodając krążki cebuli i kilka ziaren ziela angielskiego.
      Zalać zalewą.
      Słoiczki zamknąć, włożyć do rondla, zalać wodą, po czym pasteryzować 5 minut od zagotowania.
      Wyjąć pozostawić do ostudzenia.
      Grzyby są gotowe do jedzenia najwcześniej po miesiącu.

      A gdyby ktoś miał wątpliwości, czy warto się tak trudzić osobiście z marynowaniem, to proszę, popatrzcie na ceny słoiczka rydzów w sklepie!

      rydze w sklepie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Marynowane rydze - już czas!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 października 2012 05:56
  • piątek, 17 czerwca 2011
  • poniedziałek, 27 września 2010
    • Marynuję rydze

      Rydze - jak dla mnie - najlepsze są pieczone na blasze, posolone, ułożone ogonkami do góry. Tak piekła moja babcia, no, ale miała prawdziwy piec.
      Smażone na patelni też są super. A do mojej domowej spiżarni co roku musi trafić trochę słoiczków rydzy marynowanych.
      Zalewę robię zawsze z tego samego przepisu: grzyby wychodzą ostre, ale nie za bardzo, lekko słodkawe - idealne.

      rydze marynowane

      Na pewno się powtarzam, pewnie rok temu czy dwa, podawałam juz przepis na zalewę, ale co ma ktoś przedzierać się przez czeluście archiwum:))) podam jeszcze raz:
      na 4 szklanki wody - 1 szklanka octu spirytusowego
      pół szklanki cukru
      czubata łyżka soli
      Wszystkie te składniki - do rondla i zagotowuje się razem. Zalewa powinna nieco wystygnąć.
      Zalewy wystarczy na 6 takich małych słoiczków jak na zdjęciu.

      Grzyby, zwłaszcza te blaszkowe trzeba bardzo dokładnie umyć pod bieżącą wodą.
      Wrzuca się je na lekko osolony wrzątek i gotuje ok. 10 min, następnie odcedza i odstawia do ostudzenia.
      Do każdego wyparzonego słoiczka wkłada się liść laurowy, kilka ziaren pieprzu oraz grzyby i kilka plasterków cebuli pokrojonych w plastry.
      Zalewa się grzyby zalewą.
      Teraz pasteryzacja: słoiki ustawia się w dużym rondlu, zalewa zimną wodą i na małym ogniu doprowadza wodę do wrzenia (ale tylko tak, żeby woda lekko mrugała). Pasteryzuje się 15 minut.
      Po tym czasie wodę odlewam, słoiki wyciągam, odwracam do góry dnem, przykrywam ściereczką i odstawiam do przestygnięcia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Marynuję rydze”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 września 2010 06:21
  • niedziela, 28 października 2007
    • Porydzykowałam sobie...

      ... czyli grzybowego szaleństwa ciąg dalszy.

      ... czyli czas na przetwory, na rydze marynowane przede wszystkim!

       

       

       

      Robię zalewę dość tradycyjną: na 4 szklanki wody dodaję 1 szklankę octu spirytusowego,  

      pół szklanki cukru , łyżkę soli, wszystko mieszam razem i zagotowuję.

      Grzyby płukam, większe kroję na kawałki, wrzucam na lekko osolony wrzątek i obgotowuję przez 10 minut. Przecedzam.

      Układam w słoiczkach, przekładając grzyby półplasterkami cebuli.

      Do każdego słoiczka dodaję: kilka ziaren pieprzu, kilka ziaren ziela angielskiego, 1 listek laurowy.

      Zalewam zalewą, zakręcam słoiki, wkładam je do dużego rondla, zalewam zimną wodą, podgrzewam na małym ogniu i od czasu kiedy woda stanie się gorąca, prawie wrząca gotuję 15 minut.

      Potem odlewam wodę z garnka, wyjmuję słoiki, obracam do góry dnem i zostawiam do wystygnięcia.

       

       

       

      Dodam, że szaleństwo suszenia grzybów mam już właściwie za sobą. Suszę w zasadzie tylko prawdziwki i borowiki, czasem kozaczki, ale te wychodzą bardzo ciemne.

       

       

       

      Mrożonek grzybowych też mam już sporo :)))

      Po obgotowaniu w lekko osolonej wodzie, lub po podsmażeniu, dzielę na małe porcje, wkładam do woreczków i do zamrażarki. Mam już kurki, maślaczki, trochę prawdziwków i trochę rydzy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 października 2007 06:23

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl