Prowincja w globalnej wiosce

Moje 100. tysięczne miasto na południu Polski - to z perspektywy globalnej wioski - raczej prowincja. Ale to mój świat, mój własny kawałek ziemi. Całkiem fajnie się tu myśli, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, pichci w kuchni. I fajnie będzie o tym porozmawiać

Wpisy otagowane „kawa”

  • wtorek, 07 lipca 2015
    • Skąd by tu wziąć ową kaffę?

      Zastanawiało się nad tym wiele pań domu w XVII-wiecznej Polsce. Kawa robiła furorę.

      (zdjęcie allegro.pl)

      Upalne tegoroczne lato nie sprzyja kulinarnym eksperymentom. Sprzyja natomiast leniwym popołudniom, przy lekturze, z filiżanką kawy na przykład.

      Kiedy myślimy o kawie w literaturze, od razu przychodzi każdemu na myśl „Pan Tadeusz” i jego piękna opowieść o kawiarce w szlacheckim domu. To zna każdy.

      Ale czy znacie równie piękny (a może i piękniejszy) opis zalet kawy i sposobów jej parzenia z książki Andrzeja Stojowskiego pt. „W ręku Boga”? To sequel „Trylogii” H. Sienkiewicza.

      Spotkamy tu pana Zagłobę, pana Sobieskiego, Krzysię Ketlingową i Basię Wołodyjowską. Oprócz ciekawej i wartkiej akcji, jest dużo pięknych opisów zwyczajów dnia powszedniego. Ot, choćby ten, opowiadający o przyjmowaniu gości. Pan Kotficz, zaufany pana Sobieskiego, podejmuje w swoim domu bohaterów „Trylogii”, podając najnowszą kulinarną ciekawostkę – kawę.

       

      „- Zechciej pani –zwrócił się do żony, która dotąd milcząc przysłuchiwała się rozmowie – kazać nam podać kafy, abyśmy się tu mogli przekonać dowodnie o błogosławionych zaiste zaletach onego napoju. My wszyscy – rozejrzał się wkoło pan Kotficz – którym przychodziło mniej czy więcej poznać tureckie obyczaje, ani myślelibyśmy negować, że kafa rozjaśnia umysł, przepędza sen, budzi ducha. Zaiste wiele kafie zawdzięczają Turcy, a my Turkom winniśmy wdzięczność, że owo ziarno niepozornych krzewin wyrosłych w krainie królowej Saby rozpowszechnili, poprzez miasto Caffa w Arabii, gdzie sławny targ na ono ziarno, aż po granice Rzeczpospolitej. A państwo wszyscy, co powiecie? Pokosztujecie kafy?

      - Prosimy! Chcemy kafy! – zawołali.

       

      - Mówią, że kafa droga, że wielkopański to nawyk, przecie przepłacić kafy nie sposób. Cała rzecz w tym, by warzeniem kafy sposobnym, czy to po polsku z miodem, pod kożuszkiem śmietankowym zapiekanej, czy to kafy mocca, jak ja Turczynowie, czy Arabowie alias Beduiny piją, czy to kafy kapucyńską modą doprawionej czekuladą z utłuczoną korą arboris cinamoni, jak jej w Italiej zażywają radzi, nie ująć kafie wigoru, a przeciwnie, ukrzepić jej nieporównane smaku i aromatów przymioty (…) ciągnął pan Zagłoba, wsłuchując się z lubością w szelest kawowego ziarna sypanego z puszki perskiej, barwistymi emaliami zdobnej, w młynek mosiężny, niczym laska długi. Ułowił zaczem ziarno jedno, poniuchał, obracał w palcach patrząc, czy nie za mocno upalone, aż w gębę biorąc żuł, gorzkawym smakiem widocznie udelektowany. Pan Kotficz tymczasem jął obracać korbką u młynka.

      (…) I przypatrywał się uważnie, jak się w tygielki z miedzi pobielanej, wodą zimną wypełnione, sypie miał kawowy, cienki niczym mąka, dokłada po łyżeczce cennego trzcinowego cukru, gdzieś znad Eufratu przywiezionego. Zaczem na żarzących się węglach drzewnych, w piecyku stosownym na stole ustawionym, tygielki owe rozgrzewa się, aż zakipi piana. Drażniący aromat kafy sprawił, że aż Baśka i Krzysia uniosły głowy. Niecierpliwie czekały.

      Patrzały, jak wypełniają się kafą błękitne farfurki niezmiernej zapewne rzadkości i ceny, perskiej roboty, jak pan Kotficz zapewniał. Poczęstunek pozwalał zapomnieć o codzienności letniego ogrodu, zwyczajności sąsiedzkich odwiedzin.

      Półleżąc w wystawionych na podcienia ganku otomanach, pokrytych barwistymi poduszkami z kosztownych tkanin, wdychając zapach kafy pomieszany z wonnymi aromatami ambry i olejków, bądź pomarańczowych, bądź różanych, unoszących się z tlejących lamp, czuli się przeniesieni w świat tajemniczej, grzesznej lubieżności Orientu, jeszcze nim zdążyli zakosztować słodkiej goryczy wrzącego przed chwilą napoju.

      - Oooch! – westchnęła tylko Krzysia, gdy jej nabrzmiałe wargi dotknęły farfurki.

      - Tam, do diaska! – wykrzyknęła Baśka, u której w chwilach szczególnych wzruszeń pojawiały się na ustach gminne, stajenne wyrazy.

       

      - Jeszcze kafy? A co panie mniemają o zaletach onej? – pytał pan Kotficz uprzejmie.

      - Gorzka i parząca! – szczerze odpowiedziała Baśka, główką potrząsnęła, aż dodała z rezolucją wielką: - Ta kafa się nie przyjmie. Po dawnemu dam żurek na kiełbasie warzyć na śniadanie albo piwną polewkę!

      Krzysia chwilę nie odpowiadała, wstyd jej było za Baśkę. Zastanawiała się nad odpowiedzią.

      - Pozwala nam ta kafa choć chwilę nie pomnieć o dniu powszednim. Przenosi myśli nasze w inny świat, wyśniony. Bliższy nam jak prawdziwy, bo właśnie nasz własny. Kafa to ułuda snu… Choć powiadają, że pono rozbudza. Lecz sądzę, że się kafa przyjmie u nas, będą ją pili wszyscy, co potrafią marzyć….”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Skąd by tu wziąć ową kaffę?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 lipca 2015 09:45
  • czwartek, 23 stycznia 2014
    • Kawa w tramwaju smakuje lepiej?

      Mamy w Tarnowie niezwykłą kawiarnię, usytuowaną w tramwajowym wagonie, który stoi w centrum miasta, na Placu Sobieskiego.

      kawiarnia w tramwaju

      espresso tramwajowe

      To na pamiątkę, że kiedyś, od 1911 do 1942 roku po moim mieście kursował czerwony tramwaj; łączył Dworzec Kolejowy z ulicą Lwowską i Grabówką. Niemieccy okupanci zdemontowali cenną, miedzianą trakcję, wykorzystując ją na froncie. Jednak pasjonaci tradycji i historii włożyli wiele trudu, by przypomnieć i upamiętnić ten fakt z dziejów miasta.

      I tak powstała kawiarnia „Cafe Tramwaj”.

      Kawa espresso, którą tam piłam, jest przepyszna! Polecam!

       wnętrze kawiarni

      A pijąc, można pooglądać stare fotografie miasta i podpatrywać zza szyby życie mieszkańców.

      A ja zapraszam jeszcze do lektury fragmentu „Książeczki” Jana Bielatowicza, tarnowianina, który tak pisał o tarnowskim tramwaju:

       

      „Wyjeżdżać mógł nasz tramwaj spod dworca kolejowego dopiero wtedy, gdy na drugie ramię wideł rozjazdu wjechał wóz pędzący ze strony przeciwnej i kiedy już motorniczy z celebrą i wśród zachwytów widzów przełożył dyszel na dachu wozu do tyłu. Działo się to wszystko tak wolno, że zanim wóz ruszył, połowa podróżnych, narozkoszowawszy się wnętrzem tramwaju, wybiegała niby to urażona na ulicę, by potem ścigać się z tramwajem w górę ulicy Krakowskiej, przeciąwszy przedtem na przełaj planty kolejowe.
      Wjeżdżając na Krakowską zgrzytały piskliwie, jakby w przewidywaniu niezmiernej fatygi. Jeszcze gładka przestrzeń nad kościołem misjonarzy i browarem Sanguszki nie sprawiała im trudu, ale już od pierwszej rozjezdni u wylotu ulicy Krasińskiego zaczynała się wyczerpują spinaczka. Od tego już miejsca ci, którzy wybrali się pieszo zyskiwali przewagę nad tramwajem. Pod "Apollo" szło jeszcze jako tako, aliści od "Marzenia" wyglądało, że tramwaj nieuchronnie zacznie się staczać do tyłu. Ale wozy z herbem Leliwa nigdy się nie cofały. Na plac Sobieskiego, pod starostwo wjeżdżały rozgrzane zwycięstwem nad przestrzenią blisko tysiąca metrów. Nic dziwnego, że stąd już tanecznie, w pląsach, gęsto dzwoniąc i wesoło sypiąc iskry spod kół i znad drutów, rwały czerwone tramwaje półkolem wokół śródmieścia, przez ulicę Wałową do Pilźniańskiej Bramy, aby z górki na pazurki stoczyć się w dół ulicy Lwowskiej ku Grabówce.”

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 stycznia 2014 06:29

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Durszlak.pl